Bieganie. Nawet prawnik to potrafi.

Czyli nie samym prawem człowiek żyje.

Do niedawna zastanawiałam się co takiego ludzie widzą w bieganiu. Zamiast spocząć na kanapie, wychodzą z domu nawet jak deszcz albo mróz, z własnej nieprzymuszonej woli się wysilają, pocą, męczą, a mimo to dalej biegają! I jeszcze znajdują w tym dziką przyjemność. Widuję ich wszędzie. W parkach na ulicach, w lesie. Teraz już chyba wiem, co ich tak gna.

Chód to poważna sprawa

W czasach wczesnej młodości zdarzało mi się pokonywać dłuższe dystanse. Nienajlepszą tężyznę fizyczną rekompensowałam ambicją, która zawsze pchała mnie do przodu. I choć najszybsza nie byłam, to spokojnie zdołałam przebiec 5 km. Raz nawet otworzyła się przede mną kariera chodziarza, kiedy to nasz pan od W-Fu z liceum widząc mój zapał, wystawił mnie w zawodach chodziarskich, żebym godnie reprezentowała moją szkołę na szczeblu wojewódzkim. Niestety godnie to nie wypadło, z powodów, o którym mowa poniżej.

Pamiętam dokładnie, że należało przejść szybkim chodem 5 km, co odpowiadało 13 okrążeniem stadionu. To było jeszcze przed erą Roberta Korzeniowskiego i sport ten był wręcz nieznany. Chód wydawał mi się wszystkim po prostu dziwaczny. Kiedy wystartowałam razem z innymi i zaczynałam pierwsze okrążenie, zauważyłam, że osoby oglądające nasz wysiłek uważały, że wyglądamy co najmniej osobliwie i za każdym razem, kiedy mijałam znajomych na trybunie, spotykałam się z ich gromkim śmiechem. Zresztą kiedy patrzyłam na ten kaczy chód w wykonaniu idących obok koleżanek, wyobrażałam sobie swój i nie dziwiłam się, że wszyscy się śmieją. Sama się śmiałam, ale mimo to karnie szłam dalej utrzymując tempo, pilnując naczelnej zasady chodziarzy żeby zawsze jedna noga dotykała ziemi. Mimo to, sędzia po pierwszym okrążeniu, upomniał mnie, że mam iść nie śmiejąc się.

Zakaz ten wydawał mi się niezrozumiały i okazał się trudny do przestrzegania. Szłam i mimochodem co jakiś czas odpowiadałam śmiechem do publiczności siedzącej na trybunach i do koleżanki, która szła obok, kręcąc swoim kuprem na prawo i lewo . Kiedy wchodziłam już w 13 – ostatnie – okrążenie zorientowałam się, że jestem na dobrej – 3 pozycji i wbrew moim oczekiwaniom grozi mi nawet tzw. pudło. Do mety zostało mi już tylko jakieś 300 metrów, kiedy to…

….bezlitosny sędzia gwizdnął na mnie i nieoczekiwanie ściągnął mnie z trasy, argumentując to tym, że:

chód to poważna sprawa i jak się chodzi, to nie można się śmiać!

Dzisiaj pewnie kwestionowałabym taką krzywdzącą decyzję, bo do technicznej strony mojego chodu nie było zastrzeżeń, ale wtedy po prostu zeszłam pokornie z trasy, pożegnawszy ten sport raz na zawsze.

Prawnik na macierzyńskim zaczyna biegać

Kiełkowało to we mnie już od jakiegoś czasu. Pomyślałam, że skoro kiedyś mogłam zdobyć się na taki wysiłek jak chód czy bieganie, to mogę i teraz pobiec.

Jak na prawnika przystało najpierw weszłam w posiadanie instrukcji dla biegaczy, jaką znalazłam w książce Bieganie metodą Gallowaya. Kiedy poznałam już strukturę mięśnia czterogłowego i podstawowe zasady biegania, w następnej kolejności udałam się do sklepu dla biegaczy żeby kupić odpowiednie obuwie. Odnotowałam, że jeśli chodzi o odzież sportową, to w tym sezonie dominuje irytujący jak dla mnie trend na odblaskowy różowy i pomarańczowy w tonie moich wściekłych dresów z kreszu z lat 80-tych. Nie byłam tym zachwycona. Z trudem  znalazłam jakiś kompromis – czarne buty z odblaskowymi różowymi podeszwami i różowymi sznurówkami. Niech już będzie.

W dniu 1 marca 2015 r. o 6.30 rano, kiedy to moje dzieci smacznie jeszcze spały, ubrałam te porażające odblaskowym różowym buty, kilka warstw odzienia (bo na zewnątrz było raptem 2 stopnie C) i po prostu wybiegłam.

Biegłam i z każdym kolejnym krokiem odkrywałam, że bieganie może być przyjemne. Biegłam bez jakiegoś planu i w różne strony, byle do przodu. Po kilku takich wypadach zaczęłam chyba rozumieć, co tak pchało Foresta Gumpa.

Już wiem o co w tym chodzi.

Bieganie jak narkotyk wyostrza zmysły

Cóż że człowiek z zziajany, skoro sprawia mu to taką radość. A wszystko dlatego, że nie dość, że jest z siebie zadowolony, że się ruszył w końcu z kanapy, to – nadspodziewanie wyostrzają się zmysły!

Zwykła kaczka w stawie potrafi zachwycić, rozczulający jest rozkwitający pąk na drzewie, cieszy poranna rosa, a raczej szron, jak to przystało na marzec. Po takim porannym biegu, inaczej smakuje  śniadanie, a wydzielające się endorfiny sprawiają, że jest się nastawionym optymistycznie do rozpoczętego dnia. 

Każdy miesiąc jest dobry na rozpoczęcie przygody z bieganiem. Ja swoją zaczęłam na wiosnę, co ma tę zaletę, że obserwuję jak razem z budzącą się do życia naturą, budzi się u mnie zapał i coraz większa motywacja.

Bieganie a wyniki

Zainstalowałam sobie w telefonie aplikację Endomondo, która mierzy i porównuje moje wyniki z dotychczasowymi. Po pierwszym razie, kiedy jej użyłam ze smutkiem odkryłam, że obecnie biegam wolniej niż 20 lat temu chodziłam!

To pewnie przez te dekoncentrujące sznurówki. Przy następnej wizycie w sklepie wymieniłam na czarne. Niewiele pomogło.

Mimo to, machnęłam ręką na udoskonalający trening proponowany Gallowaya. Wyszłam z założenia, że ponieważ całe moje życie zawodowe skupia się na książkach, regulaminach, przepisach, paragrafach, instrukcjach, oszczędzę sobie tego w chociaż w czasie wolnym.

Nie mierzę kroków, czasu marszu, czasu biegu, tętna, prędkości. Po prostu wsłuchuję się we własne możliwości i biegnę. Galloway twierdzi, że mój sposób biegania jest mało efektywny, ale pies to trącał. Biegam dla przyjemności, a nie dla efektu. Słucham swojej ulubionej muzyki. Biegnąc czuję wolność. I satysfakcję.

Biegasz dla siebie, pobiegnij dla innych

Skoro i tak już biegam, to przebiegnięte kilometry przy okazji wykorzystuję do czegoś jeszcze. Wzięłam udział w akcji wspomagającej Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą: BIEGASZ DLA SIEBIE, POBIEGNIJ DLA INNYCH!

Raiffeisen Polbank razem z Justyną Kowalczyk przy udziale właśnie Endomondo zbiera wszystkie przebiegnięte przez uczestników tej akcji kilometry. Choć zdaję sobie sprawę, że to przede wszystkim chwyt marketingowy i że ma to przede wszystkim wypromować Endomondo, to mimo wszystko biorę w tym udział, bo okazuje się, że m.in. dzięki tym moim kilku przebiegniętym kilometrom jesteśmy bliżej celu, którym jest zdobycie 10 milionów km! Jeśli z kolei cel ten  osiągniemy, to Polskiemu Towarzystwu Walki z Mukowiscydozą zostanie przekazane 100 tys. złotych!

Na pewno każda złotówka im się przyda.

Organizatorzy akcji przekonują, że zdrowy człowiek podczas biegu wykonuje ok. 40 oddechów na minutę, a dystans jednego kilometra pokonuje średnio w 6 minut. To daje nam 240 oddechów na każdy kilometr, a to oznacza, że nasze 10 milionów kilometrów to 2 miliardy 400 milionów oddechów podarowanych chorym!
Tak więc, ponieważ każdy dodatkowy kilometr zwiększa szanse na przekazanie funduszy, biegam podwójnie chętnie i was też zachęcam do wzięcia udziału w tej akcji.

 XI Ekiden w Warszawie

W dniach 8-9 maja 2015 r. w Warszawie odbywa się sztafeta maratońska – XI Ekiden. W biegu biorą udział zarówno osoby fizyczne, jak i firmy.

Kancelaria Chajec, Don-Siemion & Żyto, z którą jak wiecie od lat współpracuję, w tym roku wystawia swoje dwie drużyny. Okazuje się, że jedna z nich skazana jest na mnie.

Pomna swoich doświadczeń w zawodach chodziarskich, obiecuję moim kolegom z drużyny, że nawet kącik ust mi nie drgnie;)

Każdy może biegać

Biegać może każdy. To nic nie kosztuje. W zasadzie trzeba sobie kupić tylko buty, przy czym mój guru Galloway twierdzi (i ja mu zawierzyłam), że do biegania rekreacyjnego nie ma potrzeby wydawać fortuny na wysoce zaawansowane technologie, bo sprawdzą się w zasadzie każde sportowe buty.

Okazuje się, że bieganie jest wciągające, a co najważniejsze nawet jak się jest osobą, która ma siedzący tryb życia, dwójkę małych dzieci, kłopoty z barkiem, wciągającą i absorbującą pracę prawnika, też można biegać i czerpać z tego przyjemność.

Chciałabym w przyszłym roku, a konkretnie w dniu 1 marca 2016 r . popełnić jubileuszowy wpis i z dumą przekazać wam, że zapał mi nie minął i nadal z przyjemnością wstaję o 6 rano, po żeby założyć sportowe różowe buty, czapkę z daszkiem i z szerokim uśmiechem (bez ryzyka dyskwalifikacji) pomachać do innych biegaczy mijanych rano w parku.

Was też namawiam. Może się kiedyś miniemy.

A może wśród was są już jacyś uzależnieni?

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

3 komentarzy

  1. ~Grzesiek · 1 maja 2015 Odpowiedz

    Polecam artykuł o 10 krokach, które przybliżą Cię do wolności finansowej.
    http://www.finansemlodegopolaka.pl/10-pierwszych-krokow-w-strone-finansowej-wolnosci

  2. ~Buster · 1 maja 2015 Odpowiedz

    Może i się miniemy, tylko ja będę na rowerze :) Wszystkiego dobrego!

Zostaw odpowiedź