Konsekwencje bycia ojcem nie swojego dziecka i bycia dzieckiem nie swojego ojca

Oscar Wilde kiedyś mawiał:

„Kłam­stwo nie sta­je się prawdą tyl­ko dla­tego, że wie­rzy w nie więcej osób.”

Mądrość życiowa Oscara Wilde’a niestety (a może na szczęście) znalazła odzwierciedlenie i w tej historii. Mimo, że Antek całe życie wierzył w misternie poukładane kłamstwo, pewnego dnia prawda spadła na niego jak grom z jasnego nieba.  

Przejdź do początku tej historii tędy.

Tak mogłoby to wyglądać, gdyby Antka wychowywał jego prawdziwy ojciec. Tak się jednak nie stało. Mwema nie chciał słyszeć o dziecku, więc matka na ojca wybrała Zenka.

Zenek z kolei - ojciec Antka, który ojcem prawdziwym nie byłzbyt późno odkrył prawdę, aby wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa (minęło już 6 miesięcy od momentu, w którym dowiedział się o urodzeniu dziecka). Prokurator też Zenkowi nie pomógł. Odmówił złożenia powództwa w imieniu Zenka powołując się na dobro dziecka.

Od kiedy pan prokurator odprawił Zenka z kwitkiem minęło 15 lat. W tym czasie wiele się zdarzyło.

Zenek i dozgonny obowiązek płacenia alimentów na dziecko, które jego dzieckiem nie było

Prawda zabiła małżeństwo Zenka. Zenek rozwiódł się z matką Antka. Bazując na niepodważalnych dowodach co do jej zdrady małżeńskiej, uzyskał wyrok rozwodowy, przesądzający jej wyłączną winę w rozkładzie ich zwiazku. Uchroniło go to przed obowiązkiem płacenia alimentów na byłą żonę (art. 60 k.r.o.)*, ale nic nie zmieniło w kwestii obowiązku alimentacyjnego względem Antka, którego ojcem Zenek formalnie pozostawał (art. 133 k.r.o.).**

W związku z tym Zenek był wielokrotnie „ciągany” po sądach o coraz to wyższe alimenty, które zresztą płacił, bo wyjścia nie miał. Z czasem się z tym pogodził. Co więcej, wspaniałomyślnie postanowił Antkowi niczego nie mówić. Zenek wychodził z założenia, że skoro i tak nie mógł „odkręcić” swego ojcostwa, musiał płacić te przeklęte alimenty, to po co sprawiać dziecku przykrość? W końcu to nie była wina chłopaka, że ma taką „kochliwą” matkę.

Poza tym, był drugi ważny powód – jeśli nikt się nie dowie, że żona przyprawiła Zenkowi takie „czarne rogi” to Zenek nie wystawi się na pośmiewisko. Prawdę zna on, jego ex i sąd, który orzekał rozwód. Reszta zna „prawdę o afrykańskim przodku” jego ex-żony, co miało wyjaśnić nieco ciemniejszą karnację Antka.

Historia kontaktów z ojcem, który ojcem nigdy nie był

Zenek kontaktu z Antkiem przez te lata prawie nie miał. Krótko po rozwodzie spotykał się z Antkiem w miarę regularne, ale Zenek miał wrażenie, że im Antek starszy, tym jego skóra stawała się ciemniejsza, a to z kolei niechybnie przypominało Zenkowi jak bardzo jego ex z niego zadrwiła. Nie lubił się z Antkiem pokazywać publicznie, bo miał wrażenie, że gdy stoją koło siebie nie sposób uwierzyć, że Antek to jego krew.

W efekcie, choć próbował, nie mógł się przemóc, by traktować Antka jak syna. Po latach związał się z inną kobietą, co tylko osłabiło jego więź z Antkiem. Nowa partnerka Zenka nie przepadała za konkurencją w postaci syna z pierwszego związku. Tym sposobem, Zenek płacił alimenty, ale Antka w zasadzie nie widywał.  Antek chyba też się z tym pogodził.

2 lata temu Zenek zachorował na raka. Antek odwiedził go nawet na łożu śmierci, ale i wtedy Zenek trzymał język za zębami. Nie powiedział Antkowi prawdy, tj. że jego ojcem jest kto inny – niejaki pan Bambi, Bambuko, czy jakoś tak. Już sam nawet nie pamiętał. Wkrótce potem Zenek odszedł z tego padołu nie doczekawszy się swojego prawdziwego potomka. Wszystko, czego się dorobił w ciągu życia, zapisał w spadku swojej kobiecie. Nie miał skrupułów względem Antka. Za życia nie miał wyjścia – musiał udawać, że ten jest jego synem. Ale po śmierci – kto go do tego zmusi? W ten oto osobliwy sposób, nie zostawiając Antkowi niczego po sobie, Zenek to wymuszone ojcostwo i alimenty zdołał sobie jakoś „odbić”.

Antek 

Mimo braku kontaktów z ojcem i ponad normę towarzyskiego charakteru matki, Antek wyrósł na bardzo rozsądnego i przystojnego 17 letniego chłopaka. Właściwie to już mężczyznę. Ponieważ w genach po swoim prawdziwym ojcu otrzymał jedynie pełne usta, czarne oczy i śniadą skórę, to jednak rysy miał w miarę europejskie, dlatego też nie był prześladowany z powodu odmienności. Przeciwnie – cieszył się dużą sympatią otoczenia, w którym dorastał. Zwykle dość blade Polki mają słabość takich opalonych facetów jak Antek, więc na powodzenie wśród kobiet też nie narzekał. W nauce szło mu dobrze. W sporcie jeszcze lepiej. Trenował łucznictwo, zapisany był do Polskiego Związku Łucznictwa i wszystko wskazywało na to, że jak tak dalej pójdzie będzie miał szanse zakwalifikować się do kadry narodowej. Można by nawet rzec, że Antek wiódł szczęśliwe życie.

Antek dowiaduje się prawdy

Pewnego dnia szczęście Antka zostało zaburzone. Podczas, gdy matka Antka wyjechała na wczasy z panem Tadziem (po rozstaniu z Zenkiem matka miała kilku partnerów, ale pan Tadziu to jej ostatnia miłość), Antek sporo czasu spędził sam w domu. W trakcie myszkowania po szafie w sypialni matki, w poszukiwaniu swojego starego świadectwa szkolnego, natknął się na dziwne pudełko. Było zaklejone taśmą klejącą, ale dało się je uchylić. Wyglądało na to, że w środku były koperty i listy. Wszystko jednak było owinięte folią na tyle starannie, że nie ulegało wątpliwości, że komuś bardzo zależało, żeby Antek tam nie zaglądał. Dlaczego?

Antek wahał się przez moment, ale ciekawość zwyciężyła. Rozerwał taśmę, otwierał kopertę po kopercie, zaglądał do środka, oglądał zdjęcie po zdjęciu. Rozpoznał na nich matkę. Wyglądała bardzo ładnie. Zastanawiał się jednak dlaczego na każdym zdjęciu towarzyszy jej jakiś ciemnoskóry mężczyzna. Spojrzał na swoją ciemną dłoń i przez ułamek sekundy przeszła mu przez głowę niepokojąca myśl.

Pośpiesznie otwierał kolejne koperty i dotarł do listów …

Dwa pierwsze przeczytał stojąc.

Potem usiadł z wrażenia.

Kim jest ten ciemnoskóry facet?

Z listów Antek dowiaduje się, że facet na zdjęciu to niejaki Mwema Bambuko (do licha! jak można się tak nazywać?) –  który wprost potwierdza, iż jest ojcem Antka. Tak właśnie! Ojcem Antka!

Tego samego Antka, któremu matka, na drugie imię dała Zenon. Niby po ojcu. Dlaczego? Antek nic z tego nie rozumiał.

Z listów wynikało, że początkowo Mwema nie chciał mieć dziecka (to o Antku?). Mimo to matka i Mwema utrzymywali ze sobą sporadyczny, ale regularny kontakt. W listach późniejszych Mwema dopytywał o Antka. Ostatni list napisany był 5 lat temu. Wynikało z niego, że Mwema mieszka w Polsce ze swoją rodziną, którą założył już będąc na stałe Polsce. Prowadzi jakąś firmę pod Krakowem i otrzymał nawet polskie obywatelstwo. O rety! Z ostatniego listu wynika, że Antek ma przyrodniego brata i siostrę!

Dlaczego matka mu o tym nie powiedziała?

W tym momencie Antkowi przypomniały się te wszystkie sprawy o podwyższenie alimentów, które matka wytaczała Zenkowi. Zenek nie pisnął ani słówka. Honorowo wszystko płacił. Czyżby nie wiedział, że nie jest Antka ojcem? A może wiedział, dlatego nie zależało mu przez te wszystkie lata na kontaktach z Antkiem?

Dlaczego mamo?

Takie pytanie zadał jej jak tylko rozanielona stanęła w progu mieszkania, oznajmiając radośnie, że oto ona i Tadziu wrócili z wakacji w Łebie.

- Antek! Jesteśmy! Cieszysz się?

- Dlaczego mamo?

- Jak to dlaczego, przecież 100 razy mówiłam ci, że w niedzielę wracamy. A co? Nie zdążyłeś sprzątnąć po imprezie? To masz jeszcze szansę, bo dziś nocuję u Tadzia.

- Nie o to pytam mamo - mówił tonem spokojnym, ale wewnątrz się cały trząsł – mamo co to ma znaczyć? – pokazał jej listy.

Matka znieruchomiała i zbladła. Tadzia natychmiast odprawiła do domu. Nie protestował. Czuł, że będzie się działo. Wyszedł zanim zdążył jeszcze zdjąć buty. Kiedy tylko drzwi za Tadziem się zatrzasnęły, matka uderzyła w szloch i dostała wręcz spazmów.

Teraz zdezorientowany Antek musiał ją uspakajać, choć inaczej wyobrażał sobie przebieg tej rozmowy. Okazało się, że mama bardzo kochała Mwema. Różne jednak względy przemawiały za tym, aby to Zenkauczynić” ojcem Antka. Znowu szloch. Jak tylko matka ponownie odzyskała głos, zaczęła względy te wymieniać.

Po pierwsze, tamto z Mwema to było jednorazowe, na wakacjach, na które Zenek nie chciał z nią jechać. Tam poznała Mwema, który dopiero co przyjechał do Polski na stypendium i tak jakoś samo wyszło. Po drugie, Mwema nie czuł się w ogóle odpowiedzialny za to co „zmajstrował”, a Zenek był pod ręką – Ba! Matka i Zenek mieli już wtedy ślub!  Po trzecie, Zenek był wykształconym inżynierem, miał dobrą pracę i był „kimś”. Po czwarte, dobrze się na ojca zapowiadał, bo zawsze lubił dzieci. Po piąte, matka go nawet na swój sposób kochała i sądziła, że im się ułoży.

- Synu pomyśl tylko! – błagała – Co by to było gdyby Zenek musiał się dowiedzieć o tak bolesnej prawdzie, że go zdradziłam. Zresztą, co ja plotę, w końcu i tak się dowiedział, ale za późno żeby to odkręcić. Och, co ja plotę, on przecież wcale nie chciał tego odkręcać – skłamała.

- Synu! -ciągnęła dalej – to byłby taki skandal w jego rodzinie. A na dodatek Mwema jest czarny jak święta ziemia. No sam zobacz! – pokazała mu zdjęcie, które Antek już dobrze znał.

- Czy wiesz Antek co by to oznaczało w tamtych czasach dla ciebie i dla mnie? A nawet i w dzisiejszych? Wbrew pozorom wiele się nie zmieniło. Dlatego postanowiliśmy z twoim ojcem, tj. Zenkiem, że nigdy się prawdy nie dowiesz.

Do Antka nie docierały te wszystkie argumenty. Starał się je zrozumieć, ale nie bardzo wiedział, dlaczego matka wolała oszczędzić mu prawdy i dopuścić do tego, żeby dowiedzieli się o niej w taki sposób.

W końcu płacząca wciąż matka przytuliła Antka.

- Antek, jeśli chcesz zorganizuję wam spotkanie. Tobie i Mwema. On mieszka tylko 150 km stąd i od lat bardzo chce cię poznać. Nie chciałam tego spotkania, żebyś nie cierpiał, ale skoro i tak już wszystko wiesz, nie ma nic do stracenia.

Antek wahał się tylko przez moment, a potem się zgodził.

Matka ich umówiła. Podobno Mwema się ucieszył. Tak przynajmniej twierdzi matka.

***

W przyszłym tygodniu Antek jedzie na spotkanie z Mwema Bambuko. Jego ojcem!

Antek nie wiedział dlaczego, ale czuł, że jego życie w tym momencie zaczyna się na nowo.

CDN.

 Jeśli przegaiłeś początek tej historii, kliknij tutaj.

Poniżej znajdziesz brzmienie przepisów, o których mowa w tekście:

*Art. 60.k.r.o.  § 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego.§ 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.§ 3. Obowiązek dostarczania środków utrzymania małżonkowi rozwiedzionemu wygasa w razie zawarcia przez tego małżonka nowego małżeństwa. Jednakże gdy zobowiązanym jest małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia, obowiązek ten wygasa także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że ze względu na wyjątkowe okoliczności sąd, na żądanie uprawnionego, przedłuży wymieniony termin pięcioletni.

**Art. 133. § 1. kr.o. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.§ 2. Poza powyższym wypadkiem uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w niedostatku.§ 3. Rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

8 komentarzy

  1. ~Slawek · 29 stycznia 2014 Odpowiedz

    Usprawiedliwienie alimentów dla nie swojego dziecka, które jest wynikiem zdrady, jeszcze jakoś zrozumiem (jak Zenek). W końcu dziecko nie jest winne i jest pod opieką państwa. No właśnie – dziecko. Po skończeniu 18. lat przestaje się być dzieckiem i z nią opieka państwa. Czy w związku z tym płacący alimenty może wystąpić do prokuratora o wystąpienie o zaprzeczenie ojcostwa (ależ to brzmi pokracznie)? W takiej sytuacji prokurator nie może zasłaniać się dobrem dziecka, bo dziecko jest już dorosłe.

    A swoją drogą, czy są prawne możliwości sprawdzenia, czy alimenty przeznaczane są na wydatki związane z dzieckiem, a nie potrzebami innych osób? Osobne konto w banku, itp. Ciekaw jestem, czy sądy stosują takie, czy inne mechanizmy kontroli.

    Pozdrawiam.

    • Prawnik na macierzyńskim · 29 stycznia 2014 Odpowiedz

      Przepis mówi, że jak ojciec przegapił swój 6 miesięczny termin, to tylko prokurator może wytoczyć powództwo w jego imieniu o zaprzeczeniu ojcostwa. Pisałam o tym tydzień temu: http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/2014/01/22/czyje-to-dziecko/

      Prokuratorzy to też ludzie i kierują się jakimis przesłankami, a więc jeśli danemu ojcu uda się przekonać prokuratora, wykazując mu jakieś względy słuszności, to może wytoczy. Każdy przypadek rozptrywany jest indywidualnie. Jednak tendencja jest taka, że mimo wszystko rzadko się to robi w prokuraturze.
      Odnośnie alimentów- jeśli np. alimenty wynoszą 600 zł, a dziecko nie ma własnych dochodów, to raczej trudno uwierzyć, żeby te pieniądze szły na coś lub kogoś innego. Doświadczenie życiowe wskazuje, że utrzymanie dziecka przekracza zwykle taką kwotę.
      Osobne konta to jest dobry pomysł i są stosowane jeśli tylko dziecko jest pełnoletnie- to może je sobie założyć, ale jak jest młodsze i tak trzeba będzie się posługiwać kontem założonym przez opiekuna dziecka.

  2. ~Slawek · 2 lutego 2014 Odpowiedz

    Dziękuję za linka. O 6-cio miesięcznym okresie na założenie sprawy o zaprzeczenie ojcostwa wiedziałem. Chodziło mi tylko o częstą argumentację „dla dobra dziecka” w przypadku, gdy dziecko skończy 18 lat, czyli formalnie przestaje być dzieckiem i nie jest już pod szczególną ochroną państwa. Ale z tego co piszesz wynika, że prokurator może odmówić podejmowania jakichkolwiek działań argumentując to „nie, bo nie”.

    600 zł to za mało na utrzymanie dziecka, ale alimenty mają być tylko częścią kosztów ponoszonych na dziecko. Wszak drugi rodzic (ten, z którym dziecko mieszka) również powinien łożyć na dziecko. Alimenty to tylko udział jednego z rodziców w kosztach utrzymania.

    Hm… myślałem o osobnym koncie dla dziecka zarządzanym przez obojga rodziców, którzy mają wspólną kontrolę i wgląd w wydatki związane z wychowaniem dziecka. Na to konto wpływałyby alimenty i oboje rodziców mogliby kontrolować ich wydawanie. Obie strony miałyby argument pokazujący ponoszone koszta. Po osiągnięciu pełnoletniości jedynym właścicielem konta stawałoby się dziecko, które – jako dorosły – mogłoby zarządzać otrzymywanymi alimentami według własnego uznania.

    Pozdrawiam.

  3. ~Nikt Ważny · 12 lutego 2014 Odpowiedz

    Mój mąż płaci na syna z poprzedniego małżeństwa (12l.) 500 PLN alimentów. Czy to dużo czy mało… punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Mama dziecka mieszka z rodzicami, pracuje. My również mamy wspólne dziecko, z tym, że ja nie pracuję. Musiałam zrezygnować z „kariery zawodowej”, bo córka nie dostała się do przedszkola, a na prywatne nas nie stać. Tak więc utrzymujemy się z jednej pensji, która zbyt wysoka nie jest. Syn męża jest u nas w każdy weekend, połowę lub ponad połowę wakacji, każde przerwy w szkole, ferie… Jak pracowałam to specjalnie na ferie brałam urlop, żeby „Młody” nie siedział w blokach z dziadkami, ale miał jakieś atrakcje. Poza tym, wszystkie wycieczki szkolne, kolonie, opłaty w szkole dodatkowo płacimy po połowie z mamą dziecka. Fakt faktem, często bywa to dość śmieszne, bo potrafi się upomnieć o 15 zł. Kino kosztowało 30 zł, więc zapytała czy dołożymy się połowę. Szczytem bezczelności była prośba o oddanie połowy pieniędzy za kupienie butów. Zawsze jak jestem na zakupach i zobaczę jakąś fajną koszulkę, bluzę czy spodnie, kupuję mu. Córkę i syna męża traktuję tak samo, żadnego z dzieci nie wyróżniam, bo oboje ich kocham. Skoro mąż płaci alimenty, wydaje na kolonie, wycieczki, teatry, wakacje i ja jeszcze kupuję ciuchy, z jakiej racji mam płacić połowę za buty??? Wolę dziecku kupić bluzeczkę, rajstopki, pójść z nimi do kina raz na jakiś czas niż sama iść do fryzjera czy kosmetyczki. Tym czasem mama mojego „pasierba”, chodzi co tydzień do kina 3 razy w tygodniu na siłownię, co chwila ma nowe ciuchy i szuka co i rusz to innych facetów. Dziecko co rok, półtora mieszka z innym „wujkiem”. Ale jak się zaproponuje, żeby dziecko zamieszkało z nami, to mowy nie ma, bo to jej dziecko, ona je kocha i nie będzie się z nim widziała tyle ile potrzebuje. Inną sprawą jest to, że wraca z pracy i leci na randeczki… Niestety sądy w Polsce generalnie dzieci przyznają matce… a co dalej to już nie ich sprawa.

  4. ~Zła na niesprawiedliwe · 17 lipca 2014 Odpowiedz

    Mój partner miesiąc temu otrzymał pismo z prokuratury mówiące o tym, że nie zajmą się sprawą zaprzeczenia ojcostwa z uzasadnienie że to dla dobra dziecka.

    Dziecko ma niecałe 2 lata, nie zna się w zasadzie z domniemanym ojcem, matka nie chce domniemanego ojca w roli ojca ani nawet płatnika alimentów i ma już nowego partnera.

    Czy naprawdę to się musi tak skończyć i nie da się nic zrobić? Lepszy ojciec z łapanki niż brak ojca? To chore i absurdalne. Jedna decyzja niszczy życie 5 osobom. Czy są jeszcze jakieś drogi?

  5. Anonim · 12 sierpnia 2015 Odpowiedz

    A ja mam problem który po przeczytaniu tej historii nie daje mi spokoju. Mam właśnie podobną sytuację, dużo walczyłem, jednak w tym bezdusznym kraju nieprzyjaznym obywatelom i o zgrozo dzieciom wmawia się jak w komunie „dobro dziecka”.
    To żadne dobro bo dziecko nie ma swojej tożsamości, mamuśka i państwo z swym ogłupiającym prawem obdzierają te dziecko normalności. wmawia się kłamstwo, to podłe i sprzeczne z prawami konstytucyjnymi. Państwo nie może mieć prawa do narzucania kłamliwej rzeczywistości. Mamuśka niejaka Ania z avonu w Szczecinie miała romans i przygodę seksualną z mężem swojej najlepszej koleżanki na której ślubie była świadkiem.
    Ania była przebiegła, wmówiła mi że mąż koleżanki jest taki biedny bo żona go poniewiera.
    okazało się że wszystkiemu jestem winien ja, nie tamten różowy „kolano”
    urodziła dziecko będące wynikiem zdrady. dziecko upodobniało się do prawdziwego ojca. Jednak mamuśka zabroniła przyznania się do ojcostwa ryżemu kochasiowi. kochaś poszedł dosyć szybko w odstawkę. tak jak i opisywana „dama” . Mamuśka prowadziła bogate życie , fundowała co rusz nowych tatuśków, rozbijała kolejne małżeństwa. ma na koncie co najmniej cztery różne rozbite związki, odbijała facetów.
    to jednak pomińmy bo to lafirynda nie szanująca dzieci.
    Mi chodzi o sytuację: dziecko (podstawione, kukułcze) zbliża się do 18 roku życia.
    jest syn i wmówiona córka.
    syn przekroczył dwa lata temu osiemnastkę, a dziewczynka 16 lat.
    Wiadomo że wg prawa idiotów tworzących kodeks rodzinny dziecko osiągając 18-cie lat może samo zaprzeczyć ojcostwa. oczywiście dalej to nie jest w jego finansowym interesie.
    Dla dziecka rodzi się ufundowana bomba zegarowa przez mamuśkę i chore państwo. od 18-tego roku dziecko ma tylko trzy lata!!! moje pytanie jest takie: co w przypadku gdy badania wykażą brak powiązań genetycznych?
    jak z dziedziczeniem wykluczeniem, zachówkiem, co z obowiązkiem alimentacyjnym względem rodzica który nim nie jest i dziecko zmieniło stan „prawny”? co z alimentami na nie swojego ojca w przyszłości? (nie utrzymuję kontaktów z obcą córką, i sporadzycznie synem. (odstęp połtora roku.

Zostaw odpowiedź