Opieka naprzemienna alternatywą dla „rodzica niedzielnego”

Czym jest opieka naprzemienna, jej wady i zalety oraz polska praktyka sądownicza w tym zakresie.

Jakiś czas temu prezentowałam popularną metodę ustalania kontaktów z dzieckiem. Polega ona na tym, że po rozstaniu rodziców dziecko na stałe mieszka z jednym z nich, a z tym drugim spotyka się dwa razy w tygodniu po dwie godziny plus w co drugi weekend i święta.

Jest to tak zwany „polski standard”, przy czym tajemnicą poliszynela jest to, że na ogół tym pełnoetatowym rodzicem jest matka, a niedzielnym  - ojciec dziecka.

Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie jest to wygodne rozwiązanie dla ojców.

Ba! Wielu z nich skrzętnie z tej wygody korzysta, żeby nie powiedzieć, że jej nadużywa.

Niemniej, nie wszystkim ojcom takie rozwiązanie odpowiada ze względu na to, że odczuwają  potrzebę przebywania z dzieckiem znacznie częściej niż posądza go o to sąd i wynika to ze stereotypów społeczeństwa.

Czym jest opieka naprzemienna?

Opieka naprzemienna polega na tym, że przykładowo dwa tygodnie dziecko mieszka z tatą, a kolejne dwa z mamą, dwa z tatą, i tak dalej.  W praktyce oznacza to, że dziecko posiada komplet ubrań zarówno u mamy, jak i u taty, podobnie buty, zabawki, książki – wszystko podwójnie.

Za…

Dzięki takiemu rozwiązaniu rozwód rodziców nie musi dla dziecka oznaczać aż tak dramatycznej zmiany w życiu, tj. praktycznej utraty kontaktów z jednym z rodziców na rzecz niemal wyłącznych kontaktów z drugim.

W sytuacji, kiedy obojgu rodzicom zależy na tym, aby mieć realny udział w wychowaniu dziecka, które to wychowanie nie będzie się ograniczało do ogólnikowej i zdawkowej wymiany zdań: „co u ciebie?” opieka naprzemienna może być jakimś rozwiązaniem. Wówczas oboje rodzice w równym stopniu  dzielą codzienne trudy i przyjemności związane z wychowaniem, począwszy od porannej toalety, poprzez odebranie dziecka ze szkoły, odrobienie z nim pracy domowej, a skończywszy na wspólnej kolacji i podsumowaniu wydarzeń z danego dnia. W dłuższej perspektywie system opieki naprzemiennej stwarza większe szanse na zbudowanie więzi z dzieckiem i utrzymanie z nim kontaktu zarówno przez mamę, jak i tatę.

Przeciw…

Przeciwnicy takiego wychowania wskazują na to, że dziecko wychowane w tym systemie pozbawione jest stabilizacji i nie ma poczucia przynależności do żadnego z domów. A jak wiadomo – stabilizacja dziecku jest bardzo potrzebna do prawidłowego rozwoju.

Zagraniczne doświadczenia

System opieki naprzemiennej dość dobrze jest znany i często stosowany w bogatszych krajach np. w Skandynawii, czy USA.

Dlaczego?

Choćby dlatego, że zorganizowanie podwójnego życia dla dziecka jest droższe. Spotykane są nawet takie przypadki, w których aby nie narażać dziecko na ciągłe zmiany miejsca zamieszkania rodzice inwestują w trzecie mieszkanie, w którym oni sami mieszkają naprzemiennie, zaś dziecko przebywa na stałe.

Powiedzmy sobie szczerze – jest to standard zdecydowanie nieprzystający do polskich realiów, w których nierzadko małżonków po rozwodzie nie stać życie osobno, a co dopiero wynajęcie/kupno trzeciego mieszkania.

Polski standard

W przypadku kiedy rodzice po rozstaniu mieszkają osobno, doświadczenie pokazuje, że tzw. „polski standard” niesie za sobą dużo wad, choćby takie, o których mowa w Czekam na ciebie tato. Poza tym rodzicowi, który stale ma do nadrobienia zaległości wychowawcze z minionego tygodnia, zaległości te w kolejnych miesiącach narastają i z czasem kontakty ograniczają się głównie do wymiany podstawowych informacji typu:

- Co u ciebie synu?

- W porządku.

- Jak pani w szkole?

- Głupia.

- Masz jakiegoś kolegę?  

-Tak.

- To dobrze.

Nie bagatelizując argumentu psychologów o braku stabilizacji w przypadku opieki naprzemiennej – bo rzeczywiście może być to pewien problem – postawiłabym jednak na równoczesny kontakt z obojgiem rodziców.

Z moich obserwacji wynika, że nawet gdy ten „niedzielny rodzic” początkowo jest zaangażowany w wychowanie dziecka, to po kilku latach „niedzielnego dyżurowania” siłą rzeczy odpuszcza. Efekt jest taki, że dziecko w praktyce ma do dyspozycji tylko jednego rodzica. Dlatego uważam, że w ostatecznym rozrachunku większą krzywdę wyrządza dziecku odseparowując go od jednego z rodziców (pomijam tu przypadki patologicznych rodziców, od których dziecko należy kategorycznie zabrać). To nie budynek tworzy dom, ale ludzie w nim mieszkający. Jeżeli dziecko znajdzie miłość zarówno w jednym, jak i drugim mieszkaniu, oba będą dla niego jego własnym domem.

Opieka naprzemienna w polskich sądach

W polskich sądach opieka naprzemienna jest trudna do przeforsowania. Kiedy rodzice nie mogą dojść do porozumienia na temat wspólnej opieki, a to zdarza się najczęściej, sąd wyręczy ich w podjęciu decyzji i znając realia polskiego wymiaru sprawiedliwości – wychowaniem dziecka zaszczyci/obciąży jednego z rodziców, a tego drugiego pośrednio odstawi na boczny tor. Sąd nie orzeknie o opiece naprzemiennej nawet w sytuacji, gdy takiej opieki żądałoby tylko jedno z rodziców, drugie zaś byłoby temu przeciwne. Zbyt innowacyjny system jak na naszą polską rzeczywistość! Dlatego jedynym sposobem na osiągnięcie orzeczenia, które zezwalałoby na opiekę naprzemienną – jest wspólny zgodny wniosek obojga rodziców.

***

Jestem ciekawa jakie macie doświadczenia w tym zakresie i czy są wśród was jacyś „innowacyjni” rodzice, którzy mimo rozstania z partnerem, potrafiliby dziecku i sobie tak właśnie zorganizować życie, tj. opiekując się dzieckiem naprzemiennie.

Wielki szacunek dla tych, którym się to udaje!

 

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

55 komentarzy

  1. ~Figa · 11 października 2013 Odpowiedz

    Czytam z doskoku blog taty wychowującego synka w tym systemie naprzemiennego wychowywania. http://bezpauliny.blox.pl/html
    Dzieciak rewelacyjny i chyba świetnie zniósł rozwód rodziców.
    Inteligentny, błyskotliwy, z pasją do piłki nożnej, całkowicie przeciętnie łobuzerski – jakbym o tym rozwodzie nie przeczytała to w życiu bym nie zgadła, że „taką traumę” chłopczyk przeżył, hihi.

    Pomysł – dobry. Sama bym na to poszła :P gdyby ojciec Młodszego mieszkał w tym samym mieście.

  2. Conscience · 14 października 2013 Odpowiedz

    Ja nie wyobrażam sobie opieki naprzemiennej… Jak zostało wspomniane – brak stabilizacji i mój zły kontakt z ex mężem po prostu by to uniemożliwił. Już mu nie ufam na tyle,że mogłabym zgodzić się na „wymienianie się” dzieckiem, co ogółem uważam,że coś okrutnie rzeczowego. Dziecko musi mieć dom, swój dom i stabilizację. Poza tym znając życie – gdybyśmy mieszkali w tym samym mieście,to przy opiece naprzemiennej córka lądowałaby u moich byłych teściów,których osobiście nie toleruję pod żadnym względem. Może i mogłabym to wszystko znieść, gdybyśmy rozstali się z powodu braku uczucia, doszlibyśmy do porozumienia,że tracimy czas i pozostalibyśmy w dobrych stosunkach,ale niestety troszkę inaczej to było. W tym momencie w moim wyobrażeniu opiekka naprzemienna to głupota(odnośnie naszej sytuacji coś nie do zrobienia,naprawdę) i cieszy mnie fakt,że mieszkamy w innym kraju, zdala od siebie i jego wykonywanie jakiejkolwiek opieki jest niemożliwe.

    • Prawnik na macierzyńskim · 22 października 2013 Odpowiedz

      Być może rzeczywiście u was by się nie sprawdziła, ale obserwuje pary, którym to naprawdę wychodzi.

    • ~Michał · 9 marca 2015 Odpowiedz

      Właśnie, Ty już mu nie ufasz, mimo że wcześniej nalegałaś, żeby zajmował się dzieckiem. PP prostu przyznaj się sama przed sobą, że chodzi o Twoje negatywne emocje, a nie obiektywne przyczyny. Uświadom sobie jak bardzo i nieodwracalnie krzywdzi szczęśliwego kogoś, kogo niby kochasz i zmień nnastawienie. Skorzystasz Ty i Twoje dziecko.

    • ~Ola Kisiel · 1 lutego 2016 Odpowiedz

      Smutne jest to, że w całej historii ani razu nie ma mowy o dziecku, które ma prawo do kontaktu z obojgiem rodziców. Piszesz o tym, że TY nie lubisz teściów, że dla CIEBIE opieka naprzemienna to traktowanie dziecka jak przedmiotu. Z mojego doświadczenia wynika, że niestety przedmiotowe traktowanie dzieci to domena matek, które przy okazji rozwodu wychodzą z założenia: Zostawiasz mnie — zostawiasz całą rodzinę. Rozwód to przecież tylko koniec formalnego małżeństwa, nie koniec związku miedzy ludźmi, którzy zawsze będą tworzyć rodzinę. Dorośli rozwodzą się ze sobą, nie z dziećmi.

    • ~blablabla · 6 stycznia 2018 Odpowiedz

      Ja stosuje wychowywanie naprzemienne i nie zauwazylam u mojej 3 letniej corki dziwnych zachowan, zawsze robila histerie i nic sie w tej kwestii nie zmienia. a co do ojca dziecka, dziwne ze mu nie ufasz skoro zrobikas z nim dziecko i uwazalas go za dobry material na ojca :)

      Ojciec mojej corki, mimo ze nam nigdy nie udalo sie dogadac, kocha ją niesamowicie, nienawidze go z calego serca, ale jak ją do niego daje, to wiem ze trafia w dobre rece :)
      A widac u Ciebie czysty egoizm i chec pokazania mu, ze ty ru rzadzisz.
      Nie cierpi on, a jedynie dziecko.

  3. ~t.vik · 18 października 2013 Odpowiedz

    Ciekawe rozwiązanie z trzecim mieszkaniem, ale chyba nie ma szerokiego zastosowania, bo do tego muszą być spełnione pewne warunki. I nie chodzi wcale o odpowiednie finanse, tylko o ilość członków rodziny. Jak jest mama, tata i jedno, ewentualnie dwoje dzieci, to jakoś to przejdzie, ale jak jest więcej… i nie wszystkie od jednego taty? Przykładem niech będzie moja sąsiadka, która ma szóstkę dzieci i każde z innym ex. Czy wystarczy tylko jedno „trzecie” mieszkanie? Ile mieszkań trzeba by mieć do dyspozycji? Czy wszyscy ex zgodzą się brać swoje dzieci w tym samym czasie? Jeśli nie, to jest zagrożenie, że dzieci przestaną wiedzieć jak wygląda ich rodzeństwo… Znam z obserwacji takie przykłady naprzemiennej opieki. Nic fajnego dla dzieci. Nie uczą się prawidłowych relacji małżeńskich, wręcz odwrotnie, szybko się uczą, że nie ma problemu ze zmianą partnera, a dziećmi nie trzeba się szczególnie przejmować.
    Prawo prawem, a życie życiem. Rozwiązania prawne rzadko kiedy nadążają za życiem.

  4. ~BB · 24 października 2013 Odpowiedz

    A ja z moim ex mężem zastosowaliśmy jeszcze inny „model”. Opiekujemy się córką jednocześnie :) Możliwe jest to dlatego, że pomimo rozstania, a później rozwodu cały czas mieliśmy poczucie ogromu odpowiedzialności za przywołane na ten świat małe, słodkie życie :) Nie darliśmy kotów, nie krzyczeliśmy (wykrzyczeliśmy się wzajemnie przez rozstaniem, potem nie było już sensu ;) ). No i z czasem to się zaprzyjaźniliśmy. Opiekę nad dzieckiem ustalamy więc na bieżąco. Ex mąż jest u nas w zasadzie codziennie (wyjątek stanowią jego wyjazdy poza miasto). Przybywa rano, o 7:00, robi śniadanie (córce do szkoły, mi do pracy), odwozi mnie do pracy, małą do szkoły. Po pracy najczęściej ja ją odbieram, ale kiedy potrzebuję wolnego popołudnia, ten miły obowiązek przejmuje jej tatuś. Nigdy nie powiedzieliśmy jej wprost, że się rozstaliśmy, bo jest bardzo wrażliwym dzieckiem i mocno by to przeżyła, szczególnie, że w momencie naszego rozejścia się miała niespełna 3 lata. Z czasem, mając zapewnioną stabilizację, uśmiechniętych rodziców, którzy się nie kłócą i nie sprzeczają, przyjęła ten model za naturalny. Szczególnie, że nierzadko spędzamy czas razem, na przykład wyjeżdżając pod namiot w czasie wakacji czy idąc wspólnie na obiad „na mieście”.
    Ostatnio moja mama przytoczyła mi ciekawą rozmowę z moim skarbem:
    Córa: Babciu, a kto to jest kawaler?
    Babcia: To taki pan, który jest dorosły, ale nie ma żony.
    Córa: To mój tata jest kawalerem!
    Babcia (podstępnie); A mama nie jest jego żoną?
    Córa: No coś ty, mama jest jego koleżanką!

    Niniejszym pozwolę sobie zaapelować do rozstających się par (w szczególności do kobiet). Nie żywcie urazy, to nic nie da. Nie grajcie dzieckiem, bo ono na tym tylko straci. Nie obmawiajcie przy dziecku exa, bo poczuje się zagubione, przecież kocha was oboje! Schowajcie do kieszeni dumę (choćby wcześniej została zmasakrowana, podeptana i opluta). Współdziałajcie na korzyść dziecka. Gwarantuję niebywała satysfakcję, że się było ponad :)

    Pozdrawiam,
    szczęsliwa, spełniona i nieprzepełniona jadem ex-żona :)

    • ~ · 25 października 2013 Odpowiedz

      Podziwiam Was!!! Naprawdę ;)

    • ~Hanna · 8 listopada 2013 Odpowiedz

      Nie, no słowa uznania. Takie eks-pary to ewenement. Większość jednak nie jest w stanie odłożyć pretensji na bok. Ciekawe czy Wasz układ sprawdzi się w momencie, gdy któreś z Was będzie chciało ułożyć sobie życie z kimś innym. Pewnie wiele zależeć będzie od tej nowej partnerki bądź partnera…

    • ~ania · 3 czerwca 2014 Odpowiedz

      A ja się zastanawiam jakie szanse macie Państwo na ułożenie sobie życia? czym to się różni od tego że wcale ze sobą nie spicie;)?

    • ~Marta Kuljon · 7 lipca 2014 Odpowiedz

      Witam,
      Jestesmy z mezem na progu rozstania i zastanawiamy sie jak tego dokonac w mozliwe najlagodniejszy sposob dla naszej 2.5 letniej corki. Bardzo podoba mi sie model zastosowany przez Was, maz opctuje za bardziej uregulowana opcja (tydzien i niego, trzy tyg. u mnie). Mam pytanie – jak organizujecie lykend? Rozumiem tez, ze corka przebywa na stale u Ciebie, nie nocuje, nie mieszka u Taty?
      Pozdrwiam

    • ~MT · 5 stycznia 2016 Odpowiedz

      BB, czy możesz się ze mną skontaktować?

  5. ~Teresa Kowara · 8 listopada 2013 Odpowiedz

    Kuzynka męża rozwiązała to tak: syn mieszka z nią, po szkole idzie na obiad do ojca, bo do niego ma bliżej, odrabia u niego lekcje, potem ojciec odwozi go na trening, a odbiera go już matka. Połowa weekendów z matką, połowa z ojcem, tak samo dzielą wakacje. Oczywiście, rozstali się w zgodzie. Jaki był wyrok sądu, nie wiem, w sumie nieistotne, bo sami ustalili dobrze funkcjonujący układ.

  6. ~Agnieszka Swaczyna · 15 listopada 2013 Odpowiedz

    Trafiłam dzisiaj na Pani stronę przez portal mamopracuj.pl. Z zainteresowaniem przeczytałam wpis o opiece naprzemiennej zwłaszcza, że sama ostatnio o tym pisałam (http://blogrozwod.pl/opieka-naprzemienna-dlaczego-nie/). To temat trudny w polskich sądach. Zwykle z powodu samych rodziców. Do tego trzeba dwojga, któzy się dogadują i potrafią schować swoje urazy i być tylko (lub aż) rodzicami. W mojej praktyce ani razu nie spotkałam się z orzeczeniem opieki naprzemiennej, ale też trzeba powiedzieć takie wnioski nie zdarzają się często.

    • Prawnik na macierzyńskim · 15 listopada 2013 Odpowiedz

      Rzeczywiście nie zdarzają się często, bo raz, że rodzice nie zdają sobie sprawy z istnienia takiej metody sprawowania opieki, a dwa – wymaga to naprawdę wiele wysiłku i zgrania byłych partnerów. Często też na przeszkodzie stoją…nowi partnerzy.

  7. ~Adik Ciurtek · 14 stycznia 2014 Odpowiedz

    czy nie chodzi o to aby sad decydowal o opiece naprzemiennnej jesli jeden z rodzicow nie wyraza na nia zgody? jesli rodzice sie dogaduja w tej kwesti to po co isc z tym do sadu?, rownie dobrze mozna dogadac sie miedzy soba. bezsensu to wszystko

  8. ~Magda Walas · 14 stycznia 2014 Odpowiedz

    Właśnie chcę zerwać umowę o naprzemiennym sprawowaniu opieki nad dziećmi.Nie wiem jak to zrobić, dzieci mają dom u mnie i stabilizację ,a tatuś teraz bardzo dbający o super relacje pokazuje całemu światu jaki jest dobry.
    Szkoda że nie robił tego przez kilka lat , jak ja sama miałam dom, jedno a potem drugie dziecko na głowie.
    Popełniłam błąd a teraz aby nie stracić dzieci ( chciał mi je odebrać a właściwie ograniczyć do 1 soboty i niedzieli w miesiącu oraz każdego poniedziałku po lekcjach do godz.19.00) podpisałam tą nieszczęsną umowę. Starszy syn płacze jak przyjeżdża do mnie, bo nie chce wracać do niego i jego panienki,młodszy ma pranie mózgu. Poza tym inna obca kobieta opiekuje się moimi dziećmi a sąd nawet na to nie zareagował. Panienka nie może mieć swoich a z moimi prezentuje się jakby to była jej zasługa że przyszły na ten świat.
    Jestem rozżalona na wymiar sprawiedliwości i to że mąż zostawił mnie poszedł do młodszej i jeszcze rani moje dzieci. Prezentami zaskarbi się wszystkich, ja daję stabilizację, opiekę,miłość, czułość, nie zakłamaną miłość. Oszukiwał dzieci przez 3 lata że chodził do „pracy” po czym wyprowadził się . Oszukuje Sąd o zarobkach że mało zarabia mówiąc tylko kwotę, ja podałam swoje dokumenty o zarobkach. Znowu poległam bo więcej zarabiam od niego.
    Robią ze mną co chcą, zniszczył mi życie i moim kochanym dzieciom pod płaszczykiem kochającego tatusia.Koszmar

  9. ~Bartłomiej Dziewulski · 30 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Witam,

    jestem ojcem dziesięcioletniej córki. Udało się Nam (paradoksalnie mnie i córce, wbrew postulatom mamy) osiągnąć status opieki naprzemiennej. Proces trwał cztery lata i dwukrotnie były wywoływane badania w RODK. To było naprawdę trudne, ale zależało mi na tym głównie z uwagi na dobro córki którą przed rozwodem opiekowałem się częściej niż moja ówczesna żona. W chwili obecnej nasza córka co tydzień zmienia miejsce zamieszkania. Ja po nią przyjeżdżam i ja ją do domu mamy odwożę. Sąd zniósł obowiązek alimentacyjny i każde z nas osobno utrzymuje córkę. Uważam że sytuacja jest w miarę stabilna, ale zdaje się że jest to tylko moja opinia. Problem w tym że pomiędzy córką i jej mamą zaczynają narastać nierozwiązywane na bieżąco konflikty. Córka nie chce do niej wracać i tak jest przy każdym powrocie do mamy. Była żona zwraca się do mnie jedynie w kwestiach finansowych, uważa bowiem, że inne płaszczyzny nie wymagają wspólnych konsultacji. W zasadzie jedyną alternatywą dla opieki naprzemiennej nad naszą córką było miejsce stałego pobytu u mamy i standardowy w takich sytuacjach model spotkań z ojcem, przeciwko temu jednak córka zaprotestowała w RODK.

    A zatem opieka naprzemienna w naszym wypadku była formą kompromisu pomiędzy wolą córki i moją a jej mamy. Chciałbym tu rozwiać ewentualne wątpliwości, że rozmyślnie manipuluję córką by mieć wpływ na jej decyzje. Dwa razy opinia RODK wskazywała na narastające problemy w kontaktach matki i córki. Ostatecznie wydana opinia wskazywała, że jeżeli sąd ustanowi miejsce pobytu dziecka przy jednym z rodziców to tym rodzicem powinien być ojciec. Wyrok sądu był faktycznie ukłonem w stronę matki by nie straciła i tak już nadwątlonych relacji z własną córką.

    Opieka naprzemienna nie jest prostą sprawą i wymaga dojrzałości od obojga rodziców. Próby antagonizowania przez któregokolwiek z rodziców mogą przynieść odwrotny do zamierzonego skutek.

    • Prawnik na macierzyńskim · 5 maja 2014 Odpowiedz

      Dzięki za ten komentarz. Masz rację opieka naprzemienna nie jest sprawą prostą. Jak patrzę na to od strony prawnej- wydaje mi się świetny pomysł – wilk syty i owca cała jak to mówią. Kiedy jednak czytam opinie psychologów i różne wasze doświadczenia zaczynam nabierać wątpliwości, czy słusznie mi się wydaje.

    • ~MARTYNA · 14 października 2014 Odpowiedz

      pANIE BARTŁOMIEJU prosiłabym Pana o kontakt ze mną za pośrednictwem poczty elektronicznej gdyż mógłby mi Pan pomóc, mianowicie chodzi o to jaki dokładnie wniosek złożył Pan do sądu odnośnie władzy rodzicielskiej ?? moj mąz byłby zainteresowany takim rodzajem wychowywania córki tym bardziej , że mieszkamy w tej samej miejscowości któa liczy lekko ponad 800 mieszkańców . Do męza córki dzieli nas zaledwie pare kroków, ale jego była partnerka skutecznie ten kontakt utrudnia a rola męza w wychowywanie dziecka kończy się jedynie na alimentacji. Mamy z meżem wspólen dziecko i zależy nam na tym aby utrzymywali ze soba kontakt . prosze o jakąś wskazówkę jak rozpocząć takie postępowanie sądowe

    • ~Marek · 3 listopada 2016 Odpowiedz

      Witam. Od tygodni bezskutecznie szukam prawnika, kogokolwiek, kto powiedziałby mi że DA SIĘ nie orzekać o alimentach a miejsce zamieszkania może być u obojga rodziców w powtarzających się okresach – z tego co czytam Wam się udało – jak to zrobić???? Słysze tylko o tym, że „nie da się” że mimo iż odstanie 3 lata ja wychowywałem dzieci, to co najwyżej będę mógł powalczyć o częstsze kontakty albo mniejsze alimenty….a że żona ma coraz większe objawy zaburzeń osobowości i tu jest problem w naszej rodzinie – to „trudno” nikt jej do leczenia ani badań nie zmusi…a dzieci się nam rozsypują psychicznie…

      Czy ktoś może się do mnie odezwać, jak mu się udało ww. ustalić, jakie przepisy tu mogą być pomocne…

  10. ~Damian Szkolny · 5 maja 2014 Odpowiedz

    Wiecie co ? Walczę o opiekę naprzemienną i też mam masę obaw co będzie najlepsze dla mojego synka. Aktualnie mam zabezpieczenie z sądu na czas trwania procesu. Wtorek i Czwartek po dwie godziny oraz pierwsza i trzecia Sobota i Niedziela od 10 – 18. Syn jak jest u mnie to zawsze kiepsko znosi fakt, że musi wracać. Każdy na pewno w inny sposób to przeżywa, ale dla mnie moje relacje z dzieckiem są priorytetowe i bardzo mi zależy na tym żeby dziecko ucierpiało jak najmniej na tym , że będzie się wychowywało w rozbitej rodzinie. Myślę , że opieka naprzemienna daje taką szansę.

    • Prawnik na macierzyńskim · 5 maja 2014 Odpowiedz

      Owszem może dać taką szansę, ale tylko pod warunkiem, że masz na tyle dobry kontakt z byłą partnerką, że będziecie umieli się porozumieć i stanowić jednolity front wobec waszego dziecka.

  11. ~Jarek Dembiński · 1 czerwca 2014 Odpowiedz

    Właśnie będę przez to przechodził.
    Moja partnerka po raz kolejny się zakochała i mam się wynosić z jej życia.
    Ok niech tak będzie ale co z synem.
    Ma cztery lata kochamy go oboje tyle ze inaczej.
    Napisze tak od 3,5 roku śpimy z synem w jednym pokoju(budzi się kilka razy w nocy , byliśmy u kilku lekarzy jedyna rada to taka ze z tego wyrośnie) zajmuje się nim znacznie więcej niż partnerka i to raczej ja wychowuje ona po prostu ustępuje. Przepraszam nie mam siły dalej pisać to za bardzo boli.

  12. ~magda c · 24 czerwca 2014 Odpowiedz

    my tez praktykujemy opieke naprzemienna ale ustalilismy to inaczej ze wzgledu na wiek naszego syna-5 lat. wymienianie sie co tydzien byloby dla niego zbyt duzym odcinkiem czasu wiec w kazdy poniedzialek, srode odbiera go z przedszkola tata a wtorek i czwartek -ja. weekendy dzielimy naprzemiennie. system taki sprawdza sie u nas od ponad 2 lat. nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej byly mąż bylby niedzielnym tata. zresztą wiem ze sam by tego nie chcial.

    • ~ · 30 czerwca 2014 Odpowiedz

      Podziwiam Was drodzy rodzice naprzemienni!
      Serdecznie pozdrawiam i zycze dalszej owocnej współpracy.
      Pozdrawiam
      Prawnik na macierzyńskim

  13. ~Agnieszka · 26 listopada 2014 Odpowiedz

    Mam 24 lata. Z moim partnerem byłam prawie 5 lat. Bywało różnie – życie.
    Studiowałam. Coraz częściej stawał się agresywny. Urodziłam synka. Teraz ma prawie 3 latka. Mieszkaliśmy razem do pierwszych urodzin syna.
    Opiekowałam się naszym synkiem sama, ojciec dziecka uczestniczył w tym sporadycznie. Zwiększyła się jego agresja. Założono mu niebieską kartę na policji. Zdecydowałam się na odejście. Jego reakcją było porwanie naszego synka. Zrobił to, gdy na chwilę wyszłam. Ubrał go niczego nie zabierając (oprócz kilku ubrań na zmianę) i pojechał do swoich rodziców. Nie pozwolił mi zobaczyć syna przez dwa miesiące. Zgłosiłam to natychmiast na policję i do sądu. Do wyznaczonej daty rozprawy przez sąd, czyli kilka tygodni, wystawałam codziennie pod jego domem błagając o syna. Nic z tego. Policjanci, których wzywałam, nie mogli nic zrobić bez sądowych decyzji, mogli tylko na moją prośbę wejść i sprawdzić, czy synek jest zdrowy. Za oknem stali jego rodzice – uśmiechnięci. Była zima. Święta bez synka. Rozprawa w sądzie. Same obelgi ze strony mojego byłego partnera i jego ojca. Jego ojciec podszedł do mnie ze słowami : Jestem na tyle ważny w tym mieście, że Cię zniszczę.Nigdy ci go nie oddamy głupia dziewczynko.
    Dramat i koszmar. Sędzina TYLKO poinformowała ojca dziecka, że nie wolno zabierać dziecka w ten sposób i stwierdziła,
    że z braku porozumienia między nami opieka nad dzieckiem będzie naprzemienna, a z racji tego, że nie widziałam syna dwa miesiące pierwsza zaczynam tydzień z synkiem. To wszystko co usłyszał – pouczenie.
    Rozprawa trwa już ponad rok. W międzyczasie okazało się, że zadłużył siebie i rodziców na kilka milionów złotych. Dom, w którym mieszka z rodzicami i siostrą jest zajęty przez komornika. Synek spędza z nim co drugi tydzień. Praktycznie w tym czasie wychowuje go nie ojciec, a jego matka czyli babcia, która nie pracuje.
    Jej metody wychowawcze są jak najdalej odbiegające od moich.
    Synek jest coraz bardziej nieposłuszny, rozpieszczony, płaczliwy, zagubiony, zdezorientowany, brak mu stabilności. Ma dwa domy, dwa łóżeczka, w jeden tydzień śpi w ciągu dnia, w jeden nie, za każdym razem inne zasady. Jak powiedzieć synkowi – nie, tego nie wolno, jesteś za mały, to jest niezdrowe, gdy po przeciwnej stronie jest ktoś kto ignoruje ogólnie przyjęte normy wychowania. Jak wychować dziecko na dwa domy. Ja tu przez tydzień i tam ojciec i dziadkowie. Nie podejmują współracy. Nie rozmawiają. Na podejmują żadnych kompromisów. Ubliżają. Stosują metody zastraszania. Ostatnio synek wracając do mnie po tygodniu, płacze, że nie chce ze mną być, że kocha tylko babcię, mówi, że jestem „be”. Pytam : kto tak powiedział. Odpowiedź synka: baba.
    Jak można manipulować własnym dzieckiem, wnukiem? Serce mi pęka. Synek jest moim światem i miłością, uwielbiał mnie.
    Sprawa jeszcze się nie skończyła. Teraz czekam na wyznaczenie następnej daty przez poradnię rodzinną. Może za kilka miesięcy. Przez ten czas mój synek z małym plecaczkiem wędruje co tydzień zmieniając swoje łóżeczko i co tydzień je przy innym stole. Co tydzień żyje innymi zasadami, inni ludzie go przytulają, inni ludzie go kochają. Kto to wymyślił? Co mam zrobić?

    • Prawnik na macierzyńskim · 26 listopada 2014 Odpowiedz

      Pani Agnieszko, bardzo Pani współczuję sytuacji rodzinnej. Z tego co Pani pisze w grę wchodzi wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej jednego rodzica – tu ojca – wówczas dziecko mieszkałoby z matką, a z ojcem miało tylko tzw. kontakty. Ewentualnie widzę możliwość wniosku o uregulowanie władzy rodzicielskiej z jednoczesnym wnioskiem o ustalenie miejsca zamieszkania z matką. Jakiego rodzaju sprawa obecnie się toczy-czy któraś z tych dwóch? Czy korzysta Pani z fachowej pomocy prawnej?

  14. ~wojtek · 5 stycznia 2015 Odpowiedz

    To bardzo trudny temat. Poniżej kilka słów od ojca wychowującego naprzemiennie dziecko od 5 lat – szczęśliwe dziecko.

    Posiadamy opiekę naprzemienną od ponad 5 lat. Dziecko właśnie kończy 7 rok życia.
    Podczas rozstania, z braku rzetelnych informacji, sami szukaliśmy zasad i opisów w internecie. Obydwoje też ustaliliśmy inny czas opieki niż standard (tydzień lub dwa u jednego z rodziców to zbyt długo). W naszym schemacie: trzy i pół dnia dziecko przebywa z jednym z rodziców, pozostałe 3 i pół dnia w tygodniu z drugim. Z racji tego aby nikt nie był uprzywilejowany (lub pokrzywdzony) odnośnie wybrania np. pon-wt-śro, to kolejny tydzień zaczyna się od odwrotnej kolejności, przez co cały „cykl” zamyka się w dwa tygodnie i znowu powtarza. Powoduje to jedynie komplikacje z tytułu braku możności uczestnictwa któregoś z rodziców w zajęciach powtarzalnych, np. wtorki i czwartki (co drugi wtorek albo czwartek wypada z grafiku), jednak zawiera w sobie współdzielenie weekendu. Przykład: Pierwszy rodzic odbiera dziecko z przedszkola/szkoły w czwartek po południu i jest z dzieckiem do niedzieli w południe – tym samym ma prawie cały weekend dla dziecka. Drugi rodzic może w tym czasie nacieszyć się jeszcze resztką niedzieli z odebranym o 12:00 dzieckiem, którym opiekuje się do poniedziałku rano, odprowadzając je do przedszkola/szkoły. Pierwszy rodzic odbiera dziecko w ten poniedziałek z przedszkola/szkoły i pozostaje z dzieckiem do czwartku rano, gdy odprowadza je do przedszkola/szkoły. Drugi rodzic odbiera dziecko z przedszkola/szkoły w czwartek po południu….i tak odwraca drugi tydzień.

    Ten zbyt długi wstęp chciałbym podsumować kilkoma poradami dla rodziców, którzy mają lub noszą się z zamiarem ustanowienia takiej opieki:
    1. Dziecko jest zawsze najważniejsze
    2. Wszelkie dąsy, nieprozumienia, zawiści i ukryte emocje dotyczące relacji mąż-żona musicie wyrzucić i o nich zapomnieć. Nie rozumiem rodziców, którzy fakt wychowania a raczej już braku wychowania łączą z wzajemnymi pretensjami. Oczywiście, że możecie się posprzeczać- o ile to nie potrwa dłużej niż 5 minut. Szkoda czasu na kłótnię, sens takiej rozmowy i zakładany efekt – obudźcie się! Tuż obok stoi dziecko i czeka na Waszą decyzję. Czeka na wskazówkę/autorytet/pochwałę/nagrodę lub karę. Toma być jednomyślne i krótkie działanie.
    3. Wszystkie ważne decyzje wychowawcze podejmujecie wspólnie (to era szybkiej komunikacji, dyskretnych sms, zaawansowanych smart-fonów, szybkich zdjęć każdej chwili…). Telefon do byłej żony lub męża i po kłopocie. Przykład: kiedy czujecie, że sytuacja wychowawcza Was zwyczajnie przerasta, zwyczajnie dzwonicie do drugiego rodzica, włączacie głośnomówiący i we troje robicie sobie telekonferencję…
    4. Potrzeba wielkiej wyrozumiałości Waszych partnerów w życiu codziennym aby to zrozumieli. Nie dziwcie się, że to dla nich trudne, iż zostajecie w tak dobrych stosunkach. Po tylu latach spędzonych z ex nad naszymi nietrafnymi wyborami, podpowiem jedno-nie zawracamy sobie głowy ludźmi którzy tego nie rozumieją, snują podejrzenia lub zwyczajnie to ich przerasta, gdyż podjęliśmy się opieki naprzemiennej a to nie jest wyjście do kina – patrz punkt pierwszy.
    5. Oczywiście, że dziecko musi mieć spełnione techniczne warunki do takiej opieki: obydwa miejsca zamieszkania niedaleko siebie, szkoła w bliskim sąsiedztwie dwóch adresów itp.
    6. Wszelkie babcie/dziadków/ciocie biadolące na niedolą naszego maluszka odstawiamy na dalszy plan, a już na pewno ludzi nie mających nic dopowiedzenia i stwierdzających: „ No, może jeszcze się Wam ułoży….”
    7. Uprzedzamy opiekunki w przedszkolu lub wychowawcę w szkole o takiej sytuacji i że nie życzymy sobie żadnych dewotycznych zachowań ani rozmów tym kierunku z dzieckiem.
    8. Kochamy swoje dziecko okazując mu to na każdym kroku! Mało tego, mówimy że ten drugi rodzic też je strasznie kocha i pewnie żałuje że go tutaj nie ma.
    9. Uczymy je moralności, prawdy i miłości. Dzwonimy do mamy/taty w ważnych chwilach i oddajemy słuchawkę dziecku…po jakimś czasie dziecko samo w ekscytującej chwili prosi o zrobienie zdjęcia i wysłanie do tego drugiego z rodziców. Robimy coś wspólnie z dzieckiem dla swojej byłej/swojego byłego – nie zapominajmy, że nasze dziecko mamy właśnie z tym drugim człowiekiem, więc nie wstydźmy się zrobić np. wspólnie rysunek dla mamy lub taty.
    10. Wiele wiele innych, które rodzą się same, jak się obydwoje szanujecie i kochacie swoje dziecko…

    Co zyskujecie w zamian?
    Rodzinę
    Radość nie porównywalną z niczym innym, że pomimo Waszej decyzji o rozstaniu, nadal tworzycie rodzinę
    Wasze dziecko jest otwarte na świat i nie zamknięte w sobie. Przebojem idzie do przodu przez kolejne lata bo ma szerszy światopogląd – jest wychowywane wśród różnych środowisk, ludzi, opinii i zachowań.

    Pozdrawiam każdego odważnego i mądrego rodzica,
    wojtek

    • ~Ala B · 10 lutego 2015 Odpowiedz

      Mam jeszcze pytanie – czy w momentach, brzydko mówiąc przekazywania sobie dziecka, poświęcaliście czas np. Na wspólną zabawę? Czy zostawaliscie u siebie na przysłowiową herbatę, żeby dziecko czuło, że się choć lubicie, uśmiechacie się?

  15. ~Anna B · 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Panie Wojtku,

    Właśnie rozpoczynamy opiekę naprzemienną z byłym partnerem. Syn ma w tej chwili prawie 2 lata. Czy mógłby Pan posiedzieć jak wyglądały Wasze początki? (wnioskuję, ze Pana dziecko bylo w podobnym wieku kiedy rozpoczęliście opiekę naprzemienną). Bardzo obawiam się reakcji tak malego dziecka na taką zmianę, tego, że będzie musiał przywyknąć do nowego domu, tego, ze mamy i taty nie będzie przy nim caly czas. Jak reagowało Wasze dziecko? Mieszkania mamy blisko siebie synem opiekuje się niania, więc od tej strony myślę, że jest ok.
    Będę wdzięczna za odpowiedź.
    Ala

  16. ~www.TjOK.pl · 9 marca 2015 Odpowiedz

    Dziękujemy za ten wpis ;-)

    Opieka naprzemienna, względnie opieka równoważna, to zazwyczaj wybór najmniejszego zła dla dziecka; gdyż rozpad rodziny nigdy dobry nie jest. Niestety w naszym tradycyjnym społeczeństwie nie jest łatwo przeforsować „nowości”, które od wielu lat z powodzeniem funkcjonują i są standardami w wielu innych krajach. Bolączki to stereotypy, dosięgające również decydentów (sędziów), nie zawsze dostosowane prawo do aktualnych realiów oraz bezkarność rodzica (zazwyczaj mamy), który nie chce (nie potrafi) współpracować z drugim rodzicem.

    Miejmy nadzieję, że krok po kroku uda się dokonać odpowiednich zmian w każdej z w/w dziedzin, bo zmiany te są konieczne i potrzebne dla dobra dzieci…

  17. ~Dorota F. · 19 czerwca 2015 Odpowiedz

    Dziewięcioletnia córka mojego partnera mieszka z mamą a z ojcem widuje się co drugi weekend. Ostatnio prosi nas żeby mieszkać miesiąc u nas a miesiąc u mamy. Sami byśmy też tak chcieli ale matka nie wyraża zgody. Dlaczego? Bo NIE! I niech mi ktoś powie gdzie tu jest dobro dziecka? Ojcowie są od płacenia alimentów i od przypilnowania dziecka w weekend kiedy mama odpoczywa od „obowiązków”. I najlepiej jeszcze wylać na niego wiadro pomyj jaki to zły ojciec, że się nie interesuje, że nie umie zająć się dzieckiem. Znam to na pamięć. Tylko że nasze prawo i nasze sądy żyją chyba w zupełnie innym wymiarze. Czekam na taki czas kiedy prawo będzie traktowało równo matki i ojców, w końcu dziecko jest ich wspólne a nie 90% matki a 10% ojca. Pozdrawiam.

  18. ~Bosska · 1 września 2015 Odpowiedz

    My zaczynam taki układ. Naprzemienny. Syn dwa miesiące był u taty na wsi. Byłam tam w lipcu przez tydzień i funkcjonowaliśmy we troje. Potem synek przyjechał do miasta na tydzień i wrócił do ojca na trzy tygodnie wakacji. Teraz zaczyna przedszkole w mieście ze mną. Ma do taty pojechać w październiku na tydzień, ja wówczas zaczynam studia kolejne :). Dobrze będzie. Tata, ma też do miasta przyjeżdzać, jak tylko zarobi więcej pieniędzy. W ramach almentów jajka od siebie ze wsi będzie dla syna przysyłał. Jest dobrze na razie. Poproszę o kciuki aby to się udało :)

  19. ~Tomasz F. · 2 września 2015 Odpowiedz

    Witam.

    Niestety mam wielką nieprzyjemność doświadczania tego modelu opieki nad dziećmi. Być może ta nieprzyjemność wynika z faktu iż jest podjęta z nieodpowiedzialnym człowiekiem, ale cóż…
    Jesteśmy jeszcze w trakcie rozwodu. Po jej wyjeździe do UK, gdzie mieliśmy się wszyscy znaleźć razem zaczęło się niestety sypać. Tutaj jest niecodzienna sytuacja, bo na samym początku Powódka wniosła o rozwód za porozumieniem stron przy czym (uwaga) sama sobie ogranicza władzę rodz+ że ja mam się dalej zajmować dziećmi (zajmowałem się nimi przez prawie 3 lata – mają teraz 7,6 i 4 lata) + alimenty 1500 +ustalenie miejsca pobytu przy ojcu.
    wszystko by było dobrze do puki nie zaczęła „szaleć” w relacjach pomiędzy nami co sprowokowało mnie do wniesienia o rozwód z jej winy przy czym postawiłem niezbite dowody na obecność zdrady i nielojalności wobec mnie przy czym wręcz patologiczne zachowania wobec mojej osoby nawet przy dzieciach. (uniżanie, poniżanie, niszczenie mojego autorytetu w oczach dziecka i etc.)
    Zaczęła się „wojna” totalnie dla mnie bez sensu. Argumentując, że utrudniam jej kontakt z dzieckiem (co jest bzdurą – prosiłem przed sądem żeby przedstawiła bilingi i czasy połączeń tu dzież jak często i jak długo rozmawiała z dziećmi – było to praktycznie codziennie po godz – oczywiście tego nie zrobiła) wywalczyła model opieki na przemiennej tydzień po tygodniu. Ja przyparty do muru argumentami, że zależy mi tylko na alimentach zgodziłem się… i to był błąd za który płacą teraz dzieci i ja…
    Matka praktycznie ma w … gdzieś ;) załatwianie spraw dot bezpośrednio dziecka (lekarz, dentysta, ortodonta, szkoła). W czasie mojego tygodnia znika gdzieś i nawet nie mogę się do niej dodzwonić. ostatnio z okazji rozpoczęcia roku szkolnego chciałem załatwić kilka spraw w szkole (potrzebne były jakieś tam zgody obojga rodziców) Pisałem do niej żeby zadzwoniła do mnie w sprawie dzieci, że jest sprawa do załatwienia. ODP: „NIE ZAWRACAJ MI DUPY Z ŁASKI SWOJEJ”. wiem… ręce opadają… ja latam tu i tam, psycholog – odroczenie roku córki, szkoła, ortodonta syna, a jak poprosiłem, żeby w jej tygodniu zapisała dziecko do dentysty bo wymagana jest kontrola to oczywiście tego nie zrobiła, a czas goni… zaraz będzie kolejna wizyta u ortodonty i zęby muszą być poleczone… Dzieci z tego co widzę są coraz bardziej rozwydrzone i skrajnie rozpieszczone. Matka dzieci wręcz zasypuje prezentami. Pozwala na zbyt wiele. Córka wróciła do mnie ostatnio z powycinanymi włosami, najmłodsza córka miała wycięte pasek brwi do skóry (aż się boję myśleć, że to mogła być maszynka do golenia, która wpadła jej w ręce), dzieci ogólnie bawią się u niej na podwórku „samopas” bez nadzoru, robią co im się podoba – słyszałem, że nawet po samochodzie któreś chodziło.
    można by książkę o tym napisać….

    powiedzcie mi teraz co ja mam robić. Kolejne pismo do sądu? niech mi oddają dzieci zanim któreś sobie krzywdę zrobi? Niech przyspieszą wreszcie tą cholerną wizytę w RODK?

    wszystko co w dwa lata zbudowałem ciężką pracą zostało rozp… w kilka tygodni… weź tu się nie załam…
    pozdrawiam

  20. ~Łukasz F. · 21 października 2015 Odpowiedz

    Mam półtora roczną córkę. Moja partnerka niestety mnie zostawiła. Brak dziecka mi doskwiera. Pytałem się jej właśnie o opiekę naprzemienną lecz niestety w tej kwestii nie dochodzimy do porozumienia. Jest zatem sens składać takie pismo w sądzię?

    • ~Ola Kisiel · 1 lutego 2016 Odpowiedz

      Oczywiście, że jest. Od 1 lipca 2015 r. są nowe zapisy w przepisach prawa rodzinnego, które rozszerzają szanse ojca na pełne uczestnictwo w życiu dziecka.

  21. ~Michał Wiśniewski · 30 maja 2016 Odpowiedz

    Od ponad 7-iu miesięcy sprawujemy z żoną opiekę w tym systemie nad 3-letnim synem – żona odeszła do swoich rodziców, a więc ten „drugi dom” nie jest nowym miejscem, a właśnie miejscem znanym i lubianym. Mieszkamy w tym samym mieście, młody regularnie uczęszcza do tego samego przedszkola, nawet popołudniami chodzi na ten sam plac zabaw.
    Ja nie mam prawa narzekać, choć powodów znalazłbym pewnie kilka. Ale nie o mnie chodzi, a o dobro dziecka. W tym celu zmieniłem wszystko w swoim życiu, także zawodowym, z kilku rzeczy zrezygnowałem.
    Dla świadomych rodziców w Polsce przeszkodą jest niewielki zasób literatury nt. przechodzenia przez pierwszy okres, choć należy pamiętać, że nie ma stuprocentowych reguł. Co ułatwia proces rozejścia (postępowanie rozwodowe jest w toku)? Ano banał – dzieciak nie ma jeszcze matrycy, dopiero wchodzi w wiek edypalny i moja niezgoda na weekendowe tatusiowanie już teraz przynosi efekty: nie ma zazdrości, jest oczekiwanie zaangażowania. Nie ma wyalienowania, ani tęsknoty za obojgiem rodziców, bo ten format jeszcze nie został mu narzucony. W kanadyjskiej broszurze wyczytałem, że dla dobra dziecka powinienem „zrekonstruować” rodzinę, ale nie jestem gotów na związek.
    W mojej ocenie opieka naprzemienna wymaga od obojga rodziców zaangażowania w dużo większym stopniu, niż mogłoby się to wydawać i chyba nie wszyscy faceci są gotowi aż tak zmienić swoje funkcjonowanie. Ale ma też potężne plusy, jak choćby budowanie silnej, bardzo silnej więzi z dzieckiem, w czasie, gdy pozostaje ono pod pieczą samotnego na pół etatu rodzica. I wówczas nie ma szansy na załatwienie innych spraw, ale przez pozostałe pół roku ma się czas na wszystko inne! (piszę pół roku, bo w porozumieniu zagwarantowaliśmy synowi prawo do kontaktu z każdym z rodziców w wymiarze nie mniejszym niż 182 dni w roku, w praktyce realizujemy tygodniowy system 3+2+2, z prawem do swobodnego kontaktu z drugim z rodziców).
    Kluczem jest uniesienie się ponad swoje potrzeby i mniemania w zakresie rodzicielstwa i spojrzenie na problem z perspektywy potrzeb dziecka. Po drugie, należy odrzucić formaty – nie było „jednego domu”, bo zawsze gdzieś był dom dziadków, u których mama bardzo często była w dzień i spędzali tam też noce, gdy ja służbowo podróżowałem. Rzadko byli oboje rodzice, z powodu, j.w.
    Banałem są argumenty, że dziecko ma mieć oboje rodziców na raz – a w ilu pełnych domach jedno chodzi do pracy na 6.00 a drugie na 10.00 i później? Nawet weekendy nie zawsze są wspólne. Dużo ważniejsze jest, aby dziecko nie wychowywało się w oderwaniu od któregokolwiek z rodziców!
    Druga rzecz, to umiejętne czytanie właściwej literatury naukowej: należy w niej szukać wskazówek nt. psychologii wczesnorozwojowej i kształtować pożądane lub unikać kształtowania niepożądanych cech – dla przykładu podam zdjęcia: młody bardzo lubi je oglądać. Ale żeby nie powodować u niego dyskomfortu i aby nie pojawiały się w małej główce pewne wątpliwości na obecnym etapie nie ma dostępu do zdjęć, na których z jego mamusią jesteśmy oboje sami, czy przytuleni czy choćby koło siebie. Ma zdjęcia i z mamusią, i ze mną, z babcią czy dziadkami, ale nie nas oboje razem. Po to aby nie wdrukować mu czegoś, co potem będę mu musiał „odkręcać” w małej łepetynce. Proste i oczywiste, jeśli świadomie uzasadni się sobie „po co?”
    Wspomniany problem z literaturą dotyczy głównie dobrej psychologii, bo większość to, w polskich realiach, pomoc prawna typu „daj pan 6 tysięcy, załatwię panu opiekę naprzemienną”. Nie każdy dotrze do skandynawskich, czy kanadyjskich opracowań. I bardzo brakuje „do&don’t”…
    Mam tej wiedzy już troszkę, ciągle jej szukam, chętnie znalazłbym forum wymiany tych doświadczeń.

  22. ~Justyna Grygorowicz · 20 lipca 2016 Odpowiedz

    Mój mąż od kilku lat sprawuje faktyczną opiekę nad synem z poprzedniego małżeństwa w wymiarze 1 tydzień u taty 2 tygodnie u mamy plus 1 tydzień ferii zimowych i 1 miesiąc wakacji oraz po połowie dni świąteczne. Opieka ta została wypracowana na podstawie ustaleń z byłą żoną , bez orzeczenia sądu, tutaj sąd pozostawił kwestie do uzgodnienia rodziców. Do tego opłaca alimenty 1000 zl miesięcznie. Aktualnie chciałby uregulować kwestię opieki formalnie przed sądem w tym samym wymiarze. Czy może zatem wnosić o ustalenie opieki naprzemiennej . Oczywiście kwestia alimentów pozostanie bez zmian.

  23. ~Dorota Nieznane · 1 października 2016 Odpowiedz

    Obecnie sama jestem w początkowej fazie rozwodu i nie jestem przychylna opiece naprzemiennej. Ale żeby była jasność jestem za tym by tata dziecka miał z nim duży kontakt. Widzę potrzebę tych spotkań po obu stronach.
    Uważam, że szanse powodzenia takiej opieki mają jedynie rodzice którzy rozstaja się zgodnie. Dodatkowo ważne jest by stworzyć dziecku podobne warunki, jeśli warunki będą skrajnie inne (finansowe, codzienna opieka np mój mąż mieszka obecnie z teściami, którzy w każdej chwili w jego zastępstwie córka się opiekują, by nie powiedzieć wyręczają ją we wszystkim) dziecko będzie podawane trudom analizowania podobnych sytuacji. Naturalne jest , że będzie wybierało warunki bardziej komfortowe dla siebie. Ja mam też inne podejście do opieki niż exmąż -uważam, ze od dziecka należy wymagać, trzeba uczyć je samodzielności. Mój maż może nie tyle nie podziela tych poglądów, co uważa, że przyjdzie na to pora.
    Na opiekę naprzemienną zdecydował się moja przyjaciółka (z zawodu psycholoszka, zdecydował się na to sadząc, że to najlepsze rozwiązanie dla jej dziecka) . Trudności w jej przypadku zaczęły się kiedy jej rodzina się powiększyła. Jej synek ciągle porównuje sytuacje z domu taty i domu mamy (a wiadomo że w tym wypadku nie może liczyć na tyle samo uwagi jak u taty).
    Kolejnym minusem jest fakt że przyjaciółka ma inne podejście do wychowani, jej zdaniem chłopcu należy stawić granice, zaś tata chłopca nie widzi w tym problemu, wg niego granice stale można przesuwać. Ostatnio też miała u nich miejsce przykra sytuacja. Mama podczas rozmowy z synnem złapała go za ręce/ramiona, a ponieważ siedział on na krześle obrotowym ruch ten wywołał, że fotel odjechał i chłopiec uderzył się plecami o parapet. W konsekwencji syn opowiedział rozżalony o tej sytuacji tacie, a ten zgłosił sprawę na policje. – dodam, ze policja była u przyjaciółki 1,5 godziny i wezwanie uznała za niepotrzebne, ale ile emocji wzbudziło to już tylko uczetnicy tego zdarzenia sa w stanie opowiedzieć.
    Dodam jeszcze tylko jedno syn przyjaciółki sam ocenia taka opiekę za nieudaną. Mówi , ze nie lubi tego , ze ciągle musi się przeprowadzać z domu do domu.

  24. ~Kasia · 18 października 2016 Odpowiedz

    Moja rodzina: moja córka z poprzedniego małżeństwa, mój drugi mąż, 2 dzieci męża z poprzedniego małżeństwa i wspólna dzidzia. Uff…. Dzieci męża mają matkę wariatkę, podły babsztyl, który grał na uczuciach dzieci i walczyła o nie tylko po to, żeby mieć alimenty. Nawet nie próbowała szukać pracy. Dzieci robiły wszystko, żeby od niej uciec. RODK jednoznacznie wskazał mojego męża jako kompetentnego do wychowania dzieci. Ostatecznie opieka została przyznana jemu. Z resztą nie wyobrażam sobie inaczej. Ona jest kompletnie niedojrzała, manipuluje dziećmi, otoczeniem, utrudniała wciąż kontakty z dziećmi, przynajmniej raz w tygodniu dzwoniła do męża po pieniądze, chociaż utrzymanie jej i dzieci razem z mieszkaniem i samochodem kosztowało go koło 6 tys. Jej i tak było mało pieniędzy. Ale to było jeszcze w trakcie rozwodu. Teraz dzieci widują się z nią raz w tygodniu i co drugi weekend. Za każdym razem nazywa mnie przy nich k…wą, mojego męża zboczeńcem. Chodzimy z jego dziećmi na terapię, bo przeżyły naprawdę traumę po rozstaniu ich rodziców. Z resztą w trakcie też. Kobieta je biła, krzyczała, ciągle strofowała.
    Mój ex szalał, ale mu przeszło. Uspokoił się na tyle, że możemy stosować opiekę naprzemienną. Schemat wygląda tak, że w niedzielę po południu przyjeżdżam po córkę, jest u mnie pn, wt i w środę wiozę ją do przedszkola. Z przedszkola odbiera ją mąż i jest u niego czw, pt. W piątek zawozi ją do przedszkola, ja ją odbieram i jest ze mną do niedzieli po południu. W niedzielę ją odwożę, w środę odbieram z przedszkola itd… Cykl zamyka się w 2 tygodniach. Dzięki temu mamy różne dni i sprawiedliwie podzielone weekendy. Jedyny dzień, kiedy spotykam się z mężem to niedziela. Często jakiś czas zostajemy razem z córką na dworze, na placu zabaw, na rowerze czy na rolkach. Jeżeli któreś akurat potrzebuje dłużej czas bez córki albo chce przedłużyć sobie weekend to raczej nie robimy sobie problemów. Razem też chodzimy do przedszkola, do lekarza. Myślę, że ludziom z zewnątrz nawet trudno się połapać, że córeczka ma 2 domy. U obydwojga rodziców ma swój pokój. Swoje ubrania, zabawki, książeczki. Czasami jeździ z torbą zabawek z domu do domu. Szybko przyzwyczaiła się do takiego cyklu i raczej znosi go bez problemu. Do tego mój mąż, który pracuje „w terenie” i czasami nie ma go 2-3 dni. Nasza rodzina jest bardzo mobilna :)
    Jedyne co nie udaje się razem to na przykład urodziny dzieci i jest im wtedy przykro, że nie mogą być obydwoje rodzice. Zarówno mój ex jak i ex mojego męża nie są w stanie dla dzieci się przełamać i spędzić 2-3 godzin wspólnie

  25. ~Sama Mama · 16 lutego 2017 Odpowiedz

    Witam
    Mam pytanie odnośnie opieki naprzemiennej mój partner zostawił mnie w 5 tygodniu ciąży nie wspierał mnie nie pomagał nie uczestniczył w życiu dziecku.Teraz tata uznał dziecko nie chce alimentów gdyż sama swietnie daje sobie radę tato wpadł na pomysł widząc mała 10 razy ze zażąda opieki naprzemiennej jakie są realne szanse na taka formę opieki w naszej sytuacji przy kilku miesięcznym dziecku ?
    Dziękuje za odpowiedz

Zostaw odpowiedź