Na emeryturę jak znalazł!

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że podwyższenie wieku emerytalnego jest zgodne z Konstytucją.  Widmo emerytury się oddaliło. mimo to jako człowiek optymista zaczęłam już snuć plany. Czy wspominałam już, że na emeryturę wyprowadzam się do Włoch? 

Pamiętacie perturbacje, jakie niegdyś przechodziłam gabinetach lekarskich  nie mogąc się doprosić o wypisanie recepty na mleko refundowane dla dziecka?

Problemy z receptami miałam zresztą nie tylko w przypadku mleka. Gdy dziecko chorowało na AZS z powodu nietolerancji mleka – jeden lekarz nie wiedział co wypisać, drugi nie wiedział w jakiej ilości, a na koniec, tj. już w aptece nie raz okazywało się, że na recepcie nie przybito właściwej pieczątki albo źle było wypisane dawkowanie. W przypadku tego przeklętego i paskudnego w smaku mleka musi być nawet podane ile miarek tego świństwa dziecko powinno wypić w ciągu dnia. Apteki nie chcą realizować recept bez tego wskazania. Niestety miałam (nie)przyjemność doświadczyć na własnej skórze.

Ot polskie uroki „zdobywania” leków i środków spożywczych na receptę.

Niedawno czekałam w kolejce do lekarza i przypomniały mi się te wszystkie sytuacje. Przypomniał mi się także mój ostatni kilkudniowy pobyt we Włoszech, o którym już parokrotnie wspominałam. Miałam wówczas okazję poznać włoskie zwyczaje w tym względzie.

I wiecie co?

O tak, jest to kolejny powód, dla którego na starość wyprowadzam się do Włoch.

 

Historia wyglądała następująco:

Rzym-samo serce Włoch. Jest piękny i ciepły ranek!  Pierwszy odkąd przyjechaliśmy tu z naszą przebojową Babcią. Mimo wczesnej pory dnia i końcówki października w Rzymie na termometrze jest już 20 stopni C. Z całą pewnością w południe będzie dużo więcej. Zaciągam się tym letnim powietrzem i z przyjemnością wybiegam myślami w przód. Za chwilę zjemy śniadanie, wypijemy długo oczekiwane włoskie cappuccino i przystąpimy do realizacji naszego planu. Mamy tu być tylko przez 3 dni, więc rozplanowaliśmy je niemal co do godziny. Na dziś akurat przypadało zwiedzanie Coloseum i starożytnego Rzymu. Wprost nie mogę się doczekać!

Babcia już dawno nie śpi. Podchodzę do niej żeby zapytać jak spała po wczorajszych wrażeniach lotniczych, ale dostrzegam, że zdenerwowana siedzi na skraju łóżka i czegoś zawzięcie szuka w kosmetyczce. Co jest Babciu?

- Nic – a po chwili dodaje – muszę zażyć leki.

- Ok. To wyjmij je z opakowania, a ja zaparzę herbatę. Pomóc ci? – pytam kierując spojrzenie na Babcię, która trzyma na kolanach reklamówkę pełną kolorowych tabletek, nerwowo przekłada opakowania po lekach, a w myślach przelicza.

Cisza. Patrzę na minę Babci. Już nie jest zdenerwowana. Teraz siedzi przygarbiona i wręcz przygnębiona. 

- Co się stało?

- Zastanawiałam się, czy ci powiedzieć. Ale chyba jednak powiem. 

- Mów Babciu! Śmiało! – siadam obok niej przerażona jej poważnym tonem.

- Nie wzięłam z Polski wszystkich tabletek, które powinnam zażyć.

- Jak to nie wzięłaś? – głupio pytam.

Babcia pokazuje mi garść leków.

- Te mam, te mam, te na wieczór – wylicza – ale zapomniałam dwóch innych.

- Jakich?

Po chwili milczenia…

- Tych na serce – pada odpowiedź.

- Jak często je bierzesz?

- 2 razy dziennie po 2 sztuki.

Czuję, że robię się bledsza. Patrzę na Babcię i dopiero teraz zauważam, że ona już dawno jest blada jak ściana.

- Poczekaj, nie martw się, zaraz coś wymyślimy – mówię ze ściśniętym gardłem, ale jeszcze nie mam pojęcia, co tu począć.

Już wiem! Dzwonię do pani doktor, która zajmuje się Babcią w Polsce.

- Dzień dobry. Tak, już dolecieliśmy na miejsce. Tak, tak wszystko w porządku, dziękuję. Jest tylko mały problem. Zapomnieliśmy dwóch leków (wymieniłam ich nazwę). Tak, zdaję sobie sprawę. Nieodpowiedzialne. Wiem. Nie da się ich czymś zastąpić? Nie. Babcia musi je jak najszybciej przyjąć, rozumiem. No tak. Oczywiście. Do widzenia.

Cisza.

Możecie sobie wyobrazić moją minę. Co będzie jeśli Babcia nie weźmie ich na czas?

Zwyczaje Hiszpańskie

W tym momencie przypomniało mi się jak 3 lata temu byliśmy z naszym starszym synkiem (wówczas 2-letnim) w Hiszpanii. Zaropiało mu oczko. W aptece nam nic nie chcieli sprzedać i odesłali do lekarza. Niestety nie dało się ot tak umówić z lekarzem, trzeba było iść do szpitala na izbę przyjęć, a następnie przyjąć się na oddział dziecięcy w tym szpitalu! Po spędzeniu połowy dnia na izbie przyjęć, synka ubrano w zieloną piżamkę, mnie w jakiś zielony kitel, trafiliśmy na oddział, poczekaliśmy na obchód lekarza i po wielu godzinach otrzymaliśmy wypisaną receptę, po czym musieliśmy dopełnić  procedury wypisu ze szpitala. W sumie straciliśmy na tę absurdalną historię cały dzień!

Do lekarza marsz!

A więc żegnaj Coloseum, żegnaj Forum Romanum! Witajcie włoskie szpitale i przychodnie!. Perspektywa spędzenia tego dnia w kolejce do lekarza i wykłócania się o leki dla Babci jest już bardzo realna. Szukam w necie najbliższej przychodni.

Postanawiam podpytać jeszcze sympatyczną  Amalię – właścicielkę  C’est la Vie Rooms, w którym się zatrzymaliśmy, czy ona przypadkiem nie zna jakiegoś prywatnego lekarza, który przyjąłby nas niezwłocznie.

Amalia słucha mojej przerażającej opowieści o braku leków i konieczności podania ich Babci jak najszybciej. Wysłuchawszy, odpowiada z rozbrajającym uśmiechem żebym się nie martwiła, bo:

- We Włoszech to żaden problem.

- Jak to żaden problem? – obawiam się, że Amalia nie do końca mnie zrozumiała.

- U nas w aptekach pracują także lekarze, którzy wypisują recepty.

- Chyba żartujesz Amalia? Każdemu?

- No tak! – wzrusza ramionami – Jeśli taka jest potrzeba.

- Nie uwierzę jak nie zobaczę.

W Internecie sprawdzam łacińską nazwę substancji czynnych brakujących leków. Polska nazwa leku, którą się posługujemy może nie być znana we Włoszech, gdzie ten sam lek może być sprzedawany, jako coś o zupełnie innej nazwie. Odnalazłam bez trudu! Internecie jesteś wielki!

A teraz pędem do apteki! Babcię zabieram ze sobą jako dowód rzeczowy (a raczej osobowy), który uprawdopodobni, że nie zamierzam wyłudzić tych leków w niecnym celu. Widzę, że Babcia jest bledsza niż godzinę temu. O rety! Prawniku na macierzyńskim zachowaj spokój!

Apteka jest tuż za rogiem. Otwarta! Wpadamy z impetem.

- Droga pani – zaczynam koncentrując się na tym, żeby mówić prostym i zrozumiałym angielskim, a przy okazji wzbudzić jak najwięcej empatii – Jesteśmy z Polski. Przyjechaliśmy tu wczoraj wieczorem. To jest nasza Babcia -  W tym miejscu przygnębiona Babcia robi ukłon – Babcia ma 80 lat, a my zapomnieliśmy zabrać dla niej dwóch bardzo ważnych leków na serce. Słyszałam, że u was, tj. we Włoszech w aptekach pracują lekarze, czy któryś mógłby nam pomoc?

Pani popatrzyła na mnie jak na niezrównoważoną emocjonalnie histeryczkę.

- Jakie to leki?

- Ano takie.

Trzęsącą się ręką wyciągam kartkę ze spisanymi łacińskimi nazwami i dawkami leku.

Pani bez ekscytacji bierze ode mnie kartkę. Coś wklepuje w komputer i czyta.

Jest dobrze!

Ściskam Babcię za rękę i czuję jak adrenalina mi rośnie. Babcia stoi obok mnie, tym razem z wypiekami na twarzy. Już nie wiem, czy to z emocji, czy z powodu braku leków, których dziś nie przyjęła.

Pani ze stoickim spokojem otwiera szufladę, po czym kładzie na ladzie dwa opakowania brakujących leków i uprzejmie oświadcza:

- 9 Euro poproszę.

- Jak to? To już?

- Nie, jeszcze musi mi pani zapłacić.

Kładę dychę na ladę i zgarniam leki. Trzymam opakowania w dłoni i czuję się jak zdobywca!!!

Odwracam się w stronę pełnej napięcia i wyczekiwania Babci. Stoi nieruchomo i z niedowierzaniem obserwuje tę sytuację. Macham tabletkami przed jej oczami na dowód, że się udało. W końcu dociera to do niej. Dostrzegam jej niepewny uśmiech i szklisty wzrok. Rzucam się jej na szyję i czuję, że z radości i wzruszenia sama mam mokre oczy i ściśnięte gardło.

***

Uzyskanie leków we Włoszech, dostępnych w Polsce wyłącznie na receptę, zajęło nam dokładnie 5 minut. Bez recepty. Bez lekarza. W dodatku, mimo że płaciłyśmy w euro – po przeliczeniu na złotówki leki okazały się tańsze niż w Polsce.

Nie ma wątpliwości, że to właśnie do Włoch przeprowadzam się na emeryturę.

 ;)

 

 

 

 

 

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

34 komentarzy

  1. ~Aplikant LexisNexis · 8 maja 2014 Odpowiedz

    To będzie cudowny odpoczynek :) i dostęp do służby zdrowia jakiś taki bardziej przychylny, sam też zamierzam emigrować ale bardziej rozważam jakiś anglojęzyczny kraj.

    • Prawnik na macierzyńskim · 8 maja 2014 Odpowiedz

      Obawiam się jednak, że w krajach anglosaskich tak łatwo leku na receptę – nie mając recepty – nie dostaniesz… myśl praktyczniej;)

      • ~igor o · 12 maja 2014 Odpowiedz

        ludzie jak pieski pawłowa przeszkolenie – cyrk z receptami i wielka radość że można bez recepty. A co gdyby recept nie było w ogóle? to niby co takiego by się wydażyło – ludzie by od razu się wszyscy potruli.
        To może domestos też na receptę zróbcie.

        Mentalność niewolników

        • ~jonaszewski · 12 maja 2014 Odpowiedz

          Od razu nie – ale część na pewno. Już widzę, jak ludzie zaczynają sami sobie dobierać antybiotyki… Gdyby wszyscy mogli leczyć się sami, studia medyczne albo powinno się zlikwidować… albo wprowadzić jako przedmiot obowiązkowy w podstawówce.

          Nawet z lekami bez recepty zdarzają się tragedie – ktoś się przeziębi i kupuje sobie jeden lek, drugi, trzeci… Nazwy różne, substancja czynna ta sama. Bierze wszystkie, wątroba do przeszczepu.

          Nie wiem dlaczego ludzie uważają, że sami mogą się leczyć. Niech w takim razie sami też popilotują swój samolot.

  2. ~bamusia · 8 maja 2014 Odpowiedz

    Akurat jadę za dwa miesiące do Włoch z 4-latkiem – dobrze wiedzieć o takich rzeczach w razie jakiejś konieczności. Mój mężczyzna chce na emeryturę do Chorwacji, ale ten – dla Włochów drobiazg, a dla Polaków wielki problem – skłania mnie tez w kierunku Włoch. Dzieki :)

  3. ~Figa · 8 maja 2014 Odpowiedz

    WOWWW…
    To ja też na emeryturę przeprowadzam się do Włoch !
    Pamiętaj, że się tam musimy spotkać koniecznie.
    Zamierzam pisac bloga do śmierci więc w razie czego zapamiętaj adres !!! To się „sklikamy” :))

    :))

  4. ~Beata · 9 maja 2014 Odpowiedz

    Jakbym mogla, to bym zostala na emeryture w Emiratach, ale przepisy nie pozwlaja :-( A tak powaznie – w aptekach mozna dostac wszystko – nawet antybiotyki bez recepty. Co do emerytury – kupie sobie w koncu wymarzony domek na poludniu Francji I bede narzekac, ze zimno :-). Do Wloch bede jezdzila na spotkania z Wami, wiec pomyslcie o jakims wiekszym stoliku w tej waszej knajpce :-)

  5. ~d.toms · 11 maja 2014 Odpowiedz

    no nie wiem czy to dobry wybor?moj kolega wlasnie na emeryturke zjechal z wloch do polski:)fakt ze udalo mu sie wyjechac w czasie kiedy wyjazd zagraniczny byl tylko na wschod:(na starosc wybral jednak polske,tylko dlatego ze wloszech zaczyna byc coraz trudniej:(

  6. ~iiiii · 11 maja 2014 Odpowiedz

    Emerytura we Wloszech mowicie? Ja mieszkajac tutaj od roku dostaje siwych włosów, taka biurokracja. A niektórzy włosi sa bardzo zdziwieni ze Polska to w uni jest i ze ma dostep do morza…

    Zdecydowanie odradzam ten kraj do zamieszkania, wakacje owszem, zycie nie.

  7. ~Kuba · 12 maja 2014 Odpowiedz

    Normalna temperatura i jeszcze takie ciekawostki. Z przyjemnością spędzę tam emeryturę.

  8. ~Justyna · 12 maja 2014 Odpowiedz

    Tylko to wszystko nie jest wcale tak piekne jak w twoim przypadku. Bo w realiach jest to bardziej skomplikowane o ile ze zdobyciem lekow nie ma wiekszego problemy to sluzby zdrowia tez nie polecam, choc na pewno jest nieco lepsza niz w Polsce. Mieszkam we Wloszech od 7 lat i doznalam jej urokow uwierz, ze teraz juz nigdzie chyba nie jest idealnie a zeby wyzyc tutaj z emerytury bedziesz musiala miec niezle oszczednosci.

  9. ~tss · 12 maja 2014 Odpowiedz

    Chore serce wyleczyłam – http://www.stachurska.eu/?p=1970 .

  10. ~Lunka1969 · 13 maja 2014 Odpowiedz

    Bardzo ciekawa notka, dramaturgia godna wystawienia na secnie tetralnej;))..
    Ale tak juz na poważnie: Mam Tatkę w wieku Twojej Babci ( której kłaniam się z szacunkiem za brawurę). Mieszkamy 400 km od siebie. Podobnie jak Twoja Babcia, Tatko nigdzie nie rusza sie bez reklamówki nasercowych lekarstw oraz bogatej teczki dokumentacji medycznej ( na wypadek konieczności hospitalizacji.
    Miał wielokrotne zabiegi inwazyjne ( koronografie), przez stenty w jego żyłach dawkowana jest specjalna ilość lekarstw, podtrzymujących go w jako-takiej kondycji.
    Tatko, podobnie jak Twoja Babcia, jest żywiołowy, ma duże poczucie humoru, kocha ludzi i stroni od samotności. 18 miesięcy po śmierci mamusi ożenił się ponownie ( znajomość sanatoryjna).A jednak trudno mi go przekonac do odwiedzenia nas ze względu właśnie na liczne obawy: – A co, jak zasłabnę? Mój lekarz wie już, jak ze mną postępować. Jedyne miejsca , w których tata czuje się bezpiecznie to własny dom oraz szpital kardiologiczny w Busku-Zdroju…
    Emeryci w Polsce mają niełatwo z lekarstwami na recepty. Uważam jednak, że polskie społeczeństwo, ulegając modzie na reklamy lekarstw, bardzo nadużywa poważnych preperatów typu antybiotyki. Dlatego jestem przeciwna uwolnieniu leków spod kontroli. Inna sprawa, że osoby z udokumentowaną, przewlekłą chorobą, powinny mieć wpisane do ogólnopolskiego rejestru prawo do zakupu specyfików bez recepty. Powinno się jedynie rejestrować takie zakupy na indywidualnym koncie pacjenta by nie dawać furtki do nadużyć.
    Co do niższych cen niektórych lekarstw we Włoszech, w Niemczech dzieci do lat 18 nie płacą nic za lekarstwa, przepisane przez lekarza ( sąsiadka zdecydowała się jesienia ub.roku dołączyć z dzieći na stałe do legalnie pracującego tam męża). Była bardzo zdziwiona w aptece gdy po otrzymaniu przepisanych preparatów dla córki nie musiała nic płacić.
    Emerytura we Włoszech? Brzmi nieźle. ale chyba tylko dla wybranych grup zawodowych. Informatycy, prawnicy, lekarze, mogą o tym relanie pomyśleć. Nieco gorzej z urzędnikami niższego szczebla czy nauczycielami. Spędziliśy ostatnio tydzień we Włoszech w gospodarstwie agroturystycznym nad morzem ( po kanonizacji Jana PawłaII zdecydowaliśy się przedłużyć pobyt). Gotowaliśmy sobie we własnym zakresie. Jedzenie jest tam jednak sporo droższe niz u nas… zwłaszcza nabiał , pieczywo i mięso.

    Ps. Chciałabym Cię zaprosić do przeczytania tekstu na moim blogu Poziomkowe Wzgorze.blog.pl Wpis dotyczy niespodziewanego ożenku mojego Tatki.
    Jego tytuł to : ” Koniec świata czyli mój tata się żeni”. Warto również zajrzeć do tekstu paraliterackiego „Koniec ery bankomatów?”. Pozdrawiam ciepło…

    • Prawnik na macierzyńskim · 16 maja 2014 Odpowiedz

      Lunko, zanim dojdziemy do emerytury, to nam się waluta ujednolici i bedzie tak samo drogo w obu krajach. A więc Włochy całkiem realne ;) Zgadzam się z Tobą co do nadużywania lekarstw. Antybiotyki to polska specjalność. Dzięki za zaproszenie na Wzgórze. W wolnej chwili obiecuję do Ciebie zajrzeć ;)

  11. Lunka1969 · 17 maja 2014 Odpowiedz

    Dziękuję za odpowiedź, trzymam Cię za słowo:)).
    Wczoraj okazało się,że do naszej woskiej wyprawy na kanonizację możemy dorzucić niechlubne „włoskie Post scroptum”, które może co nieco zrzuci Twoje ukochane Włochy z piedestału…

    Otóż po wizycie w Rzymie spędizliśmy we Włoszech kilkka dni,m podóżując po słynnych sanktuariach. Dla własnej wygody wynajęliśmy samochód.
    Firma AVIS wymaga, by za wynajem zapłacić kartą kredytową, która w dniu dokonania zapłaty będzi ejeszcze ważna przez miesiąc.Karta męża własnie kończyła ważność ( w ciągu 2 tygodni) więc mąż wystawił wniosek o wydanie nowej. Wspominam o tej karcie, ponieważ oprócz opłaty za wynajem, płaciliśmy jeszcze tą kartą w punktach automatycznego podbory opłat na autostradach w Kraju Slońca i Pysznego Makaronu:))
    Do kraju wróciliśmy 2 maja. I wczoraj mąż otrxzymał z banku sms-a o odrzuceniu kolejnej transakcji we Francji…z powodu przekroczenia limitu operacji na karcie kredytowej. Ktoś dokonał naszą kartą 9 transakcji, m.in zakupił bilety na samolot oraz pociąg TGV.Kwota transakcji opiewa na 4200PLN. Mąż oczywiści enatychmiast zablokował kartę i złożył skargę w banku ( mbank). W związku z tym przykrym wydarzeniem, soędził całe wczorajsze popołudnie na policji, składając doniesienie o wyżej opisanym czynie. Zastanawiamy się, czy bank obiąży nas kosztami zachcianek internetowego złodzieja? Przy okazji ostrzeżneie! Jeśli Czytelnicy tego bloga wybierają sięw podróż do Włoch i zamierzają podróżować wynajętym samochodem, SATNOWCZO ODRADZAMY płacenia na bramkach kartą kredytową. Są one, jak wiadomo, obsługiwane automatycznie. Podejrzewamy, że to własnie podczas jednej z nieszczęsnych transakcji na bramce został zeskanowany numer naszej karty. Możłiwe, że cyber-złodziej użył kradzionego paszportu w podróży. Bo skoro zakupił bilety lotnicze za pomocą skradizonego numeru karty kredytowej, musiał przecież podać jakieś dane personalne, adres itp informacje identyfikacyjne. Prawniku, proszę, napisz, co o podobnych sytuacjach mówi prawo. Czy oprócz zafundowanego nam sresu nasze konto zostanie przymusowo uszczuplone o skradziona, niemałą przeciez kwotę? Banki zapewne powinny byc ubezpieczone na taką okoliczność? Dodam, że mąż jest informatykiem i do kwestii zachowania ostrożności podczas transakcji podchodzi naprawdę z dużym zaangażowaniem. Jest on facetem mozno stojącym na ziemi i bradzo skrupulatnym ( wymóg zawodowy). Pozdrawiam. Może zainspiruję Cię do napisania szerszej notki na ten temat? W końcu sezon turystyczny w pełni….

  12. ~prawnik · 19 maja 2014 Odpowiedz

    Ehh, dlaczego u nas tak nie ma? W niektórych przypadkach (taki jak Twój) byłoby to znacznie lepsze. A tak, to trzeba stać w kolejkach..

  13. ~Karolina · 20 maja 2014 Odpowiedz

    Fantastyczny wpis – bardzo wzruszający. Taka perspektywa emerytury we Włoszech bardzo mi się podoba. Cieszę się, że Wam się udało z tymi lekami, dobrze, że nie wszędzie jest tak jak w Hiszpanii czy u nas :)

  14. ~Magdalena · 28 maja 2014 Odpowiedz

    Chyba muszę naszego kochanego Prawnika Na Macierzyńskim i kilka innych osób sprowadzić na ziemię…. MY NIE DOCZEKAMY EMERYTURY :p
    Jeszcze kilka razy podniosą wiek i nie dożyjemy zasłużonej emerytury…

  15. ~lucysia · 16 czerwca 2014 Odpowiedz

    Optymistycznie podchodzisz do sprawy Magdaleno.Na tej pożal się Boże emeryturze będziemy się męczyć jeszcze długie lata.
    Włochy to marzenie.Cieplutko,sympatycznie.Och ,żyć nie umierać!
    Podczytują cię nieraz,fajnie się czyta.Nadal będę wpadać.

  16. ~Jagna · 29 października 2014 Odpowiedz

    Perspektywa emerytury przeraża mnie pod każdym względem – zarówno finansowym jak i w ogóle zestarzenia się ;) z tym wyjazdem to nie jest głupi pomysł, choć czytałam dziś że akurat Włochy mają teraz spore problemy – do tego stopnia, że chcą zrezygnować ze strefy euro.

  17. ~Marta · 2 listopada 2014 Odpowiedz

    Witam wszystkich,

    To moze ja wypowiem dwa slowa na temat Wloch. Mieszkam tu od 20-stu lat i … jesli chodzi o sluzbe zdrowia to jest o niebo lepsza niz w PL choc ludzie narzekaja i tez zdarzaja sie nieciekawe sytuacje.Ale podejscie do pacjenta jest duzo bardziej ludzkie niz w Polsce i to bez wzgledu na wiek. Starszymi opiekuja sie jak kazdym innym,nie spisuja ich na straty. Mozna znalezc klinike czy szpital z renoma jesli nie ma sie zaufania do lokalnego.Nie balabym sie chorowac tutaj czego nie moge powiedziec o Polsce,mam bardzo przykre doswiadczenia. Leki w wiekszosci sa darmowe na recepte ,duzo jest lekow zastepczych,tanszych. W szpitalu na pediatrii rodzic ma miejsce by byc z dzieckiem. Ale emerytury sa smiesznie niskie. Ceny zywnosci dosc wysokie choc biorac pod uwage relacje jednostkowa zarobkow do produktow to w Polsce jest drozej. Mimo to trudno wyzyc z emerytury w jednym jak i w drugim kraju. Ludzie we Wloszech sa bardziej ludzcy,nie ma takiej agresji, sklonni do pomocy choc zazdrosc i zawisc jest tez jak wszedzie. Szkoly sa duzo bardziej przyjazne uczniom,nauczyciele bez chorego sadyzmu,nauka na pewno lzejsza,nie ma chorego wyscigu szczurow i rywalizacji. Oczywiscie sa wyjatki,wszystko zalezy od miejsca,w ktorym sie mieszka,ja pisze generalnie,bardzo ogolnikowo. Na pewno roznimy sie kultura i natura. Prosze jeszcze raz o dokladne zrozumienie: moj wpis dotyczy ogolnego zarysu,z moich obserwacji i doswiadczen w Polsce i we Wloszech. Pozdrawiam :)

Zostaw odpowiedź