Prawnik na macierzyńskim na ratunek

Moi drodzy Czytelnicy,

Wielu spośród Was pyta mnie w mailu, na Facebooku i w komentarzach o przeróżne sprawy, opinię, porady, wskazówki. Skrzynka mailowa po prostu pęka w szwach. Obawiam się, że nie jestem w stanie sprostać Waszym oczekiwaniom i odpowiadać na zadawane pytania. Na samym początku tworzenia tego bloga, naiwnie myślałam, że będę mogła wielu z Was w ten sposób pomóc odpowiadając na maile i komentarze. Szczerze mówiąc robiłam to przez jakiś dłuższy czas. Ten czytelnik ma dramatyczną sytuację, a ta osoba jest naprawdę w dołku – jak jej nie pomóc? Pomagałam ile mogłam. Ale…koszt był wysoki.

Po powrocie z Kancelarii do późnych godzin nocnych, a czasem i wczesnoporannych, w weekendy i święta – siedziałam i pisałam. Dzieci Prawnika na macierzyńskim wiecznie widziały swoją matkę przy komputerze, nie miałam czasu ani dla bliskich, ani dla siebie. Od tego ciągłego ślęczenia przed klawiaturą nabawiłam zapalenia barku (kóry ciągnie się za mną do tej pory), a efekt? I tak nie zdołałam pomóc wszystkim, bo liczba pytań stale rosła. Udzielałam odpowiedzi na pytanie, a tu czytelnik zwykle miał kolejne wątpliwości. Poza tym zachęceni moją aktywnością inni czytelnicy również pisali prośby o porady. Nie mogę powiedzieć, że nie sprawiało mi to przyjemności. Przeciwnie – z radością odpowiadałam i miałam do tego satysfakcję, że ktoś z tego skorzystał.

Doszłam jednak do wniosku, że tak się nie da. Prawnik na macierzyńskim nie może być lekiem na całe zło. Funkcja tej strony internetowej miała być zupełnie inna. Mimo satysfakcji z tworzenia bloga, nie jestem w stanie mu poświecić całego mojego czasu. Prawdę mówiąc pytań Waszych jest tak wiele, że aby na nie wszystkie odpowiedzieć musiałabym zatrudnić kogoś do pomocy, bo jak wiemy doba ma tylko 24 godziny. Pomijam już tutaj całkowicie kwestie, że udzielanie komuś porady prawnej na odległość na podstawie zdawkowych informacji przekazach w mailu, może wyrządzić komuś więcej szkody niż pożytku. To tak jak porady lekarza przez telefon, czy na maila. Tak jak lekarz musi zobaczyć pacjenta, tak i my – prawnicy na ogół powinniśmy zapoznać się z dokumentami żeby móc udzielić rzetelnej i odpowiedzialnej opinii. Jednak nie jest to bynajmniej zachęta do załączania dokuemntów ;)

Dlatego, rada nie rada, już dawno temu zdecydowałam, że jeżeli mam kontynuować publikację wpisów, muszę zrezygnować z udzielania odpowiedzi na indywidualne pytania. Nie wynika to z mojej zlej woli, ale z konieczności. Czuję się zobowiązana o tym przypomnieć, bo mam wrażenie, że mój poprzedni komunikat nie do wszystkich dotarł, ponieważ maili z pytaniami przybywa.

Mimo to proszę Was piszcie komentarze – tu lub na Facebooku, dajcie znać, co Was interesuje, a ja postaram się poruszyć te kwestie we wpisie. W takim przypadku z wpisu skorzysta więcej osób niż z indywidualnej porady prawnej.

W ostatnim czasie pojawił się kolejny wpis na temat wspólnego majątku małżeńskiego. Będę ten temat kontynuować w najbliższych wpisach, bo widzę, że ostatnio jest sporo pytań w tej właśnie kwestii. 

Pozdrawiam serdecznie,

Wasz Prawnik na macierzyńskim

*** Jeśli uważasz, że informacje tu zawarte mogą być przydatne dla innych, podziel się z nimi linkiem. Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

Zostaw odpowiedź