Głos w sprawie 6-tków

Reforma edukacji, którą zafundował nam parę lat temu ustawodawca pt. „6 latki obowiązkowo do szkoły” spowodowała wiele szkód dla systemu oświaty i samych dzieci. Nigdy nie ukrywałam faktu, że cieszę się z tego powodu, że mój starszy syn został ustawowo „odroczony”, z uwagi na fakt urodzenia w drugiej połowie roku.

Nie miałam jednak pojęcia o wielu ważnych aspektach związanych z reformą, poruszanych przez panią Karolinę Elbanowską podczas wystąpienia w sejmie, które miało miejsce 4 marca 2015 r. Tę samą Karolinę Elbanowską, z której niektóre mainstremowe media od lat usiłują zrobić przepraszam za wyrażenie: „oszołoma”, a ostatnio nawet posunęły się do tego, aby obrażać dzieci Państwa Elbanowskich, sugerując, że na pewno są nierozgarnięte, skoro ich rodzice mają taką, a nie inną, opinię o 6-tkach.

Tu jest próbka tego, w jaki sposób przeprowadza się wywiad z p. Elbanowską: nie dopuszczając jej do głosu oraz ignorując oczywiste fakty i zależności między dyrektorem a władzami samorządowymi, o której to zależności bezskutecznie usiłowała opowiedzieć redaktorowi p. Elbanowska.

Jeśli trzeba bronić nawet najbardziej wątpliwych decyzji mocodawców, niektórzy ludzie nie cofną się przed niczym, nawet przed osobistymi wycieczkami pod adresem bezbronnych dzieci. 

Czy się to komuś podoba czy nie, Karolina Elbanowska od lat punktuje wady systemu oświaty, miała kilka wystąpień w sejmie, ale nikt z rządu odpowiedzialny za edukację nawet nie zamierzał być podczas nich obecnym. Nasze ministry edukacji (obie po kolei) płci pięknej, chcac uniknąć kłopotu, najzwyczajniej nie zjawiły się w tych  dniach w sejmie. Na pewno miały ważniejsze zajęcia niż wysłuchiwać o jakiejś reformie edukacji ;P

1 WRZEŚNIA za pasem, tak więc to dobry moment na powrót do tematu. Zwłaszcza, że wokół tematu znów zrobił się szum przy okazji planowanego referendum.

Kto jeśli nie rodzice wiedzą lepiej czy ich własne pociechy są gotowe na nowe wyzwania tak istotne jak rozpoczęcie edukacji w szkole?

Wydawałoby się, że nikt lepiej od rodziców ocenić tego nie może, a jednak jest ktoś taki, kto  uzurpuje sobie do tego prawo. Minister Edukacji.

Reforma edukacji wypychająca 6 latki do szkoły to jedna wielka porażka. Już kiedyś o tym pisałam we wpisie: „Reforma edukacji…”. Fundacja Rzecznik Praw Rodziców, którą kieruje wskaomniana tu p. Elbanowska – od lat prowadzi akcję Ratujmy Maluchy. Ponad sto trzydzieści tysięcy obywateli, rodziców podpisało się pod projektem ustawy „Rodzice chcą mieć wybór!”, miliony rodziców nie zgadza się na reformę w kształcie, jakim rząd ją wprowadził.

Co w takiej sytuacji robi rząd kierowany przez partię, która ma „obywatelska” w nazwie?

Informacje o problemach, jakie wiążą się z reformą, jak również obywatelskie postulaty rząd konsekwentnie dotąd ignorował udając, że problemu nie ma, a projekt ustawy schował na dno szuflady, dając świadectwo, tego, że głos obywateli dla rządu nie ma najmniejszego znaczenia.

Fundacja Rzecznik Praw Rodziców od lat walczy o wybór, a ja tę walkę całym sercem popieram. Jest to nierówna walka z władzą O PRAWO DO DECYDOWANIA o tym, czy dziecko powinno rozpocząć edukację w wieku lat 6, czy 7 jak było to dotychczas.

Dlaczego nierówna? Dlatego, że choćby nie wiem ile podpisów obywateli zebrano by od projektem, to decydujący głos i tak mają posłowie. I tak oto zagwarantowana Konstytucją RP inicjatywa ustawodawcza obywateli – która przysługuje jeśli pod wnioskiem podpisze się 100 tyś. obywateli, okazuje się po raz kolejny tylko mżonką.

Co ciekawe, postulaty rodziców, to nie są żądania, które wiążą się z wydatkami dla państwa polskiego, jak np. żądania niektórych grup zawodowych, a mimo to, tak trudno rządowi przystać na postulaty milionów obywateli oraz Fundacji, która mówi głosem większości polskich rodziców. Zgodnie z tymi postulatami, demokratyczne państwo nie powinno odbierać rodzicom prawa do decyzji, w jakim wieku posłać własne dziecko do szkoły.

Jest wiedzą powszechną (tyle że nie w Ministerstwie Edukacji), że dziecko to człowiek, a ludzie to nie maszyny, których rozwój można jednakowo zaprogramować. Każde rozwija się inaczej i w swoim tempie. jednak walka obywateli, rodziców i Fundacji to walka nie tylko o zasady, które powinny być respektowane w demokratycznym państwie prawa, ale zwyczajnie o dobro dzieci, które jest zagrożone w realiach w jakich Ministerstwo rzeczoną reformę oświaty proponuje i przeprowadza.

Najlepsze jest to, że Ministerstwo z jednej strony rozpowszechnia informacje, że reforma to korzyści dla dzieci, ale samo nie potrafi wskazać jakie to dobro dzieci przemawiało za posłaniem ich do szkoły wcześniej. Moją ulubioną rozmową na ten temat jest rozmowa p. Elbanowskiej z byłym premierem Tuskiem. To się samo komentuje, posłuchajcie:

Gotowość do szkoły

Jestem pewna, że w Polsce jest wiele dzieci, które reprezentują gotowość do podjęcia nauki w szkole jeszcze przed ukończeniem 7 roku życia. Sama znam takie – dojrzałe jak na swój wiek – dzieci i ich rodziców, którzy zdając sobie z tej dojrzałości sprawę nie wahają się ich zapisać do szkoły w wieku lat 6. Rodzice ci powinni mieć prawo do takiej decyzji. Oczywiście po konsultacji z psychologiem, który potwierdzi, że gotowość taka nie wynika z ich życzeniowego myślenia, czy niezdrowej ambicji, ale z faktycznych predyspozycji  dziecka. I niech te rozwinięte dostatecznie dzieci idą do szkoły wcześniej, zgodnie z życzeniem i wolą.

Jednak to nie zadowalało ustawodawcę, który na marginesie z jednej strony podniósł wiek emerytalny (także bez jakiejkolwiek konsultacji ze społeczeństwem),  a z drugiej wypchnął dzieci do szkoły w wieku 6 lat po to tylko by weszły szybciej na rynek i zaczęły odprowadzać daninę na rzecz państwa.

Znam znacznie więcej przykładów, w których 6 letnie dzieci nie są gotowe na takie wyzwania jak edukacja w pierwszej klasie w warunkach, jakie panują obecnie w polskich szkołach podstawowych. Celowo piszę o polskich warunkach, bowiem koronnym argumentem Ministerstwa i posłów, mającym nas przekonać do słuszności reformy, jest to, że w innych krajach dzieci zaczynają naukę we wcześniejszym wieku.

Po pierwsze, jest to argument, który w sposób kompletny i wyczerpujący obala Elbanowska w pierwszej części swojego wystąpienia.

Po drugie, zachodzi pytanie czy w krajach, w których edukowane są młodsze dzieci szkoła do której są posyłane odpowiadają szkołom, z jakimi mamy do czynienia w warunkach polskich?  Jeśli chcemy to porównywać do innych krajów, to porównujmy całościowo. Z tymi argumentami niezwykle celnie rozprawiła się sama Elbanowska, podczas wspomnianego wystąpienia w sejmie. Szkoda, że nikt z posłów, a przede wszystkim z Ministerstwa Edukacji nie chciał jej wysłuchać. Jeśli nie wyciągnęliby wniosków co do samego meritum, to  mieliby chociaż okazję posłuchać jak się porządnie przemawia z mównicy sejmowej. Rzadko można tam usłyszeć tak dobre przemówienie jak to, o którym piszę.

Jeśli ktoś jeszcze nie ma wyrobionego zdania na ten temat, to zapraszam do wysłuchania przemówienia Karoliny Elbanowskiej z sejmu. Poświęćcie proszę niecałą godzinę, wysłuchajcie w całości i sami się przkonajcie, czy ma to sens, czy jednak mamy do czynienia z oszołomką, jak to usiłuje się to ludziom wmówić.



 

***

Jeśli uważasz, że informacje tu zawarte mogą być przydatne dla innych, podziel się z nimi linkiem.

Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/