Przepis na sterroryzowanie samolotu

Z przerażeniem stwierdzam, że mimo rozmaitych procedur bezpieczeństwa, jakie porty oraz linie lotnicze wdrożyły, mimo rozmaitych zakazów i wymogów nadal bez trudu można wnieść na pokład zakazane narzędzia.

Trzeba tylko pamiętać o zabraniu ze sobą również babci.

Pakujemy bagaż podręczny

Spakowani ruszamy w podróż życia Babci. Każdy z nas ma mały bagaż podręczny na kółkach. Przed spakowaniem upewniłam się, że bagaże mają odpowiedni wymiar.

Zgodnie z regulaminem linii lotniczych Ryanair dozwolona jest tylko jedna sztuka bagażu podręcznego na każdego dorosłego, o wadze nie większej niż 10 kg i wymiarach 55 cm x 40 cm x 20 cm. Torebki, teczki, komputery przenośne, zakupione produkty, aparaty itp. mogą być przewożone tylko w dozwolonej 1 sztuce bagażu podręcznego.

Linie lotnicze straszą pasażerów, że dodatkowy/przeciążony bagaż podręczny nie będzie akceptowany przy wejściu do samolotu, z wyjątkiem sytuacji, w której możliwe będzie umieszczenie takiego bagażu w luku ładunkowym samolotu za dodatkową opłatą 285PLN/€60 (to w przypadku Ryanaira).

Zdarzyło mi się kiedyś dopłacić takie frycowe w brytyjskich, bardzo skrupulatnych liniach lotniczych. Zapewniam – nic przyjemnego. 

Upewniwszy się, że nie mamy zakazanych materiałów wybuchowych, pałek do baseballa, maczet ani noży, zaś na zastrzyki i leki Babci mamy odpowiednie zaświadczenia, zapinamy walizeczki i ruszamy ku przygodzie.

Jestem nie mniej podekscytowana niż Babcia.

Na lotnisku

Docieramy do Modlina, zostawiamy samochód na parkingu. Obowiązkowa fotka Babci z napisem arrival/departure. Niech ma! ;)

Z ulgą odnotowuję, że Babcia jest całkiem spokojna jak na pierwszy lot w życiu. Zgodnie z zaleceniami lekarza powinna teraz wziąć zastrzyk na rozrzedzenie krwi, więc udajemy się do łazienki.

W łazience Babcia wyciąga z torebki kosmetyczkę i kładzie ją na umywalkę. Wyjmuje z niej różne przybory, m.in. mały biały ręczniczek.

- Babciu teraz w toaletach są ręczniki papierowe albo dmuchawy. Zobacz! … Zresztą nieważne, masz rację - nie ma to jak swój ;)

Nie zważając na moje zbyteczne komentarze Babcia nadal opróżnia kosmetyczkę. Po chwili na ręczniczku znajduje się kolejno insulina strzykawka, igła…., metalowy pilnik, nożyczki.

- O Jezu! Babciu! Dlaczego zabrałaś pilnik i nożyczki?

- No jak to? Pilniczek jest do paznokci, a nożyczki wiadomo – musimy czymś otworzyć opakowanie z zastrzykiem.

Zupełnie nieistotne, że opakowanie jest tak zaprojektowane, że otwiera się poprzez odchylenie i pociągnięcie folii. Babcia najwyraźniej wyznaje zasadę, że przezorny ubezpieczony.

- Babciu, a kojarzysz jak studiowałyśmy regulamin Ryanaira? Zabronione jest wnoszenie na pokład wszelkich narzędzi ostrych. Żebyś mogła wejść na pokład ze strzykawkami i igłami organizowałyśmy specjalne zaświadczenie od lekarza.

- Pamiętam, ale my przecież nie mamy zamiaru zrobić nikomu krzywdy tymi nożyczkami.

Logika Babci jest nie do podważenia. Obawiam się jednak, że pracownik prześwietlający nasz bagaż jej nie kupi.

- No cóż Babciu. Weźmiemy ten pilnik i nożyczki, zawinę je w chusteczki (jak by to miało coś zmienić), ale jak je znajdą to licz się z tym, że nam je po prostu zabiorą i wyrzucą.

- A to dranie! – burknęła pod nosem Babcia.

 

Procedury bezpieczeństwa to ważna sprawa

Idziemy do odprawy.  Teraz dostrzegam u Babci lekkie podenerwowanie. Nasza kolej.

- Proszę ściągnąć buty, paski, zegarki. Bagaż na taśmę i przechodzimy tędy.

Posłusznie wykonujemy polecenia.

- Coś ostrego w bagażu jest?

Kiwam bezczelnie głową, że raczej nie.

W tym momencie Babcia konspiracyjnie szepcze mi do ucha.

- Ola, a czy nie powinnyśmy mu teraz powiedzieć o tych nożyczkach…?

Chwila konsternacji. Na szczęście tylko mojej, bo pan najwyraźniej nie dosłyszał wątpliwości Babci.

Dyskretnie kiwam przecząco głową i urywając szybko temat delikatnie przesuwam Babcię do przodu przez bramkę.

W swojej zapobiegliwości pan kazał nam wyskoczyć z butów i obmacał nas od góry do dołu, zadziwiając tym samym Babcię swoją poufałością. Widząc jej minę, zapewnił, że takie są właśnie procedury bezpieczeństwa i no musi przecież sprawdzić, bo w takiej kieszeni można mieć nóż czy nożyczki. Po tym wszystkim bez mrugnięcia okiem przepuścił nas dalej.

Nie zapytał ani o igły, czy leki. Nie wymagał żadnego zaświadczenia, ani w języku polskim, ani żadnym innym.

A tak się pięknie przygotowałam.

Jego podejrzeń nie wzbudził także ani pilniczek, ani nożyczki (pow. dozwolonych 6 cm.

A więc tak właśnie można sterroryzować samolot.. Jedyne co potrzebujesz, to babci, która uśpi czujność obsługi.

Orzeszki w puszcze

Zasada jest taka, że to co się kupuje w sklepie bezcłowym można bez ograniczeń wnieść na pokład. Żeby w czasie lotu móc się czymś zająć, po odprawie kupiłam słone orzeszki w puszce.

Mniej więcej gdzieś na wysokości Niemiec, nieumiejętnie otworzyłam metalową puszkę i skaleczyłam palec. Ponieważ krew ściekała mi po rękach, sięgnęłam do torebki po chusteczkę higieniczną i dotarłam do … pilnika i nożyczek.

Nachodzi mnie niepokojąca refleksja.

Przed chwilą wniosłam na pokład co najmniej 3 ostre, zakazane narzędzia, którymi z łatwością można skrzywdzić drugiego człowieka. Nie tylko nikt nie zadał sobie trudu żeby o nie zagadnąć, ale mam wręcz podejrzenie, że nie zostały zauważone. A teraz jeszcze ta metalowa puszka. Przychodzi mi na myśl sto sposobów, do czego terrorysta mógłby użyć takiej ostrej puszki.

Po co oni konstruują te wszystkie wyśrubowane procedury bezpieczeństwa, a potem udają, że ich przestrzegają?

Bez najmniejszego wysiłku można je ominąć. Skoro ja to wiem, wie już Babcia, to wiedzą i „oni”!

Nerwowo rozglądam się dookoła, czy obok nie siedzi nikt w turbanie lub inny podejrzany, który dziurawe procedury bezpieczeństwa mógłby celowo wykorzystać.

Chcąc odciągnąć swoje myśli od tych przerażających wniosków, skupiłam się na przewodniku po Rzymie, zjadaniu orzeszków i fotografowaniu Babci w każdej pozycji (Babcia z chmurką, Babcia na fotelu, Babcia z kawałkiem samolotowego skrzydła). W końcu Babcia odmówiła pozowania, zjedliśmy orzeszki i nadszedł czas lądowania.

 

 Epilog

Na koniec niezwiązany z tematem włoski akcent.

Wylądowaliśmy na lotnisku Ciampino o 22.45.

Kierowca, który miał po nas przyjechać niestety się nie zjawiał. Minęło dobre 20 minut, w czasie których podchodziliśmy do różnych osób trzymających rozmaite kartki z nazwiskami pasażerów. Niestety jednak żadne nazwisko nie było nasze. Pasażerów z naszego lotu ubywało coraz więcej, albo sami pojechali, albo doczekali się już swojego „odbiorcy”.

W końcu zdesperowana pochodzę do opalonego faceta, który trzyma kartkę w wielkim napisem: A L E X I S !!!

Co mi w końcu szkodzi…

I co się okazuje?

Bingo!

Włoska kreatywność nie zna granic … ;)

 

 

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

9 komentarzy

  1. ~Figa · 27 listopada 2013 Odpowiedz

    A ty nie masz przypadkiem na imię Aleksandra? hihi. Że też nie skojarzyłaś…

  2. ~Wioletta Sanicka · 27 listopada 2013 Odpowiedz

    Co do pilniczka i nożyczek, w moim przypadku cążek do paznokci,systematycznie pozbywam się ich na wrocławskim lotnisku. Noszę ten zestaw w torebce i jeśli lecę do Polski z Irlandii nie ma problemu. Natomiast przy powrocie przypominam sobie o nich podczas odprawy,kiedy muszę wyrzucić do kosza. W Pradze z kolei mogłam spokojnie przejść odprawę z na wpół otwarym napojem swojego syna ale miałam incydent związany z moimi córkami,które noszą inne nazwisko a nie miałam aktów urodzenia. Na szczęście była z nami babcia dziewczyn nosząca to samo co one i udało się wszystko załatwić .Wydaje mi się że w Polsce w miare przestrzegane jest prawo przynajmniej w porównaniu z tamtymi dwoma krajami.

  3. ~Chica Mala · 29 listopada 2013 Odpowiedz

    Hmmmm… szkoda, że nie mam już żadnej babci, żeby móc przetestować Twoją teorię ;-) Chociaż nie! Czekaj, moja Ciocia nadałaby się znakomicie… ona takie cuda czasem wyczynia, że pewnie i to by jej uszło na sucho :-D

  4. ~Jagna · 2 grudnia 2013 Odpowiedz

    Mnie się także zdarza przemycać niedozwolone przedmioty na pokład samolotu. Nadprogramowy, przekraczający obowiązujące 100 ml szampon, olejki w szklanych buteleczkach i inne pierdoły w tym guście. Nie zdarza się, żebym musiała to wyrzucać.
    Mój znajomy regularnie przewozi nieznaczne ilości narkotyków, toteż spodziewam się, że i większe paczuszki z dragami umykają celnikom.
    Wszystkie te procedury to trochę pic na wodę. Obsługa lotniska chyba liczy bardziej na psychologiczny efekt strachu pasażerów przed wnoszeniem rzeczy zakazanych, niż rzeczywiście przykłada się do rzetelnej kontroli.

    Mam jednak nadzieję, że materiały wybuchowe czy broń palną by jednak znaleźli…

  5. ~anettula · 5 grudnia 2013 Odpowiedz

    Prawnik może się jeszcze nauczyć,że babcie traktuje się z szacunkiem.Nie sądzę,aby babci na stare lata zachciało się terroru.Ponadto uważam,że jedyną lekcją,jaką zaprezentowała nam tu pani prawnik(sic)jest lekcja pod tytułem-jak można wykorzystać babcię do terroru,może obsługa lotnicza nie zauważy pilnika do paznokci. Babka z pilnikiem,stewardessy z tacami a piloci bez sterownika,to by było COŚ.:)
    .

Zostaw odpowiedź