MATKA. To jeszcze człowiek, czy już robot?

MATKA. To skomplikowany i wielofunkcyjny twór. Cechy pożądane: umiejętność znakomitej organizacji czasu, zdolność do zarządzania 200 tematami na raz, wrażliwość, podzielność uwagi, empatia, anielska cierpliwość, zdolność przewidywania, duży refleks, umiejętności negocjacyjne, stoicki spokój, dobra komunikacja z otoczeniem, odporność na brak snu, nerwy ze stali. Czy da się temu wyzwaniu sprostać?

Syf, kiła i mogiła

Wstałam rano i stwierdziłam, że tak dłużej być nie może. Wchodzi się do tego przybytku jak do obory! Pilnie potrzebuję wieszaka w korytarzu i półki na buty. Cud, że drzwi się w ogóle domykają. Jak to możliwe? Czteroosobowa rodzina, w tym jedna sztuka jeszcze niechodząca i nieposiadająca własnego obuwia, a w przedpokoju jedna wielka masakra. Wygląda tu jak w przedsionku jakiegoś akademika. Skąd tego tyle? Nie ogarnę tych klamotów bez odpowiednich mebli.

Muszę to zrobić jeszcze dzisiaj. To postanowione. Tylko, że jest niedziela. Gdzie ja w niedzielę dostanę coś od ręki? Mam! Przecież całkiem niedaleko znajduje się sklep, w którym zaopatruje się 15% szwedzkich obywateli i 100% polskich. No jasne! Tam znajdę wszystko, czego potrzebuję. Półkę, szafkę, wieszak, a jak mnie poniesie to może dokupię jakieś kieliszki. Nie wiem jak to się dzieje, ale mam wrażenie jakby z tygodnia na tydzień ich ubywało. Co jest grane? Czy to ten sam złośliwy krasnoludek, który powoduje, że z pralki wyciągam same nieparzyste skarpety? Nieważne, ale kieliszki wypadałoby dokupić.

Procedurę wyjścia czas zacząć

No dobra, plan jest genialny. Podam tym dwóm kitajcom jakieś śniadanie i rozpocznę żmudną procedurę przygotowywania towarzystwa do wyjścia. A wyjście z czterolatkiem i 7 miesięcznym dzieckiem na raz i w środku zimy nie należy do rzeczy przyjemnych i łatwych.  O Boże! Ile śniegu napadało! Najpierw wypadałoby odśnieżyć auto. Ale kto przypilnuje kitajców? Nie, odśnieżę jak już wyekspediuję ich na zewnątrz.

Najpierw śniadanie. Starszemu płatki na mleku, koniecznie w miseczce ze złomkiem, młodszemu mleko bez płatków, koniecznie we flaszce ze smoczkiem o średnim otworze. Trzeba to jakoś zgrać z następną porą karmienia. Wiadomo, że za jakieś dwie i pół godziny młodszemu włączy się ponownie ssanie. Ze starszym pół biedy – zawsze mam w odwodzie jakieś ciastko w torebce.  Ale z młodszym to już wyższa szkoła jazdy. To trzeba wszystko dokładnie obliczyć i zaprogramować działania na najbliższe kilka godzin. Bierze się pod uwagę nie tylko upływający czas, ale porę dnia, obfitość poprzedniego posiłku, to ile z tego posiłku zostało zjedzone, czy coś zostało wydalone, czy dziecko było przepojone, aktualne jego samopoczucie, skłonność do ulewania. Przy planowaniu tego typu trzeba dodatkowo wziąć pod uwagę ryzyko nieprzewidzianych okoliczności, jak np. utknięcie w zaspie śnieżnej, co w dniu dzisiejszym jest bardzo prawdopodobne. To oznacza, że przy wypadzie do jednego sklepu, zapasów mleka i gorącej wody w termosie musi być tak, żeby starczyło na cały dzień. A jak już wypadnie pora ssania, wtedy już trzeba być na miejscu w sklepie, a nie w podróży.

PROBABILISTYKA przy matczynym prognozowaniu to bułka z masłem.

No więc, mając ten cały plan w głowie, uwijam się jak mogę. Prawą ręką podaję mu mleko, a lewą składam do torby ciuszki na zmianę, gdyby zdarzyły nam się jakieś kolorowe atrakcje. Ok. Wygląda na to, że kitajce pożarły, co trzeba. Ba! Odbiło im się nawet. Swoją drogą to zdumiewające, jak człowiek odmiennie reaguje na beknięcie 7-miesięcznego dziecka i 4 latka. Chyba zmienię mu to przedszkole…

Dobra, co jeszcze? Pielucha zmieniona na świeżą, można chyba powoli zacząć ubierać warstwy wierzchnie. Jeden kombinezon, drugi kombinezon, jedna czapka, druga czapka. Jeden szalik, drugi szalik. Czuję się jak w fabryce przy taśmie. Śniegowce a’la Spiderman. Koniecznie te, inne nie wchodzą w rachubę. Siebie jeszcze nie ubieram, bo przecież nikt nie wytrzymałby tego tempa w kurtce. Ok., mleko w proszku, termos z gorącą woda, buteleczka z zimną, pieluszki na zmianę, jedna tetra do przytulenia. A może dwie? Nie jedna. Chusteczki mokre, chusteczki suche, grzechotka. Spakowane. Soczek i rękawiczki dla starszego! Te z zygzakiem, bo inaczej się nie pozbiera z nieszczęścia. Gdzie one są? Mam! Tylko jedna?  Czyżby to ten sam krasnoludek, co…

Trudno, w końcu jedziemy autem, jedna musi mu wystarczyć. Schowaj sobie drugą łapkę do kieszeni. Acha! Najważniejsze smoczek dla młodego! I na koniec przepakować zawartość mojej codziennej (kobiecej) torebki do tego mamuśkowatego wora wózkowego. Telefon, dokumenty, kluczyki. Coś jeszcze? Trudno mi się skupić na myśleniu, bo starszy się już zaczyna nudzić i jęcząc kopie w drzwi. Ponieważ jest ubrany w kurtkę z hukiem wylatuje na zewnątrz.

Pakuję to wszystko do wózkowego wora, a to, co się tam nie zmieściło do reklamówki. Tego 7-miesięcznego instaluję w przenośnym nosidełku. Kolejna zagadka: jak to się dzieje, że sam kitajec waży tylko 8 kilo, a razem z nosidełkiem stanowią już ciężar nie do udźwignięcia? Spoko, matka da radę. Na sam koniec zarzucam cokolwiek na grzbiet i objuczona jak ten Nomad wyruszam w kierunku samochodu.

O żesz…. Odśnieżyć jeszcze.

(…)

W drodze ku słońcu

Wszyscy spakowani, foteliki zainstalowane zgodnie z instrukcją. Już samo to przypinanie dzieci w zimowych kombinezonach jest katorgą, ale szczęśliwie się udało.  Ruszam!  Jest mi tak gorąco, że najchętniej otworzyłabym okno. Nie mogę oczywiście, bo kitajce się przeziębią.

Analizuję w myślach, co miałam ze sobą zabrać i czegoś nie zapomniałam. To niewiarygodne, ile rzeczy muszę ze sobą targać do obsługi tych dwóch istot w terenie. Czy one to kiedyś docenią? Mniejsza o to, dziś zrealizuję swój plan! Co ja miałam kupić?

Pomimo panującego w samochodzie upału i wwiercającego się w głowę jazgotu kitajców jestem szczęśliwa. Nagle jazgot został przerwany. Coś będzie. Słyszę niewinny, anielski głosik dobiegający z tylnej kanapy.

Mamooooo,,,

Nic mi nie popsuje radości, ale możesz spróbować szczęścia – myślę sobie.

A wzięłaś mi zygzaka?

Ha! Ha! Myślał, że mnie ma kitajec jeden!

Oczywiście syneczku, mamusia myśli o wszystkim!

Małe, upiorne, czerwone autko. Było z nami już wszędzie. A wtedy, kiedy go nie było, to była wielka awantura. Nie dam się już zaskoczyć! Na wszelki wypadek dokupiłam tych zygzaków kilka sztuk i noszę je w torebkach, po kieszeniach. Sięgam do schowka w samochodzie. Jest i tu! Rzucam go kitajcowi na tył.

Mamooooo?

Tak syneczku?

A złomka? Złomka mamo wzięłaś?

O cholera, złomka nie mam. Ale jadę twardo przed siebie. Biorę to na przemilczenie.

Mamo? Nie mamy złomka? Ja nie mogę jechać bez złomka!!!

Dziecko zamilcz proszę, bo mamusia jest bliska eksplozji – myślę sobie – i jeszcze ten upał!

Kochanie twój złomek czeka na ciebie w twoim domku – wypowiadam na głos.

Nie chwyciło. Rozpoczynamy jęk żałobny.

Dobrze, że ten młodszy jest mniej wymagający. Przysnął nawet. Jego sen z pewnością jednak nie potrwa długo skoro starszy juz zawodzi. Próbuję rożnych metod negocjacyjnych żeby uniknąć tego biadolenia. Techniki te są skuteczne w mojej pracy, ale na 4 latka ewidentnie nie działają. Staram się skupić na drodze i odciąć ten jęk z podświadomości.  Wystarczy się skupić na czymś innym.

Szamba szczelne

W celu odwrócenia uwagi, przyglądam się bacznie mijanym po drodze reklamom. Widzę m.in. duży napis. SZAMBA. SZAMBA SZCZELNE.

O rety! To są jakieś inne? To tak, jak by reklamować OBUWIE. OBUWIE NIEDZIURAWE! albo SPODNIE. Z DWIEMA NOGAWKAMI!

Dobra nie znam się na szambach. Może w tej branży szczelność jest zaletą godną podkreślenia. Kto by chciał u siebie w ogródku jakieś szambo przeciekające? Z drugiej strony, jeśli kupię SZAMBO NIESZCZELNE, a w ofercie stało jak wół, że to akurat szczelnie nie było, to tracę chyba uprawnienia z tytułu niezgodności towaru z umową nie?

Dobra zostawmy ten śmierdzący temat.

Myślę o nowej półce i szczęśliwie docieram na parking.

Docieramy na miejsce

Teraz pozostało znaleźć jedynie miejsce do zaparkowania! Niedziela w szwedzkim sklepie meblowym. Mam wrażenie, że oprócz mnie ochoty na wizytę w tym sklepie nabrała prawie cala Warszawa. I chyba wszystkie ciężarne Warszawianki. Tyle przypadających ciężarówek na jeden metr kwadratowy nie spotkasz w żadnym w innym sklepie. O! Jest wolne miejsce dla matki z dzieckiem. Chyba mi przysługuje, wiec korzystam. Z ulgą sobie przypominam, że dnia poprzedniego nie wyjęłam kitajcowego wózka z bagażnika. Super! To zdecydowanie mi ułatwi sprawę. Wyciągam to ustrojstwo i próbuję jakoś dogadać się ze stelażem. Po 5 minutach szarpania udało mi się odblokować coś, co ewidentnie się wcześniej zakleszczyło. Wyciągam te kitajce po kolei z samochodu, małego od razu wkładam do wózka. Duży ciągle zawodzi z powodu złomka. Złapałam się na tym, że po 30 minutach człowiek się po prostu wyłącza i nie rejestruje tego dźwięku. Mały się śmieje. Dobre i to. Zamykam auto.

Półko! Wieszaku! Nadciągam!

Przestępuję progi sklepu. Ha! Dokonałam tego o pożądanym czasie. Gratuluję sobie sukcesu. A jednak jesteś niezła. Udało ci się zdążyć przed porą ssania! O! Jest tu nawet przechowalnia dla starszych kitajców! Jeśli się jednego pozbędę, załatwię sprawę zdecydowanie szybciej.

Kochanie, czy chciałbyś pobawić się na kulkach z innymi kitajcami?

Oczywiście, że tak! Wygląda na to, że temat złomka jakby umarł.

IKEO uwielbiam cię!

Wypełniam jakieś kwity dotyczące zdania kitajca, stemplują mi na ręku motylka, kitajcowi także. To chyba jakiś rodzaj kotylionu. Jaką ja właśnie umowę zawarłam? Przechowania, depozytu? Czy przysługują mi jakieś roszczenia na wypadek gdyby wydali mi kitajca w naruszonym stanie? Kitajec już zniknął gdzieś w tłumie innych kitajców. Chyba za późno na te rozważania. Ile czasu tej wolności mi przysługuje? Tylko godzina? Dobre i to!

Rozszczelniam kombinezon małemu i radośnie kieruję się na dział przechowywania. No nie tak prędko kobito  …. zdaje się mówić maluszek…. jeszcze musisz odwiedzić pokój matki z dzieckiem! Faktycznie. Sorry maleństwo. Byłabym zapomniała! Jest tu takie coś. Ale klimat! Czerwone światełko, żeby nie raziło, chill outowa muzyczka, żeby nie przestraszyło, przewijak, umywaleczka, wygodny fotelik. Najchętniej posiedziałabym tu chwilkę żeby odsapnąć, ale muszę się przecież streszczać. Pani z przechowalni wyraźnie zapowiedziała, że oczekuje mnie za godzinę. Swoją drogą ciekawe, co oni robią z kitajcami po upływie tego czasu? Nie przeczytałam gwiazdki w regulaminie. Mam tylko nadzieję, że nie utylizują.

Pcham ten wózek, strzałki mnie prowadzą do półek i wieszaków. Są! Czy na pewno takie, jak chciałam? Nie jestem pewna, ale czy stać mnie na ten luksus żeby tracić czas na takie dywagacje? Potrzebuję przecież półki i jest półka. Zostało mi jeszcze 30 minut, wiec biorę, co jest.. Spisuję to sobie na karteczce. Zjeżdżamy windą na magazyn, z którego pobieram kolejny wózek. Teraz już mam dwa! Tylko Matka Polka to potrafi! Odnajduję właściwe regały, odszukuję swoje zakupy, ładuje  wszystkie kartony na wózek. Ciężkie? Nie dla zaprawionej matki dwojga dzieci.

Oba wózki pełne. Jeden pcham, drugi za sobą ciągnę. Boże znowu upał! Zostało mi 10 minut do odbioru starszego kitajca z przechowalni. Jak się nie wyrobię, istnieje ryzyko, że wydadzą go komuś innemu. Chwila zawahania. Jednak przyspieszam kroku.

Podjeżdżam do kasy. Ostatnim ruchem na taśmę, wspaniałomyślnie dorzucam jeszcze pudełko ciasteczek z literkami. Jeśli w drodze powrotnej kitajec przypomni sobie o złomku, będę uzbrojona. To pudełko spełni rolę knebla i powinno wystarczyć do samego domu. Jestem genialna!

Miła pani przy kasie pyta się, czy mam ze sobą kartę rodzinną. Oczywiście, że tak! Zawsze ją noszę w portfelu. Chwila moment, cholera a gdzie jest mój portfel? W wózku? W worze wózkowym, w reklamówce?

O żesz…

Pozostał niechybnie w „kobiecej torebce”.

Zero – jeden dla was kitajce! Porażka w pięknym stylu!

Wracaliśmy do domu w milczeniu. Żaden nie odważył się jęknąć. Widocznie instynkt przetrwania im podpowiedział, że nie warto.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

24 komentarzy

  1. ~Figa · 10 lutego 2013 Odpowiedz

    Weź…no…takie cięzkie historie tuż przed snem w niedzielę wypoczynkową !
    Malo na zawal wykorkowałam, bo przecież własnie byłam na twoim miejscu i to ja pędziłam przez Ikeowski magazyn z dwoma wozkami a pot ściekał mi strużką za uchem :P
    Skąd ja to znam. W pewnym okresie życia miałam dwoje dzieci: rocznego osobistego i przywłaszczonego dziewięciolatka z ADHD (syn z I małżeństwa mojego męża, na szczęście już byłego).
    Jeśli myślisz, że dziecko w wieku szkolnym nie wymaga kompleksowej obsługi to się mylisz. Najmniej obsługi wymaga dziecko w wieku od 4 do 6 lat. Potem jest znowu pod górę. Mam tylko nadzieje, ze mój syn nie przyprowadzi mi do zaopiekowania stadka wnuków ..tak dajmy na to pięcioraczki …
    Idę się znieczulić piwem :)

    Dobrej nocy :))
    Wybornie się bawię tutaj.

  2. ~Ula · 11 lutego 2013 Odpowiedz

    Hej
    Mam wrażenie jakbyś pisała o mnie. Tylko z tą różnicą, że mój starszy kitajec a właściwie starsza nie wiem jak to odmienić dla dziewczynki :) ma ADHD i 6 lat – młodszy rok więc też już sam chce tuptać. Uważam, że matka to już robot…a kiedy wychodzą z niej ludzkie uczucia to każdy się dziwi dlaczego tracisz cierpliwość i takie tam …Pozdrawiam gorąco.

  3. ~Zuzanna · 11 lutego 2013 Odpowiedz

    Bardzo lubię ten blog i śmieję się na głos jak go czytam – jestem w 7 miesiącu ciąży i syneczek na razie tylko kopie mnie w żebra :D a mąż zapewnia, że on wszystko będzie robił przy nim i moje życie w ogóle się nie zmieni! :D

  4. ~agata · 12 lutego 2013 Odpowiedz

    a ja podziwiam takie pomysly- w niedziele z dwojka do IKEI ? Wlasnie wrocilam z moja dwuletnia Ewa ze sklepu. Nareszcie do Zurichu zawitała prawdziwa zima i kurtka małej nie sprawdziła się na śniegu. Pomyślałam, że może załapię się jeszcze na jakieś zimowe przeceny i kupię jej super sportową kurtkę, w której będzie mogła nawet spać w zaspie. Po przymierzeniu drugiej, która nawet po przecenie kosztowała tyle, co nasze z mężem razem wzięte, odwróciłam się na sekundę, żeby ją odwiesić. W tym czasie dziecko, jak zwykle zdążyło zniknąć za regałem. Tylko którym? Po pięciu minutach szukał już Ewy cały sklep – wszystkie cztery ekspedientki i klienci. W końcu się znalazła w jednej z przymierzalni. Siedziała cicho, bo „bawiła się z mamą w chowanego”. Wychodząc ze sklepu, zdążyłam chwycić rękawiczki ( 65 franków – prawie tyle, co przeznaczyłam na kurtkę, więc muszą jej wystarczyć jako ochrona przed śniegiem i mrozem). Żadnych więcej zakupów z dzieckiem. Od tej pory zamawiam tylko z netu.

    • Prawnik na macierzyńskim · 13 lutego 2013 Odpowiedz

      Fajne pomysły ma ta Ewunia! Taki mały z niej szkrab, a już taki dowcipny egzemplarz. Pozdrawiam Was serdecznie. Liczę na to, że przy następnym spotkaniu pokażesz mi te magiczne rękawiczki ;)

      • ~agata · 14 lutego 2013 Odpowiedz

        nie są magiczne:) po prostu tu jest wszystko naprawdę drogie. Nie będę się wdawać w szczegóły, bo nie chcę odbiegać od tematu, choć pisać o tym kraju można dużo – Szwajcaria to wyspa w Europie. Chciałam tylko zauważyć, jak takie wynalazki, jak rękawiczki niezsuwające się z tych małych łapek, ułatwiają nam robotom pewne czynności. Biorę plecak na plecy, 15kilo dziecka na jedną rękę (1/3 tego co sama ważę), sanki zarzucam na drugie ramię i kroczę 15 min pod górkę do tramwaju. Dlaczego Ewa nie idzie sama? bo droga zajęłaby nam godzinę. Dlaczego nie ciągnę jej na sankach? bo Szwajcarzy odśnieżają chodniki do czysta. Ale za to nie muszę co chwila stawać, poprawiać jej rękawiczek, albo cofać się i szukać ich na chodniku. Tak więc mała rzecz a cieszy :)

        • Prawnik na macierzyńskim · 15 lutego 2013 Odpowiedz

          No widzisz, a ja kupiłam mojemu synkowi rękawiczki „narciarskie” w Cocodrillo z przeceny „pozimowej” i są do kitu, bo ciągle mu spadają. Jestem skazana na kolejny wydatek. Dlatego pociesz się tym, że przynajmniej wydałaś raz i masz z głowy ;)

  5. ~Marta · 12 lutego 2013 Odpowiedz

    Jakbym widziała siebie,pomimo, że mam jedną gadzinkę:) Rewelacyjny tekst. Pozdrawiam

  6. ~mamol · 16 lutego 2013 Odpowiedz

    Ale udało Ci się wyjść z domu. Gratuluję ;-) U mnie czasem na poziomie „nie tych rajstopek” lub „nie tych rękawiczek” zaczyna się koszmar ubierania i kończy się chęć wychodzenia z domu. Żadnych spacerków, zero zakupów i atrakcji, tylko dlatego że, rajstopki swędzą, a rękawiczki spadają. Histeria, płacz, wygiananie się… koszmar

    • Prawnik na macierzyńskim · 17 lutego 2013 Odpowiedz

      Czyli, że dziewczynki też nie są idealne? ;)

      • taka.sama · 23 sierpnia 2014 Odpowiedz

        Co do dziewczynek rzec można tak. Ja mam dwie – 4 latka z podejrzeniem ADHD – rzeka cierpliwości czasami to mało co trzeba mieć, a zamiast złomka mamy zazwyczaj konika z serii my little pony, picie w bidonie, czapka z daszkiem na wszelki wypadek z okularami przeciwsłonecznymi (to nic, że nie ma słońca, ale a nóż widelec się zda na coś), aha no i czasami jeszcze 5 innych pilnie potrzebnych rzeczy, bez których moje dziecię się nie ruszy… Druga dziewczynka – 10 tygodni – je mało, a co 2 godziny czasami częściej, niespodzianek funduje co nie miara, więc jedna butelka, druga butelka, woda ciepła, woda zimna, mleko, tetra, ubranka na zmianę, wózek w bagażniku (och jakże cudowny do składania, wkładania i wyciągania z owego bagażnika), pampersy, chusteczki, kremiki… Także wyjście nawet do sklepu wymaga siły dromadera, pojemności torby w wersji VAN, a w samochodzie to by się naczepa przydała jeszcze. Jakże cudowne są wyjścia z dziećmi na sobotnie czy niedzielne zakupy :D

  7. ~anaszka · 18 lutego 2013 Odpowiedz

    Jakbym czytała o sobie. :) Czasem się zastanawiam po co mi płaszcz, skoro tak mi ciepło jeszcze zanim wyjdę z domu.
    Dłuższe wyjścia, zwłaszcza zimą to porażka.
    Ciekawiej się zacznie jak mniejsze zrobi się „samochodzące” – wtedy będzie jeszcze trudniej (my przechodzimy właśnie ten etap).

  8. ~Ciri · 19 stycznia 2014 Odpowiedz

    Witam.
    Już od jakiegoś czasu czytam, ale jakoś ten wpis umknął ;)
    Jakbym czytała o sobie i moich dwóch Stfforach. Zakupy jak zakupy. Codzienne poranne wyjście do żłobka i przedszkola. Synowi (5,5) zakładam szalik, czapkę, w tym czasie Młodsza (prawie 3) zdążyła zdjąć szalik i czapkę. I znowu zakładam Młodej szalik i czapkę, Starszy udaje się po autko. Wraca uśmiechnięty, ale czapka w garści bo za gorąco. Opanowałam czapki i szaliki. Czas na kurtki. Obowiązkowe trzymanie rękawków. Jak nie do lament, że na parterze słychać. Potem mamo popraw i cztery ręce pod nosem do poprawy ww rękawków. Potem sobie coś na grzbiet i na głowę, możemy wychodzić. W połowie drogi po schodach…zapomniałem autka. Muszę wrócić, Młodej nie zostawię, bo policję sąsiedzi wezwą. Wracamy po autko. Znowu wycieczka w dół. Młodsza mamo swędzi. Gdzie? Oczywiście najmniej odpowiednie miejsce. Muszę podrapać, bo znów sąsiedzi wezwą policję i zostanę aresztowana za znęcanie się nad dzieckiem. Wsiadamy do auta, przypinam w fotelikach. Nie zwieją. Odpalam auto, odśnieżam. Podjeżdżam pod żłobek. Wypinam dwójkę, jedno zostawiam w żłobku, jedno z powrotem do auta. Odwożę do przedszkola. Zostawiam i jadę do pracy odpocząć

    Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
    PS w kwestii fotelików. Błagałam tylko nie podkładki pod tyłki naszych Dzieci. Do 1,5 m fotelik. Uwierzcie mi :)

  9. ~Licho nie śpi · 13 marca 2014 Odpowiedz

    E tam, nie przesadzajmy. Czterolatek sam już pilnuje, czy wziął ulubioną zabawkę, ale widać nie każdy. Może faktycznie trzeba zmienić mu to przedszkole? Zamiast mleka w proszku, 199 buteleczek, gorącej wody, manny instant, samowaru i przenośnego ogniska – może warto przemycić ze sobą gotowe mleko? To ułatwi jego podanie. I doprawdy nie wiem, po jakie licho przepakowujesz portfel i klucze do torby od wózka… Żeby został skradziony? Żeby inni klienci widzieli, jaki jest pękaty?
    Torebkę można nieść na ramieniu nawet prowadząc wózek ;) Ewentualnie torebkę w całości wpakować do torby wózkowej na dno – wtedy nikt jej nie zagarnie a nie będziesz musiała się zastanawiać, gdzie co przepakowałaś.

  10. ~Ola z Dzieciaki z Klasa.pl · 23 października 2014 Odpowiedz

    Opisany wizerunek to modelowy przykład ucieleśnienia ideału żony ze Stepford, w życiu jednak inaczej niż w filmie, to nie automatyzm a szczególny dar radzenia sobie nawet z największymi wyzwaniami, dany wyłącznie Supermenkom! :)

    Na chwilę wytchnienia od obowiązków zapraszamy do DzieciakizKlasa.pl Koniecznie z kubkiem gorącej herbaty.

    Do zaczytania!
    Ola,

Zostaw odpowiedź