Przedawnienie przy nienależnym świadczeniu – pułapka dla wierzycieli

Epilog do Historii pewnej darowizny…

Choć temat zdawałoby się, że wyczerpany, pozwólcie, że jeszcze na moment wrócę do ww. Historii pewnej darowizny.  Sądząc po waszych komentarzach wzbudziła wiele emocji i wciąż otrzymuję w tej sprawie maile.

Po przeczytaniu tego wpisu niektórzy z was solidaryzowali się z Żoną. Inni z Przyjaciółką pana Męża, a jeszcze inni podnosili dobro małoletniego dziecka.

Było też wiele osób, których wyrok wcale nie zdziwił. Ci ostatni pisali, że takiego właśnie orzeczenia należało się spodziewać.

Żeby uciąć pewne spekulacje, że jako żona - najpewniej „trzymam” tylko z Żoną, albo jako kobieta ”nie wczułam się dostatecznie” w sytuację pana Męża, albo – co gorsza – jako matka – zapomniałam wspomnieć o sytuacji małoletniego, wyjaśnię, że przedstawiłam wam Historię pewnej darowizny z dwóch powodów. Żadnym z nich nie był mój osobisty stosunek do układu rodzinnego, w jakim funkcjonowali ci państwo.

Zadecydowały inne kwestie.

Po pierwsze, choć na pierwszy rzut oka może to dziwić, dobrze wiedzieć, że są takie sytuacje, w których bieg terminu przedawnienia rozpocznie się i skończy (!) zanim wierzyciel dowie się, że jest wierzycielem. I to jest właśnie opisywany przeze mnie przypadek – roszczenia o nienależne świadczenie. Nie chcę się powtarzać, więc odeślę do wspomnianego wpisu, gdzie dość szczegółowo opisałam ten mechanizm.

Po drugie – opisałam Historię … z powodu uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego, a nie treści samego rozstrzygnięcia, a konkretnie tego, czego w uzasadnieniu – moim zdaniem – zabrakło.  Już wyjaśniam o co chodzi.

W tym konkretnym przypadku, jedna z bohaterek Historii …Żona – rzeczywiście nie dołożyła staranności. Jak słusznie część z was podnosiła, dowiedziawszy się o planach Męża, Żona, mogła i powinna była wykazać się większą dbałością o własne interesy i zainteresować się przez kogo (Męża czy jego Przyjaciółkę) sporne mieszkanie zostało formalnie nabyte. Zawartość ksiąg wieczystych jest obecnie powszechnie dostępna. Tak więc należało zajrzeć do działu 2 KW i Żona miałaby czarno na białym, że Mąż dokonał darowizny, nie zaś zakupu mieszkania na swoją rzecz. Wówczas Żona mogłaby zareagować wcześniej nie narażając się na zarzut przedawnienia. Nie uczyniła tego i z tym dochodzeniem prawdy bezzasadnie zwlekała aż do śmierci Męża.

A zatem można jej przypisać brak dbałości, niedochowanie należytej staranności. Być może słusznie więc, że przegrała proces. 

Jednak wyobrażam sobie sytuacje, a co gorsza miewam z takimi do czynienia, w których wierzyciel mimo dołożenia staranności nie mógł się dowiedzieć o tym, że jest czyimś wierzycielem.

Dla przykładu wyobraźmy sobie hipotetyczny scenariusz, w którym mąż skrzętnie ukrywałby zarówno swój związek z przyjaciółką, jak i fakt posiadania z nią dziecka, a co za tym idzie – fakt przekazania pieniędzy na jakiekolwiek mieszkanie. Żona przypadkiem odkryłaby te sekrety dopiero po śmierci męża, już po terminie przedawnienia. Biorąc pod uwagę zasady doświadczenia życiowego, wcale nie taki rzadki przypadek.

W takiej sytuacji orzeczenie Sądu Najwyższego, o którym pisałam w Historii… znajdzie do niej zastosowanie w równym stopniu jak do Żony – bohaterki poprzedniego wpisu, która jak już ustaliliśmy – była trochę niefrasobliwa i  za mało zapobiegawcza.

W praktyce oznacza to, że uprawnienie do żądania zwrotu nienależnego świadczenia w wielu przypadkach może być w rzeczywistości uprawnieniem iluzorycznym.

Jak inaczej to ocenić, skoro prawo z jednej strony daje możliwość żądania zwrotu nienależnego świadczenia, ale jednocześnie z drugiej – nakazuje liczyć bieg przedawnienia w taki sposób, że roszczenie może się przedawnić zanim wierzyciel się dowie o jego istnieniu?

Czy to nie hipokryzja ze strony ustawodawcy i wymiaru sprawiedliwości?

Moim skromnym zdaniem, sąd rozstrzygając tego rodzaju kwestie powinien mimo wszystko wziąć pod uwagę miernik należytej staranności po stronie wierzyciela i zważyć, czy w konkretnych okolicznościach wierzyciel miał w ogóle szanse wezwać dłużnika do zwrotu przed upływem terminu przedawnienia.

W takiej sytuacji jak ta opisana przeze mnie powinien więc sąd uwzględnić stan świadomości żony i zadać sobie pytanie, czy w danym stanie faktycznym żona przy dołożeniu staranności mogła  się dowiedzieć o nienależnym świadczeniu. Niestety rozważań na ten temat SN w uzasadnieniu zupełnie poskąpił.

I dlatego orzeczenie to oceniam jako niebezpieczne z punktu widzenia potencjalnych wierzycieli.

Ot cała historia opisu pewnej Historii…

***

Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

1 komentarz

  1. ~power divider · 29 czerwca 2015 Odpowiedz

    Coooooooooooooooooooooooooooool

Zostaw odpowiedź