Rozwódka czy jednak wdowa?

Mąż rozwiedziony, a żona …nie, czyli absurdy polskiej wokandy, część nie wiem już która.

Na tym blogu niejednokrotnie poruszałam temat małżeństwa i jego rozwiązania przez rozwód. Doszliśmy do konkluzji, że o ile wziąć ślub jest w miarę prosto (nie trzeba żadnych zgód, chyba, że nie ma się ukończonych 18 lat i jest to czynność w zasadzie urzędnicza), o tyle uzyskanie rozwodu takie proste już może nie być. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy jedna ze stron odmawia zgody na jego udzielenie, a małżonkowie mają niepełnoletnie dzieci. O tym, czy otrzymasz rozwód i na jakich zasadach, zadecyduje sąd po przeprowadzonym procesie. Często długim, zwłaszcza, gdy jest walka o winę. Nie będę się na ten temat rozpisywać, tych którzy są zainteresowani tym wątkiem odsyłam do poprzedniego wpisu na ten temat.

W przypadku rozwodu orzeczonego w Polsce, wyrok, który się uprawomocnił, z urzędu jest przesyłany przez sąd do właściwego urzędu stanu cywilnego. Dzieje się tak choćby dlatego żeby osoba rozwiedziona nie miała problemów z ponownym zawarciem związku małżeńskiego (oczywiście w rozumieniu prawa cywilnego, nie kanonicznego, bo to zupełnie inny temat, który kiedyś zapewne tu poruszę).

Jeżeli rozwód jest zagraniczny – może być znacznie trudniej

Okazuje się, że sprawa rozwodu może być co najmniej problematyczna w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z zagranicznym rozwodem sprzed wielu lat, czyli w sytuacji kiedy to jedno z małżonków jest obywatelstwa polskiego, zaś drugie – obywatelem innego państwa, wobec czego rozwodu udzielał sąd zagraniczny.  I nie mówię już teraz o samej kwestii przeprowadzenia rozwodu, ale o sytuacji, w której małżonkowie mają już za sobą tę traumę i uzyskali prawomocne orzeczenie zagranicznego sądu o rozwodzie. Być może nawet poświęcili na to kilka lat. Teraz być może czeka ich przeprawa w uznaniem tego orzeczenia w Polsce.

Aktualnie, dzięki Rozporządzeniu (WE) nr 2201/2003 dotyczącemu jurysdykcji oraz uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich oraz w sprawach dotyczących odpowiedzialności rodzicielskiej – wyroki rozwodowe państw unijnych są uznawane automatycznie w innych państwach członkowskich – bez potrzeby przeprowadzania specjalnego postępowania. Wydawałoby się, że taki mechanizm jest oczywisty i pożądany.

Jednakże nie dotyczy to np. sytuacji, w której wyrok rozwodowy zapadł zanim to Rozporządzenie zaczęło obowiązywać, lub też rozwód orzekł sąd obcy, ale spoza UE.

W takiej sytuacji pozostaje nam tylko tzw. procedura uznania orzeczenia zagranicznych.

Procedura ta będzie się toczyła według przepisów polskiego kodeksu cywilnego. Zgodnie z nią orzeczenia sądów państw obcych wydane w sprawach cywilnych – w tym w sprawach o rozwód -podlegają uznaniu z mocy prawa, chyba że istnieją przeszkody takie jak:

  • orzeczenie nie jest prawomocne w państwie, w którym zostało wydane;
  • orzeczenie zapadło w sprawie należącej do wyłącznej jurysdykcji sądów polskich;
  • pozwanemu, który nie wdał się w spór co do istoty sprawy, nie doręczono należycie i w czasie umożliwiającym podjęcie obrony pisma wszczynającego postępowanie;
  •  jeden z małżonków w toku zagranicznego postępowania o rozwód był pozbawiony możności obrony;
  • sprawa o rozwód między małżonkami zawisła w Polsce wcześniej niż przed sądem państwa obcego;
  • orzeczenie jest sprzeczne z wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu polskiego albo wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu państwa obcego, spełniającym przesłanki jego uznania w Polsce, zapadłymi w sprawie o rozwód miedzy tymi małżonkami;
  • uznanie byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Polski (klauzula porządku publicznego).

Procedura przed Sądem polskim

Były małżonek obywatelstwa polskiego, który chciałby uzyskać uznanie orzeczenia rozwodu wydanego przez sąd zagraniczny, powinien złożyć stosowny wniosek do sądu okręgowego w Polsce według swojego miejsca zamieszkania. Wniosek nie jest skomplikowany, ale – co ważne dla dzisiejszego wątku – wymaga ażeby wskazać w nim strony postępowania. Oznacza to, że należy wskazać swoje dane oraz dane swojego byłego małżonka.

Co jeśli nie znamy danych adresowych byłego małżonka?

Taka sytuacja może się zdarzyć. Wszak na ogół nie po to ludzie biorą ze sobą rozwód, żeby potem utrzymywać ze sobą kontakt. Zdarza się więc, że kiedy po latach przychodzi przy okazji omawianego postępowania sądowego podać adres byłego męża czy żony, drugi małżonek (wnioskodawca) jest w kłopocie. Raz – że takiego adresu może nie potrafić ustalić, dwa – że były małżonek może robić obstrukcje.

Pocieszę was, że ta sytuacja jest jeszcze do rozwiązania, ponieważ polskie przepisy postępowania cywilnego przewidują taką instytucję jak kurator dla osoby z nieznanego miejsca pobytu. Jeżeli więc faktycznie nie można ustalić miejsca zamieszkania drugiego ex-małżonka (uczestnika postępowania w sprawie o uznanie zagranicznego orzeczenia o rozwód), a przepisy wymagają ażeby postępowanie to toczyło się z udziałem obojga byłych małżonków, powołuje się kuratora. Kuratorem takim może być np. pracownik sądu, który z formalno-prawnego punktu widzenia będzie zastępował nieobecnego byłego małżonka i  będzie wypowiadał się  w jego imieniu. W takiej sytuacji raczej nie powinno być problemów. O ile bowiem żadna z przesłanek negatywnych wymienionych powyżej nie zachodzi, kurator powinien się przychylić do wniosku i sąd powinien orzec o uznaniu zagranicznego wyroku o rozwodzie. Ale jak sami widzicie, łatwo nie jest, a o czasie ile to zajmuje już nawet  nie wspomnę.

Jednak może być jeszcze gorzej.

Co jeśli były małżonek nie żyje?

Wyobraźmy sobie, były mąż – obywatel państwa obcego, już po orzeczeniu rozwodu w tym państwie – odchodzi z tego łez padołu. Była żona żyje i ma się dobrze. Do tego stopnia, że chciałaby ponownie wyjść za mąż, tym razem w Polsce. Wyrok rozwodowy jest zbyt stary, aby móc być objętym ww. Rozporządzeniem unijnym, lub też został wydany przez państwo nie-członkowskie.  Mamy do czynienia wówczas z pewnym dualizmem – mąż bez wątpliwości umarł jako rozwodnik. Czy można to samo powiedzieć o jego żonie, która jest obywatelką polską? Otóż nie! Dopóki nie przeprowadzi ona postępowania o uznanie zagranicznego orzeczenia o rozwód w Polsce – nie ma statusu rozwódki. (Może wdowy?)

I tu moi drodzy zaczynają się prawdziwe schody.

I to poważne. Otóż jak wskazałam, procedura uznawania wyroków zagranicznych wymaga obecności obu stron procesowych – tu obojga byłych małżonków.

Jeśli jeden z nich już nie żyje, w miejsce zmarłego małżonka powinni wejść jego spadkobiercy. Uznaje się bowiem, że spadkobiercy mają interes prawny i często faktyczny żeby orzeczenie o takim rozwodzie uznawać lub nie (kwestie rozwodowe mają choćby wpływ na spadkobranie i na to co wchodzi w masę spadkową, a zatem obecność spadkobierców będzie obowiązkowa).

Jeżeli mamy do czynienia z taką sytuacją, były małżonek już na etapie składania wniosku do polskiego sądu, powinien wskazać, iż jego ex nie żyje, a w jego miejsce wchodzą następujący spadkobiercy: np. X i Y – dwoje dzieci.

W konsekwencji, postępowanie będzie się toczyło w taki sposób, że po jednej stronie będzie małżonek wnioskodawca, a po drugiej dwójka dzieci zmarłego ex. To na pierwszy rzut oka trochę kuriozalne, bo przecież nie o rozwód z dziećmi tu chodzi. życzmy wnioskodawczyni, aby wspomniane dzieci były pełnoletnie, bo jak nie – to kolejne schody. A z kolei gdy żadnych dzieci nie będzie, a na miejsce spadkobiercy – byłego męża – powołana będzie gmina (bo i tak też może być w razie braku innych spadkobierców), to de facto gmina będzie tą drugą stroną postępowania jakkolwiek dziwaczna to  byłaby konstrukcja.

Dopiero wówczas, po przeprowadzeniu takiego postępowania z udziałem spadkobierców, czy to dzieci, czy to w skrajnym wypadku, gminy, w razie braku przesłanek negatywnych, sąd może uznać orzeczenie sądu zagranicznego i można powiedzieć rozwód będzie odnosił skutki prawne w Polsce.

Co jeśli była żona nie ma świadomości faktu, iż jej były nie żyje? Załóżmy, że nie wie o tym i w dobrej wierze składa wniosek o uznanie orzeczenia o rozwodzie przez polski sąd. Polski sąd wzywa ją do wskazania adresu byłego małżonka w celu doręczenia odpisu wniosku. Ona zaczyna się dowiadywać co słychać u jej byłego, odkrywa przykry fakt, że ten już od 10 lat nie żyje. Uczciwie więc powiadamia o tym prowadzący postępowanie polski sąd i uczciwie mu wskazuje, że nie umie wskazać spadkobierców po byłym małżonku, bo nie miała z nim kontaktu od 20 lat. Czy sąd taką uczciwość doceni.

Obawiam się, że nie.

Sąd wówczas, powołując się na przepisy proceduralne, wyda postanowienie o odrzuceniu wniosku. W przypadku gdy nieżyjący pan był nieżyjący już w chwili złożenia wniosku, według polskiego kodeksu postępowania cywilnego, po stronie zmarłego uczestnika istniał tzw. brak zdolności procesowej. Zdolność procesowa to zdolność do bycia stroną w polskim postępowaniu sądowym. Siłą rzeczy nie mają jej osoby zmarłe.

Wobec takiego dictum, wniosek byłe żony nie będzie być rozpoznany, albowiem braku zdolności trwającej już w chwili wszczęcia sprawy nie da się uzupełnić.

Efekt? Znów mamy do czynienia z pewnym kuriozum.

Zagraniczny pan umarł jako rozwodnik, a jego żyjąca była zona w świetle polskiego prawa, nadal  nie jest rozwódką.

Ot absurdy polskich przepisów prawa. Nie pierwsze i nie ostatnie.

Jeśli uważasz, że informacje tu zawarte mogą być przydatne dla innych, podziel się z nimi linkiem.

Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

6 komentarzy

  1. ~Antosia · 22 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ja mam nadzieję nie doświadczyć rozwodu, bo z tym zawsze wiąże się mnóstwo problemów, a przede wszystkim jest to ogromne przeżycie emocjonalne dla każdej ze stron.

  2. ~Kamila · 18 maja 2017 Odpowiedz

    Nie życzę nikomu rozwodu. Nieraz w życiu miałem okazję pogadać z osobami po rozwodzie i nie jest to przyjemne doświadczenie. Bardzo mi szkoda takich osób. Zwłaszcza strony poszkodowanej.

  3. ~Kinga · 1 czerwca 2017 Odpowiedz

    Niedługo biorę ślub, ale czasy są takie, że zabezpieczyłam się na wypadek rozwodu..

  4. ~Marta · 2 czerwca 2017 Odpowiedz

    Bardzo dobry wpis. Niestety czasy mamy takie, że trzeba się zabezpieczać na wypadek rozwodu. Niestety nic pewnego na tym świecie obecnie.

  5. ~Janina · 16 czerwca 2017 Odpowiedz

    Ludzie ocenie mają dziwne podejście – wchodzą w małżeństwo z myślą, ze jak coś nie wyjdzie to odejdą. Jednak z takim podejściem nie da się budować trwałej relacji, bo przecież skoro nie dajemy z siebie 100% to jak może nam wyjść?
    Sytuacja opisana na blogu faktycznie jest mocno kuriozalna, bo co też ma zrobić taka wdowa/rozwódka? Chociaż właściwie to jej już pewnie wszystko jedno, bo przecież tak czy siak może już być uznawana za osobę stanu wolnego.

  6. ~Ania · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Rozwód to najgorsza rzecz jaką przeżyłam. Pomogli mi przez to przejść przyjaciele i jedna kancelaria adwokacka. Wrocław to duże miasto, ale na szczęście trafiłam dobrze.

Zostaw odpowiedź