Prawnik na macierzyńskim i Mąż

Prawnik na macierzyńskim ma męża. W związku z powyższym proszę się wstrzymać z ofertami matrymonialnymi do odwołania.

***

Nie ukrywam, że bardzo mnie to rozbawiło, gdy jakiś czas temu mój mąż rzekł do mnie lekko zaczepnym tonem:

- Wiesz żono, miałem okazję przeczytać parę twoich wpisów  - czyli jednak tu zagląda i nas podczytuje) - i wyłonił mi się obraz kobiety, która sama boryka się z obowiązkami macierzyństwa. No tak jakbyś w ogóle męża nie miała!

Hmmm.

Wy też odnieśliście takie wrażenie? Jeśli tak, to chciałam wyprowadzić was z błędu i oświadczyć, że mimo,  iż mąż Prawnika na macierzyńskim  nie ujawnia się na tej stronie w żaden sposób, nawet pod pseudonimem – on naprawdę  istnieje!

Prawnik na macierzyńskim posiada męża od jakichś „iks” lat, przy czym mąż ten od ponad „iks”+2 pracuje w służbach specjalnych, zwanych korporacyjną firmą konsultingową (a więc widziały gały co brały).

W praktyce wygląda to trochę tak, jakby mąż Prawnika na macierzyńskim posiadał dwie żony.

Mam nadzieję, że to jedyne, co mogłoby nasz związek upodabniać do związku pary islamskiej.

Struktury wojskowe lub służby specjalne w odniesieniu do wykonywanej pracy mojego męża to chyba nie jest najlepsze porównanie, bowiem tam 1 rok liczy się za 3, a u męża niestety nie. Poza tym wszystko inne się zgadza.

Efekt jest taki, że męża wprawdzie mam, na dowód czego posiadam skrócony odpis aktu małżeńskiego, ale czasem miewam wrażenie, że większość uroków macierzyństwa przypada właśnie mnie.

Jestem matką Polką pracującą, blogującą i na dodatek wychowującą.

To ja pamiętam o wszystkich szczepieniach naszych dzieciakówi ich bilansach rozwojowych. To ja walczę z ich alergiami, katarem, kaszlem, inhalacjami, syropkami, lekarzami, błędnie wypisanymi receptami,  paniami w przedszkolu, naniami. Pilnuję żeby starszy zapamiętał swoją kwestię na pasterkę w przedszkolu, miał strój rycerza na bal, uzupełnioną przedszkolną szufladkę o nowy zapas kredek świecowych, ołówkowych, modeliny, plasteliny,  wycinanek itd.

Na marginesie dodam, że mój autorytet w tym względzie ostatnio wyraźnie ucierpiał, bowiem tuż przed wakacjami zakupione przeze mnie kredki przedszkolanka miała nazwać „beznadziejnymi”, więc od tego czasu mam się już na baczności i pilnuję się bardziej. Zabawne, że od tamtej pory słowo to na stałe weszło do słownika mojego starszego syna.  Beznadziejne jest mycie zębów i ubieranie kurtki. Beznadziejne jest chodzenie spać o 21, itd…

Kontynuując wątek udziału mego męża w niańczeniu, chciałam zauważyć, że dziwnym trafem to mnie jakoś przypada w udziale liczenie puszek z mlekiem dla młodszego i prognozowanie ich zużycia żeby nie zabrakło w najmniej odpowiednim momencie, dbanie o zapas słoiczków, chusteczek, balsamów nawilżających i maści antyalergicznych robionych na zamówienie.

Ekstremalne wypady, podczas których próbuję wydostać się z nimi dwoma na raz, jak w tamtym przypadku, po meble do Ikei – też są raczej moje. Mąż z pewnością by się na to nie porwał.

A po przyjściu wieczorem z pracy do domu, to właśnie mi zazwyczaj przypada przyjemność kąpania, przebieranie ich w czyste ubranka, karmienie, usypianie w łóżeczkach. Czytanie starszemu bajki o robocie, trollu i ulubionym zygzaku. Przygotowywanie tzw. stacji bazowej (tj. odpowiednio odmierzonych porcji mleka, wody w termosie, butelki i smoczka z odpowiednim otworem „wersja night”) ażeby jakoś przetrwać noc, w ciągu której ten młodszy wciąż domaga się karmienia!

W tym czasie mąż Prawnika na macierzyńskim jest najprawdopodobniej w delegacji, pisze zaległy raport, artykuł do specjalistycznej prasy, ma „konfkola”, szkolenie, jest na przeglądzie u klienta lub właśnie wraca pociągiem lub samolotem, albo wykonuje inne służbowe obowiązki.

Ale jest! I nie zamieniłabym go na innego !!!

***

Wierzcie mi jednak, że nadejdzie taki dzień, że chłopców będzie trzeba nauczyć używać piły, młotka, wkręcać śrubki, naładować akumulator w samochodzie, rozpalić ognisko, upolować i oskurować zwierza.

A wtedy to Prawnik na macierzyńskim weźmie sobie wolne od macierzyństwa. Zapisze się na salsę, wróci do jazdy konnej lub wykupi karnet na basen.

Albo – po prostu się wyśpi.

***

Mężu pozdrawiam Cię serdecznie!

Jeśli odebrałeś te oryginalne pozdrowienia, to ujawnij się pod wpisem ;)

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

12 komentarzy

  1. ~bamusia · 16 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Niestety ja też się zastanawiałam dlaczego te wszystkie opowieści o „cudownym” macierzyństwie nie zawierały wzmianki o Mężu Prawnika Na Macierzyńskim. Nawet myślałam, że to samotne macierzyństwo, ale przecież skądś się wziął powód, dla którego Prawnik był Na Macierzyńskim (i to 2 razy…). Mężu Prawnika Na Macierzyńskim – możesz być dumny ze swojej Żony. Mam tylko nadzieję, że czasami znajdziesz czas żeby np. przenieść Ją kilka metrów na rękach i choć na urodziny lub rocznicę ślubu przygotujesz śniadanie…:) No i czy ta praca jest warta tego, że nie widzisz swoich pociech w najlepszym (choć niewątpliwie wyczerpującym fizycznie) okresie ich życia?

  2. ~Karolina · 16 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Trafiłam tutaj niedawno – i jestem zachwycona Twoim blogiem!! :) jestem młodym prawnikiem i na macierzyński się jeszcze nie wybieram, ale na pewno będę wpadać tutaj częściej :)

  3. ~Anita · 17 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Witam linka do bloga przesłała mi koleżanka osobiście jestem zachwycona pomysłem, wpisami i całą formułą bloga. Też jestem prawnikiem obecnie przebywającym na macierzyńskim :-) i mimo, że na macierzyńskim to nasz zawód sprawia, że trzeba być na bieżąco z przepisami dlatego u mnie wygląda to tak, że w codziennym zabieganiu i zabawie na kocyku zawsze pod ręką leży kodeks :-), śmieje się, że nasza córeczka od urodzenia jest w otoczeniu § :-) nic nie uspakaja małego dziecka jak czerwona okładka kpk :-). Mnie osobiście też to zaskoczyło, ale chyba tak to jest gdy maleństwo od małego ma czytane artykuły z kodeksu :-). Mąż też jest prawnikiem i o tyle lepiej, że jest w nas więcej wyrozumiałości do tego co robimy. Serdecznie pozdrawiam i staję się zagorzałą fanką :-)

  4. ~Aneta · 18 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Gratuluję męża.Przez nadmierną pracę,nie strać tego,co ważne.
    Prawo i sprawiedliwość to czasem dwie różne strony tego samego medalu.
    Najlepsze jest wzajemne dopełnianie się.
    Pozdrawiam:)

  5. ~Aneta · 19 sierpnia 2013 Odpowiedz

    ująwszy w swe dłonie
    dusza krzycząc o-nie
    trwam w bezruchu
    i tonąc w sercu
    bieleję
    na ślubnym kobiercu

    na nic wrzawa
    to nie ona
    nie twa miła
    zaślubiona
    i tak po wieki
    naprzeciw trudom
    wbrew gawiedzi
    ułudom
    trwam
    nie islam
    chustka mi ciąży
    nie katoliczka
    lecz w ciąży
    wśród paragrafów prawa
    istotnie trwa
    zabawa

  6. ~SzafaSkrajnej · 26 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Hmm, z tego co czytam, to według tego kryterium, to ja chyba jestem matką samotnie wychowującą dwójkę pociech :-)))

  7. ~Lidia · 10 marca 2016 Odpowiedz

    Czytam Twój blog od dawna ale dopiero ten wpis wywołuje mój komentarz. Bo sama jestem prawnikiem i mam 3 dzieci i męża prawnika , który poślubił korporację. I czytając Twój wpis czytam jakby o sobie z tą różnicą że nerwy mnie nieraz biorą na to bycie „samotną matką”. A twoje podejście ( w każdym razie w tym wpisie) jest tak piękną zgodą i pokorą ,że podziałał na mnie jak balsam;-) jak najlepsza terapia. Można? Można:-) wyrazy uznania i dalszej wytrwałości. Serdecznie pozdrawiam. Lidia

Zostaw odpowiedź