Wiosenne malowanie trawy w wydaniu Gowina

Ministerstwo Sprawiedliwości, na czele z byłym już Ministrem Gowinem, wytyczyło sobie  szczytne i ambitne cele: m.in. wdrażają program edukacji prawnej w szkołach, namiętnie deregulują zawody, dążą do przyspieszenia rozpatrywania spraw sądowych. Zastanawiam się, czy Ministerstwo było świadome, jak bardzo osoba byłego Ministra potrafiła  wpłynąć na ostatni z wyżej wymienionych postulatów.

Z przykrością stwierdzam, że  przynosiła efekt odwrotny do zmierzonego.

Kilka tygodni temu miałam wyznaczone posiedzenie sądowe, na drugim krańcu Polski, w sprawie zagranicznego Klienta. Na wyznaczenie terminu w tej sprawie czekaliśmy z niecierpliwością. Na bieżąco wydzwanialiśmy do sądu, aby dowiedzieć się dlaczego mimo upływających miesięcy od złożenia wniosku posiedzenia jeszcze nie wyznaczono.

Najpierw cisza w naszej sprawie wywołana była przeprowadzką sądu do innego budynku. Niby już zamówili firmę przeprowadzkową, przenieśli swoje graty i akta, ale zabrało to trochę czasu, a przy okazji totalnie zdezorganizowało pracę sądu.

Po kolejnym miesiącu, kiedy  wydawałoby się, że z tych doświadczeń pracownicy budynku sądu powinni się byli już otrząsnąć, w sprawie nadal cisza. Na pytanie dlaczego nie ma jeszcze terminu usłyszałam, że najpierw choroba sędziego, a potem jakieś jego szkolenie.

Ale wreszcie, któregoś dnia otwieram kopertę i jest!!! … Termin zaklepany!

Drogi Kliencie - piszę mu entuzjastycznie - pierwsza przeszkoda pokonana. Przebrnęliśmy przez te wszystkie formalności, choroby, szkolenia, przeprowadzki i JEST! Mamy termin!

Ponieważ sprawa jest warta grube pieniądze, Klient się bardzo ucieszył.

Krótko jednak trwała nasza radość.

Kilka dni po tym, jak otrzymałam zawiadomienie o posiedzeniu i przekazałam tę wyczekiwaną nowinę Klientowi, otrzymałam kolejny list z sądu.

Przykro mi, drogi Kliencie. Nasza sprawa spadła z wokandy.

Co tym razem? Choroba żony sędziego, czy matura u jego wnuczka?

Nic z tych rzeczy. Tym razem chodzi o nowy adres budynku sądu.

Przecież przeprowadzkę już przerobiliśmy!

Tak wiem, ale my tu w Polsce mamy taki zacny zwyczaj, że publiczne inwestycje, zakończone sukcesem otwieramy z pompą i uroczyście. Jeśli np. udostępnia się nowy szpital – to wstęgę obowiązkowo przecina Minister Zdrowia, jak autostrada – to Minister Transportu, no a jak otwiera się budynek Sądu – to przyjeżdża sam Minister Sprawiedliwości i świętuje z nami!

I?

(Klient jakiś niekumaty, czy co?)

No cóż. Proszę zrozumieć, są rzeczy ważne i ważniejsze – pan minister Gowin odwiedza Sąd osobiście…To oczywiste, że sędziowie tego dnia nie mogą pracować.  Dlatego też wszystko, co było na wokandzie, w tym nasza sprawa - przepada.  Jeśli w Pańskim kraju nie ma tradycji malowania trawy na zielono, to raczej Pan tego nie pojmie.

Nie dość, że nie pojął, to w kontekście odwołania pana Gowina nęka mnie teraz pytaniami, czy możemy się spodziewać, że kolejny termin posiedzenia też przepadnie w związku z tym, że aktualny pan Minister jeszcze nie widział nowego budynku?

A ja się zastanawiam, co mu odpowiedzieć.

Przecież wszystko w tym kraju jest możliwe.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

4 komentarzy

  1. ~Figa · 17 maja 2013 Odpowiedz

    Absurdy polskiej rzeczywistości ;-)
    Niedawno moja znajoma pisała, że „Komenda Głowna Policji ( jak donosi prasa) odebrała unikatowy system do obsługi policji ( System Wspomagania Obsługi Policji) za jedyne 22 miliony zł , który testowała siedem razy i za każdym razem wynik był negatywny.”

    Może napiszesz do ministra – z jakim „przyspieszeniem” po wprowadzonych w życie jego pomysłach – pracuje teraz sąd?
    Swoją drogą to ciekawe, że jak sędzia zachoruje to się przekłada sprawę zamiast wyznaczyć po prostu kogoś na zastępstwo – wszędzie się tak robi.

  2. ~Katarzyna - Temida Jest Kobietą · 8 czerwca 2013 Odpowiedz

    Kiedy bardzo długo czekam na termin (i wiem, że sprawa zwyczajnie sobie leży w sądzie i się kurzy….) piszę do Prezesa z zapytaniem co się dzieje w sprawie. Działa :-)
    Zazwyczaj dostaję dwa listy – pierwszy od Prezesa sądu, i drugi – z zawiadomieniem o terminie.

  3. ~Agnieszka · 16 czerwca 2014 Odpowiedz

    a ja się zastanawiam czy gdyby sprawa nie dotyczyła dużych pieniędzy dla klienta tylko rozwodu czy o alimenty to wtedy też by Pani tak przejmowała się terminem i dzwoniła do sądu? Z doświadczenia wiem, że nie. Chyba, że Pani jest wyjątkiem

Zostaw odpowiedź