JOWy Kukiza. O co tyle szumu?

czyli Prawnik na macierzyńskim na służbie obywatelskiej.

JOW-y - Jednomandatowe okręgi wyborcze to hit ostatnich tygodni. Dlaczego? I czy słusznie?

Prawnik na macierzyńskim zabiera głos w sprawach obywatelskich i politycznych…

zdjęcie pochodzi z: http://pl.wikipedia.org/

Mamy za sobą I turę wyborów prezydenckich, w której Paweł Kukiz i jego główny postulat - jednomandatowe okręgi wyborcze, czyli tzw. JOW-y - zaskoczył swoim wspaniałym wynikiem. Dlaczego należy to odbierać to jako pewien przełom w świadomości społeczeństwa? Bo przy niespełna 50% frekwencji rzeczywiste wyniki poparcia dla kandydatów przedstawiają się inaczej niż pokazują nam oficjalne media, bowiem w rzeczywistości dwóch pierwszych kandydatów popiera nieco ponad 16 % społeczeństwa, zaś Pawła Kukiza ponad 10%!

Tym większa jest to siła poparcia, iż za jego kampanią nie stały ani ogromne pieniądze partyjne, ani siły i układy polityczne, ani potęga mediów – jak to było w przypadku jego największych konkurentów, a mimo to, Paweł Kukiz ze swoim postulatem zgromadził wokół siebie tyle ludzi.

Jesteśmy przed II turą wyborów. Nagle okazało się, że ugrupowania, które wcześniej o JOW-ach nie chciały nawet słyszeć, dzisiaj z subtelnością bawołu deklarują swoje dla nich poparcie. Urzędujący Prezydent RP zaledwie w dzień po I turze zapowiedział złożenie postanowienia o zarządzeniu referendum na temat JOW-ów. Uzasadnił to tym, że własnie teraz – przed II turą – pragnie się dowiedzieć, co w tej sprawie myśli społeczeństwo.

W konsekwencji o JOW-ach zrobiło się naprawdę głośno.

Nie wiadomo, czy referendum dojdzie do skutku, bo na chwilę obecną JOW-y, są sprzeczne z aktualnym brzmieniem Konstytucji RP, o czym poniżej, a raczej wątpliwa jest możliwość prawna przeprowadzania referendum w sprawach, które z Konstytucją zgodne nie są.

O co tak naprawdę chodzi z tymi JOWami?

Spotkałam się z opiniami, że zwolennicy Pawła Kukiza oddali na niego głos nie mając pojęcia co to takiego JOW-y. Całkiem możliwe, że tak jest. Podobno ludzie zagłosowali na Pawła Kukiza przede wszystkim dlatego, że mają dosyć obecnej elity rządzącej. Nawet jeśli, to nie umniejsza to jednak moim zdaniem rangi tego wydarzenia.

Mogłabym również zaryzykować tezę, że osoby, które oddały głos na tzw. faworytów zrobiły to z niewiedzy, z powodu nieznajomości faktów i skutków decyzji podejmowanych w ostatnich latach. Trudno mieć do nich o to pretensje, bo w sposób perfekcyjny są manipulowani.

Z kolei ci którzy w ogóle nie oddali głosu i nie wzięli udziału w wyborach uczynili tak z powodu nieświadomości pewnych mechanizmów demokracji, a konkretnie konsekwencji nieoddania żadnego głosu. Nieoddanie głosu też w pewnym sensie jest wyborem.

Nie jest jednak moim zamiarem roztrząsanie jakimi pobudkami społeczeństwo kierowało w dniu 10 maja 2015 r. i czy wynikało to z ich wiedzy, niewiedzy, czy ignorancji.  

Nie pokuszę się ani o polityczną, ani o społeczną ocenę tego, co w Polsce w dniu 10 maja 2015 r. zaszło, a tym bardziej z czego to wynika, bo moje poglądy na ten temat nie mieszczą się w ramach koncepcji Prawnika na macierzyńskim.

Z przyjemnością pozostawię tę ocenę autorytetom.

Znakomicie celnie, jak zwykle zresztą, podsumowuje to prof.  dr hab. Bogusław Wolniewicz, do którego zainteresowanych odsyłam.

Jednocześnie doszłam do wniosku, że jeśli faktycznie są tacy, którzy mają wątpliwości co to takiego te JOW-y i dlaczego warto je popierać, a przypadkiem zajrzeli na tę stronę, to Prawnikowi na macierzyńskim nie pozostaje nic innego jak spełnić swój obywatelski obowiązek.

Wybory do Sejmu RP

Większość prawniczych egzaminów charakteryzuje się tym, że daną ustawę trzeba po prostu wykuć na pamięć. Doskonale pamiętam czasy, kiedy recytowałam z pamięci poszczególne artykuły Konstytucji RP. Te wszystkie reguły, wyjątki, większości, mniejszości, zasady powoływania, zasady odwoływania, inicjatywy ustawodawcze (w tym rzekoma inicjatywa obywatelska, która jak pokazały ostatnie lata okazała się kompletną fikcją), wszystko należało wklepać, a na egzaminie odklepać. Potrzebne to było komu, jak nie wiem co…Śniło się to po nocach jeszcze 2 tyg po zdaniu egzaminu, a potem i tak się zapominało. Taki mamy system edukacji prawników w Polsce. Temat na inny wpis.

Ale wróćmy do meritum. Co nieco jeszcze pamiętam.

Zacznijmy od tego co to jest ordynacja wyborcza.

Nie jest to jakaś konkretna ustawa (jak w przypadku ustawy – ordynacja podatkowa), ale zbiór przepisów prawa regulujących sposób przeprowadzenia wyborów, a w szczególności zasady wyłaniania ich zwycięzców i podziału mandatów. Przepisy te umieszczone są w rożnych aktach, z których najważniejszą i najwyższą rangą jest właśnie Konstytucja RP.

Zgodnie z Art. 96 § 1 Konstytucji RP Sejm składa się z 460 posłów, zaś zgodnie z Art. 96 § 2 Konstytucji RP wybory do Sejmu mają 5 cech.

Wybory do Sejmu są:
1. Powszechne 
2. Równe 
3. Bezpośrednie
4. Proporcjonalne
5. Odbywają się w głosowaniu tajnym

Co te przymiotniki  oznaczają w praktyce?

Powszechne – oznacza tyle, że każdy obywatel posiada bierne prawo wyborcze (tj. może kandydować) i czynne prawo wyborcze (tj. może głosować)  -  oczywiście po spełnieniu pewnych wymogów np. co do wieku i przy braku przesłanek negatywnych np. osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego nie będzie mogła być kandydatem na posła.

Tajne głosowanie – każdy oddaje swój głos w sposób anonimowy, osobno za przysłowiową kotarką.

Bezpośrednie - inaczej jednostopniowe – oznacza, że wyborcy wybierają w drodze głosowania sami – bez żadnego pośrednictwa – przesądzają w sposób ostateczny i decydujący o składzie wybieranego organu.

Równe - każdy wyborca dysponuje jednakową liczbą głosów, o jednakowej wadze i znaczeniu (czyli nie ma osób uprzywilejowanych, które mogłyby np. oddać dwa głosy zamiast jednego).

Proporcjonalne – oznacza to, że każda z partii otrzymuje mandaty w stosunku proporcjonalnym do liczby uzyskanych głosów. I o ten właśnie przymiotnik – proporcjonalne – cała ta awantura.

Jednomandatowe okręgi wyborcze – czyli wybory większościowe, a nie proporcjonalne

Jednomandatowe okręgi wyborcze znane są jako first past the post, to system wyborczy zgodnie, z którym wygrywa tzw. „pierwszy na mecie”.
System ten stosowany jest m.in. przez Wielką Brytanię i Francję, czy USA.
System opiera się na większości (a nie na proporcji) i jest prosty w obsłudze.

Przykład: jeśli w danym okręgu startują 3 różne osoby, wygrywa ta, na którą wyborcy oddają najwięcej głosów, a pozostałe dwie do gry już nie wchodzą.

Co nam zaproponował Kukiz?

Z uwagi na to, że zgodnie z Konstytucją posłów w Sejmie mamy 460, idea Pawła Kukiza jest taka, aby stworzono w Polsce 460 okręgów wyborczych, z których wyborcy mieliby wyłonić po jednym kandydacie do Sejmu. Do Sejmu wchodzi ten kandydat, który zebrał najwięcej głosów w swoim okręgu.

Bezsprzecznie byłoby to rozwiązanie mobilizujące obywateli do tego, by pójść i zagłosować na konkretnego kandydata. Oddając głos na danego kandydata wiązalibyśmy go z danym okręgiem, wobec którego jako poseł byłby odpowiedzialny.

To właśnie ten fakt odpowiedzialności polityka w systemach, w których obowiązuje ordynacja większościowa  (JOWy) jest kluczowy.

Powoduje, że wyborcy mogą rozliczyć wybranego polityka zarówno z tego co mówi, jak i tego, co robi. Wyborcy mają poczucie wpływu na politykę, bo wiedzą, że jeśli ich kandydat się nie sprawdzi, to nie zagłosują na niego ponownie.

To poczucie wpływu na politykę ma z kolei szanse sprawić, że ludzie odzyskają wiarę w demokrację i będą chętniej brali udział w wyborach, bo uwierzą, że oddanie przez nich głosu ma jakiś sens.

Dla kontrprzykładu, w obecnym systemie - proporcjonalnym – nie głosuje się na konkretnego kandydata do Sejmu, ale na partię polityczną.

Ta partia, która otrzyma najwięcej ludzi oddeleguje swoich posłów do Sejmu najwięcej, ta która zbierze mniej głosów, oddeleguje odpowiednio mniejszą ich liczbę. Jednak o tym, którzy konkretnie ludzie wejdą ostatecznie do Sejmu nie decyduje już wyborca, ale dana wyłącznie partia. W obecnym systemie poseł powoływany jest wiec nie przez wyborców, ale przez partie, a konkretnie jej przywódcę, który decyduje kto i w jakiej kolejności jest na listach. W takiej sytuacji nie ma złudzeń przed kim taki polityk odpowiada – przed tym, od którego zależy jego los.

Uzależniony od swojej partii poseł z przyczyn praktycznych nie może zagłosować zgodnie ze swoim sumieniem, bowiem jego sumiennie, to sumienie partii. Jeśli tego nie pojmuje, to więcej na liście partyjnej się nie znajdzie.

Zmieniając obecny system z proporcjonalnego na większościowy mamy szanse na to, że zniknie podstawowa metoda egzekwowania lojalności w partiach, o której przezornie więcej pisać już nie będę.

Zarzuca się JOW-om, iż system ten sprzyja dualizacji sceny politycznej, tzn. że dzięki niemu do polityki wchodzą zwykle dwa największe ugrupowania (jak to jest np. w USA), a pozostała część społeczeństwa nie jest reprezentowana.

Każdemu, komu taka myśl zakiełkowała, zadam pytanie, czy w obecnym systemie proporcjonalnym - dzięki któremu mamy pozornie wiele ugrupowań i przypadkowych ludzi w Sejmie – ten ktoś czuje się przez któreś z tych ugrupowań reprezentowany?

Obserwując przerażająco niskie frekwencje w wyborach, a także nastroje społeczeństwa śmiem zaryzykować tezę, że od lat naprawdę niewiele osób ma to „szczęście”, aby identyfikować się w pełni ze swoimi przedstawicielami u władzy, a już w drugą stronę to nie działa w ogóle – tj. posłowie z pewnością nie identyfikują się z narodem, bo o ich wyborze zadecydował przecież lider partii, a nie głosujący ludzie biorący udział w wyborach.

Jak dotychczasowe wieloletnie doświadczenie - od czasów okrągłego stołu – pokazuje nie rzecz w tym, żeby ugrupowań politycznych było dużo, ale w tym, aby ich przedstawiciele ponosili osobistą odpowiedzialność przed społeczeństwem za to co robią.

BMW – Bierny, mierny, ale wierny…
Pomimo, iż teoretycznie polska scena polityczna jest „bogata”, to praktycznie każdy, kto choć trochę śledzi politykę, wie, że w zasadzie od 1989 r. niby zmieniają się w Polsce rządy, ale jest to fikcja, bo obserwuje się w zasadzie ten sam krąg ludzi, tyle, że pod różnymi szyldami. Mówi się, że bycie posłem na Sejm, to służba, wobec ludu. Tymczasem posłowie, którzy przed tym ludem odpowiadają dopiero w dalszej kolejności (w pierwszej przed liderem partii) często nie wkładają nawet minimum wysiłku w to, co robią. A ich „służba” zostaje zdeterminowana przez ignorancję, butę, partyjniactwo.  O braku jakichkolwiek kompetencji do roli swojej funkcji przez litość już nie wspomnę, bo rzadko kiedy to kompetencje decydują o tym, że ktoś znalazł się na liście.

Chyba nikt, kto obserwuje polską scenę polityczną nie wątpi w to, że określenie bierny, mierny, ale wierny – tzw. BMW – doskonale charakteryzuje większość ludzi zasiadających w ławach poselskich i w rządzie. Efektem tego jest hamowanie  gospodarki poprzez stałe podnoszone podatków, obciążeń związanych z ZUSem, podwyższenie wieku emerytalnego, okradanie społeczeństwa ze składek zgromadzonych w OFE,  wspieranie bezrobocia poprzez nakładanie kolejnych obowiązków na pracodawców, „polskie obozy koncentracyjne”, wspieranie z pieniędzy polskich podatników Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, którzy brali udział w ludobójstwie Polaków,  marnowanie publicznych pieniędzy w wielu innych obszarach, ponad 3 miliony Polaków na emigracji… i mogłabym tak jeszcze wymieniać długo.

O tym jak wygląda sprawowanie funkcji przez posłów w obecnym systemie można dowiedzieć się choćby podczas posiedzeń Sejmu, na których to z 460 posłów często nawet nie ma ¼ i to nawet wtedy, gdy omawiane są kluczowe dla Polski zagadnienia. Co robi w tym czasie reszta posłów? Nie wiadomo. Ale wiadomo, że co by nie robiła, robi to na nasz – jako podatników – koszt. Co gorsza jednak – bo to jest koszt znacznie większy, nie wypełnia swojej funkcji i szkodzi temu państwu.

JOW w swoim założeniu ma otworzyć system polityczny, umożliwiając wymianę elit politycznych. Jeśli powstanie 460 okręgów, będzie to oznaczało wybory w małych okręgach, a więc stworzy to szanse ludziom, którzy sprawdzili się lokalnie. A co najważniejsze, ludzie ci będą wreszcie ponosili odpowiedzialność osobistą przed wyborcami w swoim okręgu, co ma szanse zmniejszyć obecne patologie, które urosły do rozmiarów gigantycznych.

Wielu być może się zastanawia dlaczego kwestia JOW stała się postulatem podstawowym. Oczywistym jest, że JOW-y nie wyeliminują całej patologii obecnego systemu, ale żeby przeprowadzać dalsze zmiany, trzeba zacząć od kwestii podstawowej.

Tak jak nie da się przeprowadzić remontu w domu poprzez poprzestawianie w nim tylko mebli i przemalowanie ich frontów na inny kolor, tak nie da się zmienić czegokolwiek w Polsce bez zmiany mentalności rządzących, bez uczynienia ich odpowiedzialnymi przed narodem, a przede wszystkim bez ich wymiany na nowych. Politycy jak wszystko i wszyscy – też się zużywają. W tym przypadku  k o l e j n y  recykling jest bardzo niewskazany.

Tutaj ciekawe spojrzenie na tę sprawę Jana Pietrzaka. Uwaga, tym razem nie w wydaniu kabaretowym, ale całkiem serio i poważnie:



Ponieważ nie jest to portal polityczny, na tym wywody o systemie ordynacji większościowej zakończę. Gdyby jednak temat was zainteresował, możecie poczytać w o tym więcej na stronach:


http://jow.pl/abc-jow-2/#5


http://jow.pl/propozycja-ruchu-jow/


http://pl.wikipedia.org/wiki/Jednomandatowe_okr%C4%99gi_wyborcze


http://kukiz.org/

Już wkrótce na blogu, Część 2 inicjatywy obywatelskiej Prawnika na macierzyńskim.

***

Jeśli się ze mną zgadzasz, podaj to proszę dalej.

***

Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

16 komentarzy

  1. ~Madziorowa · 15 maja 2015 Odpowiedz

    Wybory nie są tajne- tajne jest głosowanie.

  2. ~Magda · 15 maja 2015 Odpowiedz

    Myślę, że to nie projekt JOWy wygrał w przypadku Kukiza, a chęć zmian. Co do JOWów to fakt, że większość Polaków nie bardzo wie o co chodzi. Nawet ostatnie wybory w Wielkiej Brytanii nie rozjaśniły im tematu. Przy dzisiejszym systemie i poparciu Kukiza na obecnym poziomie, ma szansę wprowadzić jesienią do Sejmu około 90 posłów, jeżeli mielibyśmy JOWy mógłby nie wprowadzić ani jednej osoby. W Wielkiej Brytanii popularny UKIP, przy 15 % poparciu wprowadził 1 posła, Zabawne, że akurat wśród emigracji w Wielkiej Brytanii Kukiz miał najwyższe poparcie, świadczy to o tym, że emigranci wcale nie interesują się brytyjską polityką. Akurat ostatnio o tym pisałam u siebie:) Dobrze, że wszystko wyjaśniłaś, bo ja często zakładam, że skoro dla mnie coś jest oczywiste, to wszyscy to wiedzą, a tak nie jest;)

    • Prawnik na macierzyńskim · 17 maja 2015 Odpowiedz

      Jasne, że wygrała tu chęć zmian.
      Ja też jestem daleka od idealizowania P. Kukiza. Potrzebne są jednak zmiany i dobrze, że cosraz więcej ludzi to dostrzega.
      Poniżej link do ciekawego filmiku na ten temat:
      https://www.youtube.com/watch?v=WlYYewrY4-o
      Dlatego P. Kukiz powinien już teraz – przed wyborami – stworzyć „listę społeczną” (sposób na obejście partyjnych zasad) – co pozwoli mu zmienić system partyjny wprowadzając/organizując bezpośredni wybór posłów przez wyborców – zamiast list partyjnych.

  3. ~Marcin · 16 maja 2015 Odpowiedz

    Przy „Powszechnych” zdaje się, że szyk zdania się nie ułożył poprawnie :) (posiada bierne i czynne… i koniec zdania treścią z nawiasów)

    A szczerze mówiąc, dość radykalnie, uważam, że w ogóle demokracja prowadzi nas na niezłe manowce, czy bez, czy z JOWami. I myślę, że JOWy wcale nie wyłączą u nas partyjniactwa, a wręcz przeciwnie.

    • Prawnik na macierzyńskim · 17 maja 2015 Odpowiedz

      Trzeba pilnie usprawnić mechanizmy demokracji. Mój radykalizm zawęża się tylko jednego zagadnienia.Ludzi z pookrągłostołowego układu nie powinno być już we władzy, bo wymiernie szkodzą Polsce.
      ps. szyk zdania poprawiłam-dzięki ;)

  4. ~Monoftalmos · 16 maja 2015 Odpowiedz

    Czolem,
    zabraklo opisu ordynacji wyborczej do Senatu RP, w ktorej o ile sie nie myle,JOWy funkcjonuja od wielu lat. Zapomina sie takze o mozliwosci laczenia ordynacji wyborczej i proporcjonalnej. Klopot z JOWami to nie tylko fakt, ze premiuja duze partie, ale przede wszystkim, ze zamykaja i uszczelniaja system wyborczy. Przy finansowaniu partii z budzetu taki system zywi sam siebie. Jesli ktos twierdzi, ze finansowanie jest zle, niech nie idzie na skroty – bez finansowania partii z budzetu (poza oficjalna korupcja vide House of Cards) wystepuje duza asymestria w dostepie do informacji miedzy partia rzadzaca (majaca do dyspozycji administracje) i opozycja. JOWy nie sa rozwiazaniem, choc swiat mozna poprawic, jesli sie nie zapomni, ze kazda skrajnosc jest szkodliwa.
    pzdr

  5. ~Piotr · 19 maja 2015 Odpowiedz

    Jak dla mnie bzdura. Dzisiaj mamy partie, szukam zawsze partii ktora wg mnie najlepiej odzwierciedla moje potrzeby i wiem jaki program będą realizowali. Dlatego nie są ważne nazwiska, w przypadku jowow mielibyśmy 460 rożnych zasłużonych lokalnych działaczy. W jaki sposób oni maja sie dogadać, przecież sejm polega na ustawach i głosowaniach, co moze każdy poseł sam bedzie pisał ustawy?
    Z drugiej strony system jowow nie sprawdził sie w senacie, jeszcze bardziej zabetonowało to tą instytucje. Tak naprawdę jest kilku senatorów niezależnych jak np Cimoszewicz, ale powiedzmy sobie szczerze, ze nie dostał sie dlatego, ze jest dobrym lokalnym działaczem. Ludzie głosują na znane twarze. Dajmy na to w mieście które jest zagłębiem PiS-u wystartuje Kaczyński, a oprócz niego lokalni działacze. Zgadnij, kto sie dostanie do sejmu.
    A przepraszam, dlaczego ludzie głosują na celebrytów w wyborach, jak to kiedys było z gwiazdami big brother itp. To, ze Ty chcesz cos zmienić nie oznacza, ze wszyscy tak zagłosują. Ludzie wybierają twarze z TV i to jest smutna prawda, żaden mów tego nie zmieni.

  6. ~iza kazmierczak · 19 maja 2015 Odpowiedz

    Pieknie opisalas koncepcje JOWow. Jest tylko kwestia konstytucyjnego zapisu o proporcjonalnosci. A do zmiany konstytucji potrzeba 2/3 glosow. I co w zwiazku z tym? Wychodzi na to, ze JOWy to obiecanki cacanki.

  7. ~Jacek Wąsowicz · 20 maja 2015 Odpowiedz

    Bardzo potrzebny głos w/s JOWów i ich otoczki. :-)
    Mieszkam na Wyspach od lat, więc jeśli wolno, linkuję coś o JOWach z perspektywy UK. http://100kijowwmrowisko.blogspot.co.uk/2015/05/wojna-na-jowy-czyli-jeszcze-bardziej.html

  8. ~hamsterman · 21 maja 2015 Odpowiedz

    „Do Sejmu wchodzi ten kandydat, który zebrał najwięcej głosów w swoim okręgu.

    Wybory kończyłyby się na I turze. Bezsprzecznie więc byłoby to rozwiązanie tańsze dla państwa od obecnego systemu i mobilizujące obywateli do tego, by pójść i zagłosować od razu na konkretnego kandydata.”

    A teraz wybory do sejmu mają dwie tury?

  9. ~wisznu · 27 maja 2015 Odpowiedz

    A gdyby ktos w koncu zauwazyl, ze konstytucja jest sprzeczna z konstucja?

    Bo proporcjonalnosc stoi w jawnej sprzecznosci z bezposrednioscia. Przeciez jak autorka bloga wykazala proporcjonalnosc powoduje, ze to szef partii wybiera kto do tego sejmu wejdzie, a nie wyborcy, czyli wybory sa posrednie. Ilez to razy zdarzylo sie, ze osoba na ostatnim miejscu na liscie miala wiecej glosow niz osoby z przodu listy, ktore weszly do sejmu? Dlatego dobrym pomyslem byly okragle listy kandydatow, gdzie nie byloby wartosciowania osob… ale niestety pomysl zostal kompletnie zignorowany w mediach, a on moglby duzo dobrego zrobic, i to bez problemow z konstytucja…

Zostaw odpowiedź