If you can’t beat them, join them…

W obecnych czasach, kiedy coraz popularniejsze stają się inicjatywy mające na celu przeciwdziałanie dyskryminacji lub, jak usłyszałam od jednej z aktywistek, tzw. tematy z dziedziny „prawnoczłowieczej” – nie jestem pewna czy dobrze uzyłam tego sformułowania – muszę się wam przyznać, że i ja w ostatnich tygodniach czułam się nieco „dyskryminowana”, a wręcz „wykluczona” z reszty społeczeństwaNie miałam jednak pomysłu gdzie należy się z tym zgłosić…więc postanowiałam temu zaradzić w inny sposób. 

pilka nozna

Wykluczenie Prawnika na macierzyńskim 

Nigdy nie interesowałam się piłką do kopaniaNaprawdę mnie to w ogóle nie pociągało. Mimo kilku podejść, zupełnie nie potrafiłam się w to „wejść”. Latają, panie, za tą piłką i nic z tego nie wynika…

Zamiast siedzieć na kanapie i oglądać sport na ekranie (dotyczy to również innych dyscyplin), wolałm już go czynnie uprawiać tj. wstać sprzed telewizora i np. pobiegać  ;)

Ale to nieważne, że ja piłki nie lubiłam! Piłka nożna w ostatnich tygodniach zdominowała wszystko i jest obecna wszędzie….media, supermarkety, znajomi, facebook, puby, restauracje, stacje benzynowe. Miałam wrażenie, że zewsząd jestem bombardowana informacjami o piłkarzach, ich koszulkach, spodenkach, butach, kontuzjach, składzie, trenerze, ulubionych potrawach, transferach, plotkach z nimi związanych. Temat piłki pojawiał się w każdym tygodniku, dzienniku, na kubkach, papierowych teczkach i tackach, albumach, w wiadomościach, we wszystkich programach telewizyjnych i radiowych, na większości billboardów. Trudno znaleźć informacje co się dzieje w innych dziedzinach życia. Kiedy mijam jakiś bilbord nie patrząc w jego stronę w ciemno mogę założyć, że to reklama „piłkarska”, czyli albo reklamująca Mistrzostwa Euro 2016, albo piłkarz reklamuje masło, telefon, szampon, czy co tam jeszcze…

Ostatnio przymusowo zatrzymana na światłach obok jednego takiego bilbordu zdołałam mu się uważnie przyjrzeć. Ujrzałam „niebywałą” reklamę:

Barki i ramiona Roberta Lewandowskiego skadrowane od tyłu i informacja:

Na ich barkach spoczywa wiele. Ale nie łupież.” podpisano: Head and Shoulders.

Swoją drogą, nie sądziłam, że taki siermiężny przekaz a’la lata 90te może jeszcze funkcjonować. Widać może. I chyba działa, bo w tym okresie wszystko, co ma związek z piłką działa.

Tradycja nieinteresowania się piłką do kopania

Niechlubna tradycja nieinteresowania się piłką do kopania  zawsze miała się  dobrze w moim domu, albowiem nie było takiego zwyczaju w moim domu rodzinnym, a piłką do kopania nie interesuje się także Mąż Prawnika na macierzyńskimZdradzę wam nawet, że przed meczem Polska – Irlandia, który odbywał się, w którąś niedzielę przyłapałam rzeczonego męża na aranżowaniu mistyfikacji.

Tamtego dnia od rana do wieczora siedziałam nad apelacją, którą trzeba było złożyć na początku tygodnia. Taki urok zawodu prawnika… Celowo więc odizolowałam się od rodziny i zamknęlam w gabinecie, nieopodal bieżni, która raz po raz mnie kusiła. Ale nie dzisiaj, drogi Prawniku na macierzyńskim! Czasu na apelacją mało, a roboty wiele, 7 tomów akt do przerzucenia, druga połowa zarzutów do ukończenia. 

Nie mając innego wyjścia dałam się więc wciągnąć w pisanie apelacji konsekwentnie ignorując bieżnię, rodzinę i wszystko co się działo dookoła. Prawie mnie ominęło, że tego dnia odbywał się mecz Polska-Irlandia.

Gdy zbliżał się wieczór, ni z tego ni z owego, poczułam unoszący się zapach ciepłego masła i prażonej kukurydzy. Był na tyle intensywny, że przedostał się do mojego zamkniętego gabinetu. Wychynęłam z niego zaciekawiona żeby sprawdzić co to tak „pachnie”.

Telewizor buczy na maksa, czerwone i zielone ludziki biegają po murawie, komentator podniecony informuje, że pierwsza połowa już za nami…

Okazało się że mój mąż postanowił …. stworzyć wrażenie, że kibicuje. Jak się domyślacie przed telewizorem go nie zastałam. Okoliczności zewnętrzne wskazywały, że z jakichś powodów potrzebował pretekstu żeby wyciągnąć z górnej szafki popcorn i go uprażyć. Po czym zostawiwszy odór prażonej kukurydzy i masła, ustawiony na mecz telewizor oraz zabrawszy ze sobą tak przygotowane „atrybuty” zarezerwowane raczej dla kibica niż majsterkowicza … opuścił  misternie przygotowaną strefę kibica i udał się do … swojego  warsztatu. Kiedy odkryłam przyczynę i źródło tego zapachu, zaszyłam się z powrotem w gabinecie i wróciłam do „swoich” akt, ale ubawiło mnie to setnie.

Jako kibice moja rodzina jest stracona – pomyślałam.

Na Mistrzostwach Europy rozgrywa się mecz Polska-Irlandia, zza okna dochodzi dżwięk trąbek i śpiewów okolicznych kibiców, ja stukam w klawiaturę jak oszalała, młodszy syn, zupełnie niezorientowany w sytuacji podwyższenia gotowości narodowej, leży na podłodze i układa puzzle z Kung Fu Panda, a mąż urządza jakieś mistyfikacje… I tyle moi drodzy na temat kibicowania w moim domu.

Ale czy na pewno? Gdzie jest mój starszy syn?

Nagle słyszę głośny okrzyk:

POLSKA GOLA! POLSKA GOLA! HUUUURA!!!!

Okrzyk dochodzi z mojego domu, a więc to któryś moich. Wyglądam niepewnie z mojej „norki”, zaglądam do drugiego pokoju, gdzie osamotniony 7,5 latek (ograbiony przez ojca z prażonego popcornu), skacze przed telewizorem i wrzeszczy z radości:

MAMO! MAMO! JEST! ZOBACZ – NASI STRZELILI GOLA!!!!

Widząc jego szczerą i ogromną radość, tych spoconych i poświęcających się chłopaków na boisku, słysząc w TV podniecenie komentatorów i okrzyki polskich kibiców na trybunach, coś we mnie drgnęło.

Przypomniały mi się ni z tego ni z owego Mistrzostwa Świata w piłce nożnej Brazylia 2014. Mecz finałowy – Niemcy-Argentyna. Pamiętam, że wróciłam wtedy wieczorem z kancelarii do domu, na kanapie siedział mój 5 letni wówczas syn wpatrzony w telewizor.

Synu komu kibicujesz? – zapytałam od niechcenia.

Syn odpowiedział mi na zasadzie Acontrario:

MamoTo chyba oczywiste! A kto w ‘39 napadł na Polskę?

Teraz uśmiechnęłam się do siebie na to wspomnienie i pomyślałam: „Chyba jeszcze nie wszystko stracone.” Mimo wyjątkowo niesprzyjających warunków domowych, nie udało nam się w nim zgasić miłości do Biało-Czerwonych!

Zawstydzona, odłożyłam pisanie apelacji na środek nocy. Postanowiłam, że tak dalej być nie może… i czas postąpić z zasadą if you can not beat them, join them„, czyli w wolnym tłumaczeniu:

Jeśli z czymś nie możesz walczyć, musisz to polubić.

Bogatsza o tę refleksję, dołączyłam do syna.Uznałam, że nie tylko nie co z tym „walczyć”, bo odruch u mojego syna jest jak najbardziej prawidłowy, ale powinnam go naśladować – przynajmniej kiedy gra reprezentacja Polski. (O innych meczach na razie nie ma mowy, „poświęcenie” ma swoje granice ;).

Wobec tego, na ostatni mecz Polska-Szwajcaria spędziłam przed telewizor całę rodzinę – bez wyjątków –  i zorganizowałam porządną strefę kibica ze wszystkimi obowiązkowymi atrybutami.

Opłacało sie!!! Po tym meczu zrozumiałam, skąd te emocje w naszym Narodzie. 

Jako laik kompletnie nie potrafię ocenić jak nasza gra wygladała od strony technicznej, ale każdy wie, że była skuteczna i to się liczy!

Ponieważ wyglada na to, że się wciągnełam, już nie mogę się doczekać kolejnego meczu.

Czy juz wiadomo z kim i kiedy grają nasi piłkarze?

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

4 komentarzy

  1. ~Kasia · 26 czerwca 2016 Odpowiedz

    kolejny mecz w czwartek Polska-Portugalia
    Ja też nigdy nie przepadałam za piłką i nie interesowalo mnie kto z kim gra. Dla mnie to byli tylko ludziki ganiające za piłką ;)
    A teraz sama siedzę i oglądam, nawet mąż się ze mnie śmieje, że nie wiedział, ze doczeka takiej chwili aby z żoną pogadac o meczu ;) Także on w trasie a ja oglądam :)

  2. ~Kacprzak · 7 lipca 2016 Odpowiedz

    Szkoda, że przegraliśmy, aczkolwiek uważam, że sama gra była naprawdę bardzo dobra. I muszę przyznać, że również nigdy nie odczuwałem potrzeby kibicowania (nawet, jeśli grali „nasi”). W tym roku jednak nie udało mi się tego uniknąć ze względu, jak już Pani napisała, na reklamy, które dosłownie bombardowały mnie na każdym kroku. Stacje, puby, kawiarnie (!), wszędzie były włączone telewizory. Chcąc nie chcąc podczas meczu postanowiłem zostać w domu i się odprężyć, jednak sąsiedzi z każdego piętra zachęcili mnie do obejrzenia. Powiem szczerze, że tak naprawdę nie musiałem patrzeć w telewizor – krzyki informowały mnie o kolejnych golach.
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Prawnik na macierzyńskim · 4 sierpnia 2016 Odpowiedz

      Też bardzo żałowałam. Tak świetnie im szło, że wielka szkoda, że zadecydował o tym taki przypadek. Z tym, że okazało się ostatecznie, że przegraliśmy z Mistrzami Europy więc to chyba nie wstyd;)

Zostaw odpowiedź