Witajcie w Nowym Roku!

Wreszcie mamy prawdziwą zimę!

Śniegiem sypnęło tak, że kierowcy samochodów jak zwykle sparaliżowani. Przejechanie kilkukilometrowego dystansu pomiędzy szkołą a przedszkolem zajęło mi wczoraj ponad godzinę. Stąd wpis powstaje dopiero dziś wczesnym rankiem, a nie tak jak planowałam;)

Dzięki temu od razu przyjemniej mi zwracać się do Was w klimacie Noworocznym. Spoglądam za okno (patrzę jak miłościwy sąsiad zasuwa z łopatą pod naszym budynkiem) i słowa mi same płyną ;)

Mam nadzieję, że wkroczyliście w rok 2016 wypoczęci, w zdrowiu, pełni optymizmu i gotowi żeby przenosić góry.

Szczęśliwie mogę przyznać, że mimo infekcji chorobowej, która mnie i moją rodzinę dopadła, za sprawą wyjątkowo długiego urlopu świąteczno-noworocznego, podczas którego odłożyłam na bok obowiązki zawodowe, zajęłam się wreszcie swoją rodziną i naładowałam akumulatory dość porządnie.

Do osobistych sukcesów (poza zawodowych) zaliczam fakt, że wreszcie rozgryzłam o co chodzi w grze planszowej Wsiąść do pociągu Europa, którą przyniósł nam Mikołaj, a do której jakoś nie mogłam się z początku przekonać. Muszę przyznać, że jest to naprawdę świetna gra (choć co do jasności instrukcji mam pewne zastrzeżenia – chyba pisał ją jakiś prawnik:). Ćwiczyłam ją w okresie noworocznym z moim 7-latkiem do późnych godzin nocnych. Jeśli jeszcze ktoś nie miał z nią do czynienia, a lubi gry planszowe, to naprawdę polecam tą grę z czystym sumieniem. Gra zarówno dla dorosłych, jak i dzieciaków. 7Latki z pewnością się do niej nadają, co więcej ze wstydem dodam, że są w stanie ograć dorosłego.

Do kolejnego osobistego sukcesu zaliczam fakt „postawienia na nartach” swoją młodszą 3,5 letnią pociechę. „Postawienie na nartach” to chyba właściwe określenie tego sukcesu, bo taki mały osobnik ma oczywisty problem z ustaniem w pionie „tych kajdanach”, jakim są narty do społu z ciężkimi butami narciarskimi. Jest to spore wyzwanie dla krótkich, giętkich, rachitycznych 3,5 letnich nóżek. Sukcesem jest więc już samo to, że takie dziecko, przebrane za narciarza, stoi w tym całym osprzęcie i nie płacze, a jak jeszcze się jeszcze do tego zsuwa z oślej łączki i nie przewraca, to spokojnie można uznać, że plan na ten zimowy sezon został zrealizowany. Ja w każdym razie tak uznałam.

Jak wiecie, jest to już moje drugie tego rodzaju rodzicielskie doświadczenie i muszę Wam powiedzieć, że za każdym razem satysfakcja jest ogromna.

Już sam widok takiego narciarza jest rozbrajający – kajtek o wysokości koło metra, w nieproporcjonalnie do swojej osoby wielkim kaskiem – mniej więcej 2/3 długości ciała, nartkami w zielone krowy, po starszym bracie (przynajmniej się podwójnie zamortyzowały), podbija stok, po którym szusują „pełnowymiarowi” narciarze. W dodatku wiecznie  od ucha do ucha roześmiany i w kółko do mnie powtarzający :

„Nie bój się mamo!” lub oznajmiający: „Już zjechałem – żelka!”.

Jak się domyślacie żelków miałam zawsze pełną kieszeń, pocięłam je na kawałki, żeby dziecko  się nie pochorowało od nadmiaru tego szczęścia i tym sposobem przetrwaliśmy cały tydzień.

Z kolei moja starsza pociecha, która ma wspomniane lat siedem, zjeżdża już samodzielnie, w takim tempie, że kiedy wreszcie dogonię go na samym dole pod wyciągiem, on ze znudzoną miną zwraca się do mnie tymi słowami:

„No mamo, ile można na ciebie czekać”.

Mój jedyny komentarz do tej  sytuacji jest taki, że naprawdę nie mam pojęcia jak i kiedy to się stało! Pamiętam jak zaczynaliśmy swoją przygodę z nartami, co zresztą zaowocowało wpisem: Pierwsze narty, czyli jak przygotować 4-latka na stok narciarski oraz Odszkodowanie za spowodowanie wypadku na nartach.

Pamiętam (mam wrażenie, że było to zaledwie wczoraj), że jak ledwo był się w stanie poruszać, a teraz coś takiego…

Ech czas płynie nieubłagalnie.

Moje matczyne serce rosło podczas tego wyjazdu codziennie, zwłaszcza kiedy ostatniego dnia w ramach „odpoczynku” od nart skutecznie zagoniłam chłopaków na Śnieżkę po czeskiej stronie i okazało się, nie zapomnieli jak się chodzi!

Wracając na zawodowe podwórko Prawnika na macierzyńskim.

Jak wiecie, o prawie można zawsze pisać. Ci, którzy tu zaglądają, wiedzą, że tematów jest niezliczona ilość. Problemem jest tylko czas, bo o ile uwielbiam się z wami dzielić swoimi przemyśleniami i zawsze jest o czym napisać, to niestety doba ma tylko 24 godziny, więc muszą dokonywać pewnej selekcji tematów.

Coś mi jednak mówi, że w tym roku, naprawdę będę miała ich sporo. Już teraz sygnalizacyjnie wspomnę, że zmieniły się przepisy o urlopach macierzyńskich. Jako Prawnik na macierzyńskim nie mogę przecież o tym nie wspomnieć.  Dlatego spodziewajcie, że już wkrótce cos na ten temat się pojawi.

Poza tym piszecie do mnie, więc wiem, że jesteście ciekawi jak będzie wyglądał rządowy Program 500+ prowadzony w ramach demograficznej polityki, którą to politykę zaczął prowadzić nowy rząd.

Z pewnością to temat, który będzie zasługiwał na osobny wpis. Na ten moment dysponuję tylko projektem ustawy, więc nie ma sensu pisać i mącić wam w głowach o założeniach programu, skoro mogą się one zmienić. Dlatego się wstrzymam, ale chyba nie za długo, bo patrząc na tempo prac w sejmie, niebawem będzie materiał do opisania.

Poza tym na pewno będę kontynuowała tematy rodzinne, bo wiem, że wśród was jest wielu rodziców.

Tym optymistycznym akcentem, kończę swoje noworoczne powitanie.

Słyszę, że rodzina już wstała, więc nie pozostaje nic innego, jak w tych okolicznościach wybrać się z nimi na sanki i … wspomóc sąsiada w odśnieżaniu ;)

Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego najlepszego i do zobaczenia niebawem!

(w drodze na Śnieżkę)

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

2 komentarzy

  1. ~Marcin · 22 stycznia 2016 Odpowiedz

    Życzenia spóźnione ale zawsze szczere: wszystkiego najlepszego.

    A i w sumie dobrze, że mamy „prawdziwą” zimę.

Zostaw odpowiedź