Czekam na ciebie tato. Czyli historia pewnego kontaktu.

Co się dzieje, kiedy drugi rodzic uporczywie zapomina o kontaktach z dzieckiem i jak go zmobilizować do tego, żeby pamiętał, o której był z nim umówiony. To częsta bolączka rodzica, który dostał dziecko pod opiekę, ale przede wszystkim dramat samego dziecka. Jak zwykle zaserwuję pewną historię z życia wziętą, która niestety jest odzwierciedleniem wielu podobnych przypadków.

historia pewnego kontaktu

Wybiła 15.30. Rzuca papiery na biurko, w pospiechu nakłada na siebie płaszcz, a w międzyczasie wyłącza komputer. Sięga po torebkę i wybiega z biura. Musi się śpieszyć, by odebrać go z przedszkola o czasie. Jak nie zdąży, to naliczą dodatkowe 2,85 zł za każdą dodatkową godzinę. Poza tym, obiecała mu, że dziś się nie spóźni. Cholera, uciekł jej tramwaj.

W przedszkolu.

- Hurra!!! Mamo jesteś! Czy to dzisiaj jest ten dzień? Czy to dziś idę z tatą do cyrku?

- Tak synu, ubieraj się szybko, bo zaraz mamy autobus. Jak się na niego spóźnimy, twój ojciec odbije się od klamki i dopiero będzie cyrk.

- Ale dlaczego mamo?

- Nieważne, po prostu wkładaj tego buta…

W autobusie.

- Mamo, a czy w cyrku będą małpy?

- Tak. I słonie też. I klauny. I ta kretynka tatusia.

- Co powiedziałaś?

- Nieważne synku, trzymaj się poręczy, bo się wywrócisz.

W domu

- Mamo zdążę zjeść obiad przed wyjściem?

- Jasne, już ci nakładam. Masz 5 minut. Zaraz będzie tu ojciec, a musimy cię jeszcze przebrać.

Po obiedzie, z niepogryzionym jeszcze kotletem w buzi, chłopiec biegnie po inne spodnie, zakłada je zgodnie z instrukcją mamy, po czym siada na parapet. Dzięki temu nie przegapi momentu, w którym tata podjedzie pod klatkę. Patrząc w okno może już spokojnie przełknąć obiad do reszty. Jest tak podniecony, że przeżuwanie i połykanie kotleta przychodzi mu z trudem.

- Jeny, ale będzie fajnie. Mamo ile jeszcze czasu?

- Właściwie już dochodzi 16.30. Możesz ubrać buty i kurtkę.

Ubrał. Stoi teraz w przedpokoju w czapce naciągniętej na oczy. Czeka na dzwonek do drzwi. Po 5 minutach zaczyna mu się nudzić, więc kieruje się w stronę okna. Wdrapuje się na parapet żeby moc sprawdzić, czy przypadkiem samochód taty nie stoi pod blokiem. Może już podjechał, tylko domofon jest zepsuty?

- Gdzie w tych buciorach wchodzisz na parapet? Złaź stamtąd natychmiast! Twój jaśnie pan ojciec najwyraźniej znowu się spóźni.

Chłopiec posłusznie wrócił pod drzwi. Słyszy utyskiwania matki dochodzące z pokoju obok. Nazwała tatę jakimś słowem, którego chyba nie rozumie. Jak tata przyjdzie, to zapyta się go, co ono oznacza.

Gorąco mu. Ściąga kurtkę. Chce znowu dostać się na parapet, ale w połowie pierwszego kroku zobaczył surowy wzrok mamy. Pospiesznie ściąga buty. Wskakuje na okno. Nie przyjechał jeszcze.

- O! Mamo! Jedzie taki biały samochód? To tata?

-Nie, ojciec ma już nowe auto.

- A jakie?

- Nie wiem, nie męcz mnie. Jakieś sportowe. W kolorze czarnym.

- A będę mógł się nim przejechać?

- Nie wiem czy ci ta niunia pozwoli?

- Co mamo?

- Nic. Jak w końcu twój ojciec łaskawie się pojawi, to z nim pojedziesz. Nowym autem.

Jest 17.00. Zaczyna się robić coraz ciemniej, a na szybę od okna spadają pierwsze krople deszczu. Oby słonie nie zmokły…

Mijają kolejne minuty. Chłopiec z nosem przyklejonym do szyby wciąż wypatruje ojca. Tata miał tu być pół godziny temu. Na pewno utknął gdzieś w korku. Pada deszcz, a kiedy pada – wiadomo są korki.

Dochodzi wpół do szóstej. Przyklejony do szyby nos spowodował, że zaparowała. Namaluje coś. Jeździ po szybie palcem, ale ukradkiem, żeby mama nie widziała, że maże po oknie. Jeszcze tylko drzwi i dach. To będzie domek. Dla niego, dla taty i dla mamy.

Jest już szósta. Z nudów zaczyna liczyć krople na szybie. Kiedy przyjdzie tata, rodzice znowu będą razem. Usiądą sobie wszyscy jak dawniej przy stole w dużym.

Do tej pory jego świat to idealna mama, wspaniały tata i ich ciepły wspólny dom. Odkąd tata wyprowadził się z domu, ten świat się rozleciał. Mama twierdzi, że tata wspaniały nie jest i „ma ich gdzieś”. Od taty dowiaduje się, że mamie daleko do ideału, bo mu utrudnia mu ich kontakty. Jak to wszystko poskładać?

Dochodzi 18.30. Mama ściąga go z parapetu.

- Złaź stamtąd dziecko, bo mi całą szybę zamazałeś.

Do chłopca zaczyna docierać, że dzisiaj po niego nikt nie przyjdzie i że chyba faktycznie tata „ma go gdzieś.” Ściąga czapkę, wraca do swojego pokoju i kompletnie nie ma pojęcia, jak ma sobie z tym poradzić.

***

Niestety nie mam pojęcia jak ten dzieciak ma sobie z tym poradzić, ale za to podpowiem jego mamie, jakiego bata może użyć na tatę. Bata, który potencjalnie – w przynajmniej w założeniu ustawodawcy – powinien przywołać ojca do porządku.  O tym w następnym wpisie. Nie przegapcie.

***

Minęło trochę czasu i zapowiadany wpis na temat wspomnianego narzędzia prawnego już jest opublikowany. Żeby przeczytać kliknij tu.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

12 komentarzy

  1. ~Ania · 27 listopada 2012 Odpowiedz

    Matka też niezła larwa ! Ciekawe kim okaże się tatuś. Dziecka żal :(

  2. ~looqash. · 27 listopada 2012 Odpowiedz

    Ah nie trzymaj tak ludzi w napięciu, bo nie zasną dziś ;) ja się nastawiałem na jakiegoś przełomowego bata, a tu klops i muszę sobie poczekać…

  3. ~maciek · 28 listopada 2012 Odpowiedz

    Ech, dużo podobnych draństw widać wszędzie… W rozbitych rodzinach, ale też i w tzw. normalnych.
    Pogoń za karierą i forsą, „rozrywkowe życie” powodują, że coraz częściej zapominamy, że człowiek – jako „zwierzę” stadne – ma silną potrzebę bliskości z innymi „członkami stada”.
    Brak kontaktu najsilniej uderza w dzieci :/

  4. ~heterozja · 28 listopada 2012 Odpowiedz

    Jak ładnie napisana opowieść! Zaciekawiłaś mnie bardzo.

  5. ~Figa · 30 listopada 2012 Odpowiedz

    Kiedy ty zdążyłaś te wszystkie posty spłodzić???
    Mam wrażenie, że byłam tu zaledwie przedwczoraj i nic nowego nie było a tu taka fajna ilośc postów :P mniam :)

    Mam prośbę, bo może ty będziesz miała pomysł na orzecznictwo:
    http://figa-pisze.blogspot.com/2012/11/prawo-pracy-zycie.html

    Nie chcę całego wyroku, to mi podaruje szwagier ale jakąś sygnaturę… albo podpowiedź gdzie szukać.
    Thx

    • Prawnik na macierzyńskim · 1 grudnia 2012 Odpowiedz

      Kiedy te teksty spłodziłam? Informację o moich dniach płodnych znajdziesz w kalendarzu w panelu bocznym po prawej stonie ;) Co do orzeczenia, o którym piszesz, nie przychodzi mi nic konkretnego do głowy. Jak coś znajdę, napiszę Ci w komentarzu na Twoim blogu pod wpisem o kłopotach z pracodawcą. Pzdr,

  6. ~Figa · 30 listopada 2012 Odpowiedz

    Fajnie by było jakby ojciec zabieral dziecko w terminach wyznaczonych mu przez Sąd, o które to terminy walczył zaciekle jak lew, składając pozew o ustalenie kontaktów z dzieckiem.
    Dwa weekendy w miesiącu poczynając od piątkowego wieczoru do niedzielnego popołudnia lub poniedziałkowego poranku oraz trzy tygodnie wakacji.
    Jakby nie patrzeć:
    nijak się to ma do tego co obecnie tatuś wyczynia.
    Mianowicie założył z nową żoną firmę i nie ma czasu na kontakty z dzieckiem.
    Od września 2011 syn był u ojca trzy razy na weekend i na CZTERY dni wakacjiw sierpniu 2012. Wszystko z wielkim trudem wywalczone przeze mnie żeby go w ogóle zabrał.
    Sms w komórce mam taki: „przecież wiesz, ze nas nie ma”

    Jak już syn u ojca był to głównie przed komputerem, bo ojca praktycznie w domu nie było. Syn był pod opieką córki aktualnej żony (jest już pełnoletnia). Z ojcem się widział tylko wcześnie rano.

    No to jestem ciekawa jak przymusić tatusia żeby z synem się widywał tak jak żądał w sądzie.

    Wtedy żądał, bo tak mu było wygodnie !!! Teraz WYGODNIEJ nie zabierać dziecka, bo „on nie ma co z nim zrobić” – tak mi powiedział.
    A przepraszam bardzo…gdzie jest moja wygoda? A może ja też bym chciała „nie mieć dziecka” tylko iść do pracy… (teoretycznie:P)

    • Prawnik na macierzyńskim · 1 grudnia 2012 Odpowiedz

      Figa, domyślam się jakie to musi być obciążające dla jednego rodzica, kiedy ten drugi nie poczuwa się do swoich obowiązków. I najzwyczajniej po prostu smutne. Mam nadzieję, że mój ostatni wpis trochę Ci pomoże (opublikowany 30 listopada br.). Powodzenia!

  7. ~ChicaMala · 5 grudnia 2012 Odpowiedz

    Historia łapie za serce… nie wyobrażam sobie nawet, co czuć musi takie dziecko… przykre…
    Wciąż mnie tylko zastanawia czy można przewidzieć, że się z takim draniem będzie… żeby tych dzieci sobie jednak nie robić…bo my sobie sprawimy „zabaweczkę”, ale dziecko też ma swoje uczucia i bez sensu niszczyć mu życie…

  8. ~AG · 2 stycznia 2013 Odpowiedz

    Witaj Olu. Odnośnie becikowego – co do zasady zgadzam się. Aczkolwiek czy ktoś odpowiedział sobie na pytanie ile osób faktycznie skorzysta z wydłużonego urlopu macierzyńskiego. Nie czarujmy się, że po roku nieobecności w pracy raczej nie ma szans na dalszą kontynuację zatrudnienia. Poza tym gdy korzystasz z podstawowego urlopu macierzyńskiego otrzymujesz 100% wynagrodzenia, ale gdy korzystasz z wydłużonego okresu – otrzymujesz już proporcjonalnie mniej. Nie każdy będzie zatem w stanie sobie pozwolić na skorzystanie z wydłużonego okresu urlopu macierzyńskiego ze względów finansowych (zbyt niskie zarobki po dokonaniu określonych potrąceń). Pozdr. AG.

    • Prawnik na macierzyńskim · 2 stycznia 2013 Odpowiedz

      Witaj Marto,
      pozwolę się z Tobą nie zgodzić ;) Oto dlaczego:
      Po pierwsze – nie do końca zrozumiałym dla mnie jest argument, że „gdy korzystasz z wydłużonego okresu – otrzymujesz już proporcjonalnie mniej.” Jeżeli dotychczas miałaś około pół roku macierzyńskiego, za które otrzymywałaś 100% wynagrodzenia, a potem świadczenia się kończyły, natomiast teraz proponuje się dodatkowe pół roku „niechodzenia do pracy” z jednoczesną pensją w wysokości 60%, ergo nie miałaś nic, a teraz masz 60% – to jakby na to nie spojrzeć, będzie wartość dodana w stosunku do tego, co było. Równie dobrze można narzekać, że w czasie rodzicielskiego nie otrzymuje się 200%.

      Po drugie – w projekcie (bo na razie to tylko projekt) wydłużony urlop macierzyński to tzw. rodzicielski, z którego zarówno tata, jak i mama będą korzystać na równych zasadach. Ta możliwość ma przeciwdziałać dyskryminacji kobiet, bo pozwala na to, by rodzice dzielili się urlopem. Dlatego wcale nie trzeba zakładać, że jeden z rodziców zniknie z pracy na cały rok, bo moze zniknąć na pół roku-tak jak dotychczas, a kolejne pół roku z dzieckiem spędzi drugie z rodziców. Trudno zaprzeczyć, że wychowanie przez mamę czy tatę, to chyba lepsze rozwiązanie niż żłobek czy niania, za którą też musisz płacić.

      Po trzecie, nikt nie każe nikomu wykorzystywać całęgo urlopu rodzicielskiego na raz. Z proponowanych 26 tygodni będzie mozna częsciowo zrezygnować lub rozłożyć nieobecność na raty.

      Po czwarte- jeżeli otrzymane pieniądze nie będą wystarczające, będąc na rodzicielskim czy dodatkowym macierzyńskim można pracować na część etatu i sobie dorobić.

      Między innymi z tych powodów przewiduję, że z wydłużonego urlopu macierzyńskiego skorzystają prawie wszyscy, którzy będą do tego uprawnieni.

Zostaw odpowiedź