Kto jest właścicielem tego dziecka?

Prawa rodzicielskie pod lupą, czyli o tym, kto ma prawo do wychowania dziecka i kontaktów z nim po rozpadzie związku.

Księżniczka, Rycerz i ich Potomek

Bajeczne początki i nieuchronne końce

Większość kobiet marzy o rycerzu na białym koniu. „Przyjedzie taki kiedyś pod mój blok i nawet nie będzie musiał wsiadać do windy. Jeśli weźmie porządny rozbieg … to na czwarte spokojnie da radę.” Mężczyźni z kolei marzą o pięknej niewieście z białymi włosami i rumianym licem. Niech wygląda jak księżniczka, ale nie zaszkodzi, gdy od czasu do czasu zamieni się w śpiącą królewnę, która nie przeszkadza w męskich sprawach.

Często marzenia się spełniają, tyle że po pewnym czasie przestają cieszyć. Księżniczka okazuje się być zbyt śpiąca, na dodatek przeszkadza jej każde ziarnko grochu, a rycerz? Poza swoim rumakiem świata nie widzi.

Z czasem dochodzą do wniosku, że skoro mają tylko jedno życie, to jest ono zbyt krótkie i cenne żeby marnować je na trwanie w związku z kimś, kogo się już nie kocha albo kimś, kto nas zwyczajnie drażni. Ciąg dalszy bajki jest taki, że księżniczka porzuca rycerza, rycerz zabiera rumaka, odchodzi i zostawia po sobie pustą stajnię. Wspólne doświadczenia oboje traktują jako kolejną przygodę w życiu.

A co jeśli stajnia nie jest pusta, bo po przygodzie pozostał trwały ślad ich związku w postaci mieszanki genów rycerza i księżniczki?

To nie bajka. To przeciętny scenariusz z wokandy sądu rodzinnego i opiekuńczego. Tak kończy wiele związków, ale nie o ich zmierzchu będzie tu mowa, a o tym, kto może i powinien wychowywać wspólne dziecko po rozstaniu. Oczywiście temat jest szeroki jak rzeka i wpis ten z całą pewnością go nie wyczerpie, więc na początek wezmę na warsztat zagadnienia podstawowe.

Rozwinięcie wspomnianego scenariusza będzie najprawdopodobniej wyglądało tak, że ową mieszankę genów sąd pozostawi pod opieką księżniczki, rycerzowi zaś przyzna prawo do widzenia we wtorki i czwartki po południu oraz prawo do spędzenia z dzieckiem, co drugiego weekendu. No a wakacje? W zależności od tego, jak uda się dogadać z księżniczką.

Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale rzadko.

Władza rodzicielska

Zakładając, że i w tym przypadku sąd tak postanowi, rozstania naszych bohaterów i przyznanie opieki nad dzieckiem księżniczce nie należy utożsamiać z pozbawieniem rycerza władzy rodzicielskiej. Taka władza to obowiązki i prawa rodziców względem małoletniego dziecka, których celem jest zapewnienie mu należytej pieczy i strzeżenie jego interesów. Przepisy nakazują by rodzice troszczyli się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotowali je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień.

Dziwi Cię ta „praca dla dobra społeczeństwa”? Wiem, trąci nieco PRL-em, ale dokładnie takim sformułowaniem posługuje się kodeks rodzinny i opiekuńczy.

Przykład: jeśli dziecko zręcznie wojuje patykiem, rycerz powinien zaopatrzyć go w zbroję, hełm, kopię i tarczę, bo może w przyszłości pójdzie w ślady ojca i też sięgnie po pas rycerski. Jednakże jeśli u syna  ujawni się talent do malowania – powinien porzucić nadzieje i kształcić go w kierunku artystycznym, itd.

Jeżeli rycerz będzie rażąco zaniedbywał swojego potomka, sąd może pozbawić go władzy rodzicielskiej lub ją ograniczyć. Dopóki jednak sąd tego nie uczyni, dziecko pozostaje pod władzą rodzicielską zarówno jego, jak i księżniczki.

Gdybyśmy żyli w średniowieczu pierwszy etap wychowania młodego rycerza kończyłby się z chwilą, gdy ten osiągnąłby 7 lat. Młody rycerz wyszedłby wówczas spod opieki matki i przeszedłby pod kontrolę ojca. Podobno akt ten symbolizowała ceremonia postrzyżyn wieńcząca dzieciństwo, a rozpoczynająca okres młodzieńczy. Obecnie trochę się to zmieniło i władza rodzicielska trwa zasadniczo aż do osiągnięcia pełnoletniości. Do tego czasu o ważnych sprawach dziecka rodzice powinni rozstrzygać wspólnie. Wprawdzie hełm lub farby można dziecku kupić samodzielnie, ale decyzja o tym, czy będzie ono uczęszczać do gimnazjum sportowego czy już np. do katolickiego musi być wspólna. Podobnie będzie np. z kwestią wyjazdu dziecka na zagraniczny obóz językowy, czy też wybraniem metody jego leczenia, jeżeli jest konieczne.

Prawo do kontaktów

Dziecko musi z kimś mieszkać na stałe. Dlatego jeśli sąd faktycznie zdecyduje, że będzie miało stały pobyt przy księżniczce, wówczas wychowywanie dziecka przez rycerza w wymiarze praktycznym sprowadzi się głównie do wykonywania tzw. „kontaktów”.

Co można zaplanować w ramach kontaktów? Kontakty powinny polegać na przebywaniu z dzieckiem, odwiedzaniu go, zabieraniu poza miejsce jego stałego pobytu. W tym czasie rycerz mógłby np. nauczyć syna jak dosiadać konia, władać kopią i mieczem. Obecnie w ramach kontaktu może jeszcze porozumiewać się z nim przez telefon i Internet.

Jak widać, tzw. kontakty powinny stanowić ważny element życia rodzinnego nawet po rozstaniu rodziców i – co ważne – kontakty te nie są elementem władzy rodzicielskiej.

Co to oznacza w praktyce? Nawet gdyby zapadło orzeczenie pozbawiające władzy rodzicielskiej rycerza, to nie byłby on przez to automatycznie zwolniony z obowiązku utrzymywania kontaktów z dzieckiem (o ile sąd by mu takich kontaktów nie zabronił wprost, o czym będzie poniżej). Jeśli więc rycerza pozbawi się władzy rodzicielskiej, może dojść do sytuacji, że zainwestuje on w zbroję i hełm, a księżniczka i tak pośle dziecko do szkoły muzycznej…

Kiedy ograniczyć kontakty

Bywa też tak, że kontakty z jednym z rodziców nie tylko nie są dobre dla dziecka, ale wręcz szkodzą lub narażają dziecko na niebezpieczeństwo. Znany jest mi przypadek, w którym rycerz zabrał dziecko na turniej rycerski podczas, którego piło się wino do upadłego, ponieważ akurat w dniu turnieju wypadł mu „kontakt”, z którego nie chciał rezygnować.

Zdarza się, że podczas kontaktów dziecko jest zniechęcane przez rodzica np. do edukacji. Po co? Na przekór drugiemu rodzicowi. Przy okazji „akcje” tego liberalnego i pobłażliwego rodzica, według którego szkoła to przeżytek, wzrastają o 100%. Niestety standardem jest także pobudzanie u dziecka wrogości względem drugiego rodzica.

To już nie bajka, a przypadki z życia wzięte. Nie trzeba wspominać jak to się odbija na dziecku.

Czy drugi rodzic, któremu akcje na skutek takich działań spadły, musi to tolerować?

Wprost przeciwnie. I to nie tylko ze względu na swoją pozycję w sporze z drugim rodzicem, ale przede wszystkim ze względu na samo dziecko. Pomijając już kwestie bezpieczeństwa, które z oczywistych względów są priorytetowe, należy zwracać uwagę czy przypadkiem dobrane przez rodziców metody wychowawcze skrajnie nie różnią się od siebie. To ciężki temat, bo nawet jak się różnią, to zarówno księżniczka, jak i rycerz będą święcie przekonani, że słuszną metodą jest ta forsowana przez nich samych. Jeżeli jednak staną pod ścianą i negocjacjami nie będą w stanie osiągnąć zdrowych kompromisów – to mogą się zwrócić do sądu o rozstrzygnięcie w tym zakresie.

Idąc jeszcze dalej, jeżeli księżniczka dojdzie do przekonania, że postępowanie rycerza jest nieodpowiedzialne, a turnieje są szkodliwe dla dziecka, sąd może wówczas ograniczyć lub nawet zakazać kontaktów dziecka z rycerzem. Sposoby ograniczenia tych kontaktów mogą być następujące: (i) zakazanie spotykania się z dzieckiem i zabierania go na turnieje, (ii) zezwolenie na spotykanie się z dzieckiem tylko w obecności księżniczki (wtedy turnieje przestaną być tylko męską sprawą), (iii) ograniczenie lub zakazanie kontaktów przez telefon czy Internet.

Powyższe ograniczenia kontaktów wymieniłam tylko przykładowo, bowiem sąd powinien zastosować dokładnie takie, jakie uzna za konieczne dla dobra dziecka. Z praktyki wynika też, że może stosować powyższe zakazy w węższym zakresie, np. zezwolić na tylko jeden turniej w miesiącu. Oczywiście bez wina.

Opisana sytuacja może być teoretycznie odwrotna i taki zakaz kontaktów może dotknąć także księżniczkę, jeżeli rycerz udowodni, że to właśnie ona ma szkodliwy wpływ na ich dziecko. Od razu zaznaczę, że jeżeli rycerz się na to porwie – długa i wyboista droga przed nim. Niestety z moich obserwacji wynika, że dla większości sądów matka – z samego faktu urodzenia dziecka – jest „uprzywilejowana” jako rodzic. Konsekwencje tego są wiadome.

Całkowity zakaz kontaktów

W pewnych sytuacjach może dojść także do całkowitego zakazu utrzymywania kontaktów z dzieckiem. Takie rozwiązanie zarezerwowane jest dla skrajnie szkodliwych postępowań rodzica np. w przypadkach demoralizowania dziecka, czy też popełnienia przestępstw seksualnych wobec niego.

Co ważne, jeżeli po jakimś czasie sąd dostrzeże zmianę postawy u rodzica może cofnąć takie ograniczenie czy też zakaz kontaktów.

W kontakcie z dziadkami

W czasach średniowiecznych wychowanie młodych rycerzy miało także na celu zaszczepienie im dobrych obyczajów, kultury i obycia. Najczęściej wzory życia czerpano z utworów hagiograficznych. Poza nimi, korzystano jeszcze z utworów opiewających bohaterskie czyny dziadków. Współczesny ustawodawca postanowił wzorować się na tym modelu. Założył więc, że kontakty wnuków z dziadkami sprzyjają kontynuowaniu więzów wielopokoleniowej rodziny i pozytywnie wpływają na rozwój dziecka, dlatego obecnie dziadkowie także mają pełne prawo, aby udać się do sądu i na drodze sądowej żądać uregulowania osobistych kontaktów z wnukami, jeżeli wykażą, że leży to w interesie dziecka.

Sąd jako ostateczność

Na koniec, jedna uwaga. Choć mamy do tego pełne prawo, to angażowanie sądu rodzinnego i opiekuńczego do rozstrzygania sporów o kontakty nie jest idealnym rozwiązaniem. W zależności od obłożenia danego sądu, od tego, jak zaciekle walczą ze sobą rodzice i ile wiórów przy tym leci rozstrzygnięcie danej sprawy potrwa od jednego do kilku miesięcy. Dlatego takie rozwiązanie polecam naprawdę na samym końcu, kiedy wszelkie inne metody negocjacji zawiodą.

Reasumując, nawet po rozstaniu bohaterów naszej historii dziecko nie stanie się ani własnością księżniczki, ani rycerza. Wprawdzie najpewniej zamieszka z księżniczką, ale jeżeli sąd inaczej nie postanowi, oboje rodzice zachowają władzę rodzicielską. Ponadto, rycerzowi przysługiwać będzie prawo – i jednocześnie obowiązek – do kontaktów z dzieckiem. Księżniczka powinna respektować to prawo. O ile kontakty te nie będą o b i e k t y w n i e szkodliwe dla dziecka – nie powinna ich utrudniać! Być może nawet w sądzie uda jej się wygrać „bezsensowną” wojnę o kontakty, ale pomimo wygranej będzie ofiara. Ofiarą tą zawsze jest dziecko, które zanim wyrośnie na dojrzałego rycerza, nie będzie się w stanie obronić przed lecącymi wiórami.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/o-mnie/

15 komentarzy

  1. ~looqash. · 17 listopada 2012 Odpowiedz

    Polska Ally McBeal blogosfery coraz bliżej :) byle tak dalej, szary obywatel potrzebuje prostych słów, które mu opiszą skomplikowane zjawisko. Trzymaj poziom!

  2. ~owska · 19 listopada 2012 Odpowiedz

    a jak to wygląda ze zgodami na wyjazdy dzieci np na kolonie? Jeśli księżniczka i rycerz mają takie same prawa do dzieci ale dzieci mieszkają z księżniczką to czy potrzebne są zgody na wyjazdy, paszporty, dowody i takie tam od rycerza???

    • a.hulewicz · 19 listopada 2012 Odpowiedz

      Jeżeli żadne z rodziców nie utraciło władzy rodzicielskiej przyjmuje się, że w równym stopniu mają prawo i obowiązek decydować o dziecku, bowiem kodeks rodzinny przyznaje obojgu rodzicom jednakowe prawa w zakresie sprawowania władzy rodzicielskiej, i to bez względu na to, czy rodzice są małżeństwem. Wyjątkiem są sprawy istotne. Trudno ocenić, czy w opisanym przypadku bedziemy mieli do czynienia z istotną sprawą z punktu widzenia dziecka. Jeżeli jednak miałabym dokonać takiego podziału dla uproszcenia powiedziałabym, że o ile jest to obóz w kraju-można zadecydować w pojedynkę. Jeśli za granicą – decyzja musi być wspólna. Zresztą bez zgody rycerza i tak nie wyrobisz dziecku paszportu. W braku porozumienia między rodziacami rozstrzyga sąd opiekuńczy.

  3. ~j · 21 listopada 2012 Odpowiedz

    Znany jest mi przypadek kiedy to tatuś każdorazowo źle wypoiwada się przy dziecku o nauczycielach, mówi mu że nie musi się uczyć, że zajęcia dodatkowe to wymysł matki – sprawa była zgłaszana w Sądzie i co?
    Sędzina stwierdziła ze to wymysł matki i ojciec 2x w tygodniu robi nadal to samo – ah te Sądy!
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

  4. ~anna205 · 21 listopada 2012 Odpowiedz

    Na szczeście polskie sądy coraz częściej przyznają opiekę ojcom, pod warunkiem że taki ojciec chce tego i stara się o to, bo z tym też różnie bywa. Mam nadzieje, że wkrótce poruszysz także temat RODK-ów, tam to dopiero są hece, takie państwo w państwie traktowane jak wyrocznia (niestety). Pozdrawiam wszystkich wychowujących tatusiów!!
    p.s. świetny blog :)

  5. ~anna205 · 21 listopada 2012 Odpowiedz

    Nawet nie wiedziałam że za niestawianie się na kontakty grożą kary finansowe… to bardzo ciekawe, czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy. Pozdrawiam.

  6. ~Anna · 25 stycznia 2013 Odpowiedz

    Witam, mam pytanie, mój partner jest w ciężkiej sytuacji, stara się o opiekę nad córką, ponieważ matka sama wyjechała a zostawiła dziecko z babcią, ważne jest również to że wywiozła dziecko 700km od ojca, który odwiedza małą minimum raz w miesiącu i dzwoni dwa-trzy razy w tygodniu, jak są tel. odbierane. Kiedy dowiedziała się o sprawie w sądzie za wszelką cenę utrudnia mu kontakty, Mała ma 7 lat więc będzie ważna opinia OŚDK, ale jak ojciec ma mieć więź z dzieckiem skoro matka nie pozwala mu małej zabierać do siebie, bo wie że dziecko wyrazi chęć zamieszkania właśnie z nim. Co można zrobić, najgorsze jest to że mała nie jest ani z ojcem ani z matką, tylko opiekę sprawuje nad nią babcia. Jest oczywiście złożony wniosek o zabezpieczenie kontaktów, ale i tam ona nie wyraża zgody na wyjazdy dziecka, czy sąd może przychylić sie do jej wniosku? Dziękuję za odpowiedź, pozdrawiam

    • Prawnik na macierzyńskim · 25 stycznia 2013 Odpowiedz

      Teoretycznie może. Matki w polskim sądzie są uprzywilejowane. Pertnerowi radziłabym się zwrócić do profesjonalnej kancelarii po pomoc prawną.

      • ~Anna · 28 stycznia 2013 Odpowiedz

        Dziękuję, owszem mamy prawnika, ale od niego niewiele możemy się dowiedzieć, a naprawdę ciężko jest odpowiedzieć dziecku kiedy przy każdym telefonie pyta się o przyjazd do ojca :(. Polskie prawo niestety nie sprzyja ojcu, a rzadko się zdarza żeby ten zabiegał o kontakty z dzieckiem, matka powinna to docenić.
        Pozdrawiam

        • Prawnik na macierzyńskim · 28 stycznia 2013 Odpowiedz

          Rozumiem, to są ciężkie sprawy. Masz rację ojcowie mają znacznie trudniej. Współczuję i wam i dziecku; (

          • ~Anna · 18 lutego 2013

            Powiedzmy że wygraliśmy, miesiąca wakacji mała spędzi u Nas :D ale wszystkie dłuższe jak tydzień K. musi jeździć do małej na północ i wynajmować pensjonat.. chore możemy ją zabrać ze szczecina do Olsztyna ale już na Śląsk nie :/ przetrzymamy, dobrze że Sędzina przyszpiliła trochę mamusię i jej wymysły :) a Mała jaka szczęśliwa że przyjedzie :D
            Pozdrawiam

          • Prawnik na macierzyńskim · 18 lutego 2013

            Naprawdę budujące jest to, jak Ty się w to angażujesz i zabiegasz o te kontakty. Takie sytuacje rzadko się zdarzają, bo na ogół nowi partnerzy niechętnie akceptują dzieci z poprzedniego związku swojego partnera. Patrzcie i uczcie się ;) Życzę żeby udało się Wam stworzyć prawdziwą rodzinę mimo tych wszystkich przeciwności i przeszkód prawnych!

  7. parafrazuje · 14 października 2013 Odpowiedz

    Władza, w tym też władza rodzicielska, sprawowana w okresie pokoju – ma się wrażenie – nie jest niczym skomplikowanym. Decyzje wydają się proste, kompromisy zupełnie możliwe. Wewnętrzna „polityka rodzinna” funkcjonuje – przynajmniej patrząc na nią z boku – bez zarzutów i bez większych „zgrzytów”. W każdym razie pokój generuje spokój.

    Jednak gdy o „władzę” zaczyna się „walka”, mir rodzinny ulega zaburzeniu. Władza rodzicielska pojmowana zaczyna być dosłownie, z naciskiem na słowo „władza”. Walka o władzę przeradza się w regularną wojnę między dwiema rywalizującymi stronami, w której cel (czyli dziecko) uświęca stosowane (przez rodziców) środki (metody), przy czym nie zawsze stosowane środki wpływają z korzyścią na sam cel. Niestety, w walce o władzę rodzicielską, środki stają się bardziej istotne niż sam cel.

    Coś tam na ten temat pisałam u siebie na blogu. Zapraszam do przeczytania całości
    http://czas-z-rodzina.blog.onet.pl/2013/09/05/wladza-rodzicielska-niestety-czesciej-utozsamiana-z-panowaniem-i-przewaga-niz-z-rodzicielstwem/

Zostaw odpowiedź