Przychodzi baba do prawnika, a prawnik… też baba

czyli o tym, czy zawody prawnicze w ogóle stworzone są dla kobiet.

zawód prawnika

Czy zawód prawnika jest zawodem kobiecym?

Ani trochę. Począwszy od samego stroju, nad którym poznęcałam się już we wpisie pt. Historie  z togą w roli głównej, więc nie będę się powtarzać, a skończywszy na ogromnych i ciężkich, wielotomowych aktach, które codziennie musimy dźwigać i paru innych rzeczach po drodze.

Tony akt do dźwigania

Jest rozprawa – nie ma zmiłuj! Musisz wziąć wszystkie dokumenty, które dotyczą danej sprawy. Co ciekawe, na ogół na samej rozprawie się nie przydają, ale lepiej je ze sobą mieć, bo są wyjątki. Raz nie zabrałam (z własnej wygody) i oczywiście okazało się, że sędzia jakiegoś papierka nie mógł znaleźć w swoich aktach. Myślałam wtedy, że ze złości na swoją niefrasobliwość powyrywam sobie wszystkie włosy z głowy. Kiedy więc jesteś kobietą prawnikiem zwykle stoisz przed takim wyborem: albo zepsuta fryzura, albo wyciągnięte ręce do ziemi, jak u orangutana.

Od czasu tamtej feralnej rozprawy, wybieram zawsze „orangutana”.

Dlatego pozbawię was złudzeń – ta elegancka kobieta na zdjęciu powyżej to nie jestem ja. Ubolewam, ale na co dzień nie wyglądam tak powabnie. Nie używam takiej zgrabnej walizeczki, bo nic by się do niej nie zmieściło. Idąc na rozprawę zabieram wysłużoną, wielką czarną teczkę wypełnioną po brzegi aktami i na ogół tak ciężką, że niemal ciągnę ją po ziemi. Teczka zwykle pęka w szwach i się nie dopina. Bywa, że pod pachą, muszę zmieścić jeszcze czasem jakieś dodatkowe kwity. W ręku dzierżę kodeks i suknię fałdzistą – to już obowiązkowo – i tak obładowana dzielnie kroczę na spotkanie z moim klientem. Wyobraźcie sobie, że czasem stać mnie jeszcze na powitanie z uśmiechem.

Trening czyni mistrza.

Najlepsze jest jednak to, że nawet gdy tym klientem okazuje się mężczyzna, to nie wiem jakbym się do niego szczerze nie uśmiechała, rzadko kiedy mężczyzna ten sam z siebie oferuje mi pomoc w niesieniu moich tobołów!

Dzieje się tak z kilku powodów. Na ogół jest zdenerwowany czekającą go za 10 minut rozprawą i spotkaniem z przeciwnikiem. To zrozumiałe, dla kogoś, kto nieczęsto ma okazję być w sądzie – jest to przeżycie dość stresujące. Wtedy człowiek jest skupiony na sobie i ja to rozumiem.

Jednak główna przyczyna jest związana z pewnym stereotypem, który z kolei bierze się z uzasadnionych oczekiwań klienta. Wynajmujesz prawnika, po to by ci pomagał i wyciągał z opresji. Ma być murem odgradzającym od twojego przeciwnika i budzącego strach sądu. Ten mur ma ciebie wspierać, a nie ty jego. Stąd oczekiwanie, że tym murem będzie raczej silny mężczyzna, a nie jakaś drobna kobietka. No a jeśli zdarzy się już taki wybryk natury, to widać jakaś twarda sztuka musi być. A przynajmniej powinna, bo w tym zawodzie nie ma miejsca na sentymenty i wątłym psychicznie jest znacznie trudniej. Wątłym fizycznie – jak się okazuje – też.

Innym powodem, dla którego klienci rodzaju męskiego nie oferują pomocy w dźwiganiu akt jest to, jak kobieta prawnik w tym sądzie wygląda. Ano tak, że jak narzuci na siebie ten czarny, wielki tropik zwany togą, to posturą od razu dorównuje Agacie Wróbel. Słowem – wygląda jakby zdołała przenieść góry, więc co tam takie akta.

Kobieto zapisz się na siłownię

Dlatego kobietom, które wybierają się na prawo, a podobno takie tu zaglądają, od razu rekomenduję zakup karnetu na siłownię. Jak się weźmiecie do roboty od pierwszego roku studiów, to do końca aplikacji akurat uzyskacie krzepę taką, jaka jest wskazana do tego zawodu.

Z racji tego, że mnie nikt zawczasu nie uprzedził, a ja naoglądałamsię amerykańskich filmów i zdjęć takich jak to powyżej, siłownia nie przyszła mi do głowy. Teraz już strat nie odrobię, dlatego poważnie rozważam zakup walizeczki na kółkach.

Niestety dotychczas niczego odpowiedniego nie znalazłam. Jeśli ktoś z was ma jakieś namiary na niedużą (taką wielkości akt), zgrabną, czarną walizeczkę / aktówkę, będę wdzięczna za linka. Tylko żebyśmy mieli jasność – nie chodzi mi o taką torbę w kratkę, z którą będę wyglądała jakbym wracała z zakupów z Tesco.

Taką do Tesco już mam.

Nazwy zawodów prawniczych, czyli sędzina i inne takie kwiatki

Każdy wie, kto to jest sędzia, radca prawny, adwokat czy prokurator. Jeśli jednak któryś z tych zawodów wykonuje kobieta i chcielibyśmy to podkreślić – to jak należałoby powiedzieć? Prokuratorka, adwokatka? No dajcie spokój. Jak dla mnie nie do przyjęcia. A co powiecie o radczyni prawnej? To już wyższa ekwilibrystyka słowna. Kto byłby to w stanie poprawnie odmienić? Sama miałabym kłopot.

Sędzina. Ludzie często tak właśnie nazywają kobietę, która jest sędzią. Otóż czynią to nieprawidłowo. Najlepiej skojarzycie na przykładzie: jest przecież każdemu znana sędzia Anna Maria Wesołowska, a nie sędzina Wesołowska.

Zdradzę wam pewnien sekret: sędzina oznacza … żonę sędziego

Czy można winić ludzi, za to, że tak kaleczą to słowo? Nie do końca, bo próby stworzenia żeńskiej formy są instynktowne i zrozumiałe. Póki co, nie ma poprawnego określenia innego niż pani sędzia. Szczerze mówiąc to nawet boję się żeby nikt na siłę nie zaczął takiego słowa tworzyć, bo zapewne wyjdzie mu taka „potwora” jak słynna „ministra”.

Jak zatem można się domyśleć z powyższego, nie jestem zwolennikiem żeńskich form typu psycholożka, neurolożka, o ministrze już więcej nie wspomnę. Nigdy nie nazywam siebie prawniczką, choć akurat to słowo już się na dobre przyjęło w języku polskim. Dla mnie jednak wciąż brzmi po prostu niepoważnie i świadomie nie przyczyniam się do jego popularyzacji.

A zatem, nawet język polski łaskawy dla kobiet prawników nie jest.

Godziny pracy

kobieta w pracyFunkcjonowanie w zawodzie radcy prawnego czy adwokata nie jest także najłatwiejsze ze względu na brak sztywno ustalonych godzin pracy. Niejednokrotnie pracuje się po nocach. Tyle, że to już specyfika większości wolnych zawodów, więc nie będę się tu rozpisywać. W każdym razie, dla kobiet, które są aktywnymi zawodowo prawnikami łączenie funkcji matki z życiem zawodowym to spore wyzwanie. Wiem, co piszę, bo od 4 lat intensywnie trenuję.

A zatem wnioski nasuwają się same – zawód prawnika kobiecy z pewnością nie jest.

Niemniej, potrafi dać na tyle dużo satysfakcji, że warto go wykonywać.

A wyciągnięte jak u orangutana ręce?

Na tym etapie dochodzę do wniosku, że to rzecz gustu, a jak wiadomo -

de gustibus non est disputandum.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

23 komentarzy

  1. ~maggi · 11 grudnia 2012 Odpowiedz

    To może nalezalo by poszykac w sklepach ladnej walizeczki na kółkach, raczke wyciagasz i jedziesz z aktami, są takie co maja robić za bagaż podręczny i wyglądaja naprawdę elegancko

  2. ~katie · 11 grudnia 2012 Odpowiedz

    Hmmm.. ostatnio widziałam taką walizeczkę. Tylko, niech no sobie przypomnę, gdzie.. Ale jak tylko mnie oświeci, dam znać! :)

  3. ~maciek · 11 grudnia 2012 Odpowiedz

    Ha, ja jestem takim klientem-mężczyzną, który czuje obawę przed zaoferowaniem pomocy prawnikowi (dowolnej płci^^) w niesieniu jego akt.
    Powodem jest… strach.
    Powszechnie wiadomo, najbardziej drażliwymi ludźmi są prawnicy i lekarze… chociaż lekarzom dałbym jednak pierwsze miejsce.

    Większość osób nie będących prawnikami, nie wie jak zachowywać się w sądzie. Nie wie też jak zwracać się do przedstawicieli poszczególnych profesji prawniczych, jak głęboki ma być ukłon by nie uraził powagi, czy uśmiech nie zostanie poczytany za obrazę, a oferta pomocy (np. w niesieniu akt) za próbę podważenia kompetencji… a w przypadku prawnika-kobiety-feministki – czy taka oferta nie będzie odebrana jako okazanie samczej dominacji mięśniaka.
    Z prawnikami kontaktujemy się na ogół gdy nam na czymś zależy. I dlatego dmuchamy i chuchamy, by nie urazić prawników. A nie wiemy, czym możemy urazić…

    Ja byłbym wdzięczny, gdyby mój prawnik (kobieta czy mężczyzna) ułatwił mi życie, mówiąc mi wprost: Mam dzisiaj sporo akt i potrzebuję pomocy w ich niesieniu.
    Wynająłem prawnika, by walczył o moją sprawę. Nie przysłuży mi, jeżeli mój „wojownik” będzie się skupiał na logistyce, a nie na walce.

    • ~wesoły komuch · 3 sierpnia 2013 Odpowiedz

      daj sobie spokój, jak możesz to licz na siebie.
      w prostych sprawach jakieś pisemko jakis prosty wniosek, jakieś ble ble ble to ci zrobią, poważniejsze sprawy załatwią ci starsi wyżeracze, ale nie licz na cud.
      Jak sobie sam nie pomożesz to nie licz na cuda.

  4. ~SYBIL · 12 grudnia 2012 Odpowiedz

    http://torebki-teczki.pl/w54-torba-delsey-laptopa-bagaz-podreczny-kabinowka-p-1177.html
    Może troszkę duża bo nawet laptop się zmieści ale …. warto zobaczyć L)

  5. ~Zofia · 13 grudnia 2012 Odpowiedz

    Kobieta prawnik, bardziej sexowniejsza wersja prawnika, w wersji męskiej :)

  6. ~looqash. · 13 grudnia 2012 Odpowiedz

    U tu Was mam drogie kobiety! Jak my chcemy Wam dogodzić i wesprzeć Waszą walkę o równouprawnienie, to mi prawniczka wyjeżdża z tekstem, że ona wcale nie jest prawniczką tylko prawnikiem ;) Zapamiętam :P

  7. ~Aleksandra · 14 grudnia 2012 Odpowiedz

    Kobieta prawnik, to brzmi dumnie :) sama jestem w trakcie studiów prawniczych.

  8. ~wesoły komuch · 3 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Biedactwo, nie rozczulaj się aż tak bardzo nad sobą. Jakież to sprawy wymagają kilogramów materiałów? nie opowiadaj bredni.
    Większość spraw które dostajesz to kilka , kilkanaście kartek. Bo takimi bzdetami zajmują się prawnicy.
    Owszem sa sprawy które mają dużo załączników, tylko pytanie po co one tobie na sali sądowej.
    Mając sprawę gdzie jest dokumentacja medyczna ok 200 stron. Po co ona komu potrzebna na sali sądowej?
    Sądowi a po jaka cholerę? od tego sąd ma biegłego, dostaje na kilku kartkach konkluzję, ty dostajesz to samo i fertig,
    Może sprawy karne, ale to nie twoja liga.
    Problem polega na czymś zupełnie innym.
    Na zrozumieniu sprawy. Obserwuję prawników starszych młodszych, wielu. I co? i nic. Gdybym któremuś z nich zlecił sprawę, założę się o 100 zeta, ze mam przerżniętą. Dlaczego. To proste. Bo są leniwi. Owszem poprowadzą ci sprawę a jakże, pierwsze co robią to wyciągają cennik i tam drapiąc się po pale wyjaśniają ci ile to będzie kosztowało, dlaczego tak tanio i ile czasu musi taki orzeł palestry poświęcić na zrozumienie.
    Sprawy bardziej złożone, to niestety wyższa szkoła jazdy której nie opanują absolwenci rożnych dziwnych uniwerków , są po prostu kiepscy. Utopią klienta, a sąd się cieszy, ze po raz kolejny udało się przejść rozprawę bez specjalnych problemów.
    A blondynki? no cóż bardzo zestresowane, ambitne, ale to za mało,
    niestety brunetki nie są wcale lepsze.

  9. ~Marcel Q. · 29 sierpnia 2013 Odpowiedz

    Może by tak kobieta prawnik wyłączyła moderację SłIiIt KoMcIóW, ponieważ mnię tu się dyskusja sypie? ;P

  10. ~Ola też prawnik · 11 maja 2014 Odpowiedz

    bicepsy jak u twardziela, buty na płaskim obcasie i sukienka, którą łatwo się nosi – ot, kobiecy look kobiety prawnika:) czasem łapska wyciągnięte do samej ziemi! szczera prawda! ja na szczęście mam ducha sportowego i nie straszne mi te akta zazwyczaj, chociaż czasami zdarza się masa krytyczna, że mam łzy w oczach na sam widok. do aspektów wizualnych i dziwnych godzin pracy dodam jeszcze konieczność ciągłego zawyżonego poziomu adrenaliny we krwi i bycia łowczym drapieżcą, co z założenia jest jakoś wbrew kobiecej naturze:) co wszystko razem nie zmienia faktu, że … nie wyobrażam sobie siebie gdzie indziej. może jestem skrzyżowaniem Pudziana z agresorem po prostu;p

  11. ~Ewa · 2 czerwca 2014 Odpowiedz

    Pozwalam sobie nie zgodzić się z większością twierdzeń w poście, choć jak rozumiem jest napisany pół żartem, pół serio (mam nadzieję, że bardziej żartem). Co prawda jestem dopiero na III roku apl. adwokackiej, więc togi jeszcze nie noszę, ale w sądzie bywam bardzo często. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby akta były tak ciężkie, żebym nie mogła sobie z nimi poradzić, a zdarzały się sprawy obszerne i po kilka dziennie. Nie zauważyłam też, żeby jakakolwiek prawniczka (jestem za stosowaniem form żeńskich) wyglądała w todze jak Agata Wróbel, chyba, że tak wygląda i bez togi. Ale to są kwestie uboczne. Z całego postu przebija obraz kobiety, która przychodzi do sądu, żeby ładnie wyglądać, bo inaczej klient nie pomoże jej w noszeniu akt. Ja w sądzie czuję się „bezpłciowo”. Zakładam marynarkę, spodnie/spódnicę i, poza tym żeby wyglądać schludnie, nie zwracam dalej uwagi na mój wygląd, bo koncentruję się na obowiązkach, nie na mojej kobiecości. Toga ma pomagać w utrzymaniu tej bezpłciowości, ponieważ wszyscy, bez względu na płeć, jesteśmy w sądzie w celu wykonania określonych obowiązków. Czułabym się też niepoważnie prosząc klienta o pomoc w „dźwiganiu” togi czy kodeksu. Choć dopiero zaczynam, uważam, że klienci, zwłaszcza ci zdenerwowani, oskarżeni w sprawach karnych, czują się pewniej przy adwokacie, który potrafi ogarnąć przede wszystkim siebie i nie koncentruje się na swoich szpilkach i fryzurze. Zdaje sobie sprawę, że post miał mieć charakter żartobliwy, jednak przez takie wpisy mniej lub bardziej ograniczeni odbiorcy mogą nabrać błędnego przekonania o prawniczkach. Pozdrawiam, Ewa :)

    • ~ · 4 czerwca 2014 Odpowiedz

      Oczywiście masz prawo mieć odmienne zdanie;) powiem Ci tylko, że jak już pochodzisz trochę do sądu z ciężkimi aktami to nie będziesz sie dziwić walizeczce na kółkach. Mam kilka spraw budowlanych gdzie jedna taka nie wystarczy. Ostatnio posiłkowałam sie drugim pełnomocnikiem, który mi pomógł, zaś strona przeciwna miała taka wielka walizkę na kółkach jak by sie na Hawaje wybierała. A zatem wszysko przed Tobą;)
      Pozdrawiam
      Prawnik na macierzyńskim

Zostaw odpowiedź