Gry komputerowe i dzieci

Czy Angry Birds są niebezpieczne dla rozwoju twojego dziecka?

A jeśli tak, to czy producent tego typu gier powinien obowiązkowo ostrzegać rodziców: Uwaga! Nadmierne zabijanie świń przy pomocy procy może szkodzić zdrowiu?

Problem uzależnienia dzieci od gier komputerowych jest bardzo popularny. Czy należy na grach stosować komunikat – ostrzeżenie przed uzależnieniem podobny do tego, który widzimy na papierosach? Według niektórych – owszem.

Informować, a nie narzucać wnioski

Nie jestem przekonana o słuszności tego pomysłu, bo informacja, że gry mogą uzależnić jest mniej więcej z tej samej półki, co informacja o tym, że gorący kubek z herbatą może poparzyć. Według mnie od producenta gier należy oczekiwać rzetelnych informować, ale niekoniecznie wyciągania za nas wniosków. 

O nadmiernym regulowaniu naszego życia przepisami i procedurami pisałam we wpisie Co ważniejsze – procedury czy pacjent. Jak pokazuje zawarty tam przykład nie jest to dobry kierunek, bowiem zbyt duża liczba przepisów, procedur zwalnia nas od samodzielnego myślenia i reagowania. 

O tym, że uzależniać może np. komputer, czy media społecznościowe powinien wiedzieć każdy ich użytkownik jeśli jest na tyle rozwinięty, żeby z tego korzystać, czy też oddać do dyspozycji dziecku. Ważnym jest,że jeśli ktoś chciałby zweryfikować „zawartość” gry komputerowej pod kątem przydatności dla dziecka może i powinien skorzystać z istniejącego już systemu PEGI

System PEGI

Obecnie w ponad 32 krajach, w tym w Polsce producenci gier komputerowych stosują tzw. system PEGI czyli  zalecenia dotyczące stosowności treści gry dla dzieci w postaci oznaczeń wiekowych i opisu treści na opakowaniach gier. Dzięki ich oznaczeniom możemy się dowiedzieć się czy gra jest wulgarna, czy jest w niej przemoc, krew, seks, używki, a także od ktorego wieku jest sugerowana.

Każdy rodzic czy opiekun powinien się zapoznać się z oznaczeniem danej gry zanim kupi ją dziecku. O systemie PEGI możecie poczytać tutaj

System PEGI ma pomóc w świadomym podjęciu decyzji. Trzeba tylko oznakowania te uważnie czytać i wyciągać prawidłowe wnioski.

Moje doświadczenia z grami komputerowymi czyli Angry birds w naszym życiu.

Jakiś czas temu Mąż Prawnika na macierzyńskim (freek komputerowy) doszedł do wniosku, że nasze – wówczas 4 letnie – dziecko jest ewidentnie „zapóźnione” w rozwoju (komputerowym). Wiedziony dobrymi intencjami (a wiadomo czym jest piekło wybrukowane), doszedł do przekonania, że jako kochający i mądry ojciec powinien uchronić naszego syna od wykluczenia społecznego, które niechybnie czeka go już na etapie przedszkola. Wbrew mojej instynktownej niechęci do tego pomysłu, świadomie wprowadził syna w świat gier, zapoznał z tabletem, telefonem, itd..

Najpierw pokazał mu jakiegoś „pana z wąsami”. Nie pytajcie, bo bladego pojęcia nie mam co to za gra. Potem przyszedł czas na samochodowe wyścigi, następnie motocyklowe, ale nic nie przebiło Angry Birds (które według PEGI jest przeznaczone dla dzieci od 3 lat).

W przysłowiowe pięć minut dziecko opanowało myszkę, pada, tableta (cokolwiek na czym było zainstalowane Angry Birds) i nauczyło się celnie strzelać do świń w odwecie za ukradzione przez nich ptasie jaja.

- Mamo patrz Przyśpieszalny i Bomba! Mamo poznaj Szefa! Mamo te małe niebieskie to trojaczki…

Przechodziło kolejne plansze i było zachwycone. Fascynacja się pogłębiała wraz z nowymi wersjami Angry Birds Rio, Angry Bird Space, Angry Birds Star Wars, Angry Birds Go! W tym czasie zachwyt nad geniuszem naszego syna zdążył ustąpić obawie o to, czy dziecko nie dostało obsesji.

Mąż Prawnika na macierzyńskim przyznał, że niepotrzebnie wygenerował problem z zapóźnieniem w rozwoju”, bo dopiero teraz problem się pojawił. Dziecko przestało już mówić o czymkolwiek innym – wszystko kojarzyło mu się ze świnią, procą, albo z ptakiem. Albo jajem. Dochodziło do tego, że nad ranem wykradało nam sprzęt, wbijało samodzielnie hasło i zastygało. Nieważnie, że akurat było w połowie drogi do swojego pokoju, łazienki, czy na piątym schodku. Po prostu stawało i iść dalej nie mogło, bo groziło to dekoncentracją i utratą szansy na dopadnięcie świni. 

Katastrofa!

Nie przyszło mi jednak do głowy żeby winić producenta tej gry. Myślę, że osiągnęlibyśmy podobny stan obsesji nawet gdybym widziała ostrzeżenia na pudełku. Wina leżała po naszej – rodziców-stronie, bo nie zadaliśmy sobie trudu, by od razu postawić granice. To oczywiste, że o tym jakie to powinny być granice żaden producent gry komputerowej nie jest w stanie za ciebie zdecydować. Postanowiłam, że wyjdę na srogą i niedobrą matkę, ale trudno – poświęcę się i postawię je dziecku teraz - adkwatne dla 5 latka. 

Sroga Matka ogłasza:

UWAGA! Wzywam wszystkich fanatyków Angry Birds mieszkających w tym domu na posiedzenie rodzinne! W trybie przyśpieszonym. Ok. Niech wam będzie Angry Birds są fajne – Sroga Matka to rozumie (co nie jest prawdą-bo nie do końca), ale od dziś wprowadzamy nowe zasady postępowania.

Sroga Matka zezwala na granie w Angry Birds tylko w sobotę i niedzielę, ale nie więcej niż łącznie 2 godziny i to tylko w nagrodę za „dokonania” w tygodniu.

Co oznacza słowo nagroda? Proszę odwołać się do moich wcześniejszych interpretacji.

W każdym innym przypadku Sroga Matka wprowadza bezwzględny zakaz używania komputera, smartfona, tableta, laptopa, ajfona, ajpada, czegokolwiek co jest zainfekowane. Ponadto zabrania się całkowicie oglądania tzw. „bajek” Angry Birds na youtubie. Wyrok zaopatrzony jest w rygor natychmiastowej wykonalności, więc nowe zasady obowiązują już od tego tygodnia. 

Dziecko Prawnika na macierzyńskim wie co to znaczy prawo do apelacji (mniej więcej), więc natychmiast zapragnęło takową złożyć. Do ojca oczywiście.

Przykro mi synu – mówi ojciec – ale apelacja w tym przypadku jest bezzasadna, ojciec musi ją oddalić. Możesz spróbować w Trybunale Praw Człowieka. Jednak wątpię, żebyś wzbudził u nich litość.

***

Bunt trwał stosunkowo krótko jak na – nazwijmy to – stopień zaangażowania w temat. Granice zostały zaakceptowane, bo był wentyl w postaci  weekendowego odpustu.

Jednak ku mojemu totalnemu zdziwieniu, dziecko swoją złość z powodu „niekorzystnego” dla niego wyroku postanowiło wyładować w zaskakująco pozytywny sposób, co z kolei utwierdziło mnie w przekonaniu, że gry komputerowe mogą mieć też pozytywny aspekt.

W celu zrekompensowania sobie straty i tęsknoty do świata ptaków i świń syn - mimo, że nigdy nie był fanem tego typu zajęć – zaczął rysować i lepić z plasteliny i modeliny.

Co? Oczywiście stwory z Anrgy Birds.

To było szokujące, bo rysowanie dotąd było wręcz karą. jednak od kiedy syn uświadomił sobie, że chcąc odzyskać kontakt z Angry Birds musi je sobie sam stworzyć, wyciąć lub  namalować, czyni to z niezwykłą pasją. Budzi się, otwiera oczy i leci do stolika z kredkami. Zanim pójdzie do przedszkola powstanie co najmniej 1 stwór.

Z przedszkola przynosi po 5 różnych rysunków i na noc jeszcze rysuje po jednym z każdej planszy. Rysuje Angry Birds we wszystkich możliwych wariantach tj. z mieczem, bez miecza, z piórkiem na głowie, z piórkiem w ….

Co tydzień dziecko i Sroga Matka zmieniają wystrój na ścianie w pokoju i przykleją nowe prace.

Dzięki Angry Birds ze Space syn zaczął się interesować się kosmosem, ziemią, innymi planetami i przyciąganiem ziemskim! (oczywiście na poziomie możliwości 5 latka).

Moje dziecko nigdy też nie lubiło plasteliny ze względu na to, że „brudzi ręce”. Teraz nie stanowi to dla niego problemu przeciwnie – gdybym zaopatrzyła go w 10 opakowań plasteliny miałabym go z głowy na cały dzień. Nie pytajcie, co z nich lepi.

Mając to wszystko na uwadze, doszłam do zaskakującego wniosku, że wbrew temu co na początku sądziłam i temu do czego przez moment to zmierzało, połączenie gier komputerowych i dziecka wcale nie musi jeszcze oznaczać katastrofy. Owszem nie ulega wątpliwości, że wielogodzinne przesiadywanie przed komputerem krzywi plecy, psuje wzrok itd., itp., ale przy zachowaniu umiaru i wprowadzeniu konkretnych ograniczeń można to jeszcze „wygrać” .

***

Wracając więc do głónego wątku – nawet po tym doświadczeniu jestem zdania, że ostrzeżenie o potencjalnym uzależnieniu od gier nie jest potrzebne. Dziecko może się uzależnić od jazdy na deskorolce, czy słodyczy, więc równie dobrze moglibyśmy „ometkować” w ten sposób każdą rzecz przeznaczoną dla dziecka. Korzystajmy zamiast tego ze zdrowego rozsądku i – jeśli chodzi o gry komputerowe – sytemu PEGI.

Pozostaje jeszcze zasadnicze pytanie, czy system PEGI prawidłowo odzwierciedla zdefiniowane zagrożenia i faktycznie można na nim polegać. Choć podejrzewam, że wkrótce sama będę zmuszona to przetestować, to na tym etapie liczę na wasze doświadczenia i opinie. 

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/