Awantura o Basię!

O tym, jak uregulować kontakty z dzieckiem, aby takim awanturom zapobiec.

Znowu kłótnia o dziecko. Kiedy podjęli decyzję o rozstaniu umówili się, że jest to sprawa wyłącznie miedzy nimi i Basi nie będą w to wciągać. Oboje kochają Basię i chcieli jej tego oszczędzić.

Życie udowodniło im, że tak nie potrafią. Nie oni jedni. Większość rodziców w takiej sytuacji „polegnie” i nie sprosta temu wyzwaniu.

On jest zbyt beztroski jak na ojca, ona z kolei jest zaborcza i złośliwa. W dodatku opowiada Basi jakieś nieprawdziwe historie na jego temat, przez co 8-letnia córka nie ma ochoty na kontakty z ojcem!

Jego wersja:

Ta kwoka znowu nie chce się zgodzić żebym zabrał naszą córkę na wakacje do moich rodziców.

Wersja kwoki:

Ostatnim razem ten nieodpowiedzialny i beztroski człowiek przywiózł mi dziecko dopiero o 23.00, podczas gdy Basia następnego dnia rano szła do szkoły!

Jak tego uniknąć?

To trudne, ale da radę.

Może wam w tym pomoc Plan wychowawczy. To będzie taki kontrakt dotyczący opieki nad waszym dzieckiem. Ustalicie pewne zasady, a kiedy je spiszecie, łatwiej będzie się wam ich trzymać.

Pamiętajcie, że im bardziej szczegółowy kontrakt, tym lepiej. Jeżeli jeszcze nie zaczęliście się na dobre rozstawać, to wkrótce się przekonacie jak wiele punktów zapalnych wciąż przed wami. Zminimalizujcie je już teraz. Stworzy wam to szansę na godne rozstanie.

Jak spisać Plan wychowawczy

Idźcie na spacer, do kawiarni, byle na neutralny grunt. Zostawcie Basię pod opieką babci, dziadka lub cioci. Nie zabierajcie ze sobą pretensji. Wzajemne żale też należy zostawić na boku. Skupcie się wyłącznie na Basi i waszych potrzebach rodzicielskich.

Basia ma dopiero 8 lat wiec przed wami jeszcze 10 lat szarpania się o nią, wakacje, urodziny i święta. Opłaca się w tym momencie schować dumę do kieszeni, przygryźć zęby żeby ustalić taki model opieki, który obojgu by wam odpowiadał.

Po co macie się w tym zakresie zdawać na prawników i sędziego? Niewątpliwie sami najlepiej wiecie, czego wy i wasze dziecko potrzebujecie.

Przykładowy Plan wychowawczy

Niektórzy z rodziców spisują Plan wychowawczy i ustalają opiekę nad dzieckiem w następujący sposób.

Plan wychowawczy dotyczący Basi  Kowalskiej

A. Władza rodzicielska i miejsce zamieszkania
1. Obojgu rodzicom przysługiwać będzie władza rodzicielska nad Basią.
2. W istotnych sprawach dotyczących Basi i je majątku, rodzice będą podejmować decyzje wspólnie.
3. Miejscem zamieszkania Basi jest miejsce zamieszkania matki dziecka, przy czym matka dziecka poinformuje ojca o każdorazowej zmianie miejsca zamieszkania dziecka.

B. Kontakty
1. Ojciec Basi ma prawo do swobodnych kontaktów z Basią, po wcześniejszym ustaleniu terminu spotkania z matką.
2. Ojciec Basi ma prawo do swobodnego, niczym niezakłóconego przebywania z nią poza jej miejscem zamieszkania.
3. Opieka w dni powszednie
Ojciec Basi ma prawo do kontaktów we wtorki i środy od godziny 16.00 do 18.00.
4. Opieka w weekendy
W każdy drugi weekend miesiąca poczynając od lipca 2013 r. od piątku, od godziny 17.00 do niedzieli, do godziny 18.00 dziecko będzie z ojcem.
5. Opieka w wakacje i ferie
Ojciec spędza z dzieckiem:
- w okresie wakacji letnich dziecka, okres trzech tygodni w miesiącu lipcu,
- w okresie ferii zimowych dziecka, okres jednego tygodnia,
6. Opieka w święta
- rodzice spędzają święta na przemian, tj. co drugie święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia, przyjmując, że Boże Narodzenie w roku 2013 dziecko spędza z ojcem, a Wielkanoc w 2014 roku z matką;
- urodziny dziecka będą się odbywały z poszanowaniem prawa do uczestnictwa w nich obojga rodziców w miejscu i sposób uzgodniony z dzieckiem;
- inne dni świąteczne i święta rodzinne z udziałem dziecka będą się odbywały z miejscu i sposób uzgodniony z dzieckiem.
7. Rodzice dziecka zobowiązują się do wcześniejszego ustalania szczegółów spotkania, a także o wzajemnym informowaniu o przeszkodach uniemożliwiających kontakt z dzieckiem.
8. Rodzice zobowiązują się do informowania drugiego rodzica, najpóźniej dzień przed terminem wyznaczonego kontaktu, o przeszkodach uniemożliwiających realizację tego kontaktu. W takim przypadku termin kontaktu zostaje przesunięty na najbliższy weekend w rozmiarze niezrealizowanym. Postanowienie to odpowiednio stosuje się do kontaktów w dni powszednie, święta, wakacje i ferie.
9. Miejsce, z którego ojciec będzie odbierać Basię to każdorazowe miejsce zamieszkania matki lub inne uzgodnione przez rodziców.

C. Komunikacja telefoniczna, e-mailowa i listowna z dzieckiem
1. Matka umożliwi ojcu kontakt z Basią za pomocą telefonu, e-maili, listownie.
2. Rodzic w czasie kontaktu z dzieckiem umożliwi drugiemu rodzicowi kontakt z Basią za pomocą telefonu, e-maili, listownie.

D. Decyzje w sprawach dziecka
1. Rodzice oświadczają, że bieżące decyzje w sprawach Basi będą podejmowane przez rodzica, sprawującego w danym czasie opiekę nad Basią, w tym również decyzje wynikające z nagłych zdarzeń dotyczących życia, zdrowia i bezpieczeństwa dziecka i zobowiązują się do niezwłocznego informowania siebie nawzajem o zdarzeniach w życiu Basi nadzwyczajnych lub mających związek z jego stanem zdrowia.
2. Rodzice oświadczają, że decyzje o istotnych sprawach w życiu Basi będą podejmowane wspólnie przez oboje rodziców, a najważniejsze ustalenia zostaną zawarte poniżej w niniejszym Planie wychowawczym.

E. Utrzymanie dziecka
Rodzice zobowiązują się do utrzymania i zaspokajania potrzeb dziecka w ten sposób, że ustalają koszty finansowej partycypacji w utrzymaniu małoletniego dziecka od ojca na kwotę [●] złotych miesięcznie.

F. Edukacja
Dziecko uczęszczać będzie do następującej szkoły [●]
Za kontakty ze szkołą odpowiedzialna będzie matka.

G. Zdrowie
1. Lekarzem pierwszego kontaktu będzie lekarz wybrany przez matkę.
2. Za okresowe badania i kontakty z lekarzem pierwszego kontaktu w razie potrzeby odpowiedzialna będzie matka.
3. Jeżeli będzie taka potrzeba, ewentualne specjalistyczne leczenie/terapia dziecka odbędzie się w placówkach wybranych przez matkę.
4. Za kontakty ze specjalistyczną placówką medyczną/terapeutyczną w razie potrzeby odpowiedzialna będzie matka, chyba, że rodzice ustalą inaczej.
5. Opieka dentystyczna dziecka będzie prowadzona w placówce wybranej przez matkę.
6. Za okresowe badania i kontakty z dentystą/ortodontą w razie potrzeby rodzice odpowiedzialna będzie matka.

H. Dostęp do ważnych informacji dotyczących dziecka.
Oboje rodzice mają pełen dostęp do dokumentacji dotyczącej edukacji, opieki medycznej, sytuacji prawnej i dokumentacji dotyczącej innych ważnych aspektów życia dziecka.

I. Rodzice zobowiązują się sami nie podważać autorytetu i dobrego imienia drugiego rodzica, oraz nie pozwalać osobom trzecim, by to robiły w obecności dziecka.

J. Rozwiązywanie problemów
Rodzice zobowiązują się do rozwiązywania problemów wynikających z przyjętych w niniejszym porozumieniu ustaleń na drodze dyskusji z poszanowaniem równości praw obu stron, zasady dobra dziecka, a jeśli nie przyniesie to rezultatu to na drodze mediacji prowadzonej przez bezstronną osobę, a jeśli nie przyniesie to rezultatu to na drodze sądowej poprzez złożenie wniosku o rozstrzygnięcie o istotnych sprawach dla życia dziecka.

Data sporządzenia porozumienia: 9 lipca 2013 roku

Podpis matki:
Podpis ojca:

  Co zrobić z podpisanym Planem Wychowawczym

Udało się wam uzgodnić jak ma wyglądać opieka? Odwaliliście kawał dobrej roboty.

Jeśli nie macie jeszcze w toku sprawy rozwodowej, podpisany Plan wychowawczy złóżcie do sądu rejonowego z wnioskiem o ustalenie kontaktów zgodnie z waszym porozumieniem. Możecie także zgłosić ten Plan wychowawczy razem z pozwem o rozwód.

Jeśli już macie sprawę o rozwód w toku, nie musicie czekać z ustaleniem kontaktów aż do prawomocnego orzeczenia rozwodowego. Zwłaszcza, gdy  w sprawie rozwodowej  końca nie widać, bo spieracie się na noże o winę rozkładu waszego małżeństwa się wyciągając a to zdradę Beztroskiego a to rozrzutność finansową Kwoki.  W takim przypadku możecie spisać Plan wychowawczy i złożyć do sądu rozpatrującego rozwód, wnosząc o to, by sąd orzekł o kontaktach waszego dziecka według Planu wychowawczego w trybie tzw. zabezpiecznia.

Powodzenia!

Dajcie znać jak wam poszło i jakie macie doświadczenia w ustaleniu kontaktów z drugim rodzicem.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

34 komentarzy

  1. ~Slawek · 9 lipca 2013 Odpowiedz

    Wprawdzie prawnikiem nie jestem, ani w takiej sytuacji nie byłem, ale pozwolę sobie na parę komentarzy i sugestii do przykładowego planu wychowawczego.
    Doprecyzowałbym punkty B1-3 (bez tego B1 i B2 wydają się sprzeczne, a B3 ogranicza prawo ojca do 2 dni w tyg.):
    B 1. Ojciec Basi ma prawo do swobodnych kontaktów z Basią w miejscu jej zamieszkania, po wcześniejszym ustaleniu terminu spotkania z matką.
    B 2. Ojciec Basi ma prawo do swobodnego, niczym niezakłóconego przebywania z nią poza jej miejscem zamieszkania.
    B 3. Opieka w dni powszednie
    Matka umożliwi spotkania Basi z ojcem we wtorki i środy od godziny 16.00 do 18.00 w miejscu zamieszkania dziecka lub innym, wybranym przez ojca.

    Rozgraniczyłbym w całej umowie spotkanie i kontakt – kontakt może być zdalny, tel., itp. – inny kaliber niż spotkanie. Poza tym spotkania mogą być ograniczane, regulowane, itp., ale kontakty powinny być swobodne i nieskrępowane przez żadnego z rodziców.
    B 7. Rodzice dziecka zobowiązują się do wcześniejszego ustalania szczegółów spotkania, a także o wzajemnym informowaniu o przeszkodach uniemożliwiających spotkanie z dzieckiem. W razie takich przeszkód rodzic sprawujący opiekę nad dzieckiem umożliwi swobodny kontakt z dzieckiem drugiemu rodzicowi, np. przez telefon.

    Do E bym dodał: Koszty ponoszone przez ojca w czasie gdy opiekuje się Basią nie mogą być odliczane od kwoty przekazywanej matce.
    Hm… albo całkiem inaczej:
    E. Utrzymanie dziecka
    Ojciec partycypuje w kosztach związanych za zamieszkaniem dziecka u matki w kwocie x PLN. Kwota ta jest przelewana na konto matki.
    W celu zaspokojenia pozostałych potrzeb dziecka rodzice zakładają konto bankowe, którego są współwłaścicielami na równych prawach i do którego każde z nich posiada kartę bankomatową. Wszelkie wydatki na pokrycie potrzeb dziecka pokrywane są z tego konta płatnościami kartą. Jeśli to niemożliwe (i np. płacono gotówką), to rodzice poinformują się o takim wydatku.
    Konto zasilane jest przez obydwoje rodziców. Wpływy matki to Y% wszystkich wpływów, a ojca (100% – Y%). (Y = 50%?) Rozliczenie wpływów i wydatków następuje do dnia X każdego m-ca.
    Po osiągnięciu przez dziecko pełnoletniości konto stanie się wyłączną własnością dziecka, na które rodzice będą przelewać ew. alimenty.
    Jeśli są dysproporcje między dochodami rodziców, to można ograniczyć max. kwotę wydawaną z konta – dla jednego rodzica jego część może być łatwa do zarobienia, a dla drugiego niemożliwa i byłby sposób nacisków i wojenek między rodzicami. Powyżej kwoty max. każdy z rodziców rozpieszcza dziecko tylko na swój koszt :)

    Punkt F jest bardzo krzywdzący dla ojców. Może należałoby dodać: „Ojciec jest informowany z wyprzedzeniem co najmniej 1-dniowym o zaplanowanych kontaktach (spotkaniach) w szkole (nauczyciele, pedagodzy, …). Ojciec ma prawo czynnie uczestniczyć w tych spotkaniach i mieć równoważny z matką wpływ na podejmowane decyzje. W przypadku nieobecności ojca, matka poinformuje go o ustaleniach ze spotkania.”

    Podobnie w G dodałbym punkty o prawie ojca do nieskrępowanym uczestniczenia w leczeniu dziecka (wizyty, szpital, itp.) i podejmowaniu decyzji.
    Dlaczego tylko matka decyduje o wyborze lekarza? Może wspólnie dałoby się to dograć i od razu wpisać do planu?
    Jeśli nawet trudno by im się było dogadać, to może podzielą się? Ty dentystę, ja coś innego?

    Pozdrawiam :)

    • Prawnik na macierzyńskim · 9 lipca 2013 Odpowiedz

      Sławku, to jest tylko propozycja do modyfikacji i uzgodnienia przez strony zainteresowane, ale bardzo dziękuję za uwagi, bo mogą się komuś przydać. A co do bieżących kontaktów z lekarzem czy dentystą, to naprawdę żaden przywilej dla takiej matki, ale raczej obowiązek. Ale to już moje prywatne zdanie. Pozdrawiam ;)

      • ~Slawek · 11 lipca 2013 Odpowiedz

        Oczywiście, że to tylko propozycja, ale wiele osób działa na zasadzie kopiuj-wklej, a przy okazji to co czyta osadza się w pamięci. Lepiej więc, żeby osadzały się lepsze wzorce, a nie tylko dobre :)

        Otóż, otóż to – to obowiązek, ale jak ma się dziecko to ma się i obowiązki – niezależnie od relacji do drugiego rodzica.

        Pozdrawiam :)

    • ~Figa · 10 lipca 2013 Odpowiedz

      Szczerze ? Nie wyobrażam sobie informować ojca o kazdej wizycie u lekarza, dentysty, dermatologa, każdym szkolnym zebraniu, wycieczce itp.
      Informacja kosztuje niestety – nie tylko pieniądze (np. połączenie telefoniczne) ale tez CZAS (napisanie emaila).
      Jak tatuś chce to może sam zapytać. Zazwyczaj ma znacznie wiecej czasu i pieniędzy.
      Z kontem dla dziecka też nie wypali – konto można założyć dzieciakowi gdy skończy 13 lat.
      Jeżeli konto założą rodzice na siebie wspólnie – zawsze istnieje ryzyko, że jeden z rodziców coś zawali i konto zajmie komornik.
      Naprawdę masz w sobie takie pokłady naiwności, że wierzysz w to, iż wszyscy ludzie są bezgranicznie uczciwi???
      Jedna na milion rozwiedzionych par – może się tak dogada… w co i tak wątpię.

      Jedno z rodziców – to przy którym pozostaje dziecko MUSI mieć niejako większą władzę do decydowania o ważnych sprawach dotyczących dziecka.
      Bo wystarczy, że lekarz, dentysta, wychowawczyni niezbyt spodoba się drugiemu rodzicowi i będzie wymuszał zmiany.
      Co innego jest przeszczep wątroby a co innego zaplombowanie zęba.
      Są sprawy ważne, istotne i niesłychanie poważne.

      Ważną sprawą jest obecność rodzica na wywiadówce, podpisanie zgody na wycieczkę, szczepienia profilaktyczne.

      Sprawą istotną jest wybór gimnazjum, liceum czy uczelni (wszak drugi rodzic doświadczenie życiowe ma, może ma informacje nt. szkoły czy uczelni, albo znajomości w danym mieście) więc wpływ na decyzję dziecka i swój udział w wyborze szkoły mieć powinien.

      A sprawą niesłychanie poważną jest ciężki wypadek dziecka, decyzja o przeprowadzce do innego kraju, związek z nowym partnerem, który nie jest dla tego dziecka dobry, alkoholizm czy inne uzależnienia rodzica sprawującego bezpośrednią opiekę itp.

      W sprawach ważnych drugi rodzic może ale nie musi uczestniczyć.
      W sprawach istotnych drugi rodzic powinien UCZESTNICZYĆ.
      W sprawach niesłychanie poważnych koniecznie powinien INTERWENIOWAĆ!

      A prawda jest taka, że rodzic z którym dziecko nie mieszka – najczęściej rozwodzi się z tym dzieckiem tak samo jak z matką/ojcem.

      • ~Slawek · 11 lipca 2013 Odpowiedz

        A dlaczego sobie nie wyobrażasz informowania ojca o ważnych sprawach dla dziecka? Oczywiście, że to kosztuje i czas, i pieniądze, ale to właśnie konsekwencja posiadania dziecka i rozwodu rodziców.
        Oczywiście, że jak ojciec chce to zapyta, ale sama chęć nie wystarczy, trzeba też wiedzieć, że wizyta u lekarza się odbyła…no chyba, że tak prewencyjnie ojciec powinien co tydzień pytać o lekarza? Dajmy spokój tym przepychankom – po prostu informowanie ojca to obowiązek matki względem dziecka, bo to ostatecznie na nim się obije. (Oczywiście, w sytuacji symetrycznej, to ojciec informuje matkę.)

        Z tym musem większej władzy się nie zgodzę. Rozwód nie ogranicza automatycznie władzy rodzicielskiej. Jeśli więc, jak w Twoim przykładzie „…lekarz, (…) niezbyt spodoba się drugiemu rodzicowi” to należy zmienić owego lekarza. Gdyby do rozwodu nie doszło, to by lekarz był zmieniony, dlaczego więc miałby nie być po rozwodzie? Przecież lekarz dziecka nijak nie wiążę się z małżeństwem i rozwodem.

        Oczywiście, właścicielami konta są rodzice. Jeśli jeden coś zawali i na nie wejdzie komornik, to wina tego kto zawalił. Powinien on/ona wiedzieć, że jej działania mają wpływ na jego/jej dziecko – niezależnie od stanu cywilnego.

        Podział spraw ze względu na ważność i potem ewentualne dopuszczanie do nich drugiego rodzica jest wysoce niesprawiedliwy i rodzi wiele okazji do nacisków, wojenek i zemst. W mojej opinii nie powinno go być.

        Na Twoje ostatnie zdanie „A prawda jest taka, że rodzic z którym dziecko nie mieszka – najczęściej rozwodzi się z tym dzieckiem tak samo jak z matką/ojcem.” napiszę krótko – veto!
        Z takim podejściem to rodzic, który mieszka z dzieckiem będzie przecinał związki dziecka z drugim rodzicem – niejako rozwodził ich ze sobą, ze szkodą dla dziecka (rodzica też). Od strony praktycznej też to nie działa, bo w większości przypadków dziecko zostaje z matką, niezależnie od tego z czyjej winy dochodzi do rozwodu. Kryterium jest dobro dziecka – inna sprawa, że wg mnie często stereotypowo naginane na korzyść matek. Nie można więc – bo rodzice się rozwodzą – siekać dziecku życia jeszcze bardziej. A że uratowanie ile się da nie jest łatwe, potrzeba do tego czasu, pieniędzy i zrozumienia… no jasne, przecież nikt nie mówił, że łatwo będzie i że konsekwencji rozwodu nie trzeba ponieść. Inna sprawa, że są one często lżejsze niż dramat trwania w małżeństwie.

        Pozdrawiam.

      • Prawnik na macierzyńskim · 15 lipca 2013 Odpowiedz

        Opowiem wam ciekawostkę z życia wziętą. Znam taki skrajny przypadek, w którym ojciec, po tym jak matka zadzwoniła do niego późnym wieczorem, że muszą jechać na pogotowie z dzieckiem (bo dziecku wpadło coś do oka), owszem wykazał zainteresowanie uczestnictwem w powyższej wizycie, ale po to żeby skasować matkę za kurs (jak za taksówkę)!
        Zdarzają się nawet takie sytuacje.
        Ale wracając do wątku, podobnie jak Fidze wydaje mi się to mało prawdopodobne, żeby w takim przypadku kiedy dziecko mieszka u matki, miałaby ona konsultować każdą wizytę lekarską w podstawowym zakresie z ojcem. Z doświadczenia wiem, że nie byliby zainteresowani sami ojcowie. Co innego, gdy chodzi o zabieg, czy operację.

  2. ~Figa · 10 lipca 2013 Odpowiedz

    Fajnie… Co z tego, ze kontrakt na piśmie – jeżeli jedna strona totalnie oleje sprawę?
    Ja bym chciała żeby ojciec zabierał syna na weekendy i widywał się z nim… mimo ustalonych spotkań przez Sąd – od dwóch lat nie wywiązuje się.
    Płaci alimenty i wydaje mu się, że to wystarczy.

    Powoli szykuję się na sądowa batalię. Opinię pedagoga szkolnego mam na piśmie – a w niej jak byk stoi, że syn bardzo przeżywa brak kontaktu z ojcem.

    Ale co to da? Kara finansowa?
    Ja nie chcę żeby płacił tylko żeby się z dzieckiem widywał.

    • ~Slawek · 11 lipca 2013 Odpowiedz

      Kontrakt jest przyklepywany przez sąd (?), więc nie wywiązywanie się z niego może(?) być powodem rozprawy przed sądem rodzinnym i podziału obowiązków względem dziecka.

      Ojciec nie wywiązuje się ze spotkań z dzieckiem. Zauważ, że do tych spotkań ojciec ma prawo, a nie obowiązek. Z prawa więc nie korzysta. Całkiem możliwe, że nie czuje silnego związku z dzieckiem i nie czuje potrzeby spotykania go. Narzekanie, płacz i pomstowanie tego nie zmieni… ale może zastanów się jakie były przyczyny tego, że między dzieckiem a ojcem nie wytworzyła się relacja dziecko-ojciec? Biologia nie pomaga nam tak bardzo jak kobietom w budowaniu takiej więzi, co nie jest żadnym usprawiedliwieniem, ale może ułatwić odpuszczenie sobie, czy olanie dziecka. W każdym razie ojca nie zmusisz do tego, czego nie chce. A jeśli nie czuje więzi z dzieckiem to oleje jego potrzeby, bo ono nie będzie takie ważne.

      Gospodynię bloga przepraszam za kawałek samowoli w komentarzach. Pozdrawiam.

      • ~Figa · 12 lipca 2013 Odpowiedz

        Bzdura.
        Ojciec MA OBOWIĄZEK wywiązywać się z kontaktów z dzieckiem, bo dziecko potrzebuje obojga rodziców.
        Syn ma potrzebę kontaktu z ojcem i cierpi z tego powodu.

        Rozbawiłeś mnie!
        Ojciec ma prawo a nie obowiązek, hahaha…

        Ha ha ha

        • ~Slawek · 12 lipca 2013 Odpowiedz

          Cieszę się, że udało mi się ciebie rozbawić – zawsze to lepiej się śmiać niż płakać.

          Emocjonalnie masz rację – obowiązek kontaktów ojca z dzieckiem wynika z potrzeb dziecka. Prawnie (jak doczytałem) również istnieje taki obowiązek (KRiO Art. 113), ale jest jeszcze wyrok rozwodowy. Tam zaś częściej znajdziesz sformułowanie, że „ojciec ma prawo do kontaktów z dzieckiem w dniach…”. Choć może się mylę, ale wtedy jaki ma sens spotkanie ojca z dzieckiem jeśli ojciec sobie tego nie życzy? Prawnie pewnie matka wygrałaby wtedy coś w sądzie, emocjonalnie dziecko najpewniej poczułoby się odrzucone przez ojca widząc jego zachowanie na „obowiązkowym” spotkaniu. Czy to lepsze niż brak spotkania? Wątpię.
          Chyba, że celem jest dokopanie exowi niezależnie od uczuć dziecka. A to wtedy salwą ze wszystkich dział.

          Pozdrawiam, równie rozbawiony :)

          • ~Figa · 18 lipca 2013

            W moim wyroku sądowym sąd nie orzekał o kontaktach z dzieckiem.
            To ojciec trzy lata później wniósł pozew o ustalenie kontaktów, bo nie zgadzałam się żeby siedmiolatek był odwożony do domu w poniedziałek rano, gdyż nie miał czas przygotować się do szkoły i chciałam zeby ojciec przywoził go w niedzielę wieczorem.
            Zabierał syna w piatek po południu, co drugi weekend a czasem częściej.
            Sąd przychylił się do moich oczekiwań.
            Kontakty:
            co drugi weekend od piątku do niedzieli, 3 tygodnie wakacji, święta co drugie.
            I co ciekawe dopóki ojcu było wygodnie to to realizował, a jak przestało być wygodnie to od dwóch lat ani wakacji, ani weekendów, a na swięta góra dwa dni.

            W sumie… ja też bym chciała czasem mieć wolny weekend. Mogę na weekendy oddawać dziecko do sierocińca?

        • Prawnik na macierzyńskim · 15 lipca 2013 Odpowiedz

          To fakt, w cudownym świecie dorośli powinni umieć rozgraniczyć żal i pretensje do partnera od miłości do wspólnego dziecka, która powinna być bezwarunkowa i bez względu na to, czy rodzice są razem, czy podjęli decyzję o rozstaniu. Niestety nie żyjemy w cudownym świecie ;(

  3. ~lilka · 12 lipca 2013 Odpowiedz

    Zgadzam się z Figą. Bzdura. Rozumując tak jak Sławek, to matka też ma prawo a nie obowiązek do kontaktów z dzieckiem, tak? Czyli jak oboje nie maja ochoty, to dziecko można oddać, tak?… I to rozważanie, „zastanów się dlaczego pomiędzy ojcem i dzieckiem nie wytworzyła się więż”… To ojciec jest tu dorosłą osobą i to on ma być na tyle dojrzały, żeby pracować nad relacją z dzieckiem, to on ma dawać siebie dziecku, a nie szukać głupich wymówek…

    • ~Slawek · 12 lipca 2013 Odpowiedz

      „matka też ma prawo a nie obowiązek do kontaktów z dzieckiem, tak?”
      Tak. Ma prawo.

      „Czyli jak oboje nie maja ochoty, to dziecko można oddać, tak?… ”
      Tak. Takie sytuacje się zdarzają przecież – rodzice oddają dzieci do bidula.

      Zauważ, że nie oceniam postaw, o których piszę powyżej, nie emocjonuję się nimi.
      Moja ocena ich jest zaś bardzo negatywna. To po prostu nieodpowiedzialność i brak dorosłości, gdy człek zostaje rodzicem i porzuca dziecko.

      „To ojciec jest tu dorosłą osobą i to on ma być na tyle dojrzały, żeby pracować nad relacją z dzieckiem, to on ma dawać siebie dziecku, a nie szukać głupich wymówek…”
      Czy uważasz, że napisałem, że nie ojciec powinien pracować nad relacją z dzieckiem? Możesz mi to pokazać, w którym miejscu?
      Ponownie, nie chodziło mi o ocenę ani emocje związane z taką sytuacją. Ja również nie akceptuję kapitulacji przed budowaniem rodzicielskich więzi z dziećmi. Chciałem zaś zastanowić się na chłodno nad przyczynami takiego, a nie innego zachowania ojca. Szkoda, że tak agresywnie odebrałaś moje słowa – jakbym od razu chciał usprawiedliwiać i szukać wymówek dla ojców, a nie wzięłaś pod uwagę, że chcę się konstruktywnie zastanowić nad przyczynami i je wyeliminować/unikać. Możesz więc obwiniać ojca, że nie ma więzi z dzieckiem, ale jeśli jej nie ma, to będzie mu to obojętne, ku twojemu jeszcze większemu wkurzeniu. Możesz też zastanowić się kiedy i kto popełnił błąd, że takie więzi się nie wykształciły. Weź tylko pod uwagę, że w arsenale możliwości budowania więzi się z dzieckiem ojciec ma dużo mniejsze (jeśli w ogóle jakieś) wsparcie ze strony biologii, a czasem (nie zawsze!) jeszcze matka – zazdrosna o dziecko – rzuca mu kłody pod nogi.

      Pozdrawiam.

  4. ~Alicja · 12 lipca 2013 Odpowiedz

    Chciałabym wtrącić jeszcze swoje trzy grosze do dyskusji. Chodzi mi o to jak ojcowie często reagują na sytuację SPRZED rozwodu. Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj w trudnej sytuacji po prostu wycofują się zamiast wykorzystać wszystkie możliwości naprawy małżeństwa, właśnie mając na uwadze dobro dziecka. Znam przypadki, kiedy ojcowie potrafią stawić czoła poważnemu kryzysowi życiowemu (poważna choroba, utrata pracy, problemy finansowe), ale większość odpuszcza, nie angażuje się, nie wspiera, ma na uwadze jedynie swoje samopoczucie. Rodzą się kolejne problemy, pretensje, oddalenie i wówczas rozwód jest tylko kwestią czasu a jego konieczność podsumowywana jako lepsze wyjście niż „dramat trwania w małżeństwie” (pozwolę sobie zacytować Sławka). Tymczasem rozbita rodzina lub wychowywanie przez jednego rodzica, dla dziecka ma zawsze negatywne konsekwencje o ile wcześniej nie było w rodzinie patologii typu alkoholizm czy przemoc. Drodzy Panowie, zanim zaczniecie usprawiedliwiać konieczność i dobrodziejstwo rozwodu, uderzcie się w piersi, czy zrobiliście dla swojego dziecka wszystko, żeby utrzymać pełną rodzinę i stworzyć mu bezpieczne warunki rozwoju i dorastania. Wszyscy popełniają błędy, ale większość z nich da się naprawić. Potrzeba jednak do tego dużo zaangażowania, pracy na sobą i związkiem i nieco mniej egoizmu.

    • ~Slawek · 12 lipca 2013 Odpowiedz

      Alicjo, dziękuję za ciekawą analizę. Rzeczywiście, mężczyźni odpuszczają sobie walkę o małżeństwo. Żeby to zmienić trzeba jednak się zastanowić nad przyczynami tego zjawiska (nie jest to szukanie wymówek!), a potem je zmienić. Ja bym się najpierw doszukiwał przyczyn w wychowaniu mężczyzn, w brakach jakie ono pozostawia u mężczyzn. Oczywiście są też inne przyczyny, ale wydaje mi się, że dałoby się je poważnie ograniczyć, gdyby wzorce, zachowania i wartości wyniesione z domu były zdrowsze. Na przykład – wiedząc jaką wartością dla mężczyzny jest małżeństwo, rodzicielstwo, jaka to niesamowita przygoda i spełnienie, mężczyzna gryzłby parapet a nie dałby się z takiego małżeństwa wyciągnąć. Jeśli tego brakuje i np. czuje się do tego meblem w małżeństwie, a jeszcze jak nowa sekretarka się tak ładnie do niego uśmiecha, to łatwiej jest rzucić to wszystko. Podobnie jest z dzieckiem i ojcostwem.
      No, temat rzeka, a to ani czas, ani miejsce na to. Z resztą, za dużo mnie, a tu chodzi przecież o prawnika-na-macierzyńskim.
      Dobrego dnia wszystkim.

      PS Doprecyzowując – nie było moim zamiarem usprawiedliwianie i gloryfikowanie dobrodziejstwa rozwodów. Uważam je za jak najbardziej szkodliwe – w pierwszej kolejności dla dziecka, ale też dla ex-małżonków.

  5. ~Alicja · 12 lipca 2013 Odpowiedz

    Oczywiście Sławku, każdy przypadek jest inny i nie można generalizować, ale dyskusja zrobiła się ciekawa, chociaż temat szeroki. Ja też mam świadomość wpływu wzorców wyniesionych z domu i tych dobrych i tych złych. Wiem, że ludziom trudno jest zmienić przekonania i czasem dopiero po fakcie (czyli po rozwodzie) widzą, że można było wiele rzeczy rozwiązać inaczej. Wciąż niewielu ludzi, i mężczyzn i kobiet jest w stanie przeprowadzić taką analizę wcześniej zanim ruszy lawina nieodwracalnych zdarzeń. I na końcu trzeba właśnie zabrać się za pisanie takiego dokumentu, o którym mowa we wpisie na tym blogu. Odezwałam się też dlatego, żeby podkreślić fakt, że warto mimo nieporozumień i czasem głębokich emocjonalnych ran, zobaczyć w tym wszystkim dziecko lub dzieci, które mogą nieść traumę rozwodu przez całe życie. I że warto o małżeństwo i rodzinę, którą przecież to małżeństwo stworzyło, walczyć do końca.
    Pozdrowienia i serdeczne gratulacje dla Prawnika a właściwie Prawniczki za zajęcie II miejsca w plebiscycie popularności. Wpisuję cię do moich ulubionych blogów :-).

  6. ~Kwas · 15 lipca 2013 Odpowiedz

    Witam
    A jeśli już odbywa się taka owocna dyskusja jak tutaj i końca nie widać, to zamiast wpuszczać w ruch potężną i nieomylną ;) machinę sądowniczą (i kosztowną) proponuję skorzystać z mediatora.
    Naprawdę warto :)
    Pozdrawiam i zgody życzę

  7. ~Aneta · 30 lipca 2013 Odpowiedz

    Wtrącę swoje 3 grosiki.
    Gdyby mi dopłacali do Sławka 500 0000 zł miesięcznie,to bym go i tak nie chciała.
    Tyle w temacie „tacierzyństwa”.
    Nie rozumie ani on ani jego rozmówczyni,że dziecko nie jest przedmiotem,które przechodzi z rąk do rąk o określonej ściśle porze,że może boleć ząb,może chcieć siku,że może chcieć bawić się z koleżankami/kolegami czy pojeździć na rowerku i to już BURZY wasze chore-ustalone życie.
    Czas dla dzieci jest pojęciem względnym,one potrzebują uwagi,troski,czułości i zabawy,a nie zegarka i stojącej nad nim mamy czy taty.
    Gdybym miała PANI PRAWNIK czytać,modyfikować i podporządkowywać się TAKIEMU prawu,prędzej bym zwariowała.
    Pozdrawiam.

  8. ~Anna · 3 sierpnia 2013 Odpowiedz

    A ja poruszę kwestię pkt B.8
    „8. Rodzice zobowiązują się do informowania drugiego rodzica, najpóźniej dzień przed terminem wyznaczonego kontaktu, o przeszkodach uniemożliwiających realizację tego kontaktu. W takim przypadku termin kontaktu zostaje przesunięty na najbliższy weekend w rozmiarze niezrealizowanym. Postanowienie to odpowiednio stosuje się do kontaktów w dni powszednie, święta, wakacje i ferie.”

    a co w przypadku gdy tatuś nie przyjeżdża w wyznaczonym przez sąd terminie bo np miał imprezę/wypił za dużo i miał kaca/nie chce mu się jechać tych 5 km.?
    Jak dojdzie do siebie to domaga się kolejnego weekendu bo mu się „należy”, a w kolejny wyznaczony wyrokiem termin znowu sobie olewa…
    Matka też chce sobie coś zaplanować np. wakacje, wyjazdy rodzinne itd. a nie czekać tylko czy szanowny tatuś zechce spotkać się z dziećmi.

  9. ~morelka · 20 września 2013 Odpowiedz

    Wszedzie zasugerowane jest rozwiazanie, ze dziecko jest glownie pod opieka matki, a tata ”dojezdny”. Trzeba skonczyc z tym przekonaniem, razi mnie to bardzo, moze dlatego, ze sama jestem w takiej sytuacji. Razem z moim mezem toczymy wojny w sadzie od paru juz lat przeciwko jego bylej, ktora jest matka dzieci, niestety jest rozniez alkoholiczka, a jak juz jest trzezwa, to i tak sie tymi dziecmi nie zajmuje, bo nota bene ani ich nie chciala, ani nie planowala… Dzieci chodza brudne, dzien w dzien spoznione do szkoly, zywione fast foodami i slodyczami. Jest to chore prawo, ze dzieci powinny byc z matka. Z mezem nie popuscimy, dopoki sad nie otworzy oczu i nie odda nam tych dzieci. CO sadzisz?

  10. ~Magdalaena · 20 grudnia 2013 Odpowiedz

    „Idźcie na spacer, do kawiarni, byle na neutralny grunt. Zostawcie Basię pod opieką babci, dziadka lub cioci. Nie zabierajcie ze sobą pretensji. Wzajemne żale też należy zostawić na boku. Skupcie się wyłącznie na Basi i waszych potrzebach rodzicielskich.”

    Nie bardzo rozumiem, dlaczego zachowanie rodziców sprzed rozwodu nie ma mieć wpływu na kontakty z dzieckiem. Czy jeśli ktoś nie przestrzegał przysięgi małżeńskiej złożonej w kościele pełnym rodziny i przyjaciół, to nie jest mniej wiarygodny jeśli chodzi o proste zobowiązania typu „odwiozę Basię przed 20:00″.
    Czy jeśli ktoś porzuca współmałżonka, z którym wiąże go ślub na całe życie, to nie będzie równie skłonny do lekceważenia więzi łączącej go z dzieckiem?

  11. ~Piotr · 26 lipca 2014 Odpowiedz

    Jestem przykładem ojca, który przez prawie 3 lata walczył w sądach o utrzymanie małżeństwa i pełnej rodziny dla trójki małych dzieci – bez powodzenia. Po drugiej stronie miałem dążącą za wszelką cenę do rozwodu żonę. Poszło o drobnostki (np. że wymagałem, aby dzieci po powrocie z dworu myły ręce), proponowałem terapię małżeńską, sam też zmieniłem swoje podejście do rzeczy, które powodowały konflikty, itp., itd. – a co z drugiej strony? Kompletnie nic – celem żony był tylko i wyłącznie rozwód, zero woli do podjęcia walki o nasze małżeństwo, o naszą rodzinę. I jak to dla mnie się skończyło? Rozwód z mojej winy, bo nie wskazywałem winy żony (skoro wnosiłem, że nasze małżeństwo jest do uratowania, to nie mogłem wskazywać jednocześnie, że nastąpił rozkład z winy żony). A czemu nie wskazywałem – bo walczyłem o małżeństwo i pełną rodzinę dla maszych dzieci (wnosiłem o oddalenie pozwu, żona zaś o rozwód bez orzekania o winie, a następnie na ostatniej zamykającej proces rozprawie zmieniła żądanie na orzekanie o mojej winie). Wierzyłem, że sąd będzie stał na straży małżeństwa, rodziny. Do tej pory wszędzie do okoła słyszałem: rodzina, rodzina, rodzina – jest najważniejsza, trzeba chronić, itd. A co mi sąd pokazał i moja żona (notabene chrześcijanka – ja jestem osobą niewierzącą)? – że to tylko puste słowo. Tym wpisem nie namawiam nikogo do niepodejmowania walki o małżeństwo i rodzinę, gdy sytuacja tego wymaga – chcę tylko przestrzec przed możliwymi skutkami próby jego ratowania. Jak zawsze mawiał mój szef: kto ma miękkie serce musi mieć twardą ….

  12. ~Dominika Lewkow · 21 września 2014 Odpowiedz

    Jestem dwa lata po rozstaniu, rok prawie po rozwodzie. Rozwód bez orzekania o winie, podpisane porozumienie rodzicielskie. Od kilku miesięcy maż regularnie zarzuca mi zaniedbywanie dziecka. Zarzuty są poważne m.in., że dziecko jest zabiedzone, chodzi brudne i głodne. Ostatnio, że jest wycieńczone. Wszystkie moje próby tłumaczenia są wykorzystywane przeciwko mnie. Podejrzewam, że mój były mąż szykuje grunt pod sprawę o odebranie mi opieki nad dzieckiem a przynajmniej o zmianę miejsca zamieszkania. Jest adwokatem i jego postępowanie jest przemyślane. Co mam rozbić? Dodam, że wyprowadziłam się od męża z powodu powtarzającej się przemocy wobec mnie i agresji nawet wobec dzieci (moich i naszego dziecka). Mam pozytywne opinie z przedszkola i teraz, ze szkoły. Zmagam się z coraz poważniejszym absurdem i boję się, że zabierze mi synka.

  13. ~michał · 28 marca 2015 Odpowiedz

    mam też podobna sytuację mianowicie żona mało przebywa ze mną w nasze sprawy wciskają się osoby trzecie a więc może jednak próbować naprawiać rozwód opcja hmmm ja myśle że trzeba walczyć , jeszcze jedno zobaczcie sobie plakat z akcji rzecznika praw dziecka tytuł jestem mamy i taty przemyśleć sobie to to do wszystkich konflikt przy dzieleniu dzieckiem zawsze bedzie a co dziecko będzie miało z tego ludzie myśleć
    duży pozytyw dla Rzecznika Praw Dziecka facet zrobił dobra kampanie rozdarte dziecko to duży problem zobacze jak to będzie u mnie ja myślę o dziecku może zacząć od kompromisu kiedyś każdego z nas coś łączyło więc

  14. ~pytam · 10 sierpnia 2015 Odpowiedz

    Witam,

    i kolejne w tresci krotkie pytanie: opieka 50% na 50%, ustalony grafik natomiast bez dokladnych godzin, natomiast w zwyczaju bylo tak, ze dziecko przez matke albo bylo od ojca odbierane albo przez ojca odwozone do matki w sobote do godziny 09:00, w ostatnim czasie ojciec z przekazem spoznia sie o 2h o 3h i tym sa z calego dnia robi sie pol, czyli matka jest pozabwiona pol dnia opieki z dzieckiem. Czy jest jakis sposob na wyciagniecie konsekwencji w stosunku do ojca? Dialog niestety nie wchodzi w gre.

    Pozdrawiam,

  15. ~Małgorzata · 24 lutego 2016 Odpowiedz

    Witam,

    Mam pytanie – co w przypadku, gdy na rozprawie (na życzenie sądu) zostało złożone porozumienie ws widzeń z dzieckiem po rozwodzie. Tzw ojciec (świadoma ironia) podpisał owe oświadczenie godząc się na warunki. M.in.- jeden weekend w m-cu, jedna sobota z Nim, święta po połowie, tydzień ferii, dwa tyg. wakacji. Od czasu rozprawy – 2010r. w ogóle się córką nie interesuje, kontakt zerowy. Czy wz z tym, że nie respektuje złożonego porozumienia mogę wystąpić do sądu w imieniu córki (za m-c 17 lat) o zadośćuczynienie? Wszystko co związane z córką było/jest na mojej głowie. Ja nie mam wolnych weekendów, prawa do odpoczynku. Dodam, że w tym porozumieniu zadbałam (wiedziałam, że nie będzie się interesował dzieckiem – jak i wcześniej) i zaznaczyłam, że jeśli nie spędza z córką ferii, wakacji ma jako formę rekompensaty płacić na jej rzecz 1300 zł. za każde. Oczywiście muszę się o to upominać. Czy muszę? Dlaczego mam o tym przypominać, skoro to Jego zobowiązania. Mam świadomość, że do miłości do dziecka nikogo nie zmuszę, ale zastanawia mnie fakt czy ww porozumienie dołączone na sprawie ma w ogóle jakąś „moc” prawną.

    Dziękuję i pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź