Kryzys zażegnany, a więc een kleurrijk en uitbundig kerstfeest!

Pierwsze jaskółki końca kryzysu już odnotowane. Co prawda na razie w Holandii, ale do nas też przylecą. A właściwie, jak się tak rozglądam po naszych domach, to dochodzę do wniosku, że chyba już przyleciały.

Dekoracje domu

Rocznica Bożego Narodzenia tuż tuż i wielu z nas przygotowało już dekoracje świąteczne. Niektórzy czynią to tylko wewnątrz swoich domów, ale są tacy, którym to nie wystarcza i fundują rozmaite iluminacje świetlne sąsiadom z naprzeciwka.

Na ogół kibicuję takim inicjatywom, bo w polskim klimacie nie często zdarza się, aby na Święta świeżutki, czysty, biały puszek zdołał ukryć brzydotę naszych ulic. Zazwyczaj jest szaro, ponuro i jedynie dekoracje świąteczne pozytywnie wpływają na świąteczną atmosferę. Zazwyczaj pozytywnie.

Ciekawe, że są tacy, którzy stroją swoje domy, okna i podwórka nie tylko dlatego, że lubią, ale czynią to z poczucia obowiązku. Wobec innych. Wobec swoich sąsiadów.

W pewnym niewielkim holenderskim miasteczku, o wdzięcznej nazwie Dieren (co w bardzo wolnym tłumaczeniu oznacza chyba „zwierzyniec”), jedna pani co roku dekorowała swój dom i całe obejście. Jej dekoracje były za każdym razem niepowtarzalne i można było odnieść wrażenie, że z kolejnym rokiem bogatsze, intensywniejsze i coraz bardziej … oślepiające.

Skądinąd wiem, że Holendrzy z nią sąsiadujący nie byli z powodu jej wybujałej fantazji zbytnio zachwyceni. Ich wrażliwe oczy nie są najwyraźniej przyzwyczajone do takiego rozpasania, jak nasze – polskie – wyćwiczone w tym temacie.

Ordnung muss sein, ale nie u nas …

Wrażliwość oka Polaka musiała się z czasem po prostu przytępić i zadecydował o tym instynkt przetrwania. Jak inaczej moglibyśmy tolerować bijące zewsząd reklamy, bannery, ogłoszenia, bilbordy? Na co drugim płocie znajdziesz informacje o polecanym kleju, tynkach, dachówkach, sprzedawanym drewnie do kominka. Co 50 metrów po kilka bilbordów przedstawiających gołą babę reklamującą szpachlówkę albo – dla odmiany – centrum handlowe. Jakby tego było mało, na każdym mijanym słupie wisi ogłoszenie, że ktoś udzieli komuś korepetycji, a kto inny wytapetuje mieszkanie. Tanio! Tak samo przyozdobione są przystanki komunikacji miejskiej. Żadne zakazy, straszenie mandatami nie skutkuje. Jeśli straż zedrze taką ulotkę, to nazajutrz w jej miejsce pojawią się dwie następne, itd…

Dlatego żadna dekoracja świąteczna, nawet najbardziej „oczo-oślepiająca” nie jest w stanie mnie zaskoczyć.

W Szwajcarii, Austrii czy Holandii – to co innego. Kto był – ten wie, że ordnung muss sein. Dlatego też, kiedy w wyżej wspomnianym, uporządkowanym „pod sznurek”, holenderskim miasteczku, znalazła się taka jedna, co wykraczała ze swoją kreatywnością poza utarte normy estetyki i rokrocznie zamieniała swój dom w choinkowe iluminacje świetlne, budziło to powszechne zgorszenie i niesmak wśród jej sąsiadów. Składali ręce do boga, żeby zaczęła trochę miarkować te fantazje.

Ich modlitwy wreszcie, a konkretnie w ubiegłym roku, zostały wysłuchane. Otóż w minione Święta rzeczona pani nie udekorowała domu ani jedną lampką. Początkowo jej sąsiedzi wręcz się przejęli, czy aby na pewno z kobietą wszystko w porządku. Uspokoił ich przygotowany przez nią  ogromny banner wywieszony w oknie, a w nim napis tej treści:

Sorry mensen, in verband met de crisis kan ik dit jaar mijn huis niet zo versieren als andere jaren. Maak er zelf wat van!

Co w wolnym tłumaczeniu oznacza:

Bardzo wszystkich przepraszam, ale z uwagi na kryzys, w tym roku nie dam rady przystroić swojego domu. Radźcie sobie sami!

Stąd właśnie wiem, że niektórzy dekorują swoje obejścia „w prezencie” dla innych.

A skąd wiem, że kryzys się skończył?

Otóż, nie dalej jak wczoraj, otrzymałam zdjęcia od mojej przyjaciółki, a zarazem holenderskiej sąsiadki rzeczonej pani. Oto ono.

Dekoracje w miasteczku Dierren

I jeszcze uchwycone wieczorową porą:

nocną porą

Każdy z was może je sobie zinterpretować po swojemu, ale moje rozumienie sytuacji, jest takie, że KRYZYS ZAŻEGNANY!

I tym optymistycznym akcentem kończę.

Wszystkim tu zaglądającym życzę kolorowych i bogatych w iluminacje świetlne Świąt, co po mojemu oznaczać będzie koniec kryzysu, a  po holendersku będzie brzmiało mniej więcej tak:

Een kleurrijk en uitbundig kerstfeest!

Święta spędźcie z rodzinami, znajomymi i koniecznie bawcie się dobrze. Ja też mam zamiar tak uczynić, dlatego przez najbliższe kilka dni dam Wam trochę odpocząć od Prawnika na macierzyńskim.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

7 komentarzy

  1. ~looqash. · 22 grudnia 2012 Odpowiedz

    W Poznaniu przystanków nikt nie obkleja, wszyscy się boją :) Za to nie boi się pan prezydent, który najpierw zapowiedział że z powodu oszczędności nie będzie dekoracji latarni w mieście, a potem wszystko zawisło i świeci jak gdyby nigdy nic. Ten kryzys chyba naprawdę się skończył ;)

  2. ~Figa · 24 grudnia 2012 Odpowiedz

    Tobie również wszystkiego iluminacyjnego w te święta czyli oczy jak dwie pięciozłotówki :P (w sensie, że jak dzieciaki rozpakują prezenty to takie oczka będą miały) a Tobie się błyszcząca łezka w oku zakręci :)))
    (skąd ja to znam)

    Wszystkiego dobrego!

  3. ~Przemek · 17 stycznia 2013 Odpowiedz

    Celne spostrzeżenie Pani Mecenas. Jakkolwiek pamiętasz lektury historii gospodarczej, która była moim jedynym kominkiem na studiach (jestem ekonomistą) w przeszłości kryzysy ekonomiczne docierały na nasze ziemie z mniej więcej trzy – czteroletnim opóźnieniem. I nie przemawia przeze mnie czarnowidztwo lecz także własne doświadczenie. Departament w którym pracuję osiągał szczyty wydajności w czasie kiedy daleko od nas kryzys już był aż za nad to widoczny. To było w 2009, w czasie którego byliśmy regularnie straszeni zagrożeniem nieosiągnięcia wyznaczonych celów. I co? I 120% normy było. Teraz jest inaczej. Ale jak kania dżdżu czekam na poprawę koniunktury lokalnie. Pozdrawiam. Już mnie podłączyli, więc zapadam się w niebyt i robię przerwę.

    • Prawnik na macierzyńskim · 17 stycznia 2013 Odpowiedz

      Coś w tym jest Panie Ekonomisto. Może rzeczywiście zbyt pochopnie ogłosiłam koniec kryzysu. Nie ukrywam, że chciałam podnieść morale przed Świętami. Trzymam kciuki żebyś w miarę dobrze zniósł ten stan niebytu. O ile to w ogóle możliwe.

Zostaw odpowiedź