Historia pewnej darowizny

Co powinnaś zrobić jeśli twój małżonek podarował spore pieniądze swojej konkubinie (utrzymance), a ty – będąc jego żoną – nie wyraziłaś na to zgody?

To oczywiste!  Powinnaś żądać od niej zwrotu nienależnego świadczenia!

To samo powinien zrobić mąż w przypadku, kiedy tą „szczodrą osobą”, obdarowującą innych, wbrew woli męża okazała się jego żona.

Pytanie tylko ile czasu ma oszukany mąż czy żona na takie żądanie, aby w świetle prawa nie okazało się ono spóźnione?

 O tym jak to pewien Pan „załatwił” kwestię alimentów

Pewien Pan miał Żonę. Ale miał też …hmm… Przyjaciółkę. Któregoś pięknego dnia okazało się, że Przyjaciółka jest w ciąży i zamierza Panu urodzić Potomka.

Pan czuł się odpowiedzialny za swój czyn oraz za dziecko, które do życia powołał. Postanowił przekazać Przyjaciółce pieniądze na zakup mieszkania, w którym mogłaby ona wraz z Potomkiem zamieszkać, a które po skończeniu przez Potomka 18 roku życia, mogłoby stać się jego własnością. W ten oto piękny sposób Pan „załatwił” z Przyjaciółką kwestię alimentów. Zamiast comiesięcznych świadczeń alimentacyjnych – w istocie jednorazowo podarował jej środki na mieszkanie.

Pan był nie tylko odpowiedzialny, ale i uczciwy (przynajmniej częściowo). Radosną nowinę o dziecku przekazał też Żonie. Powiedział jej przy okazji, że zakupił mieszkanie na rzecz Potomka.

Żona, jak się domyślacie, nie wpadła w zachwyt…

Niebawem Pan odszedł od Żony i zamieszkał w nowym mieszkaniu z Przyjaciółką. Alimenty płacił, ale na rzecz „starej” rodziny, którą założył z Żoną, na nową nie musiał, bo z Przyjaciółką się dogadywali i prowadzili wspólne gospodarstwo. Poza tym nie zapominajcie  - Przyjaciółka dostała przecież mieszkanie.

Parę lat potem Pan zginał w tragicznych okolicznościach.  Po śmierci Pana Męża, jego Żona dotarła do aktu notarialnego, z którego wynikało, że mieszkanie, które Pan zakupił dla Potomka w istocie nie było formalnie nabyte przez Pana na jego własność, ale na własność … Przyjaciółki. To oznaczało, że ów mieszkanie nie weszło do masy spadkowej po Panu i nie podlegało dziedziczeniu. Zapewne nie na taki obrót sprawy liczyli spadkobiercy.

Proces Sądowy – Żona kontra Przyjaciółka

Rozczarowanie Żony było ogromne. Pchnęło ją do wytoczenia powództwa przeciwko Przyjaciółce.

Sądy rozpoznające sprawę zastanawiały się jak zakwalifikować umowę pomiędzy Panem a Przyjaciółką, na mocy której ten przekazał jej pieniądze. Doszły do wniosku, że nie była to umowa darowizny, ale inna umowa nienazwana, która przewidywała określone warunki przysporzenia. Jednak jej celem było przysporzenie Potomka, a nie Przyjaciółki. Ponieważ jednak w dacie zawierania tej „umowy przysporzenia” Pan z Żoną pozostawał w związku małżeńskim i we wspólności ustawowej, a „umowa przysporzenia” (w celu zakupu mieszkania) dla Przyjaciółki stanowiła tzw. czynność przekraczającą zakres zwykłego zarządu, na przekazanie środków pieniężnych przez Pana formalnie, w świetle prawa, potrzebna była zgoda Żony.

Zgodnie z prawem, Żona może taką zgodę wyrazić także po dokonaniu czynności, dla której taka zgoda jest wymagana.

Tylko jak myślicie, czy jakakolwiek żona w podobnej sytuacji wyraziłaby zgodę na darowiznę z majątku wspólnego dla kochanki męża?

Odpowiedź jest oczywista.

Żona za nic w świecie nie chciała potwierdzić dokonanej przez Pana czynności i odmówiła udzielenia zgody na „umowę przysporzenia”. W świetle prawa czynność, która wymaga zgody drugiego małżonka, w sytuacji odmowy zgody  –  jest czynnością nieważną. A zatem umowa przysporzenia pomiędzy Panem a Przyjaciółką była umową nieważną.

I co z tego wynika? Skoro umowa była nieważna, to nie było tytułu do przekazania pieniędzy na mieszkanie, a skoro tak, to pieniądze takie w prawie nazywamy nienależnym świadczeniem.

Żona była świadoma skutków prawnych braku jej zgody. Wiedziała, że skoro umowa przysporzenia była nieważna, Żona mogła domagać się od Przyjaciółki (bynajmniej nie swojej) zwrotu przekazanej kwoty (jako świadczenia nienależnego).

Zawiązał się pomiędzy nimi długoletni spór, bo jak się domyślacie – Przyjaciółka oddać pieniędzy (przeznaczonych na mieszkanie) nie zamierzała, a Żona z kolei, no … też ją rozumiem.

Przyjaciółka nie w ciemię bita, wybrała się do prawnika, a ten sprytnie poradził jej żeby się powołała na przedawnienie. Wobec tego Przyjaciółka podnosiła w sądzie:

Nie można żądać zwrotu nienależnego świadczenia, jeżeli od daty świadczenia minęło 10 lat!

Żona kontrargumentowała, że owszem – 10 letni termin przedawnienia istnieje, ale w jej przypadku termin ten nie biegnie od daty wykonania świadczenia (czyli zakupu mieszkania), bowiem wówczas Żona była przekonana, że nabywcą mieszkania jest Pan Mąż. Dopiero po śmierci Pana Męża dowiedziała się, że to nie Pan, a jego Przyjaciółka kupiła to mieszkanie, a więc w przypadku Żony 10 letni termin powinien się liczyć od dnia, w którym o powyższym Żona wzięła informacje. Ani dnia wcześniej!

Kto ma rację?

Zdziwicie się…

Sprawa przeszła przez dwie instancje, a ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego.

Sąd Najwyższy uznał, że przedawnienie jest instytucją mającą na celu ochronę dłużnika (w tym przypadku Przyjaciółkę), a nie wierzyciela (w tym przypadku Żonę), a także ochronę ustabilizowanych przez wiele lat stosunków prawnych, dlatego początek biegu terminu przedawnienia musi określać zdarzenie obiektywne, niezależne od woli stron. Przy zobowiązaniach do zwrotu nienależnego świadczenia, wymagalność, a więc stan, w którym wierzyciel ma możliwość żądania zwrotu świadczenia, powstaje z dniem wezwania przez wierzyciela dłużnika do zapłaty. Dlatego bieg przedawnienia rozpocznie się w dniu, w którym świadczenie powinno być spełnione gdyby wierzyciel wezwał dłużnika do zapłaty w obiektywnie najwcześniejszym terminie. Dla rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia nie ma znaczenia, kiedy wierzyciel dowiedział się o tym, że świadczenie było nienależne i zażądał jego zwrotu, bo mogłoby to być przecież np. po 20 czy 30 latach! A zatem dłużnik przez ten cały czas żyłby w niepewności.

Przekładając to na przypadek Żony, Pana męża i Przyjaciółki, Sąd Najwyższy orzekł, że bieg terminu przedawnienia rozpoczął się w chwili kiedy Żona obiektywnie mogła wezwać Przyjaciółkę do zwrotu nienależnego świadczenia, a zatem praktycznie od chwili zakupu mieszkania, a nie od chwili, kiedy dowiedziała się o tym, że Przyjaciółka została przez Pana męża przysporzona.*

* Wyrok SN z dnia 16 grudnia 2014 r. , sygn. akt. III CSK 36/14

Tym samym Żona sromotnie proces przegrała.

Mieszkanie zostało z Potomkiem, a pozostałe dzieci Pana męża, które narodziły się mu ze związku z Żoną, jak i sama Żona nie miała do niego żadnych praw.

Zdziwieni?

Ja się tęż trochę zdziwiłam. I zmartwiłam. Najsprawiedliwsze to to nie było.

Ale zdaje się, że kiedyś już Wam to pisałam:

W sądach nie ma sprawiedliwości, jest tylko wymiar…

***

Współczujemy Żonie i wyciągamy wnioski.

Wnioski:

Jeśli wiesz, że twoja połówka ma „szczodre serce” i mogłaby dokonać darowizny, albo innej umowy przysparzającej na rzecz osoby, której ty byś nie chciał obdarować – to bądź czujny. Dla zakwestionowania takiej darowizny i żądania zwrotu nienależnego świadczenia nie będziesz miał 10 lat od chwili kiedy się o nim dowiesz, ale od chwili kiedy obiektywnie mogłeś zażądać jego zwrotu – czyli najczęściej od daty zawarcia umowy darowizny.

A zatem czuwajcie!

 ***

Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

54 komentarzy

  1. ~studentka prawa · 26 marca 2015 Odpowiedz

    Zainspirowała mnie pani do nauki prawa cywilnego

  2. ~Angelika Staszczak · 26 marca 2015 Odpowiedz

    Ciekawe, że potomek Męża Pani cały czas może jeszcze po nim dziedziczyć. Czyżby Przyjaciółka nie przyjęła za swego Potomka spadku po zmarłym Mężu? A jeszcze jak do spadku należała nieruchomość wspólna Pani Żony i Męża? To Potomek może domagać się części spadku po tatusiu. Jak to ludzie potrafią pokomplikować sobie życie. Pozdrawiam serdecznie. Wpis super ;)

  3. ~Milena · 27 marca 2015 Odpowiedz

    A mi się podoba orzeczenie SN. Zwłaszcza zastosowane w tym konkretnym przypadku. Wiele z nas (kobiet) patrzy ta ww. stan faktyczny przez pryzmat pokrzywdzonej, biednej żony, której mąż przyprawiał rogi pukając na boku. Prawda jest taka, że żona od bardzo dawna wiedziała o przyjaciółce i albo była tak ślepo i nawinie zakochana w swoim mężu albo była tak głupia, żeby to sytuacji dopuścić. BTW na pewno żonie pozostało znacznie więcej niż przyjaciółce, jaki facet ma „na zbyciu” pieniądze na mieszkanie dla przyjaciółki…
    Obiektywnie, racją jest iż wierzyciele nadużywają swoich praw, najłatwiej jest powiedzieć, nie wiedziałam, nie mogłam wcześniej itp…

    • Prawnik na macierzyńskim · 27 marca 2015 Odpowiedz

      Nie chodzi mi o trzymanie strony kobiety żony, czy kobiety przyjaciółki ;) ale o zwrócenie uwagi na ciekawą rzecz: przy świadczeniach bezterminowych, jakim jest właśnie nienależne świadczenie bieg przedawnienia zaczyna się szybciej aniżeli roszczenie stało się wymagalne.

      Poza tym, niestety ale muszę wyrazić zupełnie odmienną opinię w kwestii „nadużywania praw przez wierzycieli”. Moje obserwacje i doświadczenia prowadzą do wniosku, że jest zupełnie odwrotnie. System prawny jest tak skonstruowany, iż uprzywilejowuje dłużnika, nad czym należy ubolewać. Zobacz ile czasu trwają proste sprawy windykacyjne tzw. nakazowe. E sad, który został powołany do tego by usprawnić system, zawiódł na całej linii. 3 miesiące zabiera mu wydanie nakazu(!), a jak dłużnik wniesie sprzeciw, przez kolejne 3 miesiące przekazuje sprawę do sądu według właściwości ogólnej (co obiektywnie powinno mu łącznie zabrać max. 1-2 miesiące). I tak po 6 miesiącach wierzyciel jest w punkcie wyjścia.
      Lepszego prezentu dłużnikowi nie trzeba fundować… a to tylko wierzchołek góry lodowej.

  4. ~Jolanta Skrobowska · 27 marca 2015 Odpowiedz

    Takie rozstrzygnięcie wcale nie jest takie dziwne :)

    • Prawnik na macierzyńskim · 27 marca 2015 Odpowiedz

      W tym konkretnym przypadku, rzeczywiście Żona nie dołożyła staranności i być może słusznie, że przegrała proces, ale wyobrażam sobie sytuacje, a co gorsza mam z takimi do czynienie na co dzień w kancelarii, w których wierzyciel (np. taka żona) mimo dołożenia staranności nie mógł się dowiedzieć o tym, że jest czyimś wierzycielem (bo np. mąż skrzętnie ukrył wyprowadzenie majątku wspólnego), a omawiany Wyrok SN znajdzie do niego zastosowanie w równym stopniu, co do naszej Żony.
      W praktyce oznacza to, że uprawnienie do zwrotu nienależnego świadczenie jest w rzeczywistości uprawnieniem iluzorycznym.
      Prawo z jednej strony daje możliwość żądania zwrotu nienależnego świadczenia, ale jednocześnie z drugiej nakazuje liczyć bieg przedawnienia w taki sposób, że roszczenie może się przedawnić zanim ty się dowiesz o jego istnieniu.

      Czy to nie hipokryzja ze strony wymiaru sprawiedliwości?

      Moim skromnym zdaniem, sąd rozstrzygając tego rodzaju kwestie powinien mimo wszystko wziąć pod uwagę miernik należytej staranności po stronie wierzyciela i zważyć czy w konkretnych okolicznościach wierzyciel miał w ogóle szanse wezwać dłużnika do zwrotu przed upływem terminu przedawnienia.

      • ~hell · 30 marca 2015 Odpowiedz

        W rej sytuacji żona wiedziała o umowie, mieszkaniu itp. Od samego początku. Nie dochowała starannosci nie wnosząc sprzeciwu w tym momencie, a mogła. Uważam że wyrok sądu jest sprawiedliwy.

  5. ~Beata · 29 marca 2015 Odpowiedz

    W zwiazku z wpisem mam pytanie. Czy przy podobnej sprawie w przyszlosci – sady beda sie kierowaly orzeczeniem z tego przypadku, czy beda braly pod uwage indywidualne okolicznosci i decyzja moze byc inna od decyzji podjetej w tym konkretnym przypadku?

    • ~Bla · 29 marca 2015 Odpowiedz

      w polskim prawie nie istnieje instytucja precedensu sądowego, a sądy powołują się (jeżeli chcą) na całkowicie rozbieżne rozwiązania sądów wyższych instancji, także wiele zależy od szczęścia.

    • Prawnik na macierzyńskim · 30 marca 2015 Odpowiedz

      W naszym systemie prawnym nie ma obowiązku stosowania orzeczeń wydanych w innych sprawach, ale często w wyrokach sędziowie powołują się na dotychczasowe orzecznictwo SN, a zatem jest ryzyko, że to orzeczenie będzie stosowane wprost, tj. bez uwzględniania indywidualnych okoliczności. Ale jest też mozliwość, że wytworzy się drugi nurt orzecznictwa SN. Takie sytuacje już się zdarzały ;)

  6. ~Ania · 29 marca 2015 Odpowiedz

    a czy można połączyć miłość do zwierzą z polowaniem? http://www.almoc.pl/img.php?id=1194

  7. ~e e · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Litości, nie ÓW mieszkanie tylko OWO …

  8. ~Aneta Rech · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Mam pytanie a co by bylo wedle prawa jakby malzonkowie wczesniej mieli podpisana rozdzielnosc majatkowa? Czy wyrok byly taki sam czy cos sie zmieni?

  9. ~Gosia · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Pisze Pani że mąż poinformował żonę o dziecku i o zakupie mieszkania
    „Radosną nowinę o dziecku przekazał też Żonie. Powiedział jej przy okazji, że zakupił mieszkanie na rzecz Potomka.”
    Wprawdzei nie pisze Pani dokładnie kiedy to uczynił, ale z kontekstu można domniemywać że „od razu” a w każdym razie zanim się wyprowadził.
    Zatem żona „nie wiedziała” o tym że mieszkanie było własnością kochanki – na własne życzenie, gdyż mogła tę kwestię sprawdzić i dochodzić od razu, a nie dopiero po jego śmierci.
    Druga rzecz to taka, że po wyprowadzce męża do nowej rodziny powinno w zasadzie dojść do rozwodu – czy doszło – nie wiadomo. W sprawie rozwodowej kwestia mieszkania byłaby z pewnością rozstrzygnięta – czyżby żona nie wniosła sprawy o rozwód ? Dlaczego? Nie wiadomo też ile lat mąż żył po wyprowadzeniu się od żony .. Znowu, z kontekstu – wynika że był to raczej dłuższy okres czasu. W tym czasie „mąż” nadal pewnie zarabiał pieniądze które teoretycznie tworzyły „majątek wspólny” z opuszczoną żoną a potem weszły do spadku po nim który żona dziedziczyła – czy słusznie?
    No i taki szczegół, że w sprawie spadkowej po męzu spadkobiercą była nie tylko „zona” ale też i dzieci jego – wszystkie, jeśli poza tym jednym były inne (czy były z żoną – nie wiadomo} .
    Podsumowując – jak na prawnika teks ten troszkę jak dla mnie jest tendencyjny i emocjonalny , chce wywołać nastawienie jakie to złe prawo dla biednej żony. Zatem może ze zwykłej przekory ja tam za tą żoną nie jestem tak do końca. Tę samą sytuację można by wszak opisać, ze świętym oburzeniem odinnej strony. Jak to biedne, niewinne dziecko – być może jedyne musi się dzielić spadkiem po swoim tatusiu z obcą kobietą która wyciąga łapy po jego pieniądze mimo że od lat z nim nie mieszkała a mamusi nic się nie należy ponieważ związek , tak udany i zgodny był nieformalny…

    • ~lenovo · 29 marca 2015 Odpowiedz

      Brawo!
      Także tak to widzę – wpis Autorki jest ZBYT emocjonalny i mało rzetelny – podkreśla tylko to, co chce podkreślić, by uzasadnić tezę założoną na wstępie: że to sądy są „be” i krzywdzą biedne żuczki.
      Cóż za niefrasobliwość Żony, że uwierzyła na słowo facetowi, który właśnie się przyznał, że jej nie szanuje! Gdyby bowiem szanował, odszedłby z honorem i zachowaniem form. Albo kobiecie zabrakło wyobraźni, albo w opisie zabrakło istotnych szczegółów wydarzenia – taka postawa zdradzanej Żony wydaje mi się (w opisanym przypadku) mało wiarygodna psychologicznie.

      P.S. Co do tego, że sądy krzywdzą ludzi, ja nie mam wątpliwości, tyle tylko, że w opisanej sytuacji zabrakło mi CHŁODNEGO OBIEKTYWIZMU. Nastrojem przypomina mi to bijące sztuczną pianę programy pani Jaworowicz.

    • ~Anna · 29 marca 2015 Odpowiedz

      Zgadzam się w 100%. Poza kwestiami prawnymi uważam, że ten wpis jest baaarrrdzo z p. widzenia „pokrzywdzonej żony”. Nie domagałabym się praw do tamtego mieszkania. Dla mnie to niehonorowe i prymitywne. Tworzyli rodzinę. Czy Pani Żonie się to podobało czy nie, mąż pokochał inną kobietę, miał z nią dziecko i w tej rodzinie chciał dalej żyć. Nikt nie jest niczyją własnością. Ja raczej zaprzyjaźniłabym się „po jakimś czasie” z Przyjaciółką i starałabym się, żeby wszystkie dzieci miały ze sobą dobry kontakt. Dodam, że nie jestem niczyją kochanką. Od ponad 30 lat tworzę udany związek, mamy dorosłego syna. Pozdrawiam

      • ~basia uuu · 29 marca 2015 Odpowiedz

        Życze Ci aby Twoje życzenie sie spełniło.Każdy przypadek jest inny tu akurat Pan mąż kłamał wcześniej przygotowując sobie gniazdko z kukułką, a Pani żona teraz, kierujac swoja zemstę na potomka próbujac pozbawić go dachu nad głową.Dłużnik to ktos kto pożycza OSOBISCIE fizycznie, a nie oddaje,nadinpretacja słowa ‚dłuznik’ krzywdzi wielu uczciwych ludzi.To samo dotyczy słowa wierzyciel.

    • Prawnik na macierzyńskim · 30 marca 2015 Odpowiedz

      Żona o rozwód nie wnosiła i jak dla mnie – faktycznie dołożyła za mało staranności żeby sprawdzić stan rzeczy jak tylko dowiedziała się o darowiźnie.

  10. ~Ewa Guc · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Jestem ciekawa, jaka czynność nie przekracza „zwykłego zarządu”? Gdzie jest granica? Jeśli mąż zaprosi przyjaciółkę na kolację, albo kupi kwiaty, to też żona może dochodzić zwrotu należności (gdy na przykład znajdzie rachunek)? A biżuteria? Znam męża, który swojej przyjaciółce co miesiąc regularnie przekazuje pieniądze przelewem na konto, aby wspomóc jej wątły budżet. Czy to jest przekroczenie zwykłego zarządu? Dodam,że mąż pracuje, żona nie i są to pieniądze zarobione przez niego.Będę wdzięczna z odp, bo mnie ta kwestia zaciekawiła.

    • Prawnik na macierzyńskim · 30 marca 2015 Odpowiedz

      Dobre pytanie! Niestety nie ma definicji czynności zwykłego zarządu. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, sąd musiałby przeanalizować całokształt okoliczności sprawy. Ale gdyby sąd uznał, że wspieranie finansowe konkubiny to czynność zwykłego zarządu majątkiem, to bym się zdziwiła ;)

  11. ~Gosia · 29 marca 2015 Odpowiedz

    no i jeszcze jedno – wszak ta żona gdzieś też mieszkała „mąż się wyprowadził” więc została w mieszkaniu wspólnym (?) darował jej swoją część?
    Dla „casusu” te pytania są pewnie nieistotne, niemniej stają się istotne gdy człek chce jakoś się ustosunkować do tej strony emocjonalnej Pani tekstu.
    Więc w tym Pani tekście jest za dużo emocji – jak na casus , lub za mało informacji – jak na emocje

  12. ~Tomek · 29 marca 2015 Odpowiedz

    A małżeństwo to niewola czy uwłasnowolnienie? Kwestia jest czy ta darowizna przekracza 50% dochodu wspólnego czy nie, jeśli nie to żona / mąż może ze swoją połowa zrobić co chce oczywiście zakładamy, że ta połowa pomniejszona jest o bieżące koszty rodziny.

  13. ~Alek · 29 marca 2015 Odpowiedz

    W całej tej sprawie wykazała Pani dużo emocji, ale nie wzięła pod uwagę dobra dziecka. Przecież jemu po ojcu też się coś należy. Przyjaciółka w odpowiedzi powinna wytoczyć sprawę o podział majątku i objąć nim poprzednie mieszkanie (w którym to mieszkała Żona) oraz inny majątek. Ciekawe co wówczas Żona by zrobiła. Kolejną rzeczą jest sprawa alimentów na rzecz dziecka. Powinna wystąpić o ich ustalenie, a wówczas jak dług Męża powinny one zostać odziedziczone przez Żonę. Jak widać Żona chciała by tylko spić śmietankę i pozostawić potomka Męża bez czegokolwiek po tatusiu.

    • ~Beata · 29 marca 2015 Odpowiedz

      W dawnych czasach dziecko z nieprawego loza nazywano bekartem i nie mialo ono zadnych praw. Dzisiaj swieta instytucja malzenstwa schodzi na psy, a dzieci pozamalzenskie nabywaja prawa, o ktore dzieci z „prawego loza” upominac sie nawet nie smia…

      • ~mk · 29 marca 2015 Odpowiedz

        To nie jest takie proste że dawniej,było zwane bękartem i praw nie miały zwano je też bastardami.A np. najbardzej chyba znany w historii przypadek bastarda to Wilhelm Zdobywca bo to przecież typowy to bękart jego matka była zwykłą służącą a o=jej ojcec …garbiarzem,ale to też jedyny syn swojego ojca który odziedziczył po nim Wszystko ,a jego ojcien nawet nie próbował się żenić i szukać innej kobiety a zadbał prawnie i wśród znajomu=ych by jego syn wszystko po nim odziedziczył,a wiec księstwo Normandię i to co sam podbił,a jego potomkowie stali sie władcami Normandi i później Akwiloni…W Anglii i We Francji (i pewnie też innych zachodnich krajach)bastardy były obdarzane ziemią ,nazwiskami i tytułami szlacheckimi a nawet arystokratycznymi ,a ich pochodzenie uważano za Szlachetne,choć fakt tronu poza przykładem Wilhelma Zdobywcy nie dziedziczyły ale raczej dla tego że byli inni legalni spadkobiercy.Z drugiej strony ciekawe jak potoczyły by się losy naszego kraju gdyby królem Polski został któryś z dwóch czy też trzech synów Kazimierza Wielkiego ,bo oficjalnie on tylko córki miał…Faktem jest że jego synowie byli stanu szlacheckiego herby mieli i dostali od ojca zamiki i ziemie w posiadanie.A historycznie nawet w 18 wieku czy 19 w Polsce dzieci z nieoprawego łoża traktowano różnie i zależnie od środowiska z jakiego pochodziły,bo jedni uznawali i je normalnie dziedziczyły a inni piętnowali .To jest akurat kwestia czysto indywidualna danej rodziny ,i jej statusu majątkowego i …Kulturowego.Wiec kwestia braku praw było faktycznie kwestią dość otwartą i opartą tylko o to czy rodzic potomka uznał ,bo jak uznał to owszem prawa one miało.

  14. ~Ale · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Mam wrażenie że sąd w zawoalowany sposób zadbał o interes Potomka, bo jak w innym razie Przyjaciółka mogłaby zabezpieczyć interes Potomka?

  15. ~Jan Nowak · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Ani trochę się nie zdziwiłem zakończeniem..

  16. ~Gosc · 29 marca 2015 Odpowiedz

    A ja się dziwię że kochanka w imieniu dziecka nie domagała się zachowku?

  17. ~Firma budowlana · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Nie raz tu zaglądam, bo zawsze wszystko jest fajnie opisane, lekko się czyta :)
    Bardzo fajnie, bardzo. Prawie jak w „Ukryta prawda” :)

  18. ~Mariusz Trela adwokat · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Witam panią Mecenas i tych, którzy zabrali głos w rozmowie na temat społecznie ważny. Tak naprawdę w tej historii jest ważnych kilka problemów: sytuacja prawna konkubiny, sytuacja prawna dziecka „z nie prawego łoża”, zakres ochrony praw wierzyciela i dłużnika – stron stosunku cywilno-prawnego.
    Przedstawiona historia budzi odmienne odczucia niż przedstawione przez Panią w komentarzu do tej historii.
    Umknęła uwadze sytuacja prawna dziecka, którego matką jest konkubina zmarłego. Rodzice tego dziecka mogli zawrzeć porozumienie, na podstawie którego świadczenia alimentacyjne mogły być wypłacone jednorazowo. W takiej sytuacji właścicielem mieszkania mogło zostać dziecko od chwili transakcji. Żona ojca nie miałaby w takiej sytuacji żadnych roszczeń.
    O sytuacji prawnej kobiety, która wiąże się z żonatym mężczyzną, nie będę się wypowiadał. Nie afirmuję takich związków, bo zazwyczaj są źródłem wielkiego cierpienia dla wszystkich zainteresowanych. Najwyższą cenę płacą dzieci, które najczęściej wchodzą w dorosłe życie okaleczone. Odradzam zdecydowanie. Partnerów wolnych, zarówno z „pierwszego obiegu”, jak i na rynku wtórnym” jest wielu, zachęcam do wybierania mniej kłopotliwych opcji.
    Nie mogę zgodzić się z uwagami przedstawionymi przez Panią na temat nadmiernej ochrony dłużnika.
    Specjalizuję się w obsłudze prawnej przedsiębiorców i windykowanie należności jest wiodącym motywem mojej praktyki prawniczej. To nie sądy ani komornicy są winni niskiej skuteczności windykacji, ale sami wierzyciele, którzy wobec niezdyscyplinowanego dłużnika nie podejmują trafnych działań we właściwy sposób i we właściwym czasie. Trafiają do mnie przedsiębiorcy, którzy przez wiele miesięcy (giganci przez lata) nie podejmowali żadnych działań wobec dłużnika a później oczekuję cudów w sądzie i ze strony komornika. Korzystanie z rozumu to nie tylko dar dla homo sapiens, ale przede wszystkim zadanie. Dla prawników również – dostaję sprawy po prawnikach, którzy oznajmili swoim klientom, że „w tej sprawie nic się nie da zrobić” (bo komornik umorzył egzekucję). Dla mojego Zespołu to często początek zabawy z dłużnikiem.
    Przedawnienie ma sens. Chroni nie dłużnika, ale pewność obrotu prawnego, pewność skutków prawnych związanych z upływem czasu. Proszę też uwzględnić, że przedawnienie nie ma charakteru bezwzględnego taj, jak prekluzja – można bronić się używając normy art. 5 k.c. (wygrałem na tej podstawie niedawno proces).
    Jeśli chodzi o szybkość rozpoznawania spraw – jesteśmy narodem o niskim poziomie świadomości prawnej. W naszej tzw. kulturze prawnej z każdym głupstwem biegniemy do sądu, z czego rechocą narody na zachód ościenne.
    W krajach o niehamowanym postępie w rozwoju stosunków społecznych do sądu trafiają tylko sprawy, których nie można załatwić poprzez ADR, w szczególności w drodze mediacji.
    Jako prawnik rozmiłowany w mediacji (jestem też mediatorem stałym) mogę zapewnić, że ten sposób rozwiązywania sporów jest najszybszym i najtańszym, a jednocześnie na osiągnięcie trwałego porozumienia (czego ani wyrok, ani ugoda sądowa nie daje).
    Przy okazji – jeśli pani Mecenas nie miała kontaktu z mediacją, serdecznie zachęcam do zainteresowania się taką formą służenia ludziom. Piękną i z pewnością dającą się pogodzić z obowiązkami wobec Rodziny.
    Życzę Pani i odwiedzającym ten blog Gościom wiele dobra nie tylko na Święta.

  19. ~Jurek · 29 marca 2015 Odpowiedz

    W ogóle nie jestem zdziwiony takim zakończeniem, ponieważ temu dziecku (potomkowi) tego ojca, którego urodziła mu jego przyjaciółka, również należy się spadek po ojcu na równi ze wszystkimi jego dziećmi. Po równo dzieciom z jego żoną, jak i dziecku z jego przyjaciółką. Dlatego decyzja Sądu akurat w tym przypadku była słuszna.

  20. ~Ewka · 29 marca 2015 Odpowiedz

    „Ów” odnosi się tylko do rzeczowników w rodzaju męskim, np. mężczyzna, dom. Jeśli piszemy o mieszkaniu, należy napisać „owo mieszkanie”.

  21. ~Szymon · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Ja osobiście nic swoim dzieciom nie zostawiam poza mieszkaniem własnościowym.

    Stosowne dokumenty zostały sporządzone i resztę majątku mam zamiar po 60 zacząć sukcesywnie trwonić.

    Za głupotę też uważam pojecie „majątku wspólnego” w kontekście całości. Posiadam własną firmę, sam od 15 lat i nie wyobrażam sobie że jeszcze moja połówka mogła by się upominać o swoją jej część.

    Każdy jest kowalem własnego losu, jak kobiety chciały równo uprawnienia to niech sobie też same w życiu radzą a nie ciągle po pieniądze do mężczyzn.

    • ~pasaenger · 29 marca 2015 Odpowiedz

      Filozofia zyciowa bardzo trafna i słuszna pod warunkiem, że płacisz żonie należne świadczenia za okres ciąży i wychowania dzieci. Być może jeszcze za prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego. Myślę, że żona spokojnie moglaby wycenić ile traci przez to, że zajmuje się wspólnymi dziećmi… nawet przy wielkiej ochocie, chyba nie starczało by jej juz czasu (i sił) na prowadzenie własnej firmy (tak jak Pan). Jednym slowem przez wasze wspólne dzieci jest wyłączona z pełnego życia zawodowego. To się nazywa koszt alternatywny. A domyślam się, że dzieci to nie jedyny temat bo przecież obiadek tez musi być ugotowany, nieprawdaż?

      W skrócie, zamiast małżeństwa możecie spisać dokładną umowę cywilnoprawną i będzie prościej bo wszystko będzie z góry jasno określone i za wszystko dokładnie się rozliczycie. Nie będzie też kwestii wierności, kochanek, rozwodów, podziału majątku, itd. Idealny układ, w końcu wszyscy marzymy o takim racjonalnym i pozbawionym emocji życiu :))

    • ~mama też prawnik · 30 grudnia 2015 Odpowiedz

      oczywiście twój punkt widzenia rozumiem choć nie do końca podzielam i piszę to jako osoba zarabiająca więcej od męża. Jest na to sposób – rozdzielność majątkowa. Jeśli oboje się na to zgadzacie nie widzę problemu. Ale jeśli jednak nie zawarłeś tzw. intercyzy – no to możesz się w pewnym momencie zdziwić.

  22. ~Ann · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Ale dziecko gdzieś musi mieszkać,a ta żona niech nie będzie taka hop siup,bo jego kochanka w imieniu dziecka może się domagać zachowku.
    Dla mnie to w ogóle chory układ jakieś kochanki,itd.ale co to za żona,która wiedząc,że ma kochankę i jeszcze zmajstrował dziecko mieszkała z nim przez jakiś czas?

    • ~Martas · 29 marca 2015 Odpowiedz

      Pod warunkiem że w akcie urodzenia dziecka jest ten pan wskazany jako ojciec.Znam historię ,gdzie kochanka tego nie uczyniła ,bo pan wybrał taką opcję i po jego śmierci to sobie mogła.Nie znamy sprawy dokładnie ,a ona ma wiele odcieni

      • ~Damian · 29 marca 2015 Odpowiedz

        Jeśli się żonie przyznał, to z pewnością widniał w akcie urodzenia. Tak czy siak dziecko powinno mieć gdzie mieszkać.
        Dla mnie sprawa jest normalna i nie wiem nad czym się tu rozwodzić.
        Kobieta mogła walczyć o spadek po ojcu dziecka i co wtedy?
        A ja znam sytuację kiedy to babeczka zrobiła sobie dziecko z prezesem i go szantażuje, więc on płaci alimenty. To jest dopiero chore.

  23. ~Aneta · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Nie jestem prawnikiem tylko „szarym” obywatelem, ale takie wyjaśnienie jak powyżej to i „krowa na rowie” by zrozumiała ;) Na pewno będę tu zaglądała regularnie! Brawo za pomysł! Pozdrawiam :)

  24. ~Jurek · 29 marca 2015 Odpowiedz

    A odnośnie jego żony, to współczuję głupoty, nieodpowiedzialności, i nie wywiązywanie się ze swych obowiązków małżeńskich, co spowodowało odejście męża do kochanki, która to swoim zachowaniem i miłością (której nie otrzymywał od swojej żony), obdarzyła jej męża. Większość kobiet tego nie rozumie, że to One powinny zabiegać o względy i uczucia u swego partnera do siebie. Jeżeli tego nie robią, to niech nie będą zdziwione, że są potem zdradzane przez swoich partnerów życiowych! Brak miłości, i uczucia do męża, poniżanie go, nie liczenie się z jego zdaniem przez zarozumiałe kobiety powoduje takie sytuacje, czyli szukanie tych uczuć u innych miłych kobiet. Żona tego pana powinna uderzyć się w pierś, i mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie! A swojego św. pamięci męża prosić o wybaczenie , i dużo się modlić za jego duszę, a swoją głupotę! Dzisiejsze kobiety umieją tylko wymagać od swoich mężów, a w zamian nic nie umieją dawać. Życie polega na tym pomiędzy dwojgiem ludzi , jeżeli ja chcę aby mnie ktoś kochał, no to ja muszę najpierw zabiegać o jego uczucia do mnie! Inaczej nie mam prawa domagać się od swojego partnera o uczucia (miłość) do mnie! Jeżeli się zaniedbuje swojego partnera, jest się nieszczerym, i nielojalnym, no to potem wychodzą różne nieporozumienia, które to prowadzą do rozpadu związku. Związek małżeński nie polega na tym, że to tylko ja mam rację, a on (ona) nie. Związek polega na kompromisie obojga małżonków (partnerów), konsensusie. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to lepiej niech nie wchodzi w związek, bo inaczej będzie krzywdził swojego partnera, czym, prędzej czy później doprowadzi do jego rozpadu i nienawiści! Daję to pod rozwagę szczególnie zarozumiałym kobietą! Kobiety powinni wspierać swoich mężów w ich działaniach na rzecz i dobra swojej rodziny! Proszę o wzięcie tych moich uwag pod rozwagę na nadchodzące Święta Zmartwychwstania Jezusa z grobu za nasze grzechy, aby wam się żyło bardziej szczęśliwie w swoich rodzinach! Przecież każdy z nas pragnie być szczęśliwym. Tylko szczęście samo do nas nie przyjdzie. To my musimy się sami o to postarać! Dziękuję za uwagę. Życzę owocnych wniosków dla wspólnego dobra!

    • ~Martas · 29 marca 2015 Odpowiedz

      Przecież sam sobie taką żonę wybrałeś,osobę bezradną zdaną na ciebie to do kogo masz pretensje.Wiele kobiet pracuje ,ma swoje pieniądze i nie wprowadza uogólnień na przykładzie swojej żony ,którą notabene ubezwłasnowolniłeś ekonomicznie.Pozdr

      • ~Damian · 29 marca 2015 Odpowiedz

        Już dawno psycholodzy powiedzieli, że jest część facetów, którzy są niedowartościowani i biorą sobie takie torby na żony, a później jest problem, gdy trzeba iść wspólnie przez życie.

    • ~Martas · 29 marca 2015 Odpowiedz

      Tamten komentarz do Szymona.
      Ten będzie do Ciebie ,żona też człowiek i swoje potrzeby i uczucia ma ,coś ci się chłopie pomylił.Kto ma zabiegać ,żona ,a żona to co pies tresowany aby ci aportować i przymilać się.Ty z takimi poglądami masz żonę.Rozbawił mnie twój końcowy wpis, chodzisz do kościoła i tak grzeszysz.Dobrze ,że ja od kościoła się trzymam z daleka bo,czytając twój tekst woła to o pomstę do nieba.Odejdziesz do innej to komu krzywdę wyrządzasz?Dzieciom nie kobiecie,krzywdzisz jedną i drugą .Amen

  25. ~Anna · 29 marca 2015 Odpowiedz

    do autorki – super pomysł z pewnością tu wrócę:)
    do jurek – obyś nigdy nie był w takiej sytuacji

  26. ~Grzegorz · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Ciekawy artykuł, ale dopisali byście fachowo ze czynność męża dotknięta była bezskutecznością zawieszoną…

  27. ~Katja · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Nie rozumiem dlaczego wg Pani wyrok jest niesprawiedliwy? Przyjaciółka jak ją tu nazywamy urodziła Panu Mężowi dziecko, którego on się nie zrzekł. Żona o tym wiedziała. Ojciec (Pan Mąż) podarował pieniądze na mieszkanie, które miało stać się własnością jego dziecka. Czy wg Pani sprawiedliwym wyrokiem byłoby gdyby Przyjaciółka, a przede wszystkim dziecko jej i Pana Męża, zostaliby po jego śmierci z niczym, nawet bez dachu nad głową? Wg mnie nie może być prawdą, iż Żona nie wiedziała kto jest właścicielem mieszkania. Przy orzekaniu rozwodu dokonuje się Końcowego Podziału Majątku Wspólnego przy okazji tego procesu Żona musiała dowiedzieć sie, iż rzeczone mieszkanie nie wchodziło do ich majątku wspólnego.

  28. ~joe alex · 29 marca 2015 Odpowiedz

    Zawsze można na początek zostawić zdzirze trwałe rysy na twarzy :)

  29. ~Szymek · 15 kwietnia 2015 Odpowiedz

    Gdyby moja żona oddała spory kawałek naszego majątku jakiemuś facetowi to nie widzę innego rozwiązania jak rozwód :) Intercyza to jednak nie najgorszy pomysł, wszystko może się zdarzyć, miłość może zgasnąć.

  30. ~mama też prawnik · 30 grudnia 2015 Odpowiedz

    myślę, że warto dodać, że obecnie stan prawny się zmienił i ważność czynności prawnej dotyczącej wspólnego majątku nie zależy od tego, czy jest to czynność przekraczająca zwykły zarząd.

Zostaw odpowiedź