Uderzyć czy nie uderzyć?

Oto jest pytanie, które sobie czasem zadajesz.

Krew cię czasami zalewa

Powołałeś na ten świat dziecko. Wiesz, że musisz je wychować i żeby to zrobić nie wystarczy mu rano wsypać płatków do miseczki. Potrzeba czegoś znacznie więcej. Twojej miłości, zaangażowania, czasu, pieniędzy i cierpliwości.

Miłość – przychodzi naturalnie. Wydaje ci się, że zaangażowania też ci nie brakuje. Czasu – owszem, ale kto w dzisiejszych czasach ma go w nadmiarze. Pieniądze – osobny temat, ale decydując się na dziecko, wiedzieliście, że to kosztuje. Wprawdzie równie dobrze moglibyście za te pieniądze kilka razy w roku wyjechać na ekskluzywne wczasy, ale niech to, w końcu ten malec daje wam kupę szczęścia.

Czasem z przewagą kupy…

A jeśli ta przewaga „kupy” sprawia, że chwilowo nie odczuwasz radości? Czujesz tylko poirytowanie, bezsilność, rozczarowanie i wściekłość. Chęć wyładowania nerwów. Zastanawiasz się skąd wtedy człowiek ma wziąć tę cierpliwość

Nie tworzycie przecież patologicznej rodziny, a mimo wszystko - Bajkowskim się zdarza, Kowalskim i wam czasem też.

Przecież to tylko klaps…

Doprowadzony do białej gorączki syczysz przez zęby, podnosisz głos, a w końcu czujesz, że dymi ci z uszu. Masz ochotę rozwiązać ten problem teraz. Natychmiast. 

Sam przecież kiedyś dostawałeś. Dostawali też twoi koledzy.  Ścierką przez łeb, kapciem lub pasem w tyłek, na kolana i w kąt.

No i co? Stało się coś?

Pod wpływem impulsu uznajesz, że jemu też się nic nie stanie, a jedno uderzenie, góra dwa, sprawią, że twoje nieusłuchane dziecko na chwilę skupi uwagę na tobie i zacznie cię słuchać.

Zgadza się – na chwilę.  Może.

Kierowany impulsem podnosisz rękę i uderzasz. Uff, wydaje się, że ci ulżyło, bo wyładowałeś swoją złość. Adrenalina opada.

Czy wiesz, że nikt inny na tym świecie nie kocha cię bezwarunkowo tak jak twoje dziecko?

Twoje dziecko milknie. Podnosi do góry głowę i patrzy ci pytająco w oczy. Dlaczego mi to robisz mamo (tato)?

Milczenie trwa. A ty się zastanawiasz nad odpowiedzią. No właśnie – dobre pytanie.

Uderzając nie kierowałeś się przecież rozwiązaniem problemu, ale tym żeby sobie ulżyć. Niska to pobudka zważywszy na to, że dla tego, którego uderzasz jesteś najbliższą osobą, której ona ufa bezgranicznie.

Dopada cię myśl, że to, co zrobiłeś jest bez sensu.

Uczysz swoje dziecko żeby panowało nad negatywnymi emocjami, a pokazałeś mu przed chwilą, że sam tego nie potrafisz.

Jak mu teraz wytłumaczysz żeby nie bił młodszej siostry? Jak przekonasz żeby nie bił słabszego kolegi w klasie? Mówiąc „nie wolno bić dzieci”?

Bicie dzieci to przestępstwo

Czy wiesz, że wymierzając dziecku karę cielesną łamiesz prawo?

Tak, wiem, że ono jest twoje, ale nie w takim sensie jak przedmiot, który możesz potraktować dowolnie.

Mimo, że nasza Konstytucja zabraniała stosowania kar cielesnych w stosunku do każdego człowieka, także wobec dzieci, a bicie człowieka w było karane art. 217 kodeksu karnego (Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną,  podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku), to jednak bicie dzieci długo nie było wyodrębnionym typem przestępstwa.

Brak takiego wyodrębnienia powodował, że mentalnie niewiele osób było zdolnych do myślenia w kategoriach, że używanie skórzanego pasa lub kabla do „wychowania” dzieci lub zmuszanie ich do klęczenia np. w kącie pokoju jest czynem zabronionym. Przemoc wobec dziecka można było tłumaczyć okolicznościami wyłączającymi winę dorosłego, mianowicie celami wychowawczymi, faktem, że jest to kara stosowana tylko w ostateczności, w odpowiedzi na przewinienie dziecka, itp.

Zmiany w prawie

W 2005 r. wprowadzono Ustawę o przemocy, ale i ona musiała zostać gruntownie zmieniona. Dopiero od 2010 r. bicie dziecka stało się określonym typem przestępstwa.

Zanim to nastąpiło, statystki były powalające - na 2.000 osób skazanych za bicie dorosłych przypadało tylko 10 skazanych za ten sam czyn popełniony wobec dzieci.

Na szczęście znowelizowano także kodeks rodzinny i opiekuńczy. Wprowadzono Art. 96[1] (Osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych).

Teraz skoro prawo jest już zmienione, zmienić się musi „tylko” nasza mentalność

Dlaczego uderzenie dorosłego wciąż wydaje nam się bardziej karygodne od uderzenia dziecka? Przecież dziecko też jest człowiekiem. Na dodatek w przeciwieństwie do dorosłego, samo się nie obroni.

Wyobraź sobie, że twoje dziecko jest o 20 lat starsze. Czy wtedy też byś się na nie zamachnął. Wątpię. Pomyślałbyś raczej, że naruszyłbyś tym samym jego godność osobistą. Teraz też to robisz, bo mały człowiek również ma prawo do takiej godności.

Co zrobić gdy emocje sięgają zenitu?

Wyjdź. Odejdź na chwilę. Ochłoń. To jest próba sił.

Wbrew pozorom nie wygrywa ten, kto użyje siły.

Osiągniesz lepszy efekt rozmawiając i szanując tego małego krasnala, traktując go jak drugiego człowieka.

My, dorośli musimy się tego nauczyć.

Jesteś tylko człowiekiem

Niezależnie od tego czy jesteś matką czy ojcem masz prawo się pogubić. Ale jeśli czujesz, że nie dajesz rady i nie umiesz się powstrzymać od negatywnych emocji, to nie masz prawa tego tak zostawić.

W ramach ustawowego obowiązku wspierania rodziny gminy organizują cykliczne warsztaty dla rodziców mentalnie doprowadzonych pod ścianę. Nigdy nie jest tak żeby tej ściany nie dało się obejść. Wcale też nie jest tak, że na warsztaty zgłaszają się same tzw. patologiczne rodziny. Przeciwnie – są tam normalni, kochający rodzice, którzy czują, że potrzebują pomocy w tym żeby inaczej spojrzeć na swoje dziecko. Łaskawiej. Warsztaty inspirują ich do szukania nowych rozwiązań.

Spróbuj i skorzystaj z bezpłatnej pomocy zanim spotkasz ten pytający wzrok swojego dziecka, odbierzesz mu godność i poczujesz się zażenowany własną słabością.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

140 komentarzy

  1. ~Łońska · 18 grudnia 2013 Odpowiedz

    Uderzenie dziecka to zawsze porażka rodzica.
    Staram się tego unikać jak mogę, bo to świadczy tylko i wyłącznie o słabości dorosłego. Wychodzę, liczę do 100 – cokolwiek.
    Przecież na nawet najbardziej wkurzajacego szefa czy znajomego się nie rzucamy z łapami. Dlaczego więc robimy to jeśli chodzi o dzieci? Tylko i wyłącznie dlatego, że są słabsze. Tak nie może być.

    • Prawnik na macierzyńskim · 18 grudnia 2013 Odpowiedz

      No właśnie, dorosłego nie uderzysz, bo masz podświadomie wbudowaną granicę. W stosunku do małych dzieci też musimy sobie taką granicę ustalić i jej przestrzegać.

      • ~Artur · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Jak facet Cię obrazi to strzelisz go w pysk. To jest odruch. I tak powinno być, bo są granice których przekraczać nie wolno. Reakcja musi być natychmiastowa i jednoznaczna. Kult braku przemocy jest wspaniałym manifestem człowieczeństwa, niestety zakładającym dobra wolę wszystkich jednostek. Takiej dobrej woli niestety nie spotkasz, zatem trzeba reagować odpowiednio do sytuacji.

        „Dziesiąt” lat temu jeżeli do autobusu wsiadł rozrabiający koleś, to kobiety parasolkami i torebkami potrafiły wymusić jego ucieczkę. Zwrócenie uwagi było zatem w takich miejscach wystarczającym sposobem na problem braku kultury. Dzisiaj w dobie braku przemocy, jeden podpity nastolatek potrafi sterroryzować cały autobus i nikt nawet słowem nie piśnie.

        Jednym słowem wolałem dawniejsze obyczaje.

      • ~zibi · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Tylko idioci przyjmują takie pseudo prawo . Każde dziecko to człowiek , ale każdy jest inny i nie mozna każdego wsadzac do tego samego worka . Każdy ma inne cechy , ale póki co komuna pseudoeuropwjska wymyśla coraz to inne „obowiązki i zakazy ” tylko dla tego że ktoś coś wymyślił . Dzieki temu coraz bardziej stajemy sie idiotami sterowanymi przez bandę kretynów z pseudo unii. Od zarania dziejów jak trzeba było to dziecko -bez względu na wiek- obrywało od rodzica „za zasługi” i nigdy nie podniosło na rodzica ręki bo TO BYŁ RODZIC . To właśnie było prawdziwe wychowanie !!!!!!!! lepiej przeciwdziałąc niż później się męczyć z takim czy innym bandytą wychowanym bezstresowo . Sam byłem wychowany w poczuciu obowiązku i SZACUNKU wobec rodzica i w pełni takie działanie popieram . Jak się zapracowało to owoc nawet w formie pasa był najwłaściwszą karą , a nie utrzymywanie pseudo urzędników którzy tylko polują by sie wykazać na małolacie i zamiast przeciwdziałac brac premie za nic nie robienie.
        Byłem świadkiem jak na wsi zamiasy pomóc rodzinie w trudnej sytuacji gdzie właśnie pasek ewidentnie by sie przydał to dzieci zabrano do „ośrodka wychowawczego” . Po powrocie z niego oboje artystów teraz dopiero pokazuje takie sztuki ze tylko patrzec jak skończy sie więzieniem . Tak to na prawdę funkcjonuje . zamiast przeciwdziałac oaństwa z tego żyją utrzymując bandy przyszłych bandziiorów i rzezimieszków . Cgętnie podyskutuję z jakimiś nawiedzonymi nowym prawem rodzicielami – tylko mała prośna niech to będą rodzice a nie przyszli rodzice którzy o wychowywaniiu nie mają zielonego pojęcia . nie znaczy to że popieram bicie , popieram karanie !!!!!!!!!!!!!! a to różnica

      • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Porównanie moim zdaniem beznadziejne. Dorosły ma to do siebie ze rozumie co sie do niego mówi i potrafi przewidziec konsekwencje. Dorosły wie, ze jak dotknie rozgranego piekarnika to sie poparzy, dla dziecka to ze się może poparzyc to jest czysta abstrakcja.

      • ~kaska · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Ale glupoty piszesz. Naucz corke ze kto sie na nia zlosci to moze ją bić. No bo jak najukochansza mama moze to dlaczego ktos inny nie ? Pracuj nad sobą kobieto.Masz problem z ustaleniem co dobre dlaTwego dziecka.? Czytaj publikacje.

      • ~kaska · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Nic podobnego.Mojej szefowej bym chętnie policzyla rude kudly! Dzieci nie doprowadzaja nawet największą niesfornoscia do kresu ale dorośli swoją głupota tak.

    • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Czy zawsze porazka, nie sadze. Kazde dziecko jest inne, jednemu powiesz i posłucha, do drugiego możesz gadać jak do sciany, wysłucha a swoje zrobi. Jak dziecko dobrze wie, że za przewinienie dostanie klapsa to pretensji nie ma, wie dobrze za co i dlaczego. Jak jestes przykładowo na ulicy a dzieciak ci sie wyrywa to zanim do 100 doliczysz z dziecka moze juz być miazga. Nie ma co porównywać do relacji dorosły – dorosły. Dorosły jest w stanie zrozumiec co się do niego mówi i potrafi przewidzieć konsekwencje, dziecko niestety tego nie potrafi bo konsekwencja to dla niego czysta abstrakcja.Sama wychowałam dziecko zywe jak iskra, nieposłuszne, uparte. Zadne metody nie skutkowały – ani tłumaczenie, ani żadne kary , zupełnie nic. Klaps od czasu do czasu chociaz na chwile pomagał. Dzisiaj córka jest dorosła, w zyciu nie była agresywna

  2. ~Figa · 18 grudnia 2013 Odpowiedz

    Oczywiście jestem za – dzieci nie wolno bić stosując przemoc jako karę ale jako metoda wychowawczo-poznawcza owszem… Uważam, że są chwile kiedy nawet wręcz należy dać przysłowiowego klapsa.

    Co zaobserwowałam to fakt, że częściej dzieci biją inne dzieci kiedy te pierwsze były wychowywane bez przemocy ze strony rodziców czyli nigdy nie stosowano wobec nich kar cielesnych.
    Wynika to z tego, że one po prostu nie wiedzą, ze to boli.

    Spotkałam się z sytuacją kiedy dziecko biło swojego rodzica i co wtedy?
    Wtedy należy dziecko uprzedzić, ze to boli, tak nie wolno, pięknie i cudownie mu wytłumaczyć, że to nieładnie a jak znowu uderzy to należy mu zwyczajnie oddać (z siłą adekwatną do wieku dziecka) i to jest ten moment kiedy należy użyć „przemocy”.
    Takie mam zdanie.

    Jest jeszcze masa innych sytuacji kiedy nie należy bić ale „przemocy” należy użyć: np. kiedy dziecko w akcie histerii rzuci się na środku ulicy na asfalt – to trzeba zakasać rękawy, złapać miotającego się gówniarza i w zależności od tego ile waży i ile siły ma rodzic przytargać go na chodnik. Może to być dramatyczne w skutkach dla dziecka szczególnie przy wykręcaniu kończyn a trudno tego uniknąć.

    Są sytuacje wymykające się wyobraźni – czasem żeby opanować niesforne dziecko trzeba zastosować argument siły.

    Natomiast sprawa karania dziecka np. za złą ocenę, czy plamę na bluzce – biciem pasem czy ręką, czymkolwiek….albo klęczeniem, jest zdecydowanie znęcaniem się i nie ma prawa być akceptowane przez żaden kraj.

    Choć mi się zdarzyło ukarać przylaniem w tyłek, nigdy tego nie ukrywałam.
    Skutkuje.
    A tłumaczenie, motywowanie i proszenie nie skutkuje.

    • Prawnik na macierzyńskim · 18 grudnia 2013 Odpowiedz

      Są sytuacje zagrażające życiu dziecka, jak opisana przez Ciebie – na środku ulicy. Wtedy wszystkie chwyty dozwolone bylebytylko dziecko odsunąć w bezpieczniejsze miejsce.

      • ~Michał · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Absolutnie się nie zgadzam.
        Przemoc fizyczna nawet klaps to największa porażka wychowawcza rodzica, któremu najzwyczajniej brakuje argumentów. My nigdy nie uderzyliśmy dziecka i proszę uwierzyć są metody, żeby zrozumiało co jest złe a co dobre. Niestety wymaga to setek godzin na rozmowach tłumaczeniu itd. Dla większości rodziców jest to jednak zbyt wiele. Nawet nazywanie dziecka gówniarzem jest brakiem profesjonalizmu i brakiem argumentacji ze strony rodziców a często jest także wytłumaczeniem swoich agresywnych zachowań: bo czym jest gówno? – niczym – czyli można lać – gówno to przecież nie człowiek.
        Także drodzy rodzice – cierpliwości! Dziecko zawsze będzie słabsze.

        • ~Artur · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Będzie słabsze zwłaszcza kiedy go samochód rozjedzie, bo Ty sobie czekasz na chodniku aż dziecku histeria przejdzie. Ja mam cierpliwość, kiedy córka rano przed szkołą nie chce się ubrać potrafię czekać nawet 2 godziny. Problem tylko jest ze szkołą, bo oni tego nie rozumieją i mają pretensje o spóźnienia.

          • ~Marek · 23 grudnia 2013

            Histeria u dziecka Nie powstaje bez przyczyny
            Moje dziecko nie wpada w histerię na środku ulicy, sklepu czy gdziekolwiek indziej, a nie jest bite
            Nawet z dwu czy trzylatkiem mozna skutecznie negocjować bez używania przemocy – wiem z doświadczenia…
            Przekupstwo działa szybciej i skuteczniej niż przemoc ;-)))
            Pamiętajcie jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie

          • ~Michał · 23 grudnia 2013

            Trzeba dziecko wyciągnąć z tarapatów. Nawet używając siły, żeby uratować życie. Nie należy za to lać. To była sentencja przewodnia. Mi dzieci nie rzucają się pod samochód.

        • ~Arkadiusz Salamon · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Mądre słowa, szkoda że najprawdopodobniej nie wszystkie dzieci są takie jak wasze środki zależą od zaistniałej sytuacji i dziecka jego usposobienia róbcie jak uważacie ale nie nazwałbym porażką podejścia innego tylko dlatego że wy poradziliście sobie inaczej

    • ~Jellycrusher · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Oczywiście masz sto procent racji, ale osoby niemające własnych dzieci i tak będą sobie teoretyzować i wiedzieć lepiej.

    • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Masz 100% racji.

  3. ~Magdalena · 20 grudnia 2013 Odpowiedz

    My z mężem mamy akurat takie szczęście, że nasze dziecko jest w zasadzie grzeczne. Nie zdarza jej się rzucać na ulice, podłogę, bić innych… Wiadomo, że jak każde dziecko ma swoje „ale”. W końcu kto go nie ma. My, dorośli, wiemy co można, czego nie, ( a przynajmniej wiedzieć powinniśmy) i gdzie. Od dziecka nie wymagajmy cudów. Tego wszystkiego uczą się od nas.
    Czasem córka w sklepie chce coś, czego kupić jej nie chcę, nie mogę lub z innych przyczyn mieć nie będzie. Odchodzę z nią na bok, kucam, żeby się z nią zrównać i patrząc w oczka tłumaczę dlaczego tego dostać nie może. Generalnie problemu z tym nie ma. Wiem niestety, że dzieci są różne. Jedne zrozumieją inne zrobią awanturę. Ostatnio pojechałyśmy na 3 tygodnie do sanatorium. Moja córka była najmłodsza, bo ma 3 latka. Dzieci tam były różne, a moje „łapało” zachowania od innych. Tak więc dowiedziałam się czym jest histeria. Córka zrobiła mi ją na spacerze. Było tam dużo ludzi. Ona się szarpie, wije i drze w niebogłosy. Wzięłam ją na ręce, odeszłam na bok, postawiłam i odczekałam chwilę, aż jej emocje nieco opadną, bo przekrzykiwać jej nie będę. Jak się w miarę uspokoiła, podjęłam próbę rozmowy i tłumaczenia. Prób tych robiłam 5 lub 6, aż w końcu pogadać się dało. Nie wyobrażam sobie, żebym przy ludziach darła się na dziecko, wykręcała ręce, szarpała ani tym bardziej biła. Fakt, czasem głos podniosę, ale tylko w domu, bez świadków w postaci znajomych ani tym bardziej obcych ludzi. Ja nie życzę sobie, żeby ktoś mnie obrażał, poniżał przy ludziach, a jeśli wymagam, to zaczynam od siebie. Czasem są sytuacje, w których spór jest nieunikniony, ale załatwiajmy to jak cywilizowani ludzie.

    • ~ · 20 grudnia 2013 Odpowiedz

      Magdaleno, dzięki za opis swoich doświadczeń i sprawdzonych sposobów. też staram się przestrzegać zasad, o których piszesz, ale niestety nie mogę powiedzieć żebym była zawsze w stanie opanować emocje. Czasem biorą niestety górę i zdarza mi sie ze krzyknę;(

  4. ~xxx · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Mały klaps czasami jest jak najbardziej wskazany. Dziecko na drugi raz wie, że spotka go za to kara i raczej już tego nie zrobi co zrobiło. Bezstresowe wychowanie to najgorsza rzecz jaką można dziecku wyrządzić. Dziecko musi nauczyć się ponosić konsekwencje inaczej może mieć potem problemy…

    • ~pgdn · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      „Dziecko na drugi raz wie, że spotka go za to kara i raczej już tego nie zrobi co zrobiło.” Myślisz, że klaps tu pomoże? Są inne rozwiązania i to bez podnoszenia ręki. Na początku trzeba mieć świadomość, że dziecko w wieku przedszkolnym nie wszystko rozumie i trzeba mieć do niego mnóstwo cierpliwości. Od mojej partnerki nauczyłem się, że do malucha trzeba mówić, mówić i mówić. Tak jak ktoś napisał wyżej. Odchodzimy na bok, zniżamy się i tłumaczymy.
      Na początku było mi to ciężko zrozumieć. Reagowałem nadmierną złością.
      Za to teraz jestem oazą spokoju. Wcześniej wybuchnie moja szwagierka czy partnerka niż ja, a i tak mały mnie posłucha.
      Nie powiem, że mały nie dostanie w przyszłości klapsa jednak na pewno będzie to ostateczność.

      • ~Jellycrusher · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        No i właśnie o to chodzi, żeby to była ostateczność! Ale ostateczność realna, a nie żeby grożono rodzicom sądami za takiego klapsa! To jest typowe totalitarne wylewanie dziecka z kąpielą. Podobnie jest z pedofilią, często zamiast ścigać prawdziwych pedofili wsadza się za kraty ojca, który kąpał córkę (jeszcze zwłaszcza jak jej nie daj bóg zdjęcia w tej kąpieli robił) albo który został z zemsty fałszywie oskarżony przez wściekłą samicę (vide sprawa Sobczuka).

      • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        I słusznie. Siła jest w Twoim wzroku, tonie głosu, w sercu, a nie w ręce.

      • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Mozesz podac te inne rozwiązania? Tylko nie pisz o rozmowie, zabranianiu oglądania bajek, schowaniu batonika i temu podobnych bo w bardzo wielu przypadkach to nie skutkuje

        • ~Michał · 24 grudnia 2013 Odpowiedz

          Gosia. Skąd wiesz że nie skutkuje? Ja wiem z autopsji, że lanie nie skutkuje. Ucieczki z domu, kolejny wpierdziel i dalej dawaj robi się co chce. Byłem lany 3-4 razy w tygodniu. Nigdy nie zapomnę i pamiętam każdy bat. Pasem sznurem, ręką itd. W tym momencie nie rozmawiam z rodzicami. Z moim dzieckiem mam super kontakt – nigdy nie walnąłem – zawsze tłumaczyłem. Jest najlepszy w szkole, ma mnóstwo przyjaciół, potrafi współczuć itd. Ale to setki godzin pracy. Jak nie masz cierpliwości to pobij siebie, może zostaniesz bogaczem a może nie. Po co te brednie? Masz w ogóle dzieci? A i jeszcze jedno – w każdym przypadku rozmowa z dzieckiem skutkuje -mówię Ci ja jako praktyk.

          • ~Gosia · 24 grudnia 2013

            Skąd wiem? z autopsji wiem. Nie myl pojęc – co innego klaps a co innego porzadne lanie. Moja klapsów trochę nazbierała, lania ani razu.

    • ~sylwia skrzypek · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Mały klaps nigdy nie jest wskazany.Dziecko na drugi raz będzie wiedzialo,że starszy i silniejszy może bić.Nie żdziw się,jak tobie kiedyś przyłoży ,albo koledze z klasy.Będziesz miał wówczas niemałe problemy.To ciekawe co piszesz o bezstresowym wychowaniu.Zresztą śmieszy mnie to stwierdzenie.Dom-powinien dziecku kojarzyć się tylko i wyłącznie z miłością.To tu wpaja się dziecku wartości,uczy granic i pomaga w podejmowaniu decyzji.Chcesz sobie bić,to sobie bij-ale nie masz się czym chwalić.Masz nieżle pod kopułą.skoro wyładowujesz własną bezsilność na dziecku.Moja córka ma 12 lat i nigdy nie miałam z nią problemów,nigdy nie dostała klapsa.Grunt-to dobre wychowanie i rozumne podejście do ewentualnego problemu.Dobry Rodzic powinien być niezłym psychologiem,nauczycielem,opiekunem,obrońcą,komediantem…
      Jeśli tego nie masz…..zastanów się czy dobry z ciebie rodzic……

      • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        jak masz dziecko z natury uległe i posłuszne to nie wiesz jak jest kiedy sie ma dziecko nieuległe i nieposłuszne.To ze dziecko dostające klapsy bedzie biło inne dzieci włóż między bajki. Moja troche klapsów w zyciu dostała a na zadne dziecko ręki nie podniosła. Manto obrywała od kuzyna, który w zyciu nawet nie był palcem trącony.

  5. ~Mikołaj z Poznania · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Bicie to nie 1 klaps a 1 klaps to nie bicie. Niestety lewicowe środowiska o myśleniu totalitarnym nie mają o tym pojęcia ale chcą narzucić to społeczeństwu. Dziecko na drugi raz wie, że spotka go za to kara i raczej już tego nie zrobi co zrobiło. Bezstresowe wychowanie to najgorsza rzecz jaką można dziecku wyrządzić.

  6. ~xxx · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Dorosły wie, że czegoś robić nie można bo spotka go kara ale mimo to czasami łamie prawo i dopuszcza się na przykład napadu na bank. Czy wtedy policja bierze tego człowieka na bok i tłumaczy mu, że „tak nie wolno”? Zazwyczaj policja go stara się obezwładnić a potem tłumaczy co zrobił źle.

    Tak samo z dzieckiem, jeśli rzuca się przy kiosku bo chce zabawkę dajemy klapsa a po tym jak się uspokoi tłumaczymy co zrobiło nie tak.

    • ~pgdn · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Tylko, że dziecko to nie jest dorosły człowiek i nie wymaga takiego samego traktowania. Dajesz klapsa bo chcesz aby w końcu się zamknął, a to nie jest odpowiednie zachowanie. Przy mnie mały też się tarzał, podniosłem go i poszedłem dalej nie reagując. Gdy się uspokoił to wtedy na spokojnie z nim porozmawiałem, a jak by sytuacja się powtarzała to odstawiłbym go w domu do kąta na parę minut. Wierz mi, że to wystarczy by dziecko zrozumiało, że to co zrobiło było złe. Poza tym jak można bić małe dziecko?! Spora grupa 2-3 latków ma czas buntu i tarzania się po ulicy. Zamiast od razu bić, trzeba zrozumieć że tak się zdarza, a potem reagować w odpowiedni sposób.

      Ludzie nie potrafią zrozumieć albo zapominają, że dzieci nie ogarniają świata tak jak dorośli.

      • ~Artur · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Nadużywany klaps przestaje mieć efekt wychowawczy i staje się zwykłym biciem. klaps, JEDEN to działanie ostateczne i wystarczy zastosować raz (no dwa jak sytuacja zmusi) w życiu. Inaczej spowszednieje i kompletnie nic nie da, straci efekt zaskoczenia i szoku przywołującego do pionu.

      • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Trochę mnie rozsmieszyłes. Moja mogłaby stac w kącie i cały dzień, wyszłaby z kąta i zrobiła dokładnie to za co w tym kącie stała.

    • ~Michał · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      To jest właśnie wynik wychowania klapsami.
      Nikt nie tłumaczył mu albo nie miał cierpliwości, że nie napada się na bank tylko klap i ma być spokój :)

      • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Na mojej ulicy mieszkało dwóch takich, którzy w życiu lania nie dostali. Ci blizniacy to był postrach dzielnicy.

        • ~Michał · 24 grudnia 2013 Odpowiedz

          A dla czego? Rodzice rozmawiali? Może nie? Na mojej ulicy jest też paru którzy lania nie dostali – ale oni mogą wszystko – chodzi o zasady i godziny spędzone z dzieckiem.

          • ~Gosia · 24 grudnia 2013

            Może i rozmawiali, dzieci było czworo – córka lekarka, syn inzynier i dwóch bandytów.

  7. ~MoimZdaniem · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    W zasadzie przemoc nie jest wskazana i powinno się jej zabraniać ale z drugiej strony świat nie jest idealny i jak śmiało można zauważyć zbroi się po zęby. Czasami mam wrażenie że obecnie wychowywane dzieci nie są i nie będą w stanie postawić żadnego siłowego oporu na wypadek uciśnienia wojny itp itd. Są bezbronne pozostawione łasce tego, który rozwiązania siłowe stosuje na co dzień. Moim zdaniem z jednej skrajności idziemy w drugą skrajność. Będziemy mieli świat pokornych baranków pasiony przez bandy ulicznych chuliganów albo przez wojska demokracji(najgorszy system totalitarny z racji tego że nie ma odpowiedzialnych).

  8. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Czytam i czytam te wasze wpisy i ręce załamuję. Mylicie pojęcia. Po jednej stronie stawiacie wychowawczego klapsa a po przeciwnej wychowanie bezstresowe. To albo to. Tymczasem można nie dawać klapsa a jednocześnie nie wychowywać dziecka bezstresowo.
    Bo o to poniekąd chodzi aby dziecko wychowywać stresowo, tak aby umiało się zachować w sytuacji stresowej. Przykład: gdy rodzic odmówi kupienia zabawki w sklepie, dziecko się buntuje, kładzie na podłogę, wrzeszczy płacze itd. Zadaniem rodzica jest przygotować dziecko do dorosłego życia, które jak wiadomo nie jest usłane różami i jest mocno stresujące. Dziecko musi sobie radzić w takich sytuacjach, a wychowanie bezstresowe, czyli pozwalamy na wszystko mu w tym nie pomaga. Po takim wychowaniu dziecko pójdzie do przedszkola i na odmowę dania zabawki zareaguje agresją. Jako nastolatek na odmowę dziewczyny na zaloty odpowie agresją itd. itp. Nie tędy droga.
    Ja nie daję klapsów synowi. Są nagrody są kary. Dziecko wie co może, a co nie. Dużo rozmawiam z dzieckiem o swoich uczuciach i co czuję jak ono zrobi coś złego i jak bardzo się cieszę, gdy robi coś dobrego. Widzę, że syn chce robić coś tak, żebym był z niego dumny, a ja to mu okazuję.
    Bez klapsów.

  9. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Drogi XXX. Pod kioskiem to trzeba było poczekać aż się dziecko wytarza w ziemi, wypłacze i uspokoi, nawet jakby to miało trwać 30minut. A potem wytłumaczyć. Ale łatwiej dać klapsa, i te spojrzenia przechodniów….prawda?
    Wiem, bo miałem taką sytuację, syn sprawdzał w sklepie na ile może sobie pozwolić. Potarzał się po podłodze, po płakał, aż się zmęczył. Potrwało to trochę. To był pierwszy i jedyny raz jak syn chciał coś wymusić na mnie w ten sposób.
    bez klapsów, bez szarpania itd. A to że ludzie się dziwnie patrzyli na mnie? Mnie to nie przeszkadza, właśnie wychowywałem swojego syna.
    Teraz syn sam ciągnie mnie na zabawki aby pokazać „coś ciekawego” bez podtekstów kup mi coś. Jak mam mu coś kupić to wtedy przed wejściem do sklepu mówię, kupimy sobie coś i idziemy wybierać.

  10. ~Janek Pawełek II · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Już mnie od tego stękania na klapsy głowa boli! Ludzie dalej bezstresowo wychowujcie swoje pociechy i będziecie mieli więcej bandytów, prostytutek, narkomanów i złodziei w swoich rodzinach! Mnie rodzice karcili za POWAŻNE przewinienia (np. gdy bawiłem się jako 4-5 latek zapałkami przy firanach) klapsami, a wtedy dostałem jeszcze grubym drutem po tyłku. I wiecie co? Jestem im za to wdzięczny! Pamiętam to do dziś i twierdzę, że słusznie dostałem! NIGDY nie dostałem za nic. A bezstresowe wychowanie prowadzi jedynie do patologii i jesteście tego powodem. Ja, jeśli niestety będę miał dzieciaka, też nie będę namiotów nad pupą robił, gdy zmalują coś bardzo niedobrego. bezstresowe wychowanie powoduje jedynie, że dzieciak uważa się za pana i władcę sytuacji i takie właśnie sytuacje widać na okrągło na tzw. ulicach, gdzie dzieciak rządzi rodzicami! U mnie tego nie będzie!

    • ~Michał · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      No to teraz wytłumacz co to wg Ciebie jest wychowanie bezstresowe?

    • ~Magda · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      mnie też rodzice dawali klapsy, ręką, pasem, skakanką…nie wiem za co. To chyba kiepsko – bo nic nie wyniosłam z tych lekcji. Ojciec dodatkowo „uczył” mnie latać jak nie spodobał mu się mój cięty język…te lądowania bolały najbardziej, ale wrednie buntowałam się dalej, stawiając się mu w oczy i celowo prowokując do kolejnej akcji.
      Dzisiaj jestem matką, DDA, która drży o każdy swój ruch w relacji z synem. Panicznie boję się, że nie umiem kochać, że nie wiem jak to się robi…że popełniam mnóstwo błędów, bo przecież czasem krzyczę, stawiam do konta na 4 minuty kary…zabraniam obejrzenia ulubionej bajki…nie kupuję wszystkiego w sklepie i pozwalam dziecku zedrzeć gardło w tym swoim buntowniczym wrzasku….Ale nie mam zamiaru nigdy uderzyć swojego dziecka….bo wiem, że to nic nie da…a już na pewno, nie da to nic dobrego. Wiem to po sobie, uwierzcie mi.
      Moje dziecko nie żyje bezstresowo. Dziś ma 5 lat a już od dawna ma swoje obowiązki i zadania do wykonania. Oczywiście codziennie próbuje mnie sprawdzić – jak daleko będzie mógł pójść….czy może tym razem się ugnę i pozwolę na coś więcej. Ale jestem czujna…analizuję, rozmawiam, argumentuje. Cóż, że zawsze mu się te argumenty podobają…ale tak się powoli dorasta (( – ;

  11. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Stefanie Batory, dla ciebie brednie bo prawdopodobnie jesteś słaby i bez pokazania siły fizycznej nie jesteś w stanie wymóc posłuchu u dziecka. Są kary być może nawet dotkliwsze niż klaps. Po klapsie tyłek poboli chwilę i przestanie, da się przeżyć, ale np jeśli nie ma czytania bajki przed snem (gdy jest to część tradycyjna i codzienna) to jest to bardzo poważna kara dla dziecka. Przynajmniej dla mojego syna – 6lat (stosuję niezmiernie rzadko). Pewnie kiedyś przestanie działać :) Są też inne, mniejsze kary, zależnie od stopnia przewinienia. Ale są też nagrody małe i duże. Pochwały, przytulasy, wycieczka gdzieś itd. Zabawka nie jest nagrodą.

  12. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Janek, bezstresowe wychowanie jest jak najbardziej złe, ale wachlarz kar jest na tyle szeroki, że nie musisz używać przemocy fizycznej. Użyj głowy a nie ręki.

    • ~anna baran · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Wychowanie bezstresowe jest wychowaniem , jak najbardziej , tyle tylko , że bez stresu . Chyba , że myślisz o hodowaniu

  13. ~mxzptlk · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Bandycka bezstresówka i zboczone gender to próba osłabienia ludzkości poprzez masową produkcję bandziorów i zboczeńców. Tego typu artykuły i działsnia są opłacane przez jakiś międzynarodowy spisek. Ale rozumnie myślący nie dadzą się ogłupić. Boli ich to, że polska opiera się temu zboczonemu pedaIstwu, eko-debilizmom i innym.

  14. ~cautionidiot · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    1. Roczne-dwuletnie dziecko probuje zrobic cos co mu zagraza: wsadza reke do goracego piekarnika, widelec do kontaktu, palce w drzwi. Tlumaczenia ignoruje. W takiej sytuacji „ubicie łapek” jest jedyna i najskuteczniejszą metodą.

    2. Roczne-dwuletnie dziecko jest agresywne, bije inne dzieci lub startuje do doroslych. Takie dziecko nie wie ze to innych boli, tak abstrakcyjne myslenie jest mu jeszcze obce. Zrozumie natomiast przyklad na wlasnej skorze bo bedzie wiedzialo ze jak sie bije innych samemu tez mozna oberwac.

    Nie ma sensu natomiast bic/uderzac dziecka starszego niz dwuletnie bo jego umiejetności rozumowania sa juz wystarczajace zeby wytlumaczyc mu niewlasciwe zachowanie. Na wszystkie ataki histerii rada jest jedna: bierzemy delikwenta pod pache, niesiemy w ustronne miejsce i siedzimy tam z nim tak dlugo az sie uspokoi, nie pozwalajac mu wyjsc. Dziala idealnie ;)

    • ~Gosia · 24 grudnia 2013 Odpowiedz

      Niezupełnie. Kiedyś był u nas z wizytą taki mały szkrab, miał może ze 3 lata, moze trochę wiecej. Znalazł sobie wspaniała zabawę, ciągnął kota za ogon.Mały był z babcia, babcia milczała jak zakleta więc musiałam mu co nieco wytłumaczyć. Gadałam prawie do ochrypniecia, głupie kocisko raz sie do niego garnęło, raz z wrzaskiem odskakiwało a on dalej za ten ogon ciągnął. W końcu pociągnęłam chłopaka za ucho ale tak, żeby poczuł . Babcia mało na zawał nie zeszła, kota zostawił w spokoju. Jak nie można po dobroci to trzeba siłą.

  15. ~Bartek · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Witam

    Mam 25 lat i jakoś jak byłem mały i mamusia dała mi klapsa albo wciry to nikt z tego nie robił problemu a i to mi wyszło na dobre jestem ułożony, wychowany, odpowiedzialny, cierpliwy. I według mnie nie ma żadnego wychowania bezstresowego … dziecko najwięcej bierze wzorów od kolegi jeśli kolega bije koleżankę lub siostrę Twoja pociecha to widzi i naśladuje aby być taki jak kolega i wcale dziecko nie bierze wzorców od rodziców, że dostał tam lanie. Tylko od kolegów , koleżanek uczy się najwięcej. Dlaczego uczy się od kolegów ? Skąd kolega ma takie zachowanie, że bije koleżanke ? Bo włąsnie wychowują go bezstresowo czyli „Tak syneczku ty jesteś najlepszy mamusia Cie nie da skrzywdzić, mamusia ci kupi co zechcesz” to jest złe wychowanie a takich mamusiek jest wiele. Dlatego skończcie pierd**, że dziecka nie wolno klępnać jak zasłuzy to ma dostać aby nie zrobił tego drugi raz bo bedzie sie bał , że znowu tak dostanie. I sianie takiego zamentu w necie , że dziecka nie wolno bić, że dziecko ma prawo do czegos tam , dziecko nie ma do niczego prawa ma prawo życ jesc załatwić swoja potrzebe i bawić się ( z głową ) do 18 roku życia. Do czego to doszło aby własne dziecko zgłaszało sprawe na policje ze od rodzica dostął jak by mi tak dziecko zrobiło to na drugi dzien szuka sobie nowego domu, może to byc i dom dziecka. :) dziękuje a teraz możecie mi nawrzucać ludziska , którzy zostyaliscie wychowanie bezstresowo.

    • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Ciekawa teoria wychowanie oparte na strachu. Co będzie jak syn dorośnie, ty będziesz miał 50 lat a on przestanie się Ciebie bać?

      • ~dobromir · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Myślisz, że psychiczne znęcanie się nad dzieckiem jest lepsze od klapsa ? To tylko tymczasowa moda psychologów, poczekaj ze 20 lat na pokolenie dzieci sadzanych na żółwiku i wtedy podyskutujemy co jest lepsze.

    • ~kaska · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Do Bartka. Biedny facet jesteś.Ty nie wzrastales w poczuciu miłości i bezpieczeństwa. Uformowano Cie jak masę – bezwolny przedmiot.Jesteś ułożony i cierpliwy ? Ze strachu…swoje dzieci wychowaj w duchu wolności, niech mówią co myślą a Ty je wspieraj. A nuż wymyśla coś cudnego ?

  16. ~tss · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Polecam: Krótko o więzi – http://www.stachurska.eu/?p=8459 .

  17. ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Czytam te komentarze i ręce mi opadają jak wiele osób nie umie korzystać ze swoich pomysłów na wychowywanie dzieci. Popieram tu osobę o niku rob, bo doskonale wiem o czym pisze.
    Mnie zastanawia tylko jedno (to do tych co uważają że klaps to nic złego) teraz dajecie klapsy, dziecko rośnie. A co jeśli to dziecko w wieku lat 15-16 Wam po prostu odda i powie, że skoro wy możecie go uderzyć to ona Was też? Zaczniecie pewnie, że skoro jesteście rodzicami i skoro jesteście starsi to szacunek Wam się należy…. sorry ale na szacunek w oczach dziecka też trzeba sobie zasłużyć.
    I trzeba być bardzo cierpliwym i wszystko tłumaczyć dzieciom, nawet jak pytania są niewygodne dla nas. Trzeba umieć dostosować odpowiedź do poziomu dziecka. Ja swoich dzieci nie biję, klapsów im nie daję. Są kary – zakaz oglądania bajek, grania na komputerze, wyjścia do koleżanki/kolegi itp. są też nagrody – wyjście do kina, na basen do parku albo na lody. Nie trzeba wiele żeby dziecko poczuło się docenione i na pewno trzeba od samego początku dziecku wyznaczać granice na to co mu wolno a czego nie.

    • ~Konrad · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      „Są kary – zakaz oglądania bajek, grania na komputerze, wyjścia do koleżanki/kolegi itp.”

      Kara, aby była skuteczna, musi być *natychmiastowa* i *dotkliwa*.
      Tarzające się po ziemi dziecko ma w d… twoje straszenie, że dziś nie będzie bajki, bo to jest w danym momencie dla niego odległa abstrakcja.
      W takim wypadku *musi* być klaps (kara natychmiastowa) *oraz* zakaz oglądania bajek (kara dotkliwa).

      • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Oczywiście, że kara natychmiastowa i dotkliwa. Zgoda. Coś się zawsze wymyśli, nie trzeba klepać w pupę. Konradzie bądź kreatywny, klaps jest taki oklepany ;)

        Akurat jak dziecko mi się tarza po ziemi to mam to w d…Komu zrobi na złość, mi czy sobie? Wytarza się i zobaczy, że tym sposobem nic nie zwojuje i nie będzie próbować następnym razem. Spróbuje czegoś innego, trzeba być czujnym ;)

        • ~Michał · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Zgadzam się w 100%. Kreatywność i cierpliwość!
          Można też porównać sytuację do życia dorosłego:
          Każdy lub większość pracuje zawodowo.
          Czy za niewykonanie planu szef przyjdzie i da po gębie albo klapsa? Raczej nie :) A kara i tak będzie dotkliwa i w najlepszym przypadku pieniężna :D

      • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Nie musi być klaps, naprawdę. Jeżeli szliśmy np. na plac zabaw a dziecku coś się nie podoba i zaczyna się tarzać po ziemi to czekam chwilę aż się uspokoi i ma karę – wracamy do domu i wyjścia na plac zabaw nie ma – kara natychmiastowa i dotkliwa. Ja akurat mam już starsze dzieci wiec o tarzaniu się nie ma mowy już

        • ~FreeD · 24 stycznia 2014 Odpowiedz

          Tak mi się przypomniało. Mam trzech synów, najzacieklejszy jest ten najmniejszy.
          Jak miał ze 3 lata, coś koniecznie chciał. Położył się w przedpokoju i WYŁ na całe gardło.
          My z żonką wytrzymaliśmy (chyba ze 40 minut), jednak nie wytrzymała sąsiadka z dołu i przyszła grożąc wezwaniem policji w związku z dręczeniem dziecka …

    • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Ciekawe co bys zrobiła jakby te twoje zakazy nic nie dawały?

    • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Za takie kary to by moje dziecko mnie śmiechem zabiło.

  18. ~hh · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Wyobrazcie sobie sytuacje. Urodziny starszej pani, podniosla atmosfera, mila. Nagle wnuczek, 4 latek chce kolejnego cukierka. Dziadek mowi nie. Dziecko zaczyna krzyczec i plakac. Mily czar pryska. Babcia solenizantka uspokaja malego, tlumaczy ze za duzo slodyczy juz wchlonal. Dzieciak pluje jej w twarz. Dziadek staje w obronie babci i mowi ostrym glosem. Na to mlody podchodzi do dziadka i kopie go po lydce. Wkracza matka chlopca. A on do niej „zamknij sie cipo”. Wiec go szarpie za reke na to babcia z opluta twarza: ale A. To niepedagogiczne. To opis sytuacji w dalszej rodzinie, wyksztalconej, kulturalnej, dobrze sytuowanej.

  19. ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Jeżeli tak zachowuje się 4-latek to znaczy że już popełniono masę błędów wychowawczych i należy jak najszybciej zacząć pracować z dzieckiem. Dziecko nie ma wyznaczonych jasno granic co mu wolno a co nie i stąd takie zachowanie. Ale winni są nieudolni wychowawczo rodzice a nie dziecko.

  20. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    HH no i masz skutki bezstresowego wychowywania. Tak jak Joanna pisze, trzeba ustalić granice co wolno a co nie wolno, tłumaczyć, karać za przekroczenie granic, chwalić za pozostawanie w granicy. Na taką sytuację, jeśli to prawdziwy opis, „zapracowali” sobie rodzice sami swoim sposobem „wychowywania” dziecka. Zamiast pozwalać dziecku na wszystko trzeba było powiedzieć kiedyś stop, ostrzec a przy nie dostosowaniu się dziecka do polecenia – ukarać, ale nie klapsem jak tu powyżej większość pisze.

    Ludzie, wysilcie swoje komórki mózgowe i czytajcie ze zrozumieniem, Wychowanie bez klapsów to nie jest to samo co wychowywanie bezstresowe.

    • ~Hh · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      trudnio opisac cala sytuacje, ale moim skromnym zdaniem zaczyna chlopcu wychodzic bokiem to „tłumczenie”. on potrzebuje twardej dyscypliny a nie tyklko : powolutku, ostroznie, uwazaj, nie biegaj bo sie zmeczysz, nie baw sie na podlodze bo sie pobrudzisz. ciagle slyszał NIE NIE NIE. nie wolno, nie dotykaj, nie pojdziesz. uwazam ze mial tak ograniczone ruchy i przestrzen, ze zaczyna robic wsytskim na zlosc. takie przynajmniej sprawia to wrazenie. dlatego wychowanie nie stresujace dziecka jest dla mnie absurdalne i tak odklejone od rzeczywistosci, ze dziecko pozniej sie zgubi w calym tym zagmatwanym swiecie. ciagle oszczedzajac dziecku wrazen roznycvh tych dobrych ale tez tych zlych nie przygotowjujemy go do zycia w sposob naturalny.
      w tych czsach nawet produkuje sie spoty reklamowe o niekarceniu dzieci i nawet zabraniajace krzyku. teraz nawet 14 latka nie moze zaopiekowac sie 2 letnim bratem bo to nienalezyte sprawowanie opieki nad dziecmi przez rodzicow (sytuacja w moim miescie). ten swiat robi z nazych dzieci totalne ciapy, bo wbija nam sie do glow ciegle nowe zagrozenia. a przeciez nasze dzieci w cale nie sa glupsze od nas, gdy bylismy w tym samym wieku a sami pamietacie……………

      • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Dokładnie jest tak jak piszesz. My jako rodzice musimy nauczyć dziecko radzenia sobie ze stresem. Czasem można się na coś zgodzić, czasem nie. Jak się nie zgadzamy to właśnie dla dziecka jest stres. Ważne aby nauczyć dziecko na radzenie sobie z odmową. Dyscyplina musi być, wytyczone granice itd. Tylko, że dyscyplina to nie lanie w tyłek. W moim wypadku wystarczy, że spojrzę prosto w oczy i ostrzegę , bo jak nie to będzie kara, dokładnie mówię co będzie. Ostrzegam tylko raz i dotrzymuję słowa, nie rzucam słów na wiatr. Dziecko o tym wie, że jak coś obiecam to dotrzymuję słowa, dotyczy to kar jak i nagród.
        Trzeba też chronić, np przed oparzeniem, pokazać garnek z gotującą się zupą i zbliżyć jego rękę trzymając swoją,niech poczuje gorące. Nie musi przekonywać się później na sobie, że na kuchence stoją gorące rzeczy.
        A to, ze dziecko się pobrudzi to mi nie przeszkadza. Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko.

        • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          problemem jest tez to ze czasem rodzice lub babcie przesadzają… tak jak ktoś wcześniej napisał – bo się ubrudzisz, nie biegaj bo się spocisz..itp… ręce opadają, dziecko ma się wybiegać, pobrudzić i spocić, taka kolej rzeczy….
          A tak z mojego doświadczenia – synek jechał na wycieczkę do wioski indiańskiej gdzie sporo jest piachu. Założyłam mu trampki nowe bo akurat było ciepło i stwierdziłam, że w tym będzie mu najwygodniej. Trampki jasne niebieskie. Wychowawczyni popatrzyła na te trampki, spojrzała na mnie i mówi – a Pani się nie boi że on się wybrudzi? Na to ja z uśmiechem, że buty się wypierze a dziecko wykąpie.

  21. ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Nie ma lepszych „psychologów” jak małe dzieci! Wykorzystają natychmiast każdą słabość rodzica! Gratuluję rodzicom wytłumaczenia małemu dziecku: „…Jasiu, nie wolno zabawką rysować obcy samochód” „…zobacz Jasiu co zrobiłeś? Pan kierowca jak wróci, będzie niezadowolony”?! Poważnie pisząc, dzieci są różne, jednemu dotrzesz do łepetyny przez ucho, drugiemu przez tyłek. Takie podziały były, są i będą. Stare powiedzenia „..czym skorupka nasiąknie, tym trąci na starość”, czy „jaki jest Jasiu, taki będzie Jan” nie myśmy wymyślili. Setki pokoleń wyrosły „na ludzi” dostając klapsa, czy nawet pasem. Jak pisał przedmówca, dziecko, które nie doznało bólu, nie wie co czyni i jak boleśnie bije drugie! Czyż to nie wy rodzice chodzicie na skargi do żłobka, czy przedszkola, że rozwydrzona Ola od Kowalskich bije wasze dziecko? W dawnych i nie tak odległych czasach, matki miały więcej czasu na tzw. wychowanie swojego potomstwa, a i tak nie szczędziły razów swoim pociechom. Tak wyrośli szacowni obywatele tego świata. Teraz, gdy czas wolny to mrzonka, dzieci „hodują się” praktycznie same. Brak empatii, samooceny, brak samokrytycyzmu, szacunku do siebie i innych sprawia, że wasze 13-16 letni geniusze wymuszają seks na koleżankach, a kolezanki chetnie „dzielą się” tym co mają między nogami. To sprawia, że nastolatkowie nie mają szacunku do siebie a hasło przewodnie :jutra nie ma”

  22. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Poleciałeś po bandzie Don, od przedszkola do gimnazjum. Proponujesz zatem przedszkolaka karcić klapsem a gimnazjalistę pięścią?
    Ale trochę się też zgodzę, że teraz dzieci wychowują się same, ale to wina rodziców, że nie znajdują czasu dla nich, bo ważniejsza np. kariera. Kto ma nauczyć dziecko szacunku do samych siebie jak nie rodzice. Kto ma wpoić zasady moralne jak nie rodzic. Telewizja, internet?

    • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Oczywiście źle odebrałeś moje przesłanie. Gimnazjaliści a raczej „gimbusy” to jak sami mówią nie szkoła a …sposób myślenia. Powołanie gimnazjów to odrębny temat. Moje przesłanie „mówi”, że jak sobie wychowamy nasze dzieciaki, tak będą czynili w przyszłości. Nie jestem za biciem dzieci i wyładowaniu agresji rodzica na bezbronnej istocie, jednak przyznasz/przyznacie, że jak dziecko nie sparzy się np. ogniem, to go nie będzie unikać? Ogień to ból. Jestem przeciwny karceniu dzieci poprzez klapsy, ale żenujące jest również jak rozwydrzonego bachora (upss!), mamusia głośno strofuje i karci na forum publicznym (czyt. ulica, sklep itp.) To też nie jest wychowawcze a jednak bardziej ..poprawne polityczne? Kto jako dziecko, raz został „zaznajomiony” z rózgą, bacikiem, pasem (jak zwał tak zwał) temu wystarczyło później tylko pokazać na miejsce gdzie taki przedmiot leżał. Tak z wielodzietnych rodzin „wychodziły” dzieci na porządnych ludzi. Nie było dewiantów, sobków, pozbawionych empatii egoistycznych dzieciaków.

      • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Zgoda. Dlatego piszę, że ludzie źle pojmują wychowanie bez klapsa utożsamiając to z wychowaniem bezstresowym. jestem przeciwny wychowywaniu bezstresowemu, bo to nie wychowa dziecka. Nie przygotuje na dorosłe życie, ba jak pójdzie do przedszkola, szkoły, to jak sobie poradzi, gdy w domu ma wszystko na co ma ochotę, zero odmowy itd.
        Można to wszystko osiągnąć nie stosując klapsów i rózgi. Miałem wiele sytuacji, były kary, mniejsze, większe, nie musiałem dawać klapsów.
        Były też nagrody, bo chcę jeszcze zauważyć, że samą karą się nie wychowa.
        Dzisiaj mój 6 letni syn potrafi mi powiedzieć bez obawy, że jest zły na mnie bo kazałem mu iść spać zamiast się bawić. Porozmawiamy nad tym tematem, wyłuszczę mu dlaczego idziemy spać, obiecam, że jutro też jest dzień i czekają na nas nowe przygody. I zły humor ucieka. Wolę tak zamiast powiedzieć, marsz do łóżka bo tak tata mówi, bez dyskusji i może jeszcze klapsa na dobranoc jak się ociąga.
        Mam nadzieję, że utrzymam tak dobry kontakt z synem jak będzie nastolatkiem.

        • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Rob, ależ ja Ciebie doskonale pojmuję. Robisz to wspaniale, jednak przecież Wiesz, że w przyszłości nie będzie w okolicy Twojego syna takich ludzi jak Ty i nie wytłumaczą mu dlaczego wymagają od syna tego czy tamtego? Życie staje sie coraz okrutniejsze, a niektórzy ze swojego okrucieństwa robią sobie podwaliny egzystencji. Właśnie mam znajomą, która ma córkę w liceum. Nastolatka nie godzi się na zachowanie swojej bezwzględnej grupy. Nie chce wyjeżdżać na wycieczki, niechętnie chodzi do szkoły (chociaż doskonale sie uczy) Jak sądzisz? Ile potrzeba czasu grupie, by złamać jej kręgosłup moralny?

          • ~rob · 23 grudnia 2013

            Mam nadzieję, że nigdy to im się nie uda. Ja również w szkole miałem przerąbane i wiem jak to jest. Mogę jedynie poradzić, żeby zajrzała w głąb siebie, tam znajdzie siłę. Jest już na tyle dorosła,że zna swoją wartość i nie musi się porównywać z innymi lub być akceptowana przez grupę. Wiem, jest to trudne. A z humorem, jak w tym dowcipie. Mucha do muchy, jedzmy gów…no, miliony much nie mogą się mylić. Niech ona nie będzie taką muchą

  23. ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    To że 13-16 latkowie „bawią się w seks” jest wynikiem tego, że brakuje im ciepła, bliskości, zrozumienia i akceptacji w domu. Rodzice są zapracowani i nie mają czasu dla dziecka albo nie potrafią z nim rozmawiać. Nie traktują poważnie problemów swojej pociechy bo dla nich-rodziców to błahostka ale dla młodego kształtującego się człowieka to czasem jest duży problem. W tym wieku bardzo ważna jest rozmowa i więź, którą kształtujemy z dzieckiem przez cały czas od momentu przyjścia na świat dziecka. Jeśli wrażliwą dziewczynkę (powiedzmy 7-8 letnią ) wyśmiejemy bo jej problemem jest koleżanka, która się z niej śmieje bo np. nosi okulary albo inna dla nas nie istotna rzecz to czy to dziecko przyjdzie do nas jak będzie miała lat 12 i powie że dostała okres albo że się zakochała w starszym koledze a ten chce dowodu miłości? Nie przyjdzie bo będzie wiedziała że ją wyśmiejemy bo to nie jest problem. Problemem jest rata kredytu którą mamy do spłacenia a nie uczucia dziecka które przy burzy hormonów potrzebuje zrozumienia i rozmowy oraz poczucia ze może liczyć na rodzica z każdą „pierdołą” I nie ważne że dziecko zacznie płakać z byle powodu a za chwile się obrażać – inne trzaśnie drzwiami. Jeśli od małego dziecko jest doceniane za postępy, dobre zachowanie i za to ze przychodzi do nas ze swoimi problemami to nie będzie szukało bliskości o kogoś innego. A po co pójdzie do rodzica który tylko krzyczy albo znowu wtłuki da.

    • ~Hh · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      chyba mnie zlinczujecie teraz… moim zdaniem problem zaczyna sie jak mamy wracaja do pracy. oddaja dziecko pod opieke babciom albo opiekunce. na tym etapie konczy sie ich wiedza o wlasnych dzieciach. tlumaczac sobie ze jakosc spedzanego czasu jest wazniejsza od ilosci jest probą wybielenia siebie. w momencie kiedy dziecko jest ciagle przy kims innym matka i ojciec tracą na ważności. mama staje sie mamą tylko z nazwy. nie mam prawa negowac takiego zachowania, bo obecne czasy niemal tego wymagają, ale osoby, ktore oddaja dzieci na wychowanie bo musza wrócic do pracy nie powinny miec prawa mowic, ze ktos wychowal mi dziecko nie tak jak by chciała (a takie slowa uslyszalam kiedys od jednej z osob w rodzinie), nie powinny miec prawa obwiniac dziecka ze nie czuje do nich milosci, zażylości, czasem nawet szacunku. nie powinny poniekąd sie dziwic, ze dziecko przyprowadzac policja bo przeciez nie maja pojecia o ich spedzaniu czasu, towarzystwie w jakim sie obraca, zainteresowaniach. przeciez daja im wszystko. super ciuchy, internet, TV, smartfony, aparaty ale nie daja najwaniejszego. uwagi. dzieci nie mają nadzoru. ale to faktycznie nie tak, ze dziecko budzi sie pewnego dnia i staje sie obce dla rodzicow i rodzice dla niego. to dlugotrwaly proces. to czesto proces zaczynajcy sie narodzinami.

      • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Ja akurat się zgodzę z Tobą. Też przez pewien czas moim dzieckiem opiekowała się babcia, no i niestety miałem kilka ostrych rozmów z babcią = moją mamą, że wychowuje dziecko nie tak jak ja chcę. Na szczęście babcia zrozumiała, ale też problem się rozwiązał sam gdy smyk dostał się do żłobka.
        Wychowywanie dziecka to ciężka praca i czasem chciałoby się podrzucić babci dziecko aby odpocząć. Ja tego jeszcze nie stosowałem, ale znam osoby, którym dziadkowie wychowują dziecko non stop, od narodzin. Przykre.

    • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Piszecie (i słusznie!) rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Zgoda, tylko proszę brać pod uwagę, że obecne pokolenia (młode) NIE POTRAFI rozmawiać! Pokolenie Internetowo-sms’owe nie potrafi w większości sklecić zdania! Nie potrafi wyrazić uczuć! Tu jest problem! Edukacja młodego pokolenia jest na równi pochyłej, potem już tylko dno! Skoro młodzi rodzice nie potrafią sklecić zdania bez wulgaryzmu, skoro młodzi nie potrafią wyartykułować swoich potrzeb (braki w słownictwie) to wyobraźmy sobie ich potomstwo! Mam stały kontakt z młodzieżą i poraża ich hedonistyczne podejście do życia.

      • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Don, ale kto tu jest winny, przecież nie dzieci. To się wynosi z domu. Potem dziecko jest w przedszkolu, szkole, gimnazjum, ale szkielet, fundament, na początku buduje się w domu. Staram się, aby syn wiedział, że ważniejsze jest być niż mieć.

        • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Tak, istota sprawy sa rodzice. Jednak coraz trudniej przychodzi im „wychowanie” latorośli. Za wiele pokus dnia codziennego. Za duża pogoń za straconym czasem. Na tym cierpią dzieciaki. Z resztą, można wychowywać dziecko wg kanonów psychologii, a środowisko i tak je „zweryfikuje” i sprowadzi malca „na ziemię”. Pytanie: czy wychowywać wg doskonałych (dawnych) kanonów, czy „uczyć” twardego życia od najmłodszego? Każda metoda zawiedzie w zderzeniu z realiami. należy wybrać coś pośrodku. Ja również wiele rozmawiałem z moją (już dorosłą) córką. Pokazałem jak bronić się przed napastnikami w liceum (znam judo). Pokazałe dobre i złe drogi współczesnych. Teraz mam ułożoną, mądrą i zaradną córkę, która „swobodnie” przeciwstawia się z okropnościami życia między Bugiem a Odrą.

          • ~Don · 23 grudnia 2013

            okropnościom bezwzględnego życia między Bugiem a Odrą.

          • ~Joanna · 23 grudnia 2013

            No i trzeba pokazywać co jest dobre a co złe i uczyć że niestety życie nie jest kolorowe

  24. ~Em · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Pamiętam swoje uczucia, gdy dostawałam tak zwanego klapsa w sytuacjach, w których taka metoda ma błogosławieństwo większości społeczeństwa.
    Dziś wolę udawać, że tego nie było. To jedyna rysa na moich kontaktach z ojcem, te wspomnienia budzą mój niesmak i nie potrafię zrozumieć, dlaczego potrafił mnie uderzyć gdy byłam bezbronna i mogłam zareagować jedynie strachem i płaczem.

  25. ~matka nastolatków · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Joanna i rob- popieram was w 100%. Sama jestem matką dwójki nastolatków- dużo rozmawiamy i rozmawialiśmy. Dzieci od najmłodszych lat mają swoje obowiązki- tak tak obowiązki bo juz 4 latek może podać sztućce do stołu a dwulatek potrafi powrzucać zabawki po zabawie do koszyka. Znają zasady panujące w domu i poza nim. Wiedzą, że kiedy jestem wkurzona i pokrzyczę na nich rozumieją to- zawsze przepraszam. Oni też mają prawo do swoich lepszych i gorszych dni. Czasem sie buntują i układają swoje sprawy zupełnie po swojemu- pozwalam im na popełnianie błędów- choć im mówię, że to bardzo trudne dla mnie i bardzo sie o nich martwię. Ale zanim do tego doszłam minęło trochę lat- zdarzyło mi sie dać zwłaszcza synowi przysłowiowego klapsa- wtedy tak się dzieci wychowywało, teraz żałuję tego bardzo, bo widzę jak wiele pracy mnie kosztuje by syn swoich rzeczy nie załatwiał w sposób siłowy. Owszem udało sie nam to, ale skaza już została- na zawsze. Córka jest wychowywana bez klapsów i widać kolosalna różnicę. Dlatego apeluję do wszystkich rodziców: nie bijcie swoich dzieci, bo przemoc rodzi przemoc- nawet ten przysłowiowy klaps jest stosowaniem przemocy wobec dzieci, a one o tym pamiętają i wiedzą, że to jest przejaw słabości rodzica, który dla dziecka szczególnie małego jest centrum świata. Bicie zabija poczucie własnej wartości u dziecka. Sprawia, że dziecko nie ma szans zostać pozytywnie nastawionym do świata dorosłym. Oczywiście życzę wszystkim sukcesów w wychowywaniu dzieci- a nie tylko hodowaniu, bo do tej drugiej kategorii mozna zaliczyć wychowywanie bezstresowe.

    • ~Gosia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Sytuacja zupełnie przeciwna. Mam znajoma nauczycielkę nauczania poczatkowego, zadna Herod-baba, dzieci ja bardzo lubia. Póki nie miała dzieci głowe miała pełna teorii. Dziecka nie można uderzyc, nalezy rozmawiac tłumaczyc itp. Urodziła syna, syn był w wieku mojej córki, dzieci za soba przepadały i kazda wolna chwile ze soba spędzały. Chłopczyk w stosunku do mojej był naprawde dośc grzecznym dzieckiem. Ile ten chłopak klapsów zarobił, nawet ja – wcale nie taka znowu przeciwniczka klapsów niekiedy zwracałam jej uwage że niepotrzebnie się na niego drze i klepie po siedzeniu. Potem urodziła drugiego syna i nagle zupełna zmiana metod, młodszego nigdy nawet palcem nie traciła. Minęło wiele lat. Starszy wyrósł na naprawde fajnego mężczyznę, grzeczny, stonowany, bez nałogów, skończył studia i jest jej wielkim oparciem. jak o nim mówi to się usmiecha. A młodszy? młodszy żadnej szkoły nie skończył, do pracy tez nie ma weny, siedzi w domu, dziób do niej wiecznie wydziera, nic tylko daj kase bo ide na piwo z kolegami.Jak o nim mówi to płacze bo chyba z niego nic juz nie wyrosnie.

  26. ~Gaja · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    no cóż… zawyżyliśmy standardy wychowania i zaczynamy się w tym gubić… wg obecnych zasad, przepisów większość rodziców lat 60-tych wylądowałaby w więzieniu a dzieci w domach opieki. … a jednak nie zakatowali nas na śmierć i nie wyrosła z nas sama patologia…. mało tego jakby byliśmy grzeczniejsi jako dzieci…
    czy lanie było takie złe… ano nie koniecznie. Większość na pytanie, czy wolałaby dostać „lanie” (mam na myśli klapsa, przeciągnięcie pasem po pupie bez znamion znęcania się i katowania) czy być maltretowana psychicznie tak jak to proponuje „supr niania” zamykaniem w pokoju, sadzaniem na jeżyka itp… odpowie bez wahania że woli „lanie”. Będąc dzieckiem często zanosiłam się płaczem, czyli następował bezdech, jedynym skutecznym ratunkiem był klaps… poruszała się przepona i wracał oddech… a czy bolało… nie przypominam sobie, więc chyba nie bardzo…:) jako dziecko miałam manie proszenia „mamo kup mi to…” oczywiście z płaczem, histerią, szaleństwem… ile moja mama się ze mną naużerała… w jednej ręce zakupy w drugiej rozwrzeszczane dziecko… nie pomogły prośby tłumaczenia… i nie pomogą, bo z dzieckiem nie można rozmawiać na argumenty, ono ich nie zna, nie zna wartości, ono się uczy zasad… można powtarzać dziecku że coś jest gorące itd, a często i tak sięgnie właśnie po to gorące… sparzy się, ale potem pamięta, że „ssii” gorące…:) Jak mnie moja mama wyleczyła z mani „kup”, ano zaprowadziła do napotkanej pierwszej bramy, dała klapa i przykazała, że jak jeszcze raz to… i się skończyło… nie wiem ile razy musiałaby zamykać mnie w pustym pokoju, czy sadzać na jeża… i czy ja bym zrozumiała za co ta kara… czy raczej skojarzyłabym to z brakiem miłości, odtrąceniem – natomiast klaps kojarzył się szybko z danym zdarzeniem. Akcja-reakcja. Moja mama stosowała kary „cielesne” adekwatnie do sytuacji, nigdy nie dawała się ponieść emocjom i nie leczyła swoich frustracji na mojej „pu*pie”. Ojciec za to uderzył mnie ze 2 razy w życiu, ale zawsze niesiony nerwami, nie adekwatnie do sytuacji. Były to razy niesprawiedliwe i krzywdzące… chociaż w przypadku mojego brata nadzwyczaj skuteczne. Bo jeszcze jest ważny wiek dziecka. Klapsy można stosować i są skuteczne do ok. 5 roku życia, później już należy argumentować, bo sposób postrzegania dziecka się zmienia, ono już wiele wie i kojarzy. Na pewno ryzykowne jest bicie 10-13 latka, a bicie 15-18 latka wydaje mi się wręcz niewyobrażalne. Chociaż… i tu są wyjątki… dlaczego… ano dlatego… często w tzw. buncie młodzieńczym sondowane są granicę, jak daleko mogę się posunąć i jak dużo rodzice wytrzymają… taka próba sił… i tu, o dziwo może się przydać męska ręka. Drastyczna metoda, ale może być skuteczna. Może zaoszczędzić nieszczęścia, może zapobiec zejściu na tzw. złą drogę. Lepsze to niż poprawczak, narkomania, więzienie i spirala nieszczęść w jaką młody człowiek może wpaść na zakręcie życia. Ale… generalnie ludzie dzielą się na mądrych i głupich… jedni umieją z umiarem, rozsądnie stosować kary cielesne, a niektórych ponosi i bijąc wyżywają się, rozładowują swoje frustracje… Jednak moim zdaniem, nie powinniśmy zawyżać standardów wychowania dzieci, bo to nic dobrego z tego ni wynika. Coraz więcej dzieci, to mali frustraci, zagubieni, osamotnieni bo psychologowie każą ich traktować jak dorosłych, a oni nie są dorosłymi… Coraz więcej młodych ludzi jest przerażonych obowiązkami jakie nakłada na nich społeczeństwo w związku z posiadaniem dzieci. Nie wyrabiają się. Są sfrustrowani. Pozostawieni sami sobie z nakazami zakazami. Bez pomocy i wsparcia. Kiedyś klucz na szyję i dzieciak lądował na podwórku…. teraz to zaniedbanie i brak opieki. Kiedyś dziecko zostawało samo w domu, lub pod opieką starszych dzieci, a rodzice szli do kina… teraz to przestępstwo, bo brak opieki… dzieciaki były zabierane na majówki, pikniki, gdzie delektowano się trunkami… teraz jak matka we własnym ogródku mając dziecko wypije w letni dzień, w towarzystwie znajomych, piwo to już jest zgorszenie i przestępstwo. Przesada… Ile razy kąpaliśmy się w niestrzeżonych miejscach (bo strzeżonych nie było, albo były bardzo daleko)… i dobrze że się nic nie stało, bo wg obecnych standardów rodzicowi grozi za to kara… przypadek utonięcia 3 dzieci w rzecze (chyba Warcie). Dzieci były pod opieką matki i opiekunki społecznej… matkę obecnie gnębi prokurator, grozi jej solidna kara więzienia… Przesada… Jakbyśmy nie dopuszczali, że może zdarzyć się coś nieprzewidywanego, wypadek, zrządzenie losu, niezależne od woli uczestników i bez ich wpływu… próbujemy wszystko unormować, oblec w przepisy i najlepiej ukarać bo wtedy cel został osiągnięty… z prawnego punktu widzenia zapewne tak… ale ludzkiego, życiowego nie… Zagalopowaliśmy się… a niektórzy galopują dalej… doprowadza to do tego, że przepisy są nagminnie łamane. Kto ma pecha, niską pozycję społeczną lub złośliwego sąsiada ten poczuje rękę sprawiedliwości, która wymierzy mu klapsa na gołą du*ę… inni mogą „grzeszyć” w spokoju, bo albo chroni ich immunitet, albo kasa, albo wysoka pozycja społeczna i kolesiostwo… bezstresowe wychowanie, to mit… czy zastąpienie fizycznego klapsa, psychicznym maltretowaniem nie przyniesie więcej krzywdy niż pożytku… kto wie…
    A że ludzie, w tym rodzice

    • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Akurat w superniani dzieci były już mocno zaniedbane przez rodziców, trzeba było zastosować drastyczne środki jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Z jednym małym ale, w ciągu tych kilku dni, w których była superniania dziecko przechodziło skumulowane swoje „zaległe bunty”. Gdyby rodzice na bieżąco reagowali na bunty dwulatka, trzylatka itd, to by wszystko wyglądało inaczej, a tak woleli wycofać się.
      To jest absolutnie naturalne, że dziecko co pewien czas próbuje powiększyć swoje terytorium, sprawdzić co można a co nie. Gdy rodzice odmówią mamy do czynienia właśnie z buntem. W programach superniani, dzieci dowolnie powiększały swoje terytorium aż było już za późno i trzeba było stosować takie a nie inne metody.
      Przechodziłem bunt dwulatka, syn tarzał się po podłodze i płakał przez bite 30minut. Ja nie reagowałem, w końcu mu przeszło. Przytuliliśmy się i po sprawie.
      U siebie stosowałem karną poduszkę i to działa. Stosowałem, bo od dawna nie musiałem tego stosować. Stosowałem w wyjątkowych przypadkach nie przy byle okazji. Stopniowanie kar, to też jest coś co mało rodziców umie.

    • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Podpisuję sie pod Twoim wpisem. :-) Metodą nagród i kar można tresować zwierzaka, nie myślące i kombinujące dziecko (jak pisałem wcześniej…doskonałego psychologa) Każda kara sie kiedyś skończy (obserwuje dzieciaka od znajomych) a ten i tak robi swoje. Ostatni „w miocie”, któremu na wiele sie zezwala. Egoista i sobek, myślący tylko o sobie. Jakie wymyśla powody bójek i jak obwinia wszystkich (rodzeństwo) za swoje niepowodzenia? Jak wszczyna bójki z rodzeństwem to kanwa rozdziału „Jak nie wychowywać dziecka”. Dopiero za moją namową, znajomi zainstalowali kamerkę w pokoju i….nie mogli uwierzyć co robi ich najmniejsza latorośl. Tak wyrasta cwaniak, który wszystkich będzie winił za swoje czyny tylko nie siebie. Dzieci są różne, jak różni są ich rodzice. Co do „wychowywania” prze babcie. No cóż stare powiedzenie mówi, że od wychowania dziecka są rodzice, od rozpieszczania…dziadkowie.

    • ~Hh · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      heh wlasnie mi sie przypomniaklo jak jako kilkulatek poczulam zew wolnosci i puszczajac dosc silnie zacisnieta dlon mamy przed przejsciem dla pieszych, wbieglam pod przejezdzajacy samochod. pisk opon, krzyk mamy a ja zadowolona na drugiej stronie i przekonana o swojej doroslosci i niezaleznosci nie wiem o co wszystkim chodzi. facet krzyczy na mame, mama na faceta… ale dostalam po dupsku. a poniewaz bylam dosc niepokornym dzieckiem tlumaczenie w stylu: „mama bardzo sie wystraszyla, tak nie wolno, potraci cie samochod, bedą zastrzyki i szpital” mialam zawsze w d. doswiadczenia na wlasnej skorze ponad wszystko. łzy mamy mnie tak nie przekonały jak postawienie mnie na baczność siłą miesni.
      bardziej boli mnie jak moj ojciec powiedzial mi kiedys ze jestem za glupia na studia. tego nie musze sobie przypominac. to nie powoduje u mnie reakcji ze smiechem w roli glownej. raczej sciska w dołku.
      mowcie co chcecie, ale bol ktory tworzy prawdziwe rany to nie ten na tyłku.
      ostatnio w CH Silesia bylam swiadkiem jak matka wsiadala do samochodu z zanoszacą sie od placzu dziewczynką. matka mowila: mam przez ciebie caly dzien zmarnowany, nic przy tobie nie mozna zrobic, przeszkadzasz tylko, marudzisz, nawet do sklepu nie mozna wejsc bo ci sie nudzi. mysle ze to dziecko zapamieta to na zawsze.

      • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Tak, Masz rację. Słowa mogą bardziej boleć od klapsa. Slady na tyłku się zagoją, te na sercu…rzadko. W CH Silesia nie takie „akcje” widziałem :-) Wielogodzinne spacery (rodzinne) w centrach handlowych to nie najlepszy pomysł na spędzanie czasu przez całe rodziny. No cóż, ja chodzę do sklepu kupować, większość robi ze spacerów po centrach, część rozrywkową. Nie znam dziecka, które „wytrzyma” kilkunastokrotne przymierzanie ciuchów przez mamuśki i tatuśków.

        • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          To jeszcze jak przymierzają to jeszcze ale jak po prostu łażą bez celu to ręce opadają zwłaszcza jak pogoda ładna. Też pracuję w galerii i wiem jak to jest. I te komentarze na korytarzu jak kogos znajomego spotkają, że czasu nie ma żeby się spotkać. Albo przed „moim” sklepem siedzi babcia dzieciak w wózku śpi a ta rozmawia przez telefon i opowiada ze właśnie z dzieckiem jest na spacerze i maluch śpi….ręce opadają…
          Dzieci muszą się wybiegać, pooddychać świeżym powietrzem a nie błąkać się bez celu po galerii i jeszcze być grzecznym choć strasznie mu się nudzi

        • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Nie znam dorosłego, który to wytrzyma. Łącznie ze mną gdy mam coś przymierzać.

          • ~Joanna · 23 grudnia 2013

            Ja wole z dzieciakami pograc w gre planszowa albo wspólnie ciasteczka zrobić albo wyciągnąć do parku na poszukiwania wiewiórki …. do galerii chodzimy tylko jak musimy cos kupic i to tez nie zawsze wszyscy razem, bo jak córka potrzebuje spodni bo wyrosła to po co mam syna ciagnąc- no chyba ze nie mam wyjścia.

  27. ~rabarbara · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Dziecko nadpobudliwe 3-4 lata – jak coś żąda a nie dostanie wali głowa o ścianę, meble, co popadnie. Proszenie, nakłanianie, odciąganie nie daje efektów. Siniaków na głowie mnóstwo, na wizycie u lekarza dziwne spojrzenia czy czasem dziecko nie jest maltretowane. Zgadnijcie co pomogło? Tak – lanie po tyłku, 2 razy i po problemie. Oczywiście przeciwnicy klapsów stwierdzą że odnieśliśmy porażkę wychowawczą. A ja twierdzę że pomogliśmy dlaczego?
    Czy lepiej dać 2 razy solidnie po tyłku czy też mieć dzieciaka z uszkodzoną głową, czy też jeszcze gorzej z uszkodzeniami mózgu.
    Inny przypadek: dzieciak 4 lata złośliwie ciągnie matkę za włosy, tłumaczenie że mamę to boli, że nie wolno, nie daje efektów. Kolejny raz dzieciak ciągnie złośliwie za włosy no to ja ciagnę za jego, to on mocniej to ja znowu, w końcu po którymś razie on w ryk – ale to było ostatni raz gdy pociągnął złośliwie.
    A teraz ma 14 lat i jest wspaniałym młodym człowiekiem a lanie po tyłku mu nie przeszkodziło w wyrośnięciu na takowego.

    • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      W sprawie włosów, właśnie opisałaś jak nie należy tego robić, bo pobiłaś swoje dziecko, w sensie pokonałaś, jestem silniejsza i nie rób tego więcej bo ci oddam i to mocniej. Jak to nauka? Żeby nie bić silniejszych od siebie? Poszedł do przedszkola i ciągnął koleżanki za włosy bo nie oddadzą?
      Jak rodzic może pozwolić sobie na robienie krzywdy przez własne dziecko. Pierwsza wypowiedź, że to boli i nie życzysz sobie tego, nie pomaga, druga ostrzeżenie zagrożone karą i do widzenia, zastosowanie kary. Piszę to z doświadczenia, bo syn miał fazę na gryzienie nas, wyniósł to z przedszkola. Karą wtedy było chwilowe nie bawienie się z nim. Wystarczyło. Da się? Da się.

      • ~rabarbara · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Myślisz że wszystko jest „książkowe” a to niestety nie jest prawdą.
        Dzieci w Polsce jest kilka milionów i każde jest inne.
        Kary „niebawienia” były stosowane, i inne zalecane przez pedagogów i psychologów także. Kara niebawienia…. to szedł i walił łbem o ścianę.
        A pamiętacie o wychowaniu „bezstresowe” którego propagatorem był m.in. W.R. Coulson po wielu latach przeprosił on rodziców za to uznając że poniosło to porażkę (nie tylko on sie z tego wycofał). Zobaczymy co za kilka kilkanaście lat będą mówić zwolennicy wychowania „bez klapsowego”?

        • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          rabarbara ale wychowywanie bezstresowe a bezklapsowe to 2 różne rzeczy!
          Bezstresowe – czyli wszystko wolno i mam wszystko co chce
          bezklapsowe- są określone granice, dotrzymujemy słowa, są kary i nagrody, dziecko nie może mieć wszystkiego a czasem musi dokonywać wyboru np. w sklepie nie kupujemy mu 2 zabawek bo chce tylko jedną tak jak planowaliśmy a dziecko musi wybrać czy chce autko czy ciuchcie

          • ~rob · 23 grudnia 2013

            Dokładnie. Ludzie mylą pojęcia, albo są tak ograniczeni, że widzą tylko dwie drogi, albo lanie jako kara, albo hulaj dusza, piekła nie ma. Przepraszam, że tak piszę, ale ludzie czytają i nie rozumieją.

      • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Z tym gryzieniem i ciągnięciem za włosy to czasem jest tak ze dziecko nie zdaje sobie sprawy ze to boli – zależy od wieku dziecka roczniak czy dwulatek może jeszcze nie wiedzieć ze to boli ale 3-4 latek doskonale już wie. Czasem trzeba dziecku pokazać że coś boli albo że jest gorące – piekarnik, szklanka, garnek.
        Co do uczęszczania przez dzieci do żłobków i przedszkoli – oj uczą się tam dzieci dużo i przynoszą potem takie kwiatki do domu. Gryzienie, ciągnięcie za włosy, bicie. Moje dzieci wiedzą, że bić nie wolno bo to boli i jakoś nie biją. Nawet między sobą się nie biją – wygłupiają się i owszem i zdarza się że któreś przy tym ucierpi ale zaraz się przepraszają i przytulają.

    • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Co innego dać klapsa w pierwszym przypadku a co innego pociągnąć dziecko za włosy w drugim przypadku oczywiście to musi być dostosowane do wieku dziecka i pokazać że to boli i wytłumaczyć że skoro jego bolało to ciebie też boli bo owszem 2 latek może nie zrozumieć że to boli. Tylko że pociągnięcie raz i pokazanie – Ciebie boli mnie też – jest uczeniem dziecka że cos boli i nie należy tak robić – 1 taka lekcja wystarczy. A jeżeli dziecko jest nadpobudliwe i wali głową to sorry ale tutaj nie klaps tylko specjalista potrzebny. Dobry psycholog lub psychiatra bo może to oznaki jakiś problemów zdrowotnych i tutaj już metoda musi być dostosowana do zaburzenia np. tzw. przytrzymanie, które stosuje się w zaburzeniach autystycznych.

      • ~rabarbara · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Wydaje mi się że nie przeczytałaś wszystkiego ze zrozumieniem – klaps ZADZIAŁAŁ w przypadku walenia głową, a z nadpobudliwością poradziliśmy sobie oczywiście z pomocą specjalistów (i przede wszystkim bez farmakologii).
        Powiem więcej w szkole oraz przychodni zostaliśmy pochwaleni za skuteczność w pracy z dzieckiem nadpobudliwym (i to nie metodą klapsa).

        Pamiętajcie wszyscy przeciwnicy „klapsa” że czasami w życiu trzeba wybrać mniejsze zło: klaps czy też to że dziecko zrobi sobie krzywdę na całe zycie.

        • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Rozumiem Cię, że różne są dzieci, jedne się łatwiej wychowuje inne mniej. Doświadczenia z nadpobudliwym dzieckiem nie mam, choć mój syn jest strasznie żywy, ruchliwy i gadatliwy. Czasem męczący. Nie wiem co bym zrobił,jak by syn walił głową w ścianę, założył mu kask na głowę i puścił swobodnie, nie wiem. To tak pół żartem. W każdym razie próbował bym różnych rzeczy zamiast klapsa.
          Mój syn ma też dużo siniaków, taka natura, wystarczy lekki upadek i już siniak.

        • ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

          Tylko że to walenie głową to najprawdopodobniej spowodowane jakims zaburzeniem i dlatego klapsa bym tu nie zastosowała.
          Bardzo dobrze ze poradziłaś sobie z nadpobudliwością i doskonale wiem ze to zasługa rodziców, bez odpowiedniej terapii i postepowania nic się nie zdziała.
          Wiem bo przerabiam na sobie cały czas – u was nadpobudliwość u nas całościowe zaburzenia rozwojowe ze spektrum autyzmu – nic tak nie uczy cierpliwości jak tego typu dolegliwości. Życzę powodzenia w dalszej terapii i pozdrawiam.

  28. ~Daniel · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Przy pierwszej okazji pojadę do państwa, które z jakichś powodów jest bogatsze i w którym nie do pomyślenia jest zadawanie bólu komuś całkowicie zależnemu i bezbronnemu. Brzydzę się mentalnością Polaków. Jeżeli są tacy odważni, niech podniosą rękę na swoje dziecko wtedy, gdy ono będzie od nich silniejsze. Zdajecie sobie sprawę, że to co dla was jest „lekkim klapsem” dziecko boli znacznie bardziej, bo ma delikatniejszą skórę? Z jakichś przyczyn przedszkolaki chodzą poubierani grubiej niż dorośli. Z jakichś przyczyn dentysta przeraża ich bardziej niż was.

    • ~rabus · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Ale piszesz bez sensu: dzieci grubo ubrane w przedszkolu to po to by nie czuły bicia?
      To może czapka na głowie przedszkolaka to ochrona przed uderzeniem w głowę, a smoczek to ochraniacz na zęby.
      A dziecko boi się dentysty bo przede wszystkim rodzice ich straszą – znam dentystę do którego dzieciaki z przyjemnością chodzą i nie boją się.

      • ~Daniel · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Nie, nie to mam na myśli. Dzieci są mniej odporne także na zmiany temperatur, to tylko przykład ogólnie mniejszej odporności. Co do dentysty – w dzieciństwie bolało znacznie bardziej niż teraz, z tego co pamiętam.

      • ~Daniel · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

        Nie, nie to mam na myśli. Dzieci inaczej reagują nawet na zmiany temperatur, to tylko przykład ogólnie mniejszej odporności. Co do dentysty – w dzieciństwie bolało znacznie bardziej niż teraz, z tego co pamiętam.

  29. ~karla · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Trzeba UMIEĆ odróżnić bicie, notoryczne, za bzdury od klapsa. Ja rozumiem ludzi, którzy byli bici przez rodziców z patologicznych rodzin, przez alkoholików etc. Każdemu dzieciakowi zdarzy się cos przeskrobać, tylko, że niektóre dzieciaki, właśnie WYCHOWYWANE bezstresowo są tak bezczelne i rozpieszczone, że szkoda gadać. Chociaż zdarzają się dzieci, które są wychowane bezstresowo i są grzecze i w dodatku są to wyjątki. A potem się dziwimy że wyrasta stado rozpieszczonych laluniek i lalusiów…

  30. ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Nazwijmy sprawę po imieniu. Wychowywanie bezstresowe to nie jest wychowywanie. Ot dziecko sobie żyje, rośnie. Jest zupełnie nie dostosowane do społeczeństwa i dorosłego życia. Będzie nieporadne i będzie się dziwić, czemu ten świat jest taki porąbany, skoro w dzieciństwie było tak fajnie. Miało wszystko co chciało.
    A klaps, jak często stosujesz klapsa i za co? Dwa razy w tygodniu, raz na miesiąc? codziennie? Za to samo przewinienie, czy za coś nowego? Może po prostu nie skutkuje? Może trzeba mocniej, albo dwa razy?
    Może zamiast klapsów zacznij wychowywać dziecko.

  31. ~Andrzej Malik · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Witam.
    Czytam, i czytam… I niedobrze mi się robi, gdy czytam opinie ludzi, „bezstresowo” wychowujących swoje dzieci. I co? Wszystko w porządku? Dzieci grzeczne, posłuszne, bezkonfliktowe? Wątpię. Wbijcie sobie to do głowy, że przez takie wychowywanie, wychowujecie przyszłych kryminalistów, narkomanów, itp.
    Dzieci tak wychowywane, nie czują respektu przed nikim i niczym. Wpajają sobie do głowy, że wszystko im wolno, że są bezkarni. Nie mają żadnych hamulców moralnych, tylko niestety, rodzice nie potrafią, czy nie chcą tego zauważyć.
    Dzieci tak wychowywane, nie szanują teraz nikogo. Pomiatają rodzicami, ksiądz, nauczyciel, policjant – to teraz żaden dla nich autorytet. No bo kto im co zrobi, skoro nic takiemu dziecku nie wolno zrobić? Nie wolno ukarać, nie wolno uderzyć – nie wolno nic.
    Głupi przykład: Przychodzi matka wezwana do szkoły, gdzie dowiaduje się, że np. jej synek pobił kolegę lub nauczyciela (co jest niestety, coraz częstsze), i co? Doznaje szoku. „Ależ to niemożliwe, przecież to takie kochane i spokojne dziecko…” O czym to świadczy?
    Sam byłem świadkiem sytuacji, gdzie syn kolegi lat 16, wychowywany bezstresowo, rozbiwszy ojcu po paru piwach auto, wystraszony czekającą go karą (bo ileż można?), stwierdził do ojca: „Spróbuj mnie tknąć, to doniosę na policję, że mnie molestujesz seksualnie”. I co? Ojciec zdębiał, i zaniechał niestety kary. Wyobraźcie sobie teraz, co by było, gdyby synek spełnił swoją groźbę. Oczywiście prędzej, czy później zostałby oczyszczony z wyimaginowanych zarzutów, ale opinii ludzi, sąsiadów, nie dało by się już zmienić. Niewinny, ale w oczach sąsiadów został by na zawsze pedofilem.
    I dzieci wiedzą o tym, jak zaszantażować np. rodziców, żeby uniknąć kary.
    Do czego to doszło, żeby rodzic bał się swojego dziecka!
    Ludzie, rodzice, wypowiadający się na tym forum za bezstresowym wychowywaniem dzieci nie widzą, albo nie chcą widzieć (vide – historyjka o wizycie matki w szkole), że przez takie wychowywanie, wbrew pozorom, wyrządzają dzieciom krzywdę.
    Obecnie mam prawie 50 lat. Pamiętam, że za karę nie raz oberwałem od ojca pasem w tyłek, ale nie obrywałem za nic. Teraz jestem wdzięczny mojemu ojcu, że wyrosłem na dobrego człowieka, nigdy nie miałem żadnego konfliktu z prawem. Wbrew pozorom, taka metoda wychowawcza uczy dzieci pokory i szacunku dla innego człowieka. A teraz, to co się dzieje z młodzieżą?… Szkoda gadać. Oczywiście, że są wyjątki, gdzie nie ma konieczności stosować kar cielesnych. Nie mylmy również pojęć, bo jest dużo rodzin, gdzie np. ojciec sadysta, „wychowuje” swoje dzieci pasem non stop. Takich ludzi faktycznie powinno się karać, a nie takich, którzy „klapsem” karzą dzieci za przewinienia.
    Na koniec dodam, że sam jestem ojcem dwojga dzieci (18 i 15 lat), stosuje taką samą metodę wychowawczą, jak mój ojciec wobec mnie, i dzieci wyrosły (wyrastają) na porządnych ludzi. Mają szacunek do drugiego człowieka, i wiedzą, co jest złe.
    Gdyby wszystkie dzieci były tak wychowywane, to podejrzewam, że nie było by teraz tyle bandytyzmu, narkomanii, prostytucji. Ale… „To nie możliwe, żeby to zrobiło moje dziecko – przecież to taki grzeczny chłopak…”
    Niech to będzie pointą mojego postu.
    Andrzej.

    • ~rob · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Słabo czytasz. Nikt tu nie pisze, przynajmniej ja, o nie karaniu. W wychowaniu musi być kara, musi być też nagroda. Jak kara, to bez klapsów i lania pasem, można zastosować inną karę.
      A wychowanie bezstresowe to nie wychowanie.

  32. ~Paweł · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Trzeba lać bachorów aż się nauczą!

  33. ~Joanna · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    To wychowanie bezstresowe to nie jest wychowanie a hodowanie. Wtedy rzeczywiście można mówić o tym że dziecku wszystko wolno, nie zna granic, robi co chce.
    Ale moje dzieci doskonale wiedzą jak się zachować ( w różnych sytuacjach), wiedzą, że sąsiadom mówi się „Dzień dobry”, że nie należy na nikogo krzyczeć ani nikogo bić, że mama czy tata nie kupi zabawki bo ono chce i już. Wiedzą doskonale co im wolno a czego nie. Wiedzą też, że za swoje czyny ponoszą odpowiedzialność. I jakoś tego uczyłam od małego i dało się i o dziwo bez klapsów! Ale trzeba być konsekwentnym i działać razem. Jeżeli ojciec na coś pozwala a matka nie pozwala to daleko się nie zajedzie. Rodzice muszą tworzyć wspólną drużynę i wspólnie decydować.

  34. ~ala · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Ja będąc dzieckiem dostawałam najczęściej pasem, wywoływało to skutek zawsze odwrotny od zamierzonego. Jak już oberwałam byłam śmiertelnie obrażona i na złość rodzicom robiłam wszystko na odwrót, dostawałam kolejny raz byłam jeszcze bardziej obrażona i specjalnie wkurzałam rodziców, a więc dostawałam kolejny i tak w kółko, aż w końcu zostawiali mnie w spokoju. Trwało to gdzieś do 12/13 roku życia wtedy znalazłam inną metodę. Stwierdziłam, że skoro rodzice mnie mogą bić to ja ich też. Dostałam pasem po tyłku to jakiś czas później brałam ten pas i dawaj im po tyłku i pytałam „i co dobrze ci tak?” po kilku miesiącach takiego oddawania, chyba stwierdzili, że nie jest im dobrze i mnie też przestali bić. Oczywiście nic mi się od tego bicia nie stało ale to nie zawsze osiąga takie rezultaty jakie chcieliby osiągnąć rodzice, a dziecko rozumuje prosto. Rodzice mogą sobie tym sposobem narobić biedy na stare lata kiedy dziecko zamiast się nimi opiekować będzie się nad nimi znęcać. Nigdy nie wiadomo jaka pozostanie psychika dziecka jeśli dziecko jest wrażliwe taki klaps może mieć w późniejszym życiu naprawdę poważne konsekwencje. Dorosłym się wydaje, że to tylko klaps a dzieci to mogą różnie odebrać.
    A dorośli często biją dzieci dlatego bo sami w dzieciństwie byli bici, powtarzają tylko schematy, z których trudno się wyłamać.

  35. ~Monika wawrzak · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Do wszystkich psycholi popierających bicie i przemoc wobec dzieci. Nie ma wychowania bezstresowego. Tylko wy przygłupy uważacie, że bijąc dziecko nie wyrośnie na degenerata, że bicie sprawi, że wyrośnie na porządnego człowieka. Wieloletnie badania światowej klasy psychologów pokazują dokładnie co innego. Pedofilia, gwałcenie, prostytucja, skłonność do uzależnień itd. to wszystko wynik bicia w dzieciństwie. Trzeba być naprawdę ciężko zaburzonym, żeby uważać, że bicie drugiego człowieka jest dobre, a dziecko jest przede wszystkim człowiekiem. Gdyby było tak jak wy piewcy bicia słabszych od siebie uważacie to świat dawno byłby rajem, a nie jest. Przykładem niech będzie pokolenie Niemców wychowane głównie biciem, co oni wyprawiali podczas II wojny wszyscy wiemy. Wiadome jest również to, że wszyscy którzy teraz odsiadują wyroki byli bici w dzieciństwie. No i jak wy ignoranci wytłumaczycie synowi mężczyźnie, żeby nie bił żony, która jest od niego słabsza skoro sami lubicie bić słabszych od siebie.

    • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Moniko, nie byłem w Wehrmahcie, nie biłem żony ale dziękuję za przygłupa! Fakt, znam smak pasa i zgadzam się, mama bijąc mnie pasem, widocznie spowodowała, że ja też walnąłem smyczą jeden raz swoją córkę, gdy ta mi sie w oczy wypierała, że papieros w jej dłoni to był od koleżanki. Córka teraz jest dorosła i…nie pali i nie wypomina mi tego, ale za to świetnie pamięta jak jej wybijałem (słownie) z głowy zrobienie tatuażu. teraz jest mi wdzięczna za to. Znam tysiące zacnych ludzi, którzy mówili, że byli bici i….wyrośli na znanych ludzi. Znam też bezstresowców, którzy mając 30 lat nadal mieszkają z mamusią i bardziej do nich pasuje określenie „facet” niż „mężczyzna”. To inwalidzi i bankruci życiowi! Znam też mamuśki-kwoki, które przychodziły na uczelnie synów, pytając o ich wyniki w nauce! Coraz częstsze słowo uzywane przez młodych to: „..mam doła” lub „mam deprechę”. Na samych studiach, uażają, że im się należy! Dopiero jak wytłumaczyłem, że na studiach płacą za przekazywaną wiedzę (towar jak chleb w sklepie) pojęli, że samo płacenie czesnego nie upoważnia do „5″ w indeksie.

    • ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Rozumiem, że teraz, gdyby wybuchła wojna, to młodzi bezstresowcy wrogów traktowaliby jak bliźnich i witali kwiatami i koniakiem? No widzisz? Czasami klaps by sie przydał, nie pisałabyś teraz głupot. Najgorsze jest wówczas, gdy położna niemowle uderzy zamiast w tyłek, walnie w główklę

    • ~Fruzia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Tobie Moniko zapewne klapsów nie dawano i dlatego innym ubliżasz no nie wiesz ze takie ubliżanie innym jest złe a przede wszystkim niekulturalne.

    • ~Łukasz · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Moniko ubliżanie innym świadczy o prostactwie i braku kultury, jakże powiązanym z bezstresowym wychowaniem. Bicie to oczywiście ostateczność i nie może być jedynym środkiem wychowawczym jednak bez popadania w skrajność. Dzieci są różne i tyle.

  36. ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Tak, to ogólnie znana sprawa. Przykład mojej córki, gdy za każdym razem (będąc jeszcze uczennicą) wykpiwała się „Kodeksem Ucznia” i jego )ucznia) przywilejami. W pewnym momencie zapytałem ją „ok…prawa ucznia sa ok, ale proszę przytocz mi swoje OBOWIĄZKI jako uczeń” ?
    No własnie, młodzi świetnie są obeznani ze swoimi prawami, gorzej z drugą stroną medalu. Zauważcie taka tendencję, coraz częściej pisze się „opiekun” dziecka a nie rodzic.

  37. ~kimiko · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Przyznaję, byłam dzieckiem nieznośnym i dość kapryśnym. Dostawałam klapsy itd. Nie można powiedzieć, że mnie bito, ale uderzali mnie za przewinienia. Po prostu była to kara… Wyrosłam na porządną dziewczynę, nie bije innych, nie jestem specjalnie zła czy coś… Mama sama przyznaje, że jestem inna w porównaniu do moich rówieśników (to nie ma nic związanego z traumą po biciu). Jestem wręcz wdzięczna, że tak mnie wychowała… Bo co ja słyszę od rówieśników, którzy w wieku 16 lat już palili, byli rodzicami, pyskówki nauczycielom (o zgrozo tym, co nie potrafią się dostosować) i inne coraz to gorsze rzeczy…
    Naprawdę cieszę się, że dostałam kolczatką, paskiem czy czymś innym, bo przynajmniej jestem ułożona… Bo jak słyszę bezstresowe wychowanie i patrzę na braci mojej przyjaciółki to czasem sama mam ochotę uderzyć, bo po prostu do nich nie dociera… (może mówić 1000 razy, żeby tego nie robili, a i tak to robią)

  38. ~Fruzia · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Bestresowe wychowanie to najwieksza krzywda jaka mozna zafundowac dziecku, wieksza nawet niz ten przyslowiowy klaps. By dziecko zrozumialo ze cos boli musi doswiadczyc tego bolu. Za kazdym razem jak postawisz zelazko i dochodzi do niego dziecko mowisz: nie ruszaj bo sie oparzysz. dziecko nie wie co znaczy oparzysz wiec notorycznie wtyka paluszki w to zelazko ale ty w pore reagujesz… pewnego dnia w pewnej chwili odwracasz sie by odebrac telefon, dziecku powtorzylas okolo 40 razy zeby nie ruszało zelazka bo sie oparzy… nie dotarło, nie zrozumialo przekazu bo coz moze wiedziec 3 latek. Minęło pol sekundy kiedy słyszysz płacz dziecka i widzisz ze zabiera reke z zelazka. Tłumaszysz mu wtedy: mowilam zebys nie ruszal bo sie oparzysz. Uwierz mi teraz dziecko wie co znaczy „oparzyc sie”. Tak samo jest z klapsem – biciem rodzica. Widze to u wielu dzieci ze wpadaja w jakies furie i rzucaja czym popadnie, łyzka, talerz, wazon… wtedy nalezy isc do pokoju dzieciecego wziac jego zabawke i tez rzucic. Szybko oduczy sie rzucania nieswoimi rzeczami, co do bicia rodzica czy innych dzieci wychowac w taki sam sposob: nie rob blizniemu tego co tobie niemile. uderzy? uszczypie? zrob to samo (oczywiscie zwazajac na sile jakiej uzywasz) dziecko ma poczuc ze to boli, skoro boli jego kiedy ty to robisz to dotrze do niego ze innych tez to boli. Mysle ze praktyka najlepszym jest nauczycielem. Co do klapsow… klapsy sa i beda czasem po prostu dziecko nie jest w stanie zrozumiec zagrozenia – ulica, okno, ogien i dalej robi swoje zabawy z ogniem, oknem czy wybiega na ulice, wiec jesli tlumaczenia nie pomoga -uzywa sie klapsow, nie dlatego by wyladowac swoja zlosc na dziecko, tylko dlatego by zrozumialo ze robi zle wybiegajac na ulice, ze niedobrze jest bawic sie kuchenka, ze nie moze wychodzic na krzeslo i patrzec za okno. Taki szok po klapsie (nie uzywa sie go czesto tylko w syt. zagrozenia, niezrozumienia albo braku checi zrozumienia) otrzezwia dziecko i zastanawia sie czemu dostalo klapsa.. acha wybiegłem na ulice – to jest to cos zlego. dzieci glupie nie sa ale lubia testowac nasza cierpliwosc, czasem testowanie nie wychodzi bo odrazu dostaje klapsa, czasem po prostu tłumaczenia nic nie daja, prosby nic nie daja… owszem mozecie mowic ze trzeba tlumaczyc i tlumaczyc.. tylko nie zawsze jest sposobnosc, okazja do ciaglego tlumaczenia. Nie jest wyjsciem myslenie: klapsa dam to odrazu sie uspokoi. Wiekszosci dzieciom taki klaps sie przydaje sa nieznosne, chamskie wrecz pluja na ciebie kiedy powiesz zeby oddalo zabaweczke bo idziecie juz do domu i musisz zabrac swoje zabawki. Bezstresowe wychowanie jest zle i kształtuje dzieci na bezempatychnych nieznosnych błaznów. Znam takiego jednego ktory byl wychowywany bezstresowo. Obecnie siedzi w wiezieniu, rodzice nie potrafili mu przetlumaczyc ze kradzieze, i narkotyki sa zle. Brak ustawionych granic spowodowalo ze chlopak uznal ze moze wszystko, ze moze bic innych bez konsekwencji a jak mu ktos oddal to mial wielkie pretensje ze „ty mnie nie mozesz bic”. Skonczył marnie bo rodzice uznali ze klapsow dawac nie beda nawet jak podkradl rodzicom faki w wieku 10 lat nic z tym nie zrobili tylko tlumaczyli: ze to niedobre zle i fuj – mimo iz sami przy nim jarali. Prawde powiedziawszy nie znam rodzicow dzieci ktorzy obecnie chowaja swoje dzieci bezstresowo. Zawsze jakis klaps sie pojawi za nieposluszenstwo zwykle. Spotykam sie z metoda jak Kuba Bogu tak Bog Kubie. Działa. czasem jest lepsza niz ten klaps ale tak jak juz ktos tu napisal czasem po prostu w stytuacji zagrozenia zycia nie ma czasu na tlumaczenia strach o dziecko powoduje ze dostaje klapsa. Mozesz sie pozniej zastanawiac czy dobrze zrobiles… a co jak ten wlasnie klaps uratuje twojemu dziecku zycie bo dzieki temu czego zaznal nie wbiegnie na ulice? Nie przechyli sie przez okno wspinajac sie po krzesle bo ty musisz pobiec do kuchni bo zupa kipi. Jest masa sytuacji gdzie musisz dziecko spuścić na 3 sekundy z oczu i tragedia gotowa. Nie mowcie ze wam sie nigdy nie zdarzylo spuscic dziecka na chwile z oczu. A dziecku starcza sekundy na zrobienie czegos „zlego” co moze zagrozic jego zuciu. Nie spotkałam się z ludzmi ktorzy dostawali klapsy i mieliby zwichnieta psychike czy jakis uraz. sama byłam karana w taki sposob, nie mam zalu do rodzicow bo dzieki nim jestem czlowiekiem wlasnie takim ktory ma wiele empatii, ktory potrafi pomagac innym nie patrzac na zyski, wiem co jest dobre a co zle, wiem ze jak kogos uderze moze mi oddac i mam swiadomosc tego ze to bedzie bolalo.
    Notoryczne bicie dzieci jak najbardziej powinno byc wychwytywane i rodzice powinni za to beknac, ale niech nikt mi nie mowi ze od klapsa dzieku sie poprzewraca w glowie i bedzie zionęło nienawiscia do wszystkich.

    • ~Mariusz · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

      Nie moge sie oprzec wrazeniu, ze przeciwnicy przyslowiowego klapsa automatycznie przyjmuja, iz jest to zlo samo w sobie zawsze i bezwzglednie. I ze zawsze istnieja lepsze sposoby na osiagniecie pozadanych efektow wychowawczych. Rzecz w tym, ze wychowanie dziecka to proces, ktory dokonuje sie zarowno po stronie dziecka, jak i rodzica. Klaps, tak jak kazdy inny argument, dewaluuje sie, jesli jest wykorzystywany w sposob niewlasciwy, albo, co gorsza, naduzywany. Jestem przeciwny biciu dzieci PRZED siegnieciem po inne argumenty. Bicie nigdu nie powinno byc droga na skroty. Bo w takim wypadku wspomniany wczesniej proces wychowawczy nie odniesie skutku. Dziecko bezpowrotnie straci okazje do nauczenia sie gdzie przebiega linia oddzielajaca zachowania bardzo zle, czasem wrecz niebezpieczne (!) od zachowan zlych, kwalifikujacych sie jednak ranga do takich, gdzie tlumaczenie wystarczy. Rodzic z kolei utwierdzi sie w blednym przekonaniu, ze klaps zawsze i natychmiastowo przyniesie zamierzony efekt wychowawczy. Otoz nie przyniesie, bo wszystkie procesy wymagaja czasu, ten wychowawczy nie jest wyjatkiem, gdyz wymaga on tak od dziecka, jak i rodzica REFLEKSJI. Jesli ten proces przebiegnie poprawnie, klaps bedzie bardzo rzadkim gosciem w domu, a w przytlaczajacej wiekszosci przypadkow wystarczy go przeslowiowo zawiesic w powietrzu.
      Na koniec, mam dwoje dzieci, jedno ma 11 lat, drugie 13. Nie umiem sobie przypomniec kidy ostatnio dostaly klapsa (klapsa w sensie doslownym, nigdy nie oderzylem dziecka pasem ani niczym innym, niz reka). Mozna zadac sobie pytanie, dlaczego? Czy utracilem wiare w „zbawcza” moc kar cielesnych? Otoz nie. Moje dzieci dojrzaly, ja tez. Teraz one rozumieja, mam nadzieje, co jest dobre, a co zle. Osiagnely poziom swiadomosci (to jest cos, czego mlodsze dzieci niestety nie maja, zamiast tego maja w sobie duzo przekory i checi sprawdzania, gdzie sa granice – to dlatego tez wlasnie wtedy, gdy moje dzieci byly mniejsze, klaps zdarzal sie czesciej), w ktorym zakaz lub nakaz wystarczy. Ja z kolei wiem, ze teraz, gdy mam do czynienia z refleksyjnymi, madrymi mlodymi ludzmi, klaps nie argumentem, ktory jest najwlasciwszy. Mialem to szczescie, ze proces ich wychowania, ktory zawsze prowadzilem majac na wzgledzie nadrzedny cel, jakim byla chec wyprowadzenia ich na ludzi (ktory wciaz zreszta jeszcze trwa), znalazl sie w tym miejscu, w ktorym jest. Znajomi, czy nauczyciele nie moga sie nachwalic, jak dobrze sa wychowane. Nie uwazam, ze bez klapsa nie powiodloby sie to. Nie. Chce tylko powiedziec, ze klaps umiejetnie stosowany w moim przypadku zadzialal, gdyz moje relacje z dziecmi opieraja sie na wzajemnym zaufaniu, ze nie krzywdzimy sie bez powodu, a klaps jest ta ostatecznoscia, po ktora sieega sie tylko wtedy, gdy inne argumenty zawiodly i ze, choc klapsa dostaja dzieci, rodzica boli to jeszcze bardziej, niz dzieci…

    • ~Gosia · 24 grudnia 2013 Odpowiedz

      Masz rację.

  39. ~Don · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Ot i cała prawda! Brawo Fruziu! Dokładniej i lepiej nie opisałbym problemu. Właśnie takie mam spostrzeżenia i właściwie ten wpis moglibyśmy napisać razem :-) Pozdrawiam i Wesołych Swiąt Tobie i wszystkim wpisującym na blogu. Specjalne życzenia dla autorki bloga

  40. ~Ewa K · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    cześć, czytam po kolei i mnie wciągnęło :)

    Bogu dziękuję, że nie miałam takich problemów z dziećmi, w sensie tarzania się po podłodze. Dzisiaj mają 13 i 16 lat. Dosłownie NIGDY nie było takich sytuacji. Obserwuję znajomych, którzy mają małe dzieci, czasem widzę różne sytuacje w sklepie, czy na placu zabaw. Wydaje mi się, ze przyczyna powtarzających się takich zachowań jest JEDNA (poza może jakimiś schorzeniami ADHD albo brakiem równowagi psychicznej u rodzica, bo to drugi koniec tego kija). Chodzi mi o brak konsekwencji. Dzieciak wie, ze i tak dostanie swoje, że i tak pójdzie tam, gdzie chce, mimo, ze przed chwilą rodzic powiedział: jak będziesz się tak dalej brzydko zachowywał, to nie będzie tego czy tamtego. Nie szkodzi, stary trochę pokrzyczy a ja i tak dopnę swego…
    Moje dzieci: syn 16, bity przez ojca o wszystko, córka 13, nie zdążyła być bita, złożyłam pozew o rozwód.

  41. ~anna stachurska · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Oj mylicie tu w komentarzach dwa pojęcia bezstresowe wychowanie i bicie dzieci… Bezstresowe wychowanie nie równa się wychowanie bez bicia. To dwa różne pojęcia. Ja również jestem przeciw bezstresowemu wychowaniu. Tylko, że bezstresowe wychowanie oznacza sytuację gdy pozwalamy dziecku ustalać reguły, decydować, wówczas gdy nie powinno tego robić, pozwalamy mu włazić sobie na głowę. Odrębną sprawą jest to jak wyegzekwujemy posłuszeństwo, jak ustanowimy nasz autorytet. Moim zadaniem bicie nie jest tu absolutnie metodą aby te cele osiągnąć. Jest szereg bardzo dotkliwych kar dla dzieci, nastolatków, które z powodzeniem zastępują bicie. To bardzo wartościowy artykuł. To, że kiedyś bicie było popularną metodą nie znaczy, że mamy to kontynuować. Kiedyś ludzie chadzali bez butów, nie znali ziemniaka itd. Zmiany to normalna kolej rzeczy i warto do nich dojrzewać. Cóż jeżeli sprawia komuś satysfakcję, to że mniejsza, bezbronna istota trzęsie się przed niem ze strachu, to ja nie mam pytań. Taki autorytet ma krótkie nogi i wiele skutków ubocznych. Hmmm… ja byłem bity i będę bił … Ilez w tym dumy z samych siebie… Szkoda mi dzieci takich rodziców, którzy nie dojrzeli do poszukiwania alternatyw. Bicie to metoda `na skróty`. Wlejesz i z bani. Masz spokój. Nie szanowano Ciebie i nie szanujesz Ty. Nigdy nie uderzę mojego dziecka. Upadła bym nisko jako człowiek. Nie mam też żadnych kłopotów wychowawczych. Znam tez dorosłe osoby które były wychowywane bez bicie, czy nawet klapsów i również nic im to nie zaszkodziło. Wiec może szukając winy w dziecku, warto zacząć od siebie … Wesołych Świat :)

  42. ~Bee · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    Najgorsze jest jak ludzie popadają ze skrajności w skrajność. Przykład mojego domu w którym agresja słowna i fizyczna (ze strony rodzeństwa ) była na porządku dziennym. Brat ulubieniec mojej matki wychowany bezstresowo znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie. Mimo że ojciec po stokroć razy tłumaczył mu że bić mnie nie wolno bo to boli, słuchał owszem ale potem i tak robił to dalej. Po latach ojciec przyznał że gdyby jemu przylał choć raz to zapewne jego agresja wobec mnie by się skończyła bo w końcu zobaczyłby że TO BOLI. On tej świadomości nie miał bo jego nigdy nie uderzono. Dzieci mają swoje charaktery i potrafią być tak samo złośliwe jak dorośli, jedno dziecko zrozumie że NIE oznacza NIE, a inne z premedytacja będzie robić to dalej. Niektórzy potrafią zrozumieć że coś jest nieprzyjemne dopiero jak sami tego doświadczą. Wychowanie bezstresowe prowadzi do dużo gorszej katastrofy niż okazjonalny klaps. Mój brat wychowany bezstresowo ma 35 lat, co pół roku jest wyrzucany z kolejnych prac bądź jest bezrobotny, mimo że jest wykształcony i ponoć inteligentny zachowuje się w taki sposób że nikt oprócz zapatrzonych w niego rodziców tego nie toleruje. Rodzice nigdy w życiu nie postawili mu granic i nie byli konsekwentni kiedy łamał wszystkie możliwe zasady, problemem jest to że nikt inny jego odbić tolerować nie musi. Owa małpia miłość rodziców i ich ślepe wychowanie skrzywdziły go życiowo bardziej od klapsa. Także z umiarem ludzie….

  43. ~marek · 23 grudnia 2013 Odpowiedz

    już nie można tego waszego pier……….. czytac.bezstresowe wychowanie to mit. wy też w waszym dorosłym życiu wszystkie sprawy rozwiązujecie w sposób cywilizowany?. a to że jeden drugiego sprzedaje w pracy, wyscig szczurów ,obgadywanie, to obce wam rzeczy .dziecko to nic innego jak dorosły w pigułce.myślicie że maluch nie myśli i nie kombimuje.ci najbardziej „wykształceni ” muslą że mają patent na wszystko nawet na wychowanie a to g….. prawda

  44. fusy · 3 stycznia 2015 Odpowiedz

    Nie przesadzajmy.
    Podziwiam rodziców, którzy potrafią wychować swoje dzieci bezstresowo, ale nie uważam, żeby klepnięcie dziecka w tyłek w ramach kary było czymś złym. Byłam trudnym dzieckiem. Niecierpliwym, krnąbrnym i upartym. Często negocjacje i tłumaczenia nie przynosiły oczekiwanych rezultatów – nie bałam się stracić nagrody lub zaryzykować kary, żeby osiągnąć to, co sobie zamierzyłam. Podejrzewam, że gdyby nie „metoda kapcia”, nie wyszłabym na ludzi. Nie mam żadnych traumatycznych wspomnień, nie uważam, żeby moi rodzice wyrządzili mi jakąkolwiek krzywdę. Jestem im niesamowicie wdzięczna, że wychowali mnie na rozsądnego i uczciwego człowieka i (wbrew pozorom) podziwiam ich za cierpliwość. Gdybym miała takie dziecko, prawdopodobnie już siedziałabym w więzieniu za morderstwo. :)
    Nie mówię o biciu lub znęcaniu się, mam na myśli klapsa, czyli po prostu uderzenie otwartą dłonią lub jakimś nieszkodliwym narzędziem (kapciem, gazetą, itd.) w tyłek.

  45. ~Edyta · 28 września 2016 Odpowiedz

    A co ja mam zrobic jak ma 43 lata i mam 19 letniego pasierba ktory mnie probuje na sile zgwalcic i ciaga mnie za wlosy po podlodze jak szmate . Nie wiem co mam robic bo on ciagle jest pijany lub nacpany… Pomocy

Zostaw odpowiedź