Wywalczę dla ciebie ogromne odszkodowanie i rentę! Potrzebny mi tylko twój podpis.

Czyli o tym, kto pada ofiarą kancelarii odszkodowawczych i w czym tkwi tajemnica ich sukcesu.

Piękny dzień…

Niebo bezchmurne, słońce świeci, przyjemnie rozgrzewa plecy. A będzie jeszcze lepszy, bo plany na wieczór są obiecujące. Rozgląda się na prawo i lewo, nic nie jedzie, rusza przed siebie. Powinien jej kupić kwiaty, czy może zabrać do kina? A może szkoda takiej ładnej pogody na kino. Nagle huk, czuje uderzenie. Nic więcej nie pamięta. Jego piękny dzień dobiegł końca. Na kolejny przyjdzie mu długo poczekać.

zamienia się w koszmar

Bezskutecznie próbuje otworzyć sklejone oczy. Zastanawia się, co się z nim dzieje. Czuje tępy ból w głowie. Jeszcze nie wie, czy boli z przodu, czy z boku. Po prostu boli wszędzie. Nie czuje prawej ręki i prawej nogi. Lewą – owszem czuje – ale nie jest to przyjemne doznanie. Wydaje mu się, że wolałby w tym wypadku jej nie odczuwać. W końcu udaje mu się otworzyć oczy. Jedyne, co dobre, to to, że ona siedzi tuż obok i trzyma go za lewą rękę. To akurat czuje. Uśmiechnęła się do niego. Chce jej odpowiedzieć tym samym, ale nie może, bo przeszkodził mu bandaż na szczęce. Błądzi zamazanym wzrokiem po ścianach pomieszczenia, w którym oboje się znajdują. Dociera do niego, że znajduje się w szpitalu. Pamięta ten straszliwy huk i uderzenie. Pamięta, że było to straszne. Odetchnął z ulgą na myśl o tym, że teraz jest już po wszystkim. Jest bezpieczny.

Czyżby? W szpitalu też mogą czyhać niebezpieczeństwa, tyle że innego rodzaju.

5 dni potem ….

Rankiem, tuż po tym, jak ona pomogła mu zjeść śniadanie, pożegnała się z nim i opuściła jego salę, pacjenta odwiedza elegancko ubrany pan z teczką. Pan z teczką upewnia się, że ona na dobre opuściła salę pacjenta, po czym wita się z pacjentem bardzo wylewnie. Dostrzega, że prawa ręka pacjenta jest unieruchomiona, ale z rozmysłem wyciąga do niego dłoń w celu powitania. Zgodnie z oczekiwaniem, w odpowiedzi usłyszał jęk pacjenta, który –tak jak można było przewidzieć – oznaczał, że pacjent nie da rady podać mu ręki.

- Ach tak… czyli ma pan kłopoty z prawa ręką? – zapytał współczującym tonem, mimo, że nie miał, co do tego wątpliwości.

- Tak – opowiedział pacjent przez zaciśnięte żeby. Wciąż przy mówieniu odczuwał ból.

- I pewnie z prawą nogą też są kłopoty…

-  Skąd pan to wie?

- To znaczy, że świetnie trafiłem! – zignorował zadane przez pacjenta pytanie.

- Nie rozumiem. Pan specjalizuje się w rehabilitacji? Pański strój jest trochę strój mylący.

- Otóż nie w rehabilitacji! Ale dzięki mnie będzie pana stać na rehabilitację w najlepszych prywatnych placówkach w kraju.

- To znaczy?

- Orientował się już pan czy przysługuje panu odszkodowanie?

- Nie, nie zdążyłem. Wciąż jem przy pomocy osób trzecich, w zasadzie dopiero od wczoraj mogę jako tako mówić. Przysługuje mi jakieś?

- Oczywiście! Tyle, że procedury jego uzyskania są bardzo skomplikowane, ubezpieczyciele to szczwane lisy, ale my już mamy na nich swoje sposoby. Reprezentuję kancelarię odszkodowawczą, która specjalizuje się w takich sprawach, jak pańska. Oto moja wizytówka. Proszę bardzo. Podam może do lewej ręki – wspaniałomyślne zagranie.

- A skąd pan wie, na czym dokładnie polega moja sprawa?

- Wypadek na skrzyżowaniu Koszykowej i Marszałkowskiej, przechodził pan na zielonym świetle, wjechał w pana niebieski Passat, rocznik 2010, właściciel samochodu ma sporo kasy. Stracił pan przytomność. Skomplikowane złamanie prawej ręki z przemieszczeniem, pozrywane ścięgna. Być może nie odzyska pan pełnej sprawności. Niewiadomo jeszcze, co będzie z prawą nogą. Uszkodzona szczęka, poważne obrażenia głowy. Lekarze są bardziej optymistyczni jeśli chodzi o lewą nogę, no ale nigdy nic nie wiadomo. Na dzień dzisiejszy trzeba założyć, że ucierpi na tym pańska praca, pański status społeczny, pańskie życie.

- Ale skąd ma pan te informacje?

-Czy nie mówiłem panu, że reprezentuję profesjonalną kancelarię odszkodowawczą? Wszędzie mamy swoich ludzi. Jeśli zależy panu na godziwym odszkodowaniu, potrzebny panu ktoś taki, jak ja. Mogę załatwić panu także dożywotnią rentę.

-Proszę pana, to bardzo ciekawe, ale skoro już zostawił mi pan swoje namiary, to ja się z panem skontaktuję w późniejszym terminie, jak już stąd wyjdę. Omówię to z moją narzeczoną. Przyznam szczerze, że w tym momencie za bardzo mnie boli głowa żeby to rozważać.

-Nie ma problemu, tyle, że wtedy to może być już za późno. W takich sprawach trzeba działać szybko. Część roboty już za pana wykonaliśmy. Dotarliśmy już do notatki policyjnej z tamtego wypadku, znamy sprawcę, wiemy gdzie jest ubezpieczony. Znamy jego majątek. Bez nas pan tego nie pociągnie. Nie w tym stanie.

- No dobrze, ile to kosztuje?

- Proszę pana, pan się o nic nie martwi, pana to nie kosztuje nic, a w zasadzie prawie nic! Pobieramy skromną prowizję, która płatna będzie wyłącznie w momencie wypłaty odszkodowania. Jeśli nie ma odszkodowania, nie ma prowizji. Uczciwie prawda? Proszę tu jest nasza umowa, a tu jest długopis. Umie się pan podpisać lewą ręką?

Pacjent kiwa głową, że tak.

****

„Łowcy skór”

Kancelarie odszkodowawcze nazywane są „łowcami skór”. Szacuje się, że w Polsce działa ich około kilkuset. Ich agenci są dosłownie wszędzie, tj. w szpitalach, gabinetach lekarskich, a nawet cmentarzach i kostnicach. Zdarza się, że przychodzą do domu, gdzie leży nieprzytomna osoba. Wykorzystują trudną sytuację, w której znajduje się poszkodowany lub jego rodzina. Grają na emocjach, wywołują poczucie strachu. Zdobywają numery telefonów do poszkodowanych i nakłaniają do podpisania umowy.

Przepis na sukces

Pan z teczką, który trafił do „mojego” pacjenta nie kłamał. To prawda, że oni wiedzą wszystko. Kancelarie odszkodowawcze często rekrutują agentów wśród byłego personelu szpitala, policji, czyli wśród tych, którzy mogą mieć kontakty i je później wykorzystać. Agentów szkoli się jak skutecznie dogadywać się z lekarzami, recepcjonistkami w gabinetach lekarskich, dziennikarzami, laweciarzami po to, aby uzyskać kontakt z ofiarą wypadku komunikacyjnego. Żeby nie było wątpliwości – takie informacje kosztują. Podobno najdroższe informacje dotyczą pacjentów z najcięższymi obrażeniami W dalszej części należy się zorientować, ile w rzeczywistości za dany przypadek należy się od ubezpieczyciela i ile ubezpieczyciel jest skłonny wypłacić ”bez gadania”. Poszkodowanemu wówczas proponuje się 20% tego, co jest przez zakład ubezpieczeń niekwestionowane w tego typu przypadkach. Wtedy podpisuje się w imieniu poszkodowanego ugodę na oferowaną przez ubezpieczyciela kwotę, zrzeka się dalszych roszczeń i przy minimalnym wysiłku zgarnia się umówioną prowizję.

Kancelarie odszkodowawcze a profesjonalna pomoc prawna

Warto podkreślić, że ich nazwy mają w sobie człon „kancelaria” po to, by kojarzyć się z kancelarią radców prawnych czy adwokacką i wzbudzać przez to większe zaufanie. W rzeczywistości kancelarie te to przedsiębiorstwa tworzone np. w formie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością przez tzw. biznesmenów „z głową na karku”, a nie zawodowych prawników. Nie zmienia to faktu, że znane są przypadki, w których radcowie prawni lub adwokaci współpracują z takimi kancelariami jako ich podwykonawcy. W końcu, jak się ubezpieczyciel nie ugodzi, to ktoś na te rozprawy do sądu musi chodzić.  Bywa też tak, że wówczas – dopiero po zaangażowaniu do sprawy profesjonalnego prawnika – wychodzi na jaw, że obiecane przez agenta odszkodowanie to przysłowiowe „gruszki na wierzbie”, które w rzeczywistości nie są możliwe do uzyskania w polskim sądzie. Zazwyczaj dzieje się tak w tych przypadkach, w których umowy zakładają, że prowizja należna jest agentowi bez względu na wysokość wywalczonych pieniędzy. Wtedy właśnie poszkodowanego kusi się potencjalnie wysokim odszkodowaniem.

Pamiętaj! Polska to jeszcze nie Ameryka, w której dostaniesz milionowe zadośćuczynienie za to, że poparzyłeś wargi gorącym kubkiem od kawy.

Co jest w tych umowach?

Jak się okazuje, przedstawiane do podpisu umowy nie są korzystne dla poszkodowanego. Często zawierają postanowienia sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają interesy konsumentów. Prowizje, które są przewidziane są w ramach wynagrodzenia zwykle oscylują na poziomie 20-40% „wywalczonego” odszkodowania. Jednakże zdarzają się także takie umowy, które przewidują obowiązek zapłaty prowizji nawet wtedy, gdy odszkodowanie w ogóle nie zostało wypłacone. Innym stosowanym postanowieniem w tego typu umowach, jest postanowienie zgodnie, z którym poszkodowany przelewa na kancelarię uprawnienia związane z roszczeniami. Skutkuje to tym, że kancelaria może w imieniu poszkodowanego zrzec się przysługujących mu względem ubezpieczyciela roszczeń w zamian za odszkodowanie, które opiewa na mniejszą kwotę niż w rzeczywistości by mu się należała. Tyle, że poszkodowany o tym nie ma pojęcia, bo umowę zawiera w traumatycznych dla niego okolicznościach, zaraz po wstrząsającym wydarzeniu, zanim zdąży się zorientować w temacie.

Czy da się zerwać taką umowę z kancelarią?

Znane mi są przypadki, w których rozgoryczeni poszkodowani próbują unieważnić takie umowy z pośrednikami. Jest to dość karkołomne w wykonaniu, ale nie twierdzę, że niemożliwe. Nie dam wam ogólnej wskazówki, jak to należy zrobić, bowiem wszystko zależy od treści danej umowy, okoliczności jej zawarcia i sposobu, w jaki jest wykonywana.

Czy państwo powinien się w to wtrącić?

Na dzień dzisiejszy brak jest obowiązujących przepisów prawnych, które skutecznie dyscyplinowałyby takie kancelarie. Po tym, jak parę dni temu zatrzymano szefa jednej z czołowej kancelarii odszkodowawczych (pod zarzutem przywłaszczenia wielu tysięcy złotych należących do klientów kancelarii) na nowo zawrzało w tym temacie. Trwają dyskusje, czy działalność kancelarii odszkodowawczych powinna być uregulowana w sposób, który ograniczyłby ich obecne zapędy, wymusił rzetelne informowanie i rozliczanie się z uzyskanych pieniędzy.

Za a nawet przeciw

Głosy w tej sprawie jak zwykle są podzielone. Z jednej strony twierdzi się, że przy ogólnej tendencji do deregulacji zawodów dyskusyjne jest proponowanie kolejnych przepisów regulujących i że działanie kancelarii odszkodowawczych należy pozostawić do zweryfikowania wolnemu rynkowi.  Z drugiej strony, czy państwo nie powinno się bardziej włączyć w ochronę – tych i tak zazwyczaj poszkodowanych przez los – klientów takich kancelarii przed osobami, które mogą okazać się zwykłymi oszustami?

A wy? Co o tym sądzicie? Powinno się wprowadzić przepisy, które uregulowałyby działalność kancelarii odszkodowawczych? Jeśli tak, to w jaki sposób należałoby to zrobić? Na co im pozwolić, a czego zakazać?

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

15 komentarzy

  1. ~Usagi72 · 24 stycznia 2013 Odpowiedz

    Fajne. Takie na czasie. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. To utrudnia odniesienie się. Ale nie zaniosłem także swoich ciężko zarobionych pieniędzy do Amber Gold. Słowem, wydaje mi się – z mocnym naciskiem na wydaje – że analizuję otaczającą mnie rzeczywistość. Piszę to z punktu widzenia osoby, która wie że nie jest reprezentatywna. Uważam, że przeregulowanie Państwa jest wysoce szkodliwe. Mamy z tym już kłopoty w Polsce, w sytuacjach czasem niespodziewanych. W opisanej sytuacji widać brak poszanowania dla siebie i swojego podpisu. Nie czytałeś ? A podpisałeś ? To się nie dziw! Tym bardziej, że nikt pistoletu do głowy w celu wymuszenia podpisu nikomu nie przyłożył. Wszak czynność mogła by być uznana za nieważną. I właśnie nad tego typu przesłanką się zastanawiam w celu wyplątania się z takiej umowy – ale to nie na temat. Nie można stworzyć systemu w którym na każdą czynność zostanie napisana USTAWA. To jest utopia równie duża jak RÓWNOŚĆ. Ale można – tak jak w tym fantastycznym blogu – próbować edukować. Świadomość prawna w naszym kraju jest skandalicznie niska. Nie wiem jak jest w naszym kraju z Pro Publico Bono. Jeśli kancelarie praktykują – fajnie, jeśli nie – no cóż… To jest sprawa jak z ubezpieczeniem. Premier, który wyraził tą oczywistą prawdę publicznie i dosłownie – stracił stołek. Edukacja, jest podstawą wszystkiego. Wiadomo potem skąd czerpać inspirację. Czasami nawet nie trzeba wiele. Telefon do zaprzyjaźnionej kancelarii? Porada kolegi prawnika? Ale na to trzeba ciężko zapracować… Inny koniec tej historii. – Proszę Pana, co prawda nie mogę mówić, ale w tej sytuacji wysilę się. Nie będę z Panem teraz rozmawiał, bo źle się czuję. Proszę w miarę możliwości opuścić ten pokój. Jeśli będzie się Pan narzucał swoją osobą mnie albo moim bliskim, znajdę sposób aby Pan tego zaprzestał. Mówi Pan że coś mnie ominie. Trudno. Przeżyję. Albo umrę, przecież jak sam Pan wie, właśnie miałem ciężki wypadek.

  2. ~Figa · 24 stycznia 2013 Odpowiedz

    Hmm…ciężko stwierdzić ale zapewne można taką umowę unieważnić na podstawie „czasowej niepoczytalności poszkodowanego” czyli, że jego stan umysłowy po wypadku uniemożliwił mu rzetelną ocenę.
    Poza tym to przecież prawda.

    A jeśli chodzi o regulacje to może nakaz poświadczenia przez osobę trzecią, że była obecna przy podpisaniu umowy przez „kancelarię” i poszkodowanego i, że poszkodowanemu zostało w sposób rzetelny i nie budzący wątpliwości wyjaśnione wszystkie kwestie zawarte w umowie. Poświadczenie krewnego lub lekarza…. jak się nikt nie zgodzi na taką obecność to tym lepiej dla poszkodowanych.

    • Prawnik na macierzyńskim · 25 stycznia 2013 Odpowiedz

      Akurat takiej kategorii, jak czasowa niepoczytalność poszkodowanego jeszcze w prawie cywilnym nie ma. Ale jak się wezmą za regulacje kancelarii odszkodowawczych, kto wie… Obecnie możesz się powołać na działanie pod wpływem błędu i na tej podstawie próbować uniewąznić umowę. Jeśli był to błąd wywołany przez drugą stronę-kwalifikuje się go jako „podstęp”.

  3. ~maciek · 24 stycznia 2013 Odpowiedz

    Hm, jeszcze do mnie nie trafili, ale zetknąłem się z reklamami takich firm wywieszonymi w poradniach lekarskich i szpitalu.
    Zawsze byłem przekonany, że są to typowe kancelarie prawnicze, które „wchodzą w nowy segment rynku” (uff ).

    Zgadzam się z Usagi72, że przeregulowanie sprawia więcej kłopotu niż pożytku.
    Edukacja jest bardzo ważna, ale powinna się już odbywać na poziomie szkoły. Nasz podstawowy system oświaty nic nie uczy o otaczającym nas świecie, a kładzie nacisk na „Co miał na myśli autor… ”

    Chyba brak u nas w Polsce powszechności „prawnika rodzinnego” – odpowiednika „lekarza rodzinnego”.
    Kiedyś się śmiałem z amerykańskich filmów z ich: „mój prawnik”, „mój psychoterapeuta”, „mój trener”, „mój doradca”, „mój mechanik samochodowy”.
    Dzisiaj chciałbym mieć kogoś, kogo nazwałbym „moim prawnikiem”… kogo mógłbym poprosić o weryfikację podsuwanej mi umowy… i miałbym do niego zaufanie !

    • Prawnik na macierzyńskim · 25 stycznia 2013 Odpowiedz

      Masz 100% racji, ja też bym chciała mieć samochodowego mechanika rodzinnego ;), jeszcze się takiego nie dorobiłam w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Wszyscy są przypadkowi. Dlatego ostatnio przesiadłam się na kolejkę! Dzięki temu w drodze do kancelarii -zamiast tkwić w korkach-śledzę komentarze na moim blogu ;)

  4. ~Irena · 30 stycznia 2013 Odpowiedz

    Myśmy trafili na dobrą kancelarię, udało się wywalczyć dużo wyższe odszkodowanie niż proponowała firma ubezpieczeniowa sprawcy, więc proszę nie uogólniać

  5. ~Kwas · 1 lutego 2013 Odpowiedz

    Witajcie.
    Jako, że jestem za leniwy na własnego bloga postaram się krótko opisać prawie dokumentalną historię pewnego agenta a właściwie jej początek.

    Rozmowa rekrutacyjna trwała krótko – kandydat miał wątpliwość, którą wyraził mniej więcej tak:
    -Proszę Pana ale to takie trochę nieetyczne czekanie na czyjeś nieszczęście
    -Tak? To proszę – i przyszły pracodawca odwrócił laptopa, gdzie była tabelka i cyferki
    -Proszę popatrzeć. W zdarzeniu uczestniczyły 4 osoby: kierowca – sprawca, Jego żona – niestety nie przeżyła i dwoje dzieci – na szczęście już nie posiadają obrażeń FIZYCZNYCH.
    Uzyskane przez rodzinę odszkodowanie to ….dziesiąt tysięcy złotych.
    Dużo panie Kwas, czy mało?
    -Raczej niewiele …. choć doprawdy nie wiem
    -Proszę popatrzeć w tabelkę – wkroczyliśmy my i: rodzeństwo za ból i cierpienie ….dziesiąt tysięcy, rodzice podobnie, dzieci za … itd
    W sumie ODROBINĘ ponad pół miliona
    Kwas poprosił o chwile spokoju, rozpracował tabelkę z cyferkami i został agentem.

    I teraz już koniec dokumentalizmu

    Spotykając ludzi, którzy po pobytach w szpitalach i gipsach i innych protezach otrzymują (tylko proszę o spokój) kilkaset złotych, myślę sobie czy ja dobrze robię załatwiając te MINIMUM 6000 zł dodatkowo (sam na tym też zarabiając, mówiąc przesadnie te 50%)
    Może im te pieniądze niepotrzebne i tylko Im głowę zawracam
    Mam gdzieś, potrzebne czy nie – ofiarom się te pieniądze NALEŻĄ!!!!
    Dodam, że w pewnej firmie też spotkałem oszusta agenta i nawet ta firma śmiała przywłaszczyć sobie (prawdopodobnie) jakieś odszkodowanie ale ja lubię patrzeć na uśmiechnięte (czasem rozpłakane) twarze ludzi, którzy otrzymują pieniądze, które się im NALEŻĄ

    I przepraszam, że tak obszernie (choć w trakcie i tak część wykreśliłem)
    I życzę sobie, żebym mało było wypadków (a co za tym idzie też mało zarabiał)

    • Prawnik na macierzyńskim · 2 lutego 2013 Odpowiedz

      Oj Kwasie, ty bestio jedna! nie mieliśmy pojęcia, że jest wśród nas agent! ;) Oczywiście wiadomo, że są różne kancelarie odszkodowawcze. Ja opisuję zwykle patologie, bo taka moja rola, ale przecież na szczęście świat składa się jeszcze z ludzi uczciwych.

  6. ~Kwas · 2 lutego 2013 Odpowiedz

    No i muszę się odgryźć, bo niesprawiedliwości nie zniese ;) Żartuję oczywiście, bo każdy powinien mieć własne zdanie.
    I moje zdanie (leniwego agenta) mówi, że patologia tkwi w firmach ubezpieczeniowych, które fortuny zbijają na nas a w momencie krzywdy dają ludziom grosze – chciałem mocniej to nazwać ale jeszcze mnie kto pozwie a Ty mnie nie wyratujesz ;)
    I jak chcesz, to powiem Ci też moje skromne zdanie na temat regulacji tego zawodu – kolejne niepotrzebne zamieszanie (i koszt) – robię licencję, szkolę łowców krzywdy, którzy tylko szukają źródeł mojego dochodu (oczywiście za te problemy biorę nie 50 a 70%).
    Cwaniak i tak wyjdzie na swoje a straci NIESTETY poszkodowany.
    Zamiast tego proponuję surowsze kary dla takich hien, które opisałaś
    I na koniec takie małe sprostowanie – nigdy nie podpisałem umowy na więcej niż 25% (ale wszystko przede mną ;) )

  7. ~Katarzyna - Prawo Medyczne · 4 lutego 2013 Odpowiedz

    Z doświadczenia wiem, że nie każda kancelaria odszkodowawcza jest zła. Współpracuję z taką (jako pełnomocnik profesjonalny), której klienci są zachwyceni skutecznością odzyskiwania roszczeń.
    Mam też swoich własnych klientów, którym pomagałam wyplątać z się z umów z innymi tego typu kancelariami.
    Pewnie, że taniej dla Klienta jest iść bezpośrednio do profesjonalisty (chyba żadna kancelaria radcowska czy adwokacka nie bierze takich prowizji), tyle tylko, że kancelarie odszkodowawcze zazwyczaj prowadzą sprawy tak, że klient nie inwestuje w sprawę ani złotówki, dopiero przy wypłacie odszkodowania traci dużą jego część.

    • Prawnik na macierzyńskim · 4 lutego 2013 Odpowiedz

      Zgadzam się, Temido :), są z pewnością i uczciwe podmioty. Przyznałam już to jednej pani wcześniej, która też była zadowolona z usług tego typu kancelarii, która ją obsługiwała. Zwłaszcza, że pomoc prawna w odzyskaniu odszkodowania jest nieodzowna, bo samemu się z TU nie wygra. Moim celem było przedtawienie, na czym polegaja ewentualne patologie żeby przed nimi przestrzec.

  8. Prawnik na macierzyńskim · 20 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ja bym zapytała gdzie jego etyka i macierzysta korporacja?

  9. ~Anna · 17 października 2014 Odpowiedz

    Smutne jest to, że trzeba obwiać się kogoś kto oferuje pomoc prawną. Smutne, że jest to kojarzone z prawnikami. Żaden prawnik nie powinien pozyskiwać klientów w ten sposób bo to niszczy zaufanie do zawodu.

    Obecnie poprzez zmianę Kodeksu Etyki Radcy Prawnego chcą umożliwić radcom korzystanie z płatnego pośrednictwa. Zamiast dążyć do lepszego wyjścia z sytuacji wygląda tak, że radcowie równają w dół, do tej patologi co już jest byleby sami na tym nie stracili. Bo tracą i to dużo przez takie „kancelarie”. Klienci uciekali bokiem to trzeba było jak najszybciej temu zapobiec. Nie wiem czy jest to dobre. Bo jak kontrolować tych pośredników, skąd wiedzieć czy podszedł klienta w szpitalu czy w inny nieetyczny sposób.

    Nie za bardzo ale „jakoś” wypadałoby to uregulować.

    Jak to jest, że jak dzwoni Pani z T-Mobile czy Play z nową świetną ofertą to człowiek zazwyczaj ogarnie się i powie, że niczego nie potrzebuje. Ma gdzieś tą świadomość, że ten co namawia ma w nosie jego interes i chce na nim zarobić.

    Podobnie gdy chcą nam wcisnąć extra kredyt lub lokatę. Lampka się zapala, że jakby to było takie extra to nie trzeba by tego bóg wie jak reklamować i nagabywać ludzi.

    Przy ofertach pomocy prawnej taka lampka się już chyba ludziom nie zapala.
    Najpierw trzeba by przeprowadzić ogólnokrajową akcję kto to jest prawnik, kto to jest adwokat, kto to jest radca prawny, a kto to jest ten Pan co nas nagabuje.

    Może trzeba wprost zakazać reklamowania się w szpitalach, gabinetach, przychodzenia pod dom i przyjeżdżania na miejsce wypadku? No bo ja to inaczej wyplenić? Albo taki agent musiałby mieć obowiązek wyrecytowania formułki „nie jestem prawnikiem i nie zatrudnia mnie też żaden prawnik, podpisując tą oto umowę nie ma Pan/Pani gwarancji, że sprawą zajmie się prawnik” :D hehe no dobra przesada :P

    Myślę, że jednak i tak nic z tym nie zrobią, a korporacja r.pr. chce iść na łatwiznę bo przecież i tak wielu radców prawnych nie od dziś współpracuje z takimi firmami.

    To jak Pani Olu, rozglądała się już Pani za rezolutnym pośrednikiem? ;-)

Zostaw odpowiedź