Przepraszam, którędy do wyjścia?

Zawrzeć małżeństwo jest sprawą względnie prostą, gorzej gdy chcesz się z tego wyplątać…

O tym, na co musisz się przygotować, jeśli postanowiłeś się rozwieść.

 

Swoboda tylko w jedna stronę

Chcesz wziąć ślub – możesz o tym zadecydować samodzielnie. Bierzesz kobitę pod rękę, albo ciągniesz faceta za krawat i pędzicie do urzędu stanu cywilnego. A jeśli jesteś wierzący lub masz fantazję i stać cię na te wszystkie gadżety typu suknia, welon kwiaty itp… to i do kościoła. Nie potrzebujesz mieć do tego ani zgody ojca, ani matki, ani sądu czy innej instytucji (zakładając, że jesteś pełnoletni).

Skoro jesteś w pełni niezależny pod tym względem to logika nakazywałaby, że kiedy zmienisz zdanie i zapragniesz się rozwieść również samodzielnie o tym zdecydujesz i nie będziesz się musiał się radzić, ani tym bardziej pytać o zgodę matki, ojca, organu administracyjnego itd.

Jeśli zawarłeś związek małżeński i żyjesz w błogiej nieświadomości, że rozwód to „figa z makiem”, to może cię spotkać … niespodzianka.

 Brałeś ślub w USC lub kościele, ale po rozwód musisz udać się gdzie indziej

Cóż z tego, że do związku małżeńskiego wchodziłeś przez bramy urzędu stanu cywilnego lub nawę miejskiej katedry z fanfarami. Wyjście nie będzie już tak uroczyste, lecz bardzo prozaiczne.

Wychodzić będziesz nie tędy, którędy wszedłeś, ale przez upiorne drzwi sądu okręgowego właściwego ze względu na wasze ostatnie wspólne miejsce zamieszkania.

Rozwód – jak to się je i czym pachnie?

Najpierw musisz złożyć pozew o rozwód (pismo procesowe adresowane do sądu) i zapłacić za tę „przyjemność” 600 zł na rachunek sądu. Zważywszy, że jeszcze wczoraj mówiliście do siebie per „kochanie” oznaczenie „pozwana” pewnie wyda ci się nieco „dziwaczne”, ale od dziś tak właśnie będziesz nazywał swojego partnera. O tobie zaś będzie mówiło się per „powód”.

Kolejnym krokiem jest uzbrojenie się w cierpliwość. W Warszawie miną co najmniej 4 kolejne miesiące zanim sąd wyznaczy pierwszy termin rozprawy. 

Kiedy składasz pozew o rozwód uruchamiasz całą machinę sprawiedliwości, która od teraz będzie rządziła waszym prywatnym życiem.

Ta machina to m.in. 3 sędziów (w tym dwóch ławników), których będziesz musiał przekonać do swoich racji. Jej częścią jest też twój rozczarowany partner i jego bezduszny pełnomocnik.

To niełatwe. Ale bycie pozwanym wcale łatwiejsze nie jest – dokładnie te same bolączki, oprócz tego, że pozwany nie musi na starcie wpłacać 600 zł do kasy sądu (dopiero w wyroku orzekającym rozwód sąd prawdopodobnie zasądzi od pozwanego 300 zł tytułem zwrotu dla powoda).

Całe życie na kilku kartkach – czyli pozew i odpowiedź na pozew

O całym waszym dotychczasowym życiu przeczytasz co najmniej kilka razy na paru kartkach spisanych przez prawników. Niby to wasze życie, ale jakby nie wasze, bo ujęte z prawniczego, pozbawionego uczuć, punktu widzenia. To nie będzie miła lektura, bo na pewno przeczytasz o sobie coś, czego prawdopodobnie nie spodziewałeś się dowiedzieć.

Czy jest to w ogóle możliwe, aby te kilka kartek oddało wasze wspólne lata?

Jest to na pewno trudne, ale i konieczne.

Sąd zainteresowany jest „esencją” waszych problemów, a konkretnie tym, kto te problemy stwarzał. Kto bardziej winny – ty, czy twój partner.   

Wymiana pozwu i odpowiedzi na pozew pomiędzy wami to tylko gra wstępna. Jak już w końcu doczekacie się terminu pierwszej rozprawy, 3 sędziów, twój partner i wasi pełnomocnicy będą rozkładać wasze życie na części pierwsze i sprawdzać, czy aby na pewno w waszym przypadku nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego, a jeśli tak to z czyjego powodu.

Zastanawiasz się teraz jak daleko sąd  się posuwa w tych badaniach?

Wiele osób jest zdziwionych jak bardzo. Przygotuj się na pytania o sprawy intymne, kiedy ostatni raz ty i twój partner współżyliście ze sobą, itd.

Jak długo machina sprawiedliwości będzie rządziła waszym życiem?

To zależy jak bardzo jesteście ze sobą skłóceni. Jeśli konflikt między wami urósł do tego stopnia, że przeszło to wasze najśmielsze oczekiwania – zakładam, że w sądach spędzicie minimum najbliższe  5 lat. Do waszego konfliktu wciągnięci zostaną znajomi i rodzina. Kogoś przecież będziecie musieli powodłać na świadków.

Jeśli jednak oboje zgodnie dążycie do rozwodu i zrezygnujecie z orzekania o winie stron w rozpadzie waszego małżeństwa możecie dostać rozwód już na pierwszej rozprawie.

Możecie, ale nie musicie…

O tym kiedy rozwodu nie dostaniesz mimo, że prawidłowo złożyłeś pozew i nie wyobrażasz sobie dalszego życia z partnerem, dowiesz się w następnym odcinku.

Jeśli uważasz, że informacje tu zawarte mogą być przydatne dla innych, podziel się z nimi linkiem.

Jeśli podoba ci się tu i chcesz być na bieżąco – śledź Prawnika na macierzyńskim na Facebook’u i Google.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

15 komentarzy

  1. ~Tadeusz · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Małżeństwo Bóg stworzył jako nierozerwalne.
    Zawsze warto poświęcić trochę czasu dla wieczności. Póki jeszcze jest czas. Czeka nas niebo albo piekło. Co wybierasz?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

    • ~ · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Tadeusz,
      Czy pisząc „trochę czasu” masz na myśli całe nasze życie na tym ziemskim padole?
      Jak dla mnie to „trochę” za dużo w sytuacji kiedy ludzie sie już nie kochają i uprzykrzają sobie życie nawzajem.
      pozdrawiam,
      Prawnik na macierzyńskim

      • ~Tadeusz · 13 sierpnia 2014 Odpowiedz

        Nasze życie na ziemi to kropla wobec wieczności. Życie na ziemi czas dany od Boga, by wykorzystać go tak, by osiągnąć zbawienie duszy, bo to jest celem życia.

        • ~ · 14 sierpnia 2014 Odpowiedz

          Tadeusz, skoro już zająłeś takie ideologiczne stanowisko wobec rozwodu, to pozwól że zapytam czy Ty masz żonę? Pytam ponieważ zastanawiam sie czy gdybys miał spędzić resztę życia ze znienawidzoną osobą to trwalbyś w tym związku az do śmierci z uwagi na to ze życie to tylko kropla w całej wieczności.
          Pozdrawiam
          Prawnik na macierzyńskim

  2. ~Grzegorz · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Pozwolę sobie zauważyć, że mój poprzednik zna ojczystą ortografię, natomiast brak mu nieco kultury.
    Sam rozwód zwykle (lub zawsze) poprzedzony jest wieloma trudnymi chwilami, dla jednego lub obojga małżonków. Mimo że rozwód nie jest niczym przyjemnym, to dla znacznej części doświadczonych nim, może stanowić już ostatni nieprzyjemny przystanek do odzyskania wolności.
    Czyżbyśmy zbyt szybko podejmowali decyzję o ślubie?

  3. Juliette · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Kocham prawo..! Sama studiowałam, ale niestety przerwałam co bylo spowodowane wyjazdem za granicą, ale jesli tylko podszkolę język pędzę na uczelnię!! ;)
    Fajny pomysł na bloga, bede tu wpadac zdecydowanie czesciej :)
    A co do małżeństw.. Wydaje mi sie, ze w obecnym swiecie ludzie albo dla pieniedzy biora slub, albo po to, by dorownac innym. A jezeli z milosci, to po prostu uwazaja, ze ok, zdobyłem/zdobyłam i jest super, po co teraz juz sie starac, dbac o siebie samego jak i o druga osobe? Po co uwodzic i udowadniac, ze nadal sie nasza druga polowke kocha i nam zalezy..?
    Wydaje mi się, ze w tym wlasnie jest problem…

    Pozdrawiam!

    • ~ · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Fajnie że nas odwiedzilas i miło mi że zamierzasz tu wpadać. Trudno sie nie zgodzić z Twoimi spostrzeżeniami co do małżeństwa.
      pozdrawiam,
      Prawnik na macierzyńskim

  4. ~Conscience · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Napisane zwięźle i bardzo na temat. Nie jest łatwo sprecyzować co jest powodem rozpadu małżeństw, bo uogólnianie typu : ślub dla pieniędzy, przez ciążę czy dorównywanie innym nie koniecznie jest trafne. Ludzie biorą śluby,bo myślą,że wiedzą czego chcą, wierzą w szczęście i powodzenie, a czasem po prostu kurczowo trzymają się nadziei na zmianę na lepsze. Każde napisane słowo w tym poście moim zdaniem odwzorowuje to jak wygląda mechanizm rozwodu. Z mojego punktu widzenia (a i doświadczenia) dodam,że od decyzji o rozstaniu do złożenia pozwu o rozwód długa, wyboista droga, a od złożenia pozwu do spotkania z były partnerem na sali sądowej to już nie wyboista droga, a tor przeszkód. Każdy komu przychodzi się rozwieść ma w głowie setki pytań, niepewność czy postąpił dobrze, a i momenty załamania i żalu. Na koniec „kamień z serca” i nadzieja na lepszą przyszłość. Osobiście uważam,że czasem lepiej podjąć decyzję, zakończyć małżeństwo niż żyć będąc nieszczęsliwym i zastanawiając się jak mogłoby wyglądać życie, gdyby podjęło się tą jedną, ważną i trudną decyzję. Dodatkowo trzymanie się małżonki/małżonka ze względu na „dobro” dziecka jest jedynie spowodowane strachem, obawą przed tym co nastąpi jeśli się odejdzie. Dla dziecka kłótnie, brak szczęścia rodziców i ich wieczne spory nie są dobre, a i takie dziecko wynosi z domu wypaczony obraz rodziny i często powiela błędy rodziców. Warto zatem czasem przemyśleć wszystkie ‚za’ i ‚przeciw’ i przestać bać się konsekwencji wyboru.

    • ~ · 8 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Słusznie. W przyszłym tygodniu rozwinę wątek rozwodu i dobra małoletnich dzieci. Tu kryje się pewien haczyk:)

      • ~Izz · 12 sierpnia 2014 Odpowiedz

        zgadzam się, dziecko, które patrzy na kłótnie rodziców przeżywa to jak swoje własne niepowodzenia. To dla niego tragedia, bo dwie najbliższe mu osoby traktują się źle. Moi rodzice powinni się już rozwieść dawno dawno temu, a mimo problemów, trwają ze sobą. Na początku dla dobra dziecka itd, teraz to chyba z przyzwyczajenia. Wiem, że nadal się kochają, bo otwarcie to mówią. Ale mają tak duże problemy, że zostawanie ze sobą „dla dobra dziecka” jego dobru się nie przyczyniło. Wiem, bo jestem tym dzieckiem i nie chodzi tu o powielanie wzorców, a kulejącą psychikę, coraz mniejszą pewność siebie i wieczne niezadowolenie. Zawsze mówiłam im, od małego, że wolałabym, aby się rozwiedli i się tak nie kłócili więcej, niż pozostawali razem i raz na3 czy 4 miesiące obciążali swoje i moje nerwy tak mocno.

  5. ~efef · 21 września 2014 Odpowiedz

    Drogi prawniku, a jakie prawa rzadza konkubinatem?

  6. ~tigga · 17 listopada 2014 Odpowiedz

    moja historia jest smutna… nasz konflikt narastał przez niezgodność charakterów. nie mamy dzieci, szybko zdecydowalismy o rozwodzie (taki „szybki rozwód” o jak tu: http://www.eporady24.pl/szybki_rozwod,pytania,3,18,221.html – czytam i szukam, bo wciąż nie mogę się pogodzić z rzeczywistością) i teraz cierpię… ja go kocham, a on, też zraniony, szuka innej… ludzie, zastanówcie się dobrze. o rozwód też czasami zbyt prosto…

Zostaw odpowiedź